poniedziałek, 8 czerwiec 2009
Oko cyklonu
Etykiety:
twarda edukacja
Utknąłem w martwym punkcie. Zatrzymałem się na chwilę by zaczerpnąć powietrza w tej gonitwie...
Przez ostatni okres czasu, aż do teraz, byłem częścią huraganu. Częścią wielkiej wichury, z piorunami, gradem błyskawicami i porywistym wiatrem. Tak metaforycznie opisałbym to co dzieje się wokół.
Wszystko się jakoś samo napędziło. Milion rzeczy do zrobienia w mikrosekundzie czasu. Wszystko naraz i dlaczego jeszcze nie zrobione. Znasz to. Wiesz o czym mówię, choć niektórzy z Was mają na to własne sposoby.
To element edukacji w administrowaniu zasobami. Czasem. Energią. Sobą... W pewnym momencie mimo mojej dubeltowej wydajności w powierzonych zadaniach stałem się zbyt mało wydajny. Zbyt mała przepustowość.. Jak niszczarka, w którą włożysz pół ryzy papieru.
Zgodnie z prawem fizyki ciała które się już ruszają nadal chcą się ruszać. Nagłe zatrzymanie na dłuższą chwilę zmiażdżyłoby mi plecy. Trzeba powoli. Stopniowo.. Coraz Wolniej... i Wolniej... i Wolniejj.. ii jeeeeszczee wooolniej... baaardzo powoooolii. Taaak. Właśnie taaak powoooli jaaak teeeraaz..... A kiedy będę myślał o tym jak bardzo spokojny staję się dzięki temu, mam szansę wyjść z tego wiru. Stanąć obok i popatrzeć z politowaniem na "nich" wszystkich pędzonych w tym zaprzęgu.
I kiedy patrzę na ten wir.. On staje się coraz mniejszy.. bardziej przezroczysty i jakiś taki falujący.. Potem zaczyna zanikać. Jak obraz starego telewizora. Nie dość, że biało czarny to jeszcze ciemny i słabo widoczny. Na dodatek to słońce, które razi i jeszcze bardziej zniekształca obraz wiru. Stał się cichy. Wiatr ustał.. Gdzie ten wir.. A tutaj. To ten pyłek, który właśnie rozpłynął się w powietrzu... Spokój i cisza.
I czuję, że jestem spokojny. Mogę wziąć oddech. Głęęboooki oddech.. Odetchnąć z ulgą. Otrzepać z siebie kurz i pył stresu. Usiadłem i patrzę na tą wirówkę ludzkiej pracy i pogoni. Teraz się uśmiecham. Nie ustami, czy samym wyrazem twarzy. Uśmiecham się całym ciałem. Uśmiecham się od stóp do końców palców. Wiesz jak to jest kiedy uśmiecha się ciałem?
A teraz mogę wziąć się do zrobienia rzeczy w takiej kolejności i w takim tempie jakie będzie mi odpowiadało. Teraz jest czas, by żyć własnym życiem. Własną chwilą. Własnymi myślami i marzeniami. Dziękuję.
Przez ostatni okres czasu, aż do teraz, byłem częścią huraganu. Częścią wielkiej wichury, z piorunami, gradem błyskawicami i porywistym wiatrem. Tak metaforycznie opisałbym to co dzieje się wokół.
Wszystko się jakoś samo napędziło. Milion rzeczy do zrobienia w mikrosekundzie czasu. Wszystko naraz i dlaczego jeszcze nie zrobione. Znasz to. Wiesz o czym mówię, choć niektórzy z Was mają na to własne sposoby.
To element edukacji w administrowaniu zasobami. Czasem. Energią. Sobą... W pewnym momencie mimo mojej dubeltowej wydajności w powierzonych zadaniach stałem się zbyt mało wydajny. Zbyt mała przepustowość.. Jak niszczarka, w którą włożysz pół ryzy papieru.
Zgodnie z prawem fizyki ciała które się już ruszają nadal chcą się ruszać. Nagłe zatrzymanie na dłuższą chwilę zmiażdżyłoby mi plecy. Trzeba powoli. Stopniowo.. Coraz Wolniej... i Wolniej... i Wolniejj.. ii jeeeeszczee wooolniej... baaardzo powoooolii. Taaak. Właśnie taaak powoooli jaaak teeeraaz..... A kiedy będę myślał o tym jak bardzo spokojny staję się dzięki temu, mam szansę wyjść z tego wiru. Stanąć obok i popatrzeć z politowaniem na "nich" wszystkich pędzonych w tym zaprzęgu.
I kiedy patrzę na ten wir.. On staje się coraz mniejszy.. bardziej przezroczysty i jakiś taki falujący.. Potem zaczyna zanikać. Jak obraz starego telewizora. Nie dość, że biało czarny to jeszcze ciemny i słabo widoczny. Na dodatek to słońce, które razi i jeszcze bardziej zniekształca obraz wiru. Stał się cichy. Wiatr ustał.. Gdzie ten wir.. A tutaj. To ten pyłek, który właśnie rozpłynął się w powietrzu... Spokój i cisza.
I czuję, że jestem spokojny. Mogę wziąć oddech. Głęęboooki oddech.. Odetchnąć z ulgą. Otrzepać z siebie kurz i pył stresu. Usiadłem i patrzę na tą wirówkę ludzkiej pracy i pogoni. Teraz się uśmiecham. Nie ustami, czy samym wyrazem twarzy. Uśmiecham się całym ciałem. Uśmiecham się od stóp do końców palców. Wiesz jak to jest kiedy uśmiecha się ciałem?
A teraz mogę wziąć się do zrobienia rzeczy w takiej kolejności i w takim tempie jakie będzie mi odpowiadało. Teraz jest czas, by żyć własnym życiem. Własną chwilą. Własnymi myślami i marzeniami. Dziękuję.
czwartek, 7 maj 2009
Szacunek do siebie i koszt alternatywny
Etykiety:
twarda edukacja
Koszt alternatywny, cytując wikipedię to:
pozostawiam Cię na chwilę z tą teorią..
Przejdę do szacunku. Szacunek do samego siebie. Do własnej osoby. To, w jaki sposób traktujesz siebie na tle innych.. Na ile tolerujesz to, że inni decydują za Ciebie. Na ile jesteś bierny w swoich działaniach.. Ile realnie zyskujesz a ile tracisz możliwości robiąc to co robisz teraz..
Krótki termin czy długie lata... Jaka perspektywa? Czego chcesz i co możesz? Co sprzedajesz i dlaczego tak tanio... ?
W ekonomii koszt alternatywny danego dobra to ilość innego dobra, z której trzeba zrezygnować, aby możliwe stało się wytworzenie dodatkowej jednostki tego pierwszego.
Koszt alternatywny w wielu podręcznikach z zakresu ekonomii jest również definiowany jako koszt potencjalnie utraconych możliwości (lub jako koszt utraconych korzyści). Można to tłumaczyć w następujący sposób: Załóżmy, że otwieramy przedsiębiorstwo. Naszym głównym celem jest osiąganie jak najwyższych obrotów, ale może się zdarzyć sytuacja, w której nasze przedsiębiorstwo nie zarobi nic - właśnie wtedy tracimy potencjalny zysk, jaki moglibyśmy zarobić, gdybyśmy zatrudnili się u innego przedsiębiorcy i to właśnie jest koszt alternatywny.
