Ile razy słyszałeś w życiu to pytanie? Tysiąc razy? Sto razy? A może ani razu?
A ile razy sam sobie zadałeś to pytanie?
A powinieneś. Bez znaczenia w jakim jesteś wieku. Zatem powtórzę jeszcze raz? Co chcesz robić w życiu?
I teraz włącza się moja przewrotność :-). Jakie właściwie ma to znaczenie, czy zdajesz sobie sprawę z tego, co chcesz robić, czy nie jesteś tego świadomy? Czy to w ogóle jest ważne i możliwe do sprecyzowania?
Niektórzy wierzą, że są kowalami swojego losu, inni wierzą w przeznaczenie. Jest chyba oczywiste, że wszystko zależy od naszych potrzeb. Ci pierwsi odczuwają większe potrzeby materialne, ci drudzy wykazują raczej skłonności duchowe. Moim zdaniem: i jedno i drugie jest ważne - dopóki zachowuje się odpowiednią równowagę. Zarówno zatwardziały materializm, jak i ascetyczne wygnanie to dwie granice tego podziału. Dlatego właśnie mamy rozum i serce, a nie tylko inteligencję.
Wracając jednak do sedna tego, co jest celem (a może i źródłem) Twojego życia. Powinieneś określić swoje potrzeby i swój światopogląd - określić siebie. Maslow zbudował swoją piramidę gdzie zaczynając od potrzeb fizjologicznych możemy realizować potrzeby bezpieczeństa, miłości i przynależnośći, potrzeby szacunku i uznania oraz na samym szczycie potrzeby samorealizacji. Dla własnych potrzeb i moich indywidualnych przemyśleń uprościłem ten model dzieląc potrzeby na materialne i duchowe (rozum i serce, ciało i dusza). I nikt oprócz Ciebie nigdy nie zdecyduje, w którą stronę chcesz patrzeć przy każdej dowolnej życiowej sytuacji, przy każdym wyborze.
Przykład (z kosmosu, albo "ni stąd ni zowąd" :-))
Jesteś szczęśliwym posiadaczem i wykwalifikowanym pilotem helikoptera. Twój znajomy, który w życiu nie latał nawet jako pasażer prosi Cię o "pożyczenie" go na wycieczkę z rodziną. Oczywiście będzie pilotował sam. Ma przecież samochód... I co? Dasz "kluczyki"?
Ok. 1:0 dla rozumu
Inny bliski znajomy, który ledwo żyje z głodowej renciny ma przykrą sytuację życiową. Potrzebuje małej pożyczki na ratowanie chorego dziecka. Wiesz przecież, że w życiu nie odda Ci tych pieniędzy. I co? 2:0 dla rozumu? Nie sądzę.
Czy to nie wygląda jak zabawa w Boga?
A czy nie właśnie tego chcieli pierwsi ludzie spożywając owoc z zakazanego drzewa poznania dobra i zła? Otrzymaliśmy wolną wolę i co z nią robimy jest źródłem wszelkiego dobra i zła na tym świecie. Mamy władzę nad własną wolą. Tak niewiele i tak nieskończenie wiele...
Moim zdaniem określenie co chcesz w życiu robić jest niemożliwe (!) i niewykonalne (!). Koncept "w życiu" jest abstrakcyjny, nieuchwytny i nieprzewidywalny. Sorry, ale nie masz nigdy 100% pewności co będziesz robić jutro i czy w ogóle będziesz na tym świecie - nawet jeśli masz to zaplanowane. Masz pewien zakres prawdopodobieństwa. Możesz mieć też wyznaczoną życiową misję, plany. Masz dostęp do zasobów wiedzy, dysponujesz strategiami i metodami, a przede wszystkim: masz dużo większe możliwości określenia tego, co chcesz robić teraz. Więc określ to i rób już teraz! Do dzieła. Teraz jest czas.
PS. Pytanie zostawiam otwarte, bo nikt nie jest w stanie go zamknąć w słowa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cel plan strategia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cel plan strategia. Pokaż wszystkie posty
środa, 30 maja 2012
piątek, 11 maja 2012
Co to jest wytrwałość?
