piątek, 1 października 2010

co się dzieje w "miesiącu cudów"

Przez chwilę był czas zwątpienia, a nawet chciałem już wracać. Trudne chwile przewijają się razem z tymi lepszymi. Postanowiłem dać sobie jeszcze dwa tygodnie do końca realizacji "miesiąca cudów".

Spotkałem się z pewną firmą w sprawie pracy. Jeżeli wszystko pójdzie ok to od poniedziałku zacznę pracować. To wiąże się też z założeniem działalności, ale innej opcji nie ma ;/ a czekanie na zatrudnienie jako pracownik... może przeciągnąć mój pobyt tutaj. I wszystko byłoby w porządku gdybym miał własne mieszkanie i stać było mnie na własne przeżycie... Co innego będąc gościnnie u rodziny. Termin wyznaczony i do tego czasu muszę być zorganizowany tak jak należy. Potem jestem zdany na siebie...

Czas pokaże jak to się rozwinie. Nie mam w sobie zachwytu, a zwątpienie zostawiłem tuż za rogiem. Nastawiam się pozytywnie (no bo gdybym chciał negatywnie to pewnie nie ruszyłbym się w życiu z miejsca :-)

Zatem działam ze wzrokiem wbitym w cel, z wyznaczonym terminem i pewną garścią nadziei na lepsze jutro.