Inaczej mówiąc, koszt alternatywny jest to wartość najlepszej z możliwych korzyści utraconej w wyniku dokonanego wyboru. Zatem koszt alternatywny:
jest zawsze ponoszony przez osobę podejmującą decyzję,
jest określony w chwili dokonywania wyboru,
ma charakter subiektywny.
Przykład
Kosztem alternatywnym Twojej edukacji jest to, czego nie zarobisz wtedy, gdy się uczysz.
pozostawiam Cię na chwilę z tą teorią..
Przejdę do szacunku. Szacunek do samego siebie. Do własnej osoby. To, w jaki sposób traktujesz siebie na tle innych.. Na ile tolerujesz to, że inni decydują za Ciebie. Na ile jesteś bierny w swoich działaniach.. Ile realnie zyskujesz a ile tracisz możliwości robiąc to co robisz teraz..
Krótki termin czy długie lata... Jaka perspektywa? Czego chcesz i co możesz? Co sprzedajesz i dlaczego tak tanio... ?
czwartek, 23 kwiecień 2009
Dążysz do celu, czy cel jest dążony do Ciebie?
Etykiety:
cel plan strategia
A może to i to jednocześnie?
Na forum nlppolska w temacie "Oszustwo stulecia - pewnosc siebie" zainspirowały mnie teksty Mateusza Grzesiaka, a jeszcze bardziej wypowiedź Jana.
Cytuję jej fragment:
I ja miałem ostatnio podobne przebłyski. Podobne odczucia i obrazy.. Zacząłem rozumieć pewne sprawy w inny sposób. W inny to znaczy w jaki? Co konkretnie?
Otóż:
1. Świat Cię non stop uczy - zgodnie z tym czego oczekujesz
Masz cele, masz marzenia. Dążysz do pewnych rzeczy. Pewnie zauważyłeś, że niektóre rzeczy osiągasz łatwiej, inne trudniej. Ja mam wspaniałą żonę, cudowną miłość i ciepło w życiu uczuciowym, mam zdrowie i młodość. Marzę o kasie i dostatnim życiu, o podróżach i wielu wspaniałych przygodach. Są tacy, których celem jest to, co ja już mam. Są tacy, którzy nawet o takiej rzeczywistości nawet nie marzą.. Są i też tacy, którzy osiągnęli to co ja zawsze chciałem. I od tych będę się uczył. Mimo wszystkiego co chcesz się nauczyć sam, życie i tak nauczy Cię więcej niż byś chciał.
Piszę to o moich doświadczeniach i moich fragmentach rzeczywistości.
Gdzieś na górze kieruje mną niezależna ode mnie mądrość, która za wczasu wie jak wszystko poustawiać, jak zorganizować, abym osiągnął (jeśli to dla mnie dobre), lub nie osiągnął (jeśli mogłyby wiązać się z tym jakieś negatywne konsekwencje). Ta mądrość otacza mnie doświadczeniami w kierunku, który sam chcę osiągnąć, ucząc wszystkiego co niezbędne do osiągnięcia tego celu.
Ciekawa historia z moją edukacją. Kończąc szkołę średnią, byłem ze wspaniałą kobietą, zaręczyliśmy się. Chciałem studiować, chciałem się dalej edukować. Byłem przekonany o tym, że studia architektury we wrocławiu będą dla mnie rozwojowe i mądre. I teraz: Gdybym postanowił, że jest to mój cel i bezwzględnie dążył do jego realizacji to pewnie by mi się to udało, ale...
No właśnie. Wszystko wyjaśniło się później. Próbowałem dostać się na Politechnikę Rzeszowską i studiować "dziennie" informatykę. Niestety, o dostaniu się na ten kierunek decydowała średnia 5.6 wzwyż.
Złożyłem dokumenty na WSiZ w Rzeszowie (uczelnia niepaństwowa, płatna). Od początku szkoły średniej krytykowałem tę szkołę, że kupowanie wykształcenia, że komercja, że to nie szkoła tylko firma i mnóstwo innych bzdurnych argumentów. Zacząłem studiować w systemie zaocznym.
W międzyczasie miłość mojego życia, zgodziła się być moją żoną, wspólne mieszkanie, radość życia.. miodek :-)
Dziś, kiedy widzę jakość przekazywanej wiedzy na mojej uczelni, stale podnoszony standard, stale rozwijane kierunki i non stop unowocześnianie uczelni. Kiedy widzę, że państwowe uczelnie są lata świetlne za WSiZ ze względu na wykształcenie i doświadczenie wykładowców - doceniam i jestem wdzięczny tej nieograniczonej mądrości, że zaplanowała te pięć lat lepiej niż sam mógłbym to zrobić.
Mógłbym przecież sobie to wszystko wymyślić i realizować konsekwentnie. Mógłbym, ale jestem pewien, że ta mądrość i tak zorganizowałaby wszystko jeszcze lepiej.
Tę część mojego doświadczenia pokrywa się z tym o czym pisał Mateusz Grzesiak,
"jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany".
Wyznaczamy kierunki, w których chcemy się rozwijać.
2. Chcieć doświadczyć - zamiast "będę szczęśliwy jak to osiągnę"
Trudno byłoby być jednocześnie w tym samym czasie muzułmaninem i katolikiem, sportowcem i żulem, biednym i bogatym, dającym i biorącym. Wybierasz pewne konteksty, pewne fragmenty doświadczeń w których jesteś jednym, a w innych jesteś kimś innym. To tak jak te dwie energie.. kobieca i męska. Przeplatają się w zajemnie... Współgrają i tworzą ruch. Bycie 100% męską energią w absolutnie każdej sekundzie życia jest niemożliwe. Czasem jest więcej energii kobiecej, czasem męskiej.
Teraz. Wybierając sobie kierunek. Np. Chcę podróżować, chcę mieć dużo forsy, żeby zaspokajać wszystkie swoje potrzeby (dawanie innym też jest moją potrzebą) życie skieruje mnie do takich doświadczeń, które będą pomagały mi to osiągnąć.
Czy te wnioski burzą moje wszystkie wcześniejsze wnioski na temat planowania swojego czasu? ABSOLUTNIE NIE! Jeśli sobie zaplanuję, że chcę studiować, jeśli sobie zaplanuję, że zrobię to i to w ciągu następnych pięciu lat to życie mi pomoże w realizacji tego planu. Co ciekawe poskreśla niektóre punkty planu, wykroi pewną rzeczywistość z tej listy. Stworzy pewną nową alternatywę, której nawet nie bierzemy teraz pod uwagę.
Go with the flow... Tak, ale planuj kierunki, w którym to flow ma podążać. A nawet jeśli życie pozmienia i pogmatwa te plany, zastanów się chwilę o ile dalej Cię zaniosło i ile więcej Cię nauczyło niż pierwotnie planowałeś? Fale na oceanie mogą Cię rzucać w promieniu kilku kilometrów i przez całe życie dryfujesz w tym obrębie, ale kiedy siądziesz do wioseł, mimo fal znoszących i wiatrów, będziesz płynął tam gdzie chcesz (przynajmniej będzesz w tym kierunku sterował swoim dziobem ;-)
Ostatnio zaciekawiłem się fraktalami. W mojej głowie zaroiło się od obrazów porównawczych. Np. atom, układ słoneczny, galaktyki, neurony w głowie, mózg, małpa, przyroda, planeta, układ słoneczny, atom, komórka, mózg, człowiek.. itd. Fraktale nie są stałe, za każdym razem zmienia się jakiś pierwiastek. Po pewnych powtórzeniach fraktal zmienia się w zupełnie nowy wzór..
