czwartek, 23 września 2010

Skakanie na głęboką wodę

Jak to zwykle bywa, życie i rzeczywistość jest najlepszym nauczycielem. Chyba nie ma większego mentora, tylko trzeba mieć oczy i uszy otwarte :-) Obserwować znaki - jak to można przeczytać w "Alchemiku" P. Coelho

Wczoraj leciał film. Nie chciałem go oglądać, bo od samego początku wywoływał emocje, których nie lubię. I jeszcze na dodatek na autentycznych faktach...

Na tym filmie, grupa przyjaciół wybrała się w rejs jachtem. Było pięknie. Wesoło. Humory dopisywały. Skoczyli sobie popływać. Na statku została matka z małym dzieckiem i jeden z przyjaciół. Kobieta ta miała ogromną fobię przed wodą (ze względu na to, że gdy była mała utonął przy niej ojciec).

Gdy dziecko smacznie spało "przyjaciel" postanowił pomóc jej wyleczyć się z tej traumy. Wziął ją na ręce i wskoczyli do wody. Terapia szokowa, czasem pomaga, a czasem wyrządza więcej szkód...

I wszystko pewnie by się dobrze skończyło gdyby nie to... że zapomnieli rozwinąć drabinkę...

A do burty było wysoko, bo to duży jacht...

Nie będę opowiadał jak tragicznie się to skończyło, bo i po co. Film nazywał się "Ocean strachu II" więc jeśli nie widziałeś/aś a chcesz to zapraszam do wypożyczalni :-)

Przez bardzo niepożądane emocje wświdrowało się bardzo głęboko we mnie przekonanie - i taka płynie nauka z tego filmu

Jeśli skaczesz na głęboką wodę najpierw upewnij się, że zostawiłeś sobie drabinkę...

0 komentarze: