poniedziałek, 3 listopada 2008
nowa praca - tak, ale po co?
Etykiety:
edukacja biznesowa
Coś się we mnie skrzywiło..
Za namową jednego znajomego próbowałem dziś wypełnić formularz o pracę do jednej z ciekawszych firm w okolicy Rzeszowa jako handlowiec. O ile jeszcze przez CV udało mi się przebrnąć - to list motywacyjny mnie powalił (a niestety było to pole obowiązkowe).
Ściągnąłem sobie gotowca z pracuj.pl. Masakra. Takie włazidupstwo. Jakoś nie mogłem przełknąć że będę dyspozycyjny i lojalny wobec firmy...
Szukanie pracy.. Przecież tyle piszę o biznesie. O działalności gospodarczej... o kreatywnym podejściu do zarabiania pieniędzy... A tu nagle podanie o pracę. Blee.
Coś pojawiło się w myśleniu, które zmienia całe podejście do tego wszystkiego. Ja nie chcę pracować dla kogoś. Chcę pracować z kimś. A to jest różnica. Nie chcę być ich robolem w zamian za coś co w skrócie można nazwać "etat" - chcę współpracować na takich warunkach jakie mnie odpowiadają.
Może to wybujałe poczucie własnej wartości a może świadomość korzyści jakie mogą dać: moja wiedza+doświadczenie+charakter+umiejętności. Nie chcę ich oddawać za pozorne bezpieczeństwo finansowe. A tak naprawdę uzależnione w każdym momencie życia od widzimisie jakiegoś człowieczka nazywanego prezesem.
Chciałbym, żeby ta firma nauczyła mnie skutecznej sprzedaży w zamian za mój czas, ambicję, chęci, pracę i efekty. Chciałbym przy tym zarobić przyzwoite pieniądze...
Więc pytanie jak w temacie: Nowa praca - tak, ale po co?
Czy to tylko wymówka dla braku umiejętności, asertywności, determinacji i jaj do robienia biznesu? Chyba nad tym należałoby popracować a nie nad pisaniem CV. Sama niewiedza jak robić pieniądze także w niczym nie usprawiedliwia...
Odbiegając od tematu: miałem sen. Śniło mi się, że osiągnąłem to co chciałem. Miałem fantastyczny dom, ogród.. na podjeździe stał Jaguar XJR a żonka machała do mnie radośnie z tarasu. I wtedy przyszło olśnienie... Jakiś głos.. A najprawdopodobniej to moje własne myśli powiedziały, że aby osiągnąć to co chcę muszę stale naciskać. Stale chcieć i stale robić coś aby to osiągnąć. W tekscie wygląda to dziwnie ale to nie były tylko słowa. To było też pewne uczucie. Takie "aha", które zmieniło mój pogląd i już teraz jest inaczej...
Tak jak wpadnie się nagle na jakieś rozwiązanie zadania, taki przebłysk. Takie fajne uczucie, że zrozumiałem...
Za namową jednego znajomego próbowałem dziś wypełnić formularz o pracę do jednej z ciekawszych firm w okolicy Rzeszowa jako handlowiec. O ile jeszcze przez CV udało mi się przebrnąć - to list motywacyjny mnie powalił (a niestety było to pole obowiązkowe).
Ściągnąłem sobie gotowca z pracuj.pl. Masakra. Takie włazidupstwo. Jakoś nie mogłem przełknąć że będę dyspozycyjny i lojalny wobec firmy...
Szukanie pracy.. Przecież tyle piszę o biznesie. O działalności gospodarczej... o kreatywnym podejściu do zarabiania pieniędzy... A tu nagle podanie o pracę. Blee.
Coś pojawiło się w myśleniu, które zmienia całe podejście do tego wszystkiego. Ja nie chcę pracować dla kogoś. Chcę pracować z kimś. A to jest różnica. Nie chcę być ich robolem w zamian za coś co w skrócie można nazwać "etat" - chcę współpracować na takich warunkach jakie mnie odpowiadają.
Może to wybujałe poczucie własnej wartości a może świadomość korzyści jakie mogą dać: moja wiedza+doświadczenie+charakter+umiejętności. Nie chcę ich oddawać za pozorne bezpieczeństwo finansowe. A tak naprawdę uzależnione w każdym momencie życia od widzimisie jakiegoś człowieczka nazywanego prezesem.
Chciałbym, żeby ta firma nauczyła mnie skutecznej sprzedaży w zamian za mój czas, ambicję, chęci, pracę i efekty. Chciałbym przy tym zarobić przyzwoite pieniądze...
Więc pytanie jak w temacie: Nowa praca - tak, ale po co?
Czy to tylko wymówka dla braku umiejętności, asertywności, determinacji i jaj do robienia biznesu? Chyba nad tym należałoby popracować a nie nad pisaniem CV. Sama niewiedza jak robić pieniądze także w niczym nie usprawiedliwia...
Odbiegając od tematu: miałem sen. Śniło mi się, że osiągnąłem to co chciałem. Miałem fantastyczny dom, ogród.. na podjeździe stał Jaguar XJR a żonka machała do mnie radośnie z tarasu. I wtedy przyszło olśnienie... Jakiś głos.. A najprawdopodobniej to moje własne myśli powiedziały, że aby osiągnąć to co chcę muszę stale naciskać. Stale chcieć i stale robić coś aby to osiągnąć. W tekscie wygląda to dziwnie ale to nie były tylko słowa. To było też pewne uczucie. Takie "aha", które zmieniło mój pogląd i już teraz jest inaczej...
Tak jak wpadnie się nagle na jakieś rozwiązanie zadania, taki przebłysk. Takie fajne uczucie, że zrozumiałem...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Subskrybuj


0 komentarze:
Prześlij komentarz