Ucząc się z doświadczenia innych, wyciągając jego kompletny model i tak zrobimy coś innego, ktoś inny zrobi coś jeszcze innego.. Potem społeczeństwo ucząc się tego wszystkiego wymyśli coś jeszcze innego. Kolejny wzór fraktalu... abstrakcja.
Ale co z tego wyciągnąłem?
Planując coś, życie dołoży coś nowego, stworzy nowy wzór tego co planowałeś. Zaplanuje dla Ciebie ścieżki, których nawet się nie spodziewasz. Będziesz pędzony i uczony w Twoim życiu w kierunkach, które pierwotnie chciałeś, ale które doprowadzą Cię do całkiem nowych kierunków.
Planuj więc, pamiętając o tym wszystkim co wyżej napisałem. Mimo nie osiągnięcia 100% tego co zaplanowałeś nauczysz się od siebie więcej niż mógłbyś to sobie wymarzyć, nawet jeśli nie będą to tylko przyjemne doświadczenia...
Nie chcę żebyś się z tym zgadzał. Broń się przed przyjmowaniem tego za jakąś teorię, czy wiedzę, która jest super obiektywnie mądra. Jest tylko flowem mojego umysłu i moją nauką dla siebie samego. Będę szczęśliwy, jeśli dzięki temu będzie Ci w życiu lżej i łatwiej będziesz osiągał poziomy świadomości o jakich marzysz. Weź fragment tego co chciałem Ci przekazać.. oczywiście jeśli tego chcesz. Sam wyznaczasz kierunki rozwoju swoich fraktali..
Na forum nlppolska w temacie "Oszustwo stulecia - pewnosc siebie" zainspirowały mnie teksty Mateusza Grzesiaka, a jeszcze bardziej wypowiedź Jana.
Cytuję jej fragment:
Zaczyna się wtedy przeżywać taką jedność ze światem, bycie jego integralną częścią, częścią jakiejś zajebistej całości. Jakość i forma doświadczeń przestają mieć znaczenie, co ciekawe, doświadczanie samo w sobie przestaje mieć znaczenie. Bo zanika pierwotne poczucie konieczności posiadania celu. To jest ciekawe, co? Tak jak pisze MG: jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany.
Nie wiem jak można dobrze opisać stan w którym słowo cel traci znaczenie, bo przecież jak pisze Daniel Pieńkowski - istotny jest postęp, a postęp realizuje się poprzez wytyczanie sobie celów, zmianę, dążenie do doskonałości. Ludzie zajmujący się NLP są w większości orędownikami powiedzenia "Człowiek jest kowalem własnego losu", lub rożnych jego wariacji. Bierzesz siebie w garść i jak plastelinę - przekształcasz.
Tak, ale właśnie - wyobraź sobie taki stan umysłu, który raz że trwa stale, nieprzerwanie, a dwa że daje ci poczucie całkowitego spełnienia i sensu niezależnie od tego co robisz, a przede wszystkim przy zachowaniu poczucia twojej 100% autentyczności masz absolutną wręcz metafizyczna pewność że cokolwiek by się nie stało, i tak wszystko będzie super OK.
Celem jest wtedy egzystencja.
I ja miałem ostatnio podobne przebłyski. Podobne odczucia i obrazy.. Zacząłem rozumieć pewne sprawy w inny sposób. W inny to znaczy w jaki? Co konkretnie?
Otóż:
1. Świat Cię non stop uczy - zgodnie z tym czego oczekujesz
Masz cele, masz marzenia. Dążysz do pewnych rzeczy. Pewnie zauważyłeś, że niektóre rzeczy osiągasz łatwiej, inne trudniej. Ja mam wspaniałą żonę, cudowną miłość i ciepło w życiu uczuciowym, mam zdrowie i młodość. Marzę o kasie i dostatnim życiu, o podróżach i wielu wspaniałych przygodach. Są tacy, których celem jest to, co ja już mam. Są tacy, którzy nawet o takiej rzeczywistości nawet nie marzą.. Są i też tacy, którzy osiągnęli to co ja zawsze chciałem. I od tych będę się uczył. Mimo wszystkiego co chcesz się nauczyć sam, życie i tak nauczy Cię więcej niż byś chciał.
Piszę to o moich doświadczeniach i moich fragmentach rzeczywistości.
Gdzieś na górze kieruje mną niezależna ode mnie mądrość, która za wczasu wie jak wszystko poustawiać, jak zorganizować, abym osiągnął (jeśli to dla mnie dobre), lub nie osiągnął (jeśli mogłyby wiązać się z tym jakieś negatywne konsekwencje). Ta mądrość otacza mnie doświadczeniami w kierunku, który sam chcę osiągnąć, ucząc wszystkiego co niezbędne do osiągnięcia tego celu.
Ciekawa historia z moją edukacją. Kończąc szkołę średnią, byłem ze wspaniałą kobietą, zaręczyliśmy się. Chciałem studiować, chciałem się dalej edukować. Byłem przekonany o tym, że studia architektury we wrocławiu będą dla mnie rozwojowe i mądre. I teraz: Gdybym postanowił, że jest to mój cel i bezwzględnie dążył do jego realizacji to pewnie by mi się to udało, ale...
No właśnie. Wszystko wyjaśniło się później. Próbowałem dostać się na Politechnikę Rzeszowską i studiować "dziennie" informatykę. Niestety, o dostaniu się na ten kierunek decydowała średnia 5.6 wzwyż.
Złożyłem dokumenty na WSiZ w Rzeszowie (uczelnia niepaństwowa, płatna). Od początku szkoły średniej krytykowałem tę szkołę, że kupowanie wykształcenia, że komercja, że to nie szkoła tylko firma i mnóstwo innych bzdurnych argumentów. Zacząłem studiować w systemie zaocznym.
W międzyczasie miłość mojego życia, zgodziła się być moją żoną, wspólne mieszkanie, radość życia.. miodek :-)
Dziś, kiedy widzę jakość przekazywanej wiedzy na mojej uczelni, stale podnoszony standard, stale rozwijane kierunki i non stop unowocześnianie uczelni. Kiedy widzę, że państwowe uczelnie są lata świetlne za WSiZ ze względu na wykształcenie i doświadczenie wykładowców - doceniam i jestem wdzięczny tej nieograniczonej mądrości, że zaplanowała te pięć lat lepiej niż sam mógłbym to zrobić.
Mógłbym przecież sobie to wszystko wymyślić i realizować konsekwentnie. Mógłbym, ale jestem pewien, że ta mądrość i tak zorganizowałaby wszystko jeszcze lepiej.
Tę część mojego doświadczenia pokrywa się z tym o czym pisał Mateusz Grzesiak,
"jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany".
Wyznaczamy kierunki, w których chcemy się rozwijać.
2. Chcieć doświadczyć - zamiast "będę szczęśliwy jak to osiągnę"
Trudno byłoby być jednocześnie w tym samym czasie muzułmaninem i katolikiem, sportowcem i żulem, biednym i bogatym, dającym i biorącym. Wybierasz pewne konteksty, pewne fragmenty doświadczeń w których jesteś jednym, a w innych jesteś kimś innym. To tak jak te dwie energie.. kobieca i męska. Przeplatają się w zajemnie... Współgrają i tworzą ruch. Bycie 100% męską energią w absolutnie każdej sekundzie życia jest niemożliwe. Czasem jest więcej energii kobiecej, czasem męskiej.
Teraz. Wybierając sobie kierunek. Np. Chcę podróżować, chcę mieć dużo forsy, żeby zaspokajać wszystkie swoje potrzeby (dawanie innym też jest moją potrzebą) życie skieruje mnie do takich doświadczeń, które będą pomagały mi to osiągnąć.
Czy te wnioski burzą moje wszystkie wcześniejsze wnioski na temat planowania swojego czasu? ABSOLUTNIE NIE! Jeśli sobie zaplanuję, że chcę studiować, jeśli sobie zaplanuję, że zrobię to i to w ciągu następnych pięciu lat to życie mi pomoże w realizacji tego planu. Co ciekawe poskreśla niektóre punkty planu, wykroi pewną rzeczywistość z tej listy. Stworzy pewną nową alternatywę, której nawet nie bierzemy teraz pod uwagę.
Go with the flow... Tak, ale planuj kierunki, w którym to flow ma podążać. A nawet jeśli życie pozmienia i pogmatwa te plany, zastanów się chwilę o ile dalej Cię zaniosło i ile więcej Cię nauczyło niż pierwotnie planowałeś? Fale na oceanie mogą Cię rzucać w promieniu kilku kilometrów i przez całe życie dryfujesz w tym obrębie, ale kiedy siądziesz do wioseł, mimo fal znoszących i wiatrów, będziesz płynął tam gdzie chcesz (przynajmniej będzesz w tym kierunku sterował swoim dziobem ;-)
Ostatnio zaciekawiłem się fraktalami. W mojej głowie zaroiło się od obrazów porównawczych. Np. atom, układ słoneczny, galaktyki, neurony w głowie, mózg, małpa, przyroda, planeta, układ słoneczny, atom, komórka, mózg, człowiek.. itd. Fraktale nie są stałe, za każdym razem zmienia się jakiś pierwiastek. Po pewnych powtórzeniach fraktal zmienia się w zupełnie nowy wzór..
Ucząc się z doświadczenia innych, wyciągając jego kompletny model i tak zrobimy coś innego, ktoś inny zrobi coś jeszcze innego.. Potem społeczeństwo ucząc się tego wszystkiego wymyśli coś jeszcze innego. Kolejny wzór fraktalu... abstrakcja.
Ale co z tego wyciągnąłem?
Planując coś, życie dołoży coś nowego, stworzy nowy wzór tego co planowałeś. Zaplanuje dla Ciebie ścieżki, których nawet się nie spodziewasz. Będziesz pędzony i uczony w Twoim życiu w kierunkach, które pierwotnie chciałeś, ale które doprowadzą Cię do całkiem nowych kierunków.
Planuj więc, pamiętając o tym wszystkim co wyżej napisałem. Mimo nie osiągnięcia 100% tego co zaplanowałeś nauczysz się od siebie więcej niż mógłbyś to sobie wymarzyć, nawet jeśli nie będą to tylko przyjemne doświadczenia...
Nie chcę żebyś się z tym zgadzał. Broń się przed przyjmowaniem tego za jakąś teorię, czy wiedzę, która jest super obiektywnie mądra. Jest tylko flowem mojego umysłu i moją nauką dla siebie samego. Będę szczęśliwy, jeśli dzięki temu będzie Ci w życiu lżej i łatwiej będziesz osiągał poziomy świadomości o jakich marzysz. Weź fragment tego co chciałem Ci przekazać.. oczywiście jeśli tego chcesz. Sam wyznaczasz kierunki rozwoju swoich fraktali..
czwartek, 16 kwiecień 2009
Zarodki pomysłów
Kiedyś napisałem to na GoldenLine, ale znikło.. Wracam do tematu i wrzucam go tutaj:
Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się." Albert Einstein
Niezaprzeczalnie Einstein był geniuszem o ogromnej wyobraźni. W swoich przemyśleniach nigdy nie ograniczał się jedynie do świata jaki znał. Jego wyobraźnia pozwalała mu zbadać wszechświat mający więcej niż 3 wymiary. (Np. wyobrażał sobie jak w skórzanej kurtce pędzi na promieniu świetlnym, obserwując inne promienie).
Żeby zrozumieć jego podejście musimy wyjść poza to co wydaje nam się znajome.
Musimy wyrwać się z reguł, które nami teraz rządzą, które krępują nasz sposób myślenia o bogactwie. Nie twierdzę, że nasze stare reguły myślenia były dobre czy złe, ale skoro nie mamy jeszcze upragnionego miliona znaczy że myślenie nie było aż tak skuteczne.
I tak jak z głębokiego rowu, lub bagna raczej trudno wydostać się bez pomocy drugiej osoby, tak samo potrzebujemy pomysłu z zewnątrz, aby zerwać z regułową rutyną. Pomogą nam w tym zarodki pomysłów. Zarodki te pomogą nam oderwać uwagę od bezużytecznych reguł, którymi kierowaliśmy się do tej pory rozwiązując nasz problem.
O co chodzi? Czym jest zarodek pomysłu?
Zarodek pomysłu jest absurdem, najlepiej gdyby miał niewiele wspólnego z naszym problemem. Pomysł całkowicie oderwany od naszego aktualnego sposobu myślenia pomoże nam spojrzeć na nasze wyzwanie (czyli zdobycie upragnionego miliona) z zupełnie nowych punktów widzenia.
To co proponuję tutaj to fantastyczna zabawa jakiej możesz doświadczyć podczas wymyślania zarodków pomysłów. Chcę żebyś przestał/a myśleć logicznie najbardziej jak to tylko możliwe. Einstein wymyślił teorię względności wybierając się na przejażdżkę po promieniu świetlnym. Chcesz być równie kreatywny wymyślając sposób zdobycia naszego miliona.
Ludzie często czują się głupio rozmyślając o gwoździach kiedy myślą o rozwiązaniu problemu zdobycia miliona albo zlikwidowaniu głodu na świecie. Dlatego często lepiej jeśli ktoś nam narzuci z góry ustalony, głupi pomysł, który będzie naszym zarodkiem pomysłu.
I tu moja propozycja: włącz telewizor, wybierz dowolny program lub otwórz słownik w 4 różnych miejscach i zapisz sobie 5 zarodków pomysłów.
Jako pojedynczy zarodek pomysłu zapisz sobie 4 rzczy:
1. Osoba
2. Miejsce
3. Rzecz
4. Czynność
Zapisz sobie 5 takich zarodków a następnie wyobraź sobie każdą sytuację oraz sposób w jaki może to rozwiązać nasz problem (zdobycie miliona)
Np. w wyniku mojego surfowania zapisałem;
1. Siatkarki
2. Plaża w Turcji
3. Futro
4. Szokować
Wyobraziłem sobie jak na przeraźliwie upalnej plaży w Turcji ma rozpocząć się mecz siatkarek. W ostatnim momencie ktoś zarządził że będą grały w futrach z norek. Kibice są tak zszokowani jak tylko to możliwe. Siedzą z rozdziawionymi gębami a facet, który robił wtedy zdjęcia, jako jedyny fotograf zainteresowany tym meczem inkasuje milion dolarów od czasopism za zdjęcia podczas niego zrobione.
Prawda że szalone? I o to właśnie chodzi!
Starodawnym schematem myślenia pewnie myślałbym że trzeba mieć pieniądze żeby włożyć na fundusz inwestycyjny a po 20 latach będę miał milion, albo kupić nieruchomości, albo założyć firmę itp.
Pamiętaj, że zarodek pomysłu może nie dostarczyć nam poszukiwanego rozwiązania. Jest tylko i wyłącznie punktem wyjścia do wymyślania twórczych idei. Kiedy z każdej strony obejrzysz wyimaginowaną sytuację możesz dostrzec coś interesującego i wnikliwego. Zarodek pomysłu ma za zadanie rozbudzić naszą wyboraźnię do tworzenia błyskotliwych rozwiązań.
I tu kolejna fajna rzecz, która następnie się pojawia: Pytania
Einstein zadawał sobie pytania typu: "Jak będę jechał na tym promieniu to czy zniknie moje odbicie w lustrze?"
Czy gdyby te siatkarki wyszły w futrach to media same zainteresowałyby się tym faktem? A co, gdyby jeszcze na tych futrach pewna firma umieściła swoją reklamę? Czy dałoby to kolejny milion? itp. Te pytania mogą sprawić że w Twojej głowie zabłyśnie wyjątkowa myśl, która doprowadzi Cię do miliona.
Bardzo ważne w całym naszym rozważaniu jest dokładne zdefiniowanie problemu (wyzwania). W naszym przypadku jest to zdobycie miliona (złotych, euro, dolarów, funtów?). W jakim czasie? W jakiej postaci? (bilon, banknoty, sztaby złota, domy, obroty w firmie?)
kto go osiągnie (ja, cała rodzina, ludzie z forum GL - wszyscy razem czy każdy z osobna?).
Zapraszam do pisania tu swoich zarodków pomysłów i sposobów w jaki mogą one pomóc nam osiągnąć nasz cel: miliona zł
Włącz telewizor i skocz po przypadkowych programach. zapisz sobie osobę, miejsce, rzecz i czynność, a potem włącz wyobraźnię, przymróż jedno oko, lewą ręką trzymaj się za prawą kostkę u nogi, prawą drap się po głowie (ta pozycja pozwoli Ci na uwolnienie dodatkowej porcji humoru i kreatywności ) i podziel się z nami swoimi zarodkami
Pozdrawiam. Żyj świadomie
PS. Artykuł napisałem po przeczytaniu książki "myśleć jak Einstein" autorstwa Scott'a Thorpe. Polecam tę wybitną książkę!
Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się." Albert Einstein
Niezaprzeczalnie Einstein był geniuszem o ogromnej wyobraźni. W swoich przemyśleniach nigdy nie ograniczał się jedynie do świata jaki znał. Jego wyobraźnia pozwalała mu zbadać wszechświat mający więcej niż 3 wymiary. (Np. wyobrażał sobie jak w skórzanej kurtce pędzi na promieniu świetlnym, obserwując inne promienie).
Żeby zrozumieć jego podejście musimy wyjść poza to co wydaje nam się znajome.
Musimy wyrwać się z reguł, które nami teraz rządzą, które krępują nasz sposób myślenia o bogactwie. Nie twierdzę, że nasze stare reguły myślenia były dobre czy złe, ale skoro nie mamy jeszcze upragnionego miliona znaczy że myślenie nie było aż tak skuteczne.
I tak jak z głębokiego rowu, lub bagna raczej trudno wydostać się bez pomocy drugiej osoby, tak samo potrzebujemy pomysłu z zewnątrz, aby zerwać z regułową rutyną. Pomogą nam w tym zarodki pomysłów. Zarodki te pomogą nam oderwać uwagę od bezużytecznych reguł, którymi kierowaliśmy się do tej pory rozwiązując nasz problem.
O co chodzi? Czym jest zarodek pomysłu?
Zarodek pomysłu jest absurdem, najlepiej gdyby miał niewiele wspólnego z naszym problemem. Pomysł całkowicie oderwany od naszego aktualnego sposobu myślenia pomoże nam spojrzeć na nasze wyzwanie (czyli zdobycie upragnionego miliona) z zupełnie nowych punktów widzenia.
To co proponuję tutaj to fantastyczna zabawa jakiej możesz doświadczyć podczas wymyślania zarodków pomysłów. Chcę żebyś przestał/a myśleć logicznie najbardziej jak to tylko możliwe. Einstein wymyślił teorię względności wybierając się na przejażdżkę po promieniu świetlnym. Chcesz być równie kreatywny wymyślając sposób zdobycia naszego miliona.
Ludzie często czują się głupio rozmyślając o gwoździach kiedy myślą o rozwiązaniu problemu zdobycia miliona albo zlikwidowaniu głodu na świecie. Dlatego często lepiej jeśli ktoś nam narzuci z góry ustalony, głupi pomysł, który będzie naszym zarodkiem pomysłu.
I tu moja propozycja: włącz telewizor, wybierz dowolny program lub otwórz słownik w 4 różnych miejscach i zapisz sobie 5 zarodków pomysłów.
Jako pojedynczy zarodek pomysłu zapisz sobie 4 rzczy:
1. Osoba
2. Miejsce
3. Rzecz
4. Czynność
Zapisz sobie 5 takich zarodków a następnie wyobraź sobie każdą sytuację oraz sposób w jaki może to rozwiązać nasz problem (zdobycie miliona)
Np. w wyniku mojego surfowania zapisałem;
1. Siatkarki
2. Plaża w Turcji
3. Futro
4. Szokować
Wyobraziłem sobie jak na przeraźliwie upalnej plaży w Turcji ma rozpocząć się mecz siatkarek. W ostatnim momencie ktoś zarządził że będą grały w futrach z norek. Kibice są tak zszokowani jak tylko to możliwe. Siedzą z rozdziawionymi gębami a facet, który robił wtedy zdjęcia, jako jedyny fotograf zainteresowany tym meczem inkasuje milion dolarów od czasopism za zdjęcia podczas niego zrobione.
Prawda że szalone? I o to właśnie chodzi!
Starodawnym schematem myślenia pewnie myślałbym że trzeba mieć pieniądze żeby włożyć na fundusz inwestycyjny a po 20 latach będę miał milion, albo kupić nieruchomości, albo założyć firmę itp.
Pamiętaj, że zarodek pomysłu może nie dostarczyć nam poszukiwanego rozwiązania. Jest tylko i wyłącznie punktem wyjścia do wymyślania twórczych idei. Kiedy z każdej strony obejrzysz wyimaginowaną sytuację możesz dostrzec coś interesującego i wnikliwego. Zarodek pomysłu ma za zadanie rozbudzić naszą wyboraźnię do tworzenia błyskotliwych rozwiązań.
I tu kolejna fajna rzecz, która następnie się pojawia: Pytania
Einstein zadawał sobie pytania typu: "Jak będę jechał na tym promieniu to czy zniknie moje odbicie w lustrze?"
Czy gdyby te siatkarki wyszły w futrach to media same zainteresowałyby się tym faktem? A co, gdyby jeszcze na tych futrach pewna firma umieściła swoją reklamę? Czy dałoby to kolejny milion? itp. Te pytania mogą sprawić że w Twojej głowie zabłyśnie wyjątkowa myśl, która doprowadzi Cię do miliona.
Bardzo ważne w całym naszym rozważaniu jest dokładne zdefiniowanie problemu (wyzwania). W naszym przypadku jest to zdobycie miliona (złotych, euro, dolarów, funtów?). W jakim czasie? W jakiej postaci? (bilon, banknoty, sztaby złota, domy, obroty w firmie?)
kto go osiągnie (ja, cała rodzina, ludzie z forum GL - wszyscy razem czy każdy z osobna?).
Zapraszam do pisania tu swoich zarodków pomysłów i sposobów w jaki mogą one pomóc nam osiągnąć nasz cel: miliona zł
Włącz telewizor i skocz po przypadkowych programach. zapisz sobie osobę, miejsce, rzecz i czynność, a potem włącz wyobraźnię, przymróż jedno oko, lewą ręką trzymaj się za prawą kostkę u nogi, prawą drap się po głowie (ta pozycja pozwoli Ci na uwolnienie dodatkowej porcji humoru i kreatywności ) i podziel się z nami swoimi zarodkami
Pozdrawiam. Żyj świadomie
PS. Artykuł napisałem po przeczytaniu książki "myśleć jak Einstein" autorstwa Scott'a Thorpe. Polecam tę wybitną książkę!
środa, 1 kwiecień 2009
Tworzenie zestawienia finansowego - Umiejętność liczenia
Etykiety:
tworzenie zestawienia finansowego
"Chciałbym zadać ci proste pytanie. Czy możesz zarobić
dwa razy więcej, niż zarabiasz obecnie, poświęcając na pracę do
kładnie tyle samo czasu? Czy mógłbyś zarobić trzy razy tyle?
Dziesięć razy tyle? Czy jest możliwe, żebyś w tym samym czasie
zarabiał tysiąc razy więcej niż obecnie?" Anthony Robbins
W artykule o tworzeniu zestawienia finansowego z 1 października 2008 umieściłem listę rzeczy, od których muszę zacząć, by osiągnąć moje cele finansowe.
Dla przypomnienia:
1. Kontrolowanie samego siebie.
2. Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
3. Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
4. Nadzorowanie podatków.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie
1. Punkt pierwszy mówi o kontrolowaniu siebie. Jak to wygląda w rzeczywistości finansowej?
Od września (a nawet od połowy sierpnia)zajmuję się organizacją swoich finansów. Proste monitorowanie wydatków. Program w komórce do którego mogę wpisywać bieżące wydatki zaraz po ich dokonaniu.. Świetna sprawa. Następnie wrzucam je wszystkie do arkusza kalkulacyjnego, wg wzoru, który podałem w tym artykule. Chociaż.. Od tego czasu mój arkusz nieco ewoluował... Ale o tym dlaczego i jak za chwilę.
Poniżej przedstawiam aktualny arkusz zestawień:
2. Tu przechodzimy do punktu drugiego: Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
Po prawie 8 miesiącach samoobserwacji doszedłem do momentu, w którym mogę mniej więcej oszacować moje miesięczne koszty w różnych kategoriach a tym samym zaplanować wydatki na przyszłość.
Dlatego też moje zestawienie finansowe ewoluowało o nowe kolumny: "szacunkowo"
Mając te dane planuję swój budżet na kolejne 2-3 miesiące. Dzięki temu mam możliwość i wiedzę już teraz ile mogę spokojnie przeznaczyć na budowanie kolumny aktywów. Zarządzam swoim budżetem, monitoruję stosunek przychodów i rozchodów oraz aktywów i pasywów. Do tej pory mocno skupiałem się na tym pierwszym zestawieniu. Od tej pory chcę skupić się na zarządzaniu aktywami i pasywami, gdyż to jest tak naprawdę kluczem do skutecznej organizacji finansów.
3. Kolejny element układanki: Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
Nadzorowanie, a więc kontrolowanie działań na drodze do jakiegoś celu w określonym czasie z określoną strategią.
Na tym etapie trzeba już więcej niż tylko spisywania i sumiennego notowania. Potrzeba celu, planu i strategii.
Ten etap dopiero się przede mną otworzył.. choć otwiera się już kilka lat :-) Jeszcze kiedy pracowałem jako doradca wiedziałem, że muszę taki plan posiadać. To, że "TA" firma się nie wywiązała z umowy i takiego planu do dzisiaj nie mam to nie jest żaden powód, by takiego planu sobie nie zrobić samemu. Bez żadnych pseudodoradców na jakiego sam się kształciłem :-)
Zacząłem od budowania planu długookresowego na co najmniej 10 lat, następnie skupiłem się na planach rocznych (o czym można poczytać w dziale "cel plan strategia"). Teraz zaś (od listopada 2008) zacząłem planować trzymiesięczne okresy. W takim okresie jest dużo łatwiej wyznaczyć priorytetowe cele do osiągnięcia. Dzięki temu otrzymuję szybkość, spójność i klarowność w realizacji własnych koncepcji. To co do tej pory planowałem na rok zamykam w dwóch kwartałach. Więcej efektów... Więcej sukcesów... Więcej satysfakcji... Spirala dobrych rzeczy :-)
4. Czwarty etap czyli nadzorowanie podatków
Ten etap jest dla mnie jeszcze trochę tematem tabu. Nie do końca zrozumiałym i klarownym. Potrzeba poznania środowiska podatków wydaje się być nieodzowna. Nawet jeśli nie będę w stanie sam wszystkiego wyliczyć i policzyć to jednak ta dziedzina powinna mnie bardziej zainteresować. Trzeba wiedzieć co można, co jest legalne, a co można odpisać i jak. Dopiszę to do mojego planu 3miesięcznego.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
Wiedza wynikająca z poprzednich etapów daje moc, daje skupienie, daje bystrość umysłu potrzebną do skutecznego zarabiania na aktywach. Nikt nie mówi, że bez tej wiedzy nie można kupować nieruchomości czy jednostek funduszu inwestycyjnego. Nikt nie mówi, że wiedza i plan jest niezbędna do stania się bogatym. Myślę, że liczne przypadki z życia różnych bogatych osób są w stanie udowodnić, że nie jest ona niezbędna.
Po co więc dbałość o te wszystkie szczegóły?
Są znachorzy i lekarze. Są wróżki i przedsiębiorcy. Są malarze, ale nie wszyscy z nich to artyści.
Sam zdecyduj czy w Twoim życiu, na Twojej drodze wiedza tu przedstawiona się przyda. Przecież potrafisz to zrobić prawda? Podejmij samodzielną decyzję o tym jak bardzo to jest istotne.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie
A tutaj szepnę za Biblią "Niech prawa ręka Twoja nie wie co czyni lewa" kiedy chcesz rozdać swoje 10%. Wtedy dopiero będzie to miało sens i moc pomnażania dochodów.
A co do odkładania 10% dla siebie... Chyba zasłużyłeś swoją pracą, wysiłkiem i wytrwałością, by te 10% absolutnie rozrzucić na czyste przyjemności prawda? Im więcej zarabiasz tym więcej przyjemności... :D
Niech się stanie :-)
dwa razy więcej, niż zarabiasz obecnie, poświęcając na pracę do
kładnie tyle samo czasu? Czy mógłbyś zarobić trzy razy tyle?
Dziesięć razy tyle? Czy jest możliwe, żebyś w tym samym czasie
zarabiał tysiąc razy więcej niż obecnie?" Anthony Robbins
W artykule o tworzeniu zestawienia finansowego z 1 października 2008 umieściłem listę rzeczy, od których muszę zacząć, by osiągnąć moje cele finansowe.
Dla przypomnienia:
1. Kontrolowanie samego siebie.
2. Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
3. Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
4. Nadzorowanie podatków.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie
1. Punkt pierwszy mówi o kontrolowaniu siebie. Jak to wygląda w rzeczywistości finansowej?
Od września (a nawet od połowy sierpnia)zajmuję się organizacją swoich finansów. Proste monitorowanie wydatków. Program w komórce do którego mogę wpisywać bieżące wydatki zaraz po ich dokonaniu.. Świetna sprawa. Następnie wrzucam je wszystkie do arkusza kalkulacyjnego, wg wzoru, który podałem w tym artykule. Chociaż.. Od tego czasu mój arkusz nieco ewoluował... Ale o tym dlaczego i jak za chwilę.
Poniżej przedstawiam aktualny arkusz zestawień:
2. Tu przechodzimy do punktu drugiego: Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
Po prawie 8 miesiącach samoobserwacji doszedłem do momentu, w którym mogę mniej więcej oszacować moje miesięczne koszty w różnych kategoriach a tym samym zaplanować wydatki na przyszłość.
Dlatego też moje zestawienie finansowe ewoluowało o nowe kolumny: "szacunkowo"
Mając te dane planuję swój budżet na kolejne 2-3 miesiące. Dzięki temu mam możliwość i wiedzę już teraz ile mogę spokojnie przeznaczyć na budowanie kolumny aktywów. Zarządzam swoim budżetem, monitoruję stosunek przychodów i rozchodów oraz aktywów i pasywów. Do tej pory mocno skupiałem się na tym pierwszym zestawieniu. Od tej pory chcę skupić się na zarządzaniu aktywami i pasywami, gdyż to jest tak naprawdę kluczem do skutecznej organizacji finansów.
3. Kolejny element układanki: Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
Nadzorowanie, a więc kontrolowanie działań na drodze do jakiegoś celu w określonym czasie z określoną strategią.
Na tym etapie trzeba już więcej niż tylko spisywania i sumiennego notowania. Potrzeba celu, planu i strategii.
Ten etap dopiero się przede mną otworzył.. choć otwiera się już kilka lat :-) Jeszcze kiedy pracowałem jako doradca wiedziałem, że muszę taki plan posiadać. To, że "TA" firma się nie wywiązała z umowy i takiego planu do dzisiaj nie mam to nie jest żaden powód, by takiego planu sobie nie zrobić samemu. Bez żadnych pseudodoradców na jakiego sam się kształciłem :-)
Zacząłem od budowania planu długookresowego na co najmniej 10 lat, następnie skupiłem się na planach rocznych (o czym można poczytać w dziale "cel plan strategia"). Teraz zaś (od listopada 2008) zacząłem planować trzymiesięczne okresy. W takim okresie jest dużo łatwiej wyznaczyć priorytetowe cele do osiągnięcia. Dzięki temu otrzymuję szybkość, spójność i klarowność w realizacji własnych koncepcji. To co do tej pory planowałem na rok zamykam w dwóch kwartałach. Więcej efektów... Więcej sukcesów... Więcej satysfakcji... Spirala dobrych rzeczy :-)
4. Czwarty etap czyli nadzorowanie podatków
Ten etap jest dla mnie jeszcze trochę tematem tabu. Nie do końca zrozumiałym i klarownym. Potrzeba poznania środowiska podatków wydaje się być nieodzowna. Nawet jeśli nie będę w stanie sam wszystkiego wyliczyć i policzyć to jednak ta dziedzina powinna mnie bardziej zainteresować. Trzeba wiedzieć co można, co jest legalne, a co można odpisać i jak. Dopiszę to do mojego planu 3miesięcznego.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
Wiedza wynikająca z poprzednich etapów daje moc, daje skupienie, daje bystrość umysłu potrzebną do skutecznego zarabiania na aktywach. Nikt nie mówi, że bez tej wiedzy nie można kupować nieruchomości czy jednostek funduszu inwestycyjnego. Nikt nie mówi, że wiedza i plan jest niezbędna do stania się bogatym. Myślę, że liczne przypadki z życia różnych bogatych osób są w stanie udowodnić, że nie jest ona niezbędna.
Po co więc dbałość o te wszystkie szczegóły?
Są znachorzy i lekarze. Są wróżki i przedsiębiorcy. Są malarze, ale nie wszyscy z nich to artyści.
Sam zdecyduj czy w Twoim życiu, na Twojej drodze wiedza tu przedstawiona się przyda. Przecież potrafisz to zrobić prawda? Podejmij samodzielną decyzję o tym jak bardzo to jest istotne.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie
A tutaj szepnę za Biblią "Niech prawa ręka Twoja nie wie co czyni lewa" kiedy chcesz rozdać swoje 10%. Wtedy dopiero będzie to miało sens i moc pomnażania dochodów.
A co do odkładania 10% dla siebie... Chyba zasłużyłeś swoją pracą, wysiłkiem i wytrwałością, by te 10% absolutnie rozrzucić na czyste przyjemności prawda? Im więcej zarabiasz tym więcej przyjemności... :D
Niech się stanie :-)
poniedziałek, 30 marzec 2009
Jak zmienić słabości w mocne strony? (cz.2)
Etykiety:
edukacja biznesowa
Dziś może nie tyle o słabościach, co o osłabiających przekonaniach. Dokonałem w tej kwesti kilku odkryć.. No może zbyt dużo powiedziane. Po prostu sobie uswiadomiłem pewne rzeczy :-)
1. Dążenie do celu jest bardziej przyjemne niż jego osiągnięcie
Do tej pory myślałem o tym w ten sposób, że samo dążenie jest już przyjemne, że samo dążenie jest trochę celem samym w sobie.. Wielcy myśliciele często podkreślają, że liczy się działanie na drodze do celu, sam proces osiągania, a nie tylko zwieńczenie sukcesem.
Jakoś przywykłem do myślenia o tym w ten sposób. Uwierzyłem, że trzeba się skupić na procesie a nie na sukcesie.
Jakie skutki? Ano takie, że mam mnóstwo rozpoczętych spraw, niedokończonych i "o zgrozo" nie sfinansowanych projektów. Skupiłem się na realizacji zamierzeń. Skupiłem się na dążeniu, na procesie.. Zabrakło trochę skupienia na finalizacji.
Ponoć prawdziwych facetów poznaje się po tym jak kończą... No właśnie. Nie działanie, ale finalizacja zamyka projekt. Sukces ubiera działanie w sens.
2. Pomaganie innym
Kiedyś... Ba! Całkiem niedawno jeszcze. W moich programach rocznych zakładałem, że chcę pomagać ludziom... Szlachetne. Wzniosłe i dobre.. ale dla kogo?
Zacząłem baczniej obserwować siebie i otaczającą rzeczywistość. Coraz mniej czasu dla siebie. Coraz więcej zajęć i działań. A efekty coraz mniejsze... No może tylko podziękowań więcej... Bywało gorzej, kiedy nie potrafiłem odmówić pomocy kosztem bieżących realizowanych projektów...
Cały szkopuł w tym, aby odnaleźć własną równowagę pomiędzy byciem chamem i odmawianiem pomocy, a byciem frajerem, który robi wszystko dla wszystkich. Tak nie można! Nie da się robić wszystkiego dla czystej satysfakcji, że pomogłem.. ani tym bardziej unikając poczucia winy, że nie pomogłem... W sklepie przysług mi nie robią za dziękuję... :(
Z drugiej strony nie pomaganie nikomu jest też bez sensu. Przecież sam czasem proszę o pomoc. Trzeba by znaleźć złoty środek. Jakiś system wymiany dóbr i usług. Patent na współpracę, która będzie ewidentnie korzystna dla obu stron a nie tylko dla jednej z nich..
3. Uległość
Mówienie "tak", kiedy myślę "zdecydowanie nie". Brak wierności własnym poglądom i przekonaniom. Brak otwartości w wyrażaniu własnych reguł.
Dlaczego mam być uległy bardziej innym niż samemu sobie? Jak to jest, że ktoś może wymagać więcej ode mnie niż ja sam od siebie wymagam? Bo co?
4. Zdecydowanie
Ale skoro miałem pisać o słabościach to mówimy o braku zdecydowania... Co to jest zdecydowanie?
Działanie typu: "przeforsuję wszystko, bo ma być po mojemu" lub "postawię na swoim i będę się upierał" czy może "zamknę oczy i na pochybel"?
Wydaje mi się, że najbardziej chodzi w tym wszystkim o umiejętność podejmowania decyzji. Doprowadzenia do sytuacji kiedy muszę wybrać "wóz albo przewóz". Wahanie jest potrzebnym uczuciem, ale tylko do momentu kiedy rozważy sie wszystkie za i przeciw. Kiedy się już podejmie jedną decyzję to już nie ma dwa kroki w przód i jeden w tył. Ale zaraz...
No właśnie o tym mówię.. Nie ma żadnego: "ale zaraz". Albo uważam coś za słuszne, albo nie.
5. Konsekwencja
Czasem się zdarza, że przez chwilę mamy dobry nastrój a jakaś wredna istota ludzka nam go popsuje.. (jeśli jej na to pozwolimy). Czy już do końca dnia powinienem konsekwentnie być zły? Czy może radosny bo wcześniej było lepiej... Co to takiego konsekwencja i dlaczego może być sprzyjającym przekonaniem?
Tu zostawiam miejsce na Twój komentarz...
To właśnie niekonsekwencja. Skoro już zacząłem opisywać głębiej co myślę, to nie powinienem teraz przerywać i pozostawiać tego do dyspozycji czytelnika.. Będę niekonsekwentny, ale zdecydowany. Koniec wpisu :-)
1. Dążenie do celu jest bardziej przyjemne niż jego osiągnięcie
Do tej pory myślałem o tym w ten sposób, że samo dążenie jest już przyjemne, że samo dążenie jest trochę celem samym w sobie.. Wielcy myśliciele często podkreślają, że liczy się działanie na drodze do celu, sam proces osiągania, a nie tylko zwieńczenie sukcesem.
Jakoś przywykłem do myślenia o tym w ten sposób. Uwierzyłem, że trzeba się skupić na procesie a nie na sukcesie.
Jakie skutki? Ano takie, że mam mnóstwo rozpoczętych spraw, niedokończonych i "o zgrozo" nie sfinansowanych projektów. Skupiłem się na realizacji zamierzeń. Skupiłem się na dążeniu, na procesie.. Zabrakło trochę skupienia na finalizacji.
Ponoć prawdziwych facetów poznaje się po tym jak kończą... No właśnie. Nie działanie, ale finalizacja zamyka projekt. Sukces ubiera działanie w sens.
2. Pomaganie innym
Kiedyś... Ba! Całkiem niedawno jeszcze. W moich programach rocznych zakładałem, że chcę pomagać ludziom... Szlachetne. Wzniosłe i dobre.. ale dla kogo?
Zacząłem baczniej obserwować siebie i otaczającą rzeczywistość. Coraz mniej czasu dla siebie. Coraz więcej zajęć i działań. A efekty coraz mniejsze... No może tylko podziękowań więcej... Bywało gorzej, kiedy nie potrafiłem odmówić pomocy kosztem bieżących realizowanych projektów...
Cały szkopuł w tym, aby odnaleźć własną równowagę pomiędzy byciem chamem i odmawianiem pomocy, a byciem frajerem, który robi wszystko dla wszystkich. Tak nie można! Nie da się robić wszystkiego dla czystej satysfakcji, że pomogłem.. ani tym bardziej unikając poczucia winy, że nie pomogłem... W sklepie przysług mi nie robią za dziękuję... :(
Z drugiej strony nie pomaganie nikomu jest też bez sensu. Przecież sam czasem proszę o pomoc. Trzeba by znaleźć złoty środek. Jakiś system wymiany dóbr i usług. Patent na współpracę, która będzie ewidentnie korzystna dla obu stron a nie tylko dla jednej z nich..
3. Uległość
Mówienie "tak", kiedy myślę "zdecydowanie nie". Brak wierności własnym poglądom i przekonaniom. Brak otwartości w wyrażaniu własnych reguł.
Dlaczego mam być uległy bardziej innym niż samemu sobie? Jak to jest, że ktoś może wymagać więcej ode mnie niż ja sam od siebie wymagam? Bo co?
4. Zdecydowanie
Ale skoro miałem pisać o słabościach to mówimy o braku zdecydowania... Co to jest zdecydowanie?
Działanie typu: "przeforsuję wszystko, bo ma być po mojemu" lub "postawię na swoim i będę się upierał" czy może "zamknę oczy i na pochybel"?
Wydaje mi się, że najbardziej chodzi w tym wszystkim o umiejętność podejmowania decyzji. Doprowadzenia do sytuacji kiedy muszę wybrać "wóz albo przewóz". Wahanie jest potrzebnym uczuciem, ale tylko do momentu kiedy rozważy sie wszystkie za i przeciw. Kiedy się już podejmie jedną decyzję to już nie ma dwa kroki w przód i jeden w tył. Ale zaraz...
No właśnie o tym mówię.. Nie ma żadnego: "ale zaraz". Albo uważam coś za słuszne, albo nie.
5. Konsekwencja
Czasem się zdarza, że przez chwilę mamy dobry nastrój a jakaś wredna istota ludzka nam go popsuje.. (jeśli jej na to pozwolimy). Czy już do końca dnia powinienem konsekwentnie być zły? Czy może radosny bo wcześniej było lepiej... Co to takiego konsekwencja i dlaczego może być sprzyjającym przekonaniem?
Tu zostawiam miejsce na Twój komentarz...
To właśnie niekonsekwencja. Skoro już zacząłem opisywać głębiej co myślę, to nie powinienem teraz przerywać i pozostawiać tego do dyspozycji czytelnika.. Będę niekonsekwentny, ale zdecydowany. Koniec wpisu :-)
wtorek, 24 marzec 2009
Już jest!
Nowy numer Millionaire Magazine. A w nim mnóstwo jak zwykle ciekawych i motywujących artykułów. Dużo wiedzy na temat budowania biznesu oraz zdobywania finansów.
Pozwoliłem sobie zaprojektować okładkę do tego numeru oraz napisać artykuł o planowaniu. Sukces jednak należy przypisać całej załodze Millionaire Magazine.
Nie czynię szczególnych zabiegów, by zachęcić Cię do czytania, bo pewnie już dawno przekonałeś się, że wiedza tam zawarta jest cenna i wartościowa. Sam decydujesz jak duży wpływ będzie miała na Twoje życie i ile dobrego możesz wykorzystać do realizacji swoich celów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






Subskrybuj