Ogólnie mówiąc wytrwałość to cierpliwe, konsekwentne dążenie do czegoś bez zrażania się trudnościami i przeciwnościami
Ale gdyby tak wejść w temat nieco głębiej, aby uchwycić tę subtelną granicę pomiędzy słomianym zapałem, wytrwałością i głupotą.
Einstein mówił, że szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów. Edison, kiedy go spytano dlaczego po 5000 prób nie przestał poszukiwać rozwiązania dla żarówki powiedział, że odkrył 5000 metod jak tego nie robić w przyszłości.
Za to, że mówimy o kimś jako mało lub bardzo wytrwałym odpowiada moim zdaniem perspektywa obserwatora. Jeśli spojrzysz na bardzo krótki odcinek czasu wydaje Ci się, że ten człowiek skacze z kwiatka na kwiatek, bez ładu i zamysłu. A teraz odjeżdżając kamerą w tył widzisz coraz więcej i więcej. Niekiedy potwierdzi się, że ta niewytrwałość wynika z krótkowzroczności i braku inteligencji tej osoby, ale czasem może być i tak, że dopiero wtedy zrozumiesz całość.
Posłużę się przykładem z mojego doświadczenia (zawsze mamy ubaw z żoną, kiedy jej o tym wspominam). W młodości byłem bardzo "kochliwy", ale mimo to nie miałem dziewczyny dłużej niż trzy tygodnie. Wtedy nie byłem może aż tak świadomy, ale mniej lub bardziej wiedziałem czego poszukuję. I udało się. Odnalazłem kobietę mojego życia.
Podobnie jest z moją karierą zawodową. Jestem często atakowany i krytykowany za brak wytrwałości. Czasem też oskarżają mnie, że skoro pracowałem w tylu miejscach to jestem złym pracownikiem. Przestałem już dawno na to zwracać uwagę, bo zazwyczaj ludzie ci skupiają się na fragmentach mojego życia. Skończyłem 28 lat i mam w swoim doświadczeniu wiele miejsc, w których pracowałem, wiele firm z którymi pracowałem i osób dla których wykonywałem różne rzeczy. Miałem swoją firmę w Polsce i Niemczech. Wszystko to wygląda jak brak wytrwałości i zdecydowania dopóki nie zrozumiesz, że od osiągnięcia dorosłości buduję swój biznes - jednoosobową spółkę z o. o.
Od kiedy dawno temu zrozumiałem, że nie prowadzę firmy tylko to ja jestem firmą wszystko się zmieniło. Sprzedaję swój czas i umiejętności na różne sposoby, jestem wybierany przez różnych klientów do różnych zadań. Mam swoją logikę, cele i motywy. Wiem co robię i dokąd chcę podążać. Owszem - popełniam błędy. Nie jestem także jasnowidzem i nie wiem co będę robił za rok.
A więc czym jest ta wytrwałość?
Wytrwałość to nie jest robienie ciągle tych samych rzeczy w dążeniu do perfekcji (chyba że taki jest Twój cel). Wytrwałość - to cierpliwe, spokojne i świadome zmierzanie w wyznaczonym przez siebie kierunku. Wytrwałość to jedna z dostępnych metod.
Jeszcze jeden przykład. Jesteś w Gdyni i chcesz do Zakopanego. Jedną z najprostszych metod jest pójście na piechotę. Stawiasz krok, po nim następny i tak sobie idziesz do celu, wytrwale, cierpliwie i uparcie. Wielu powie: O! ten człowiek jest wytrwały w dążeniu do celu! Może tak, a może nie. Teraz idąc drogą machasz do kierowców, aby autostopem podwieźli Cię dalej. Albo wsiadasz w pociąg do Wrocławia (bo akurat pasuje Ci zobaczenie tamtejszego dworca kolejowego) I teraz w scenariuszu pojawiają się krytykanci, że nie wiadomo gdzie jedziesz, że skaczesz z kwiatka na kwiatek, że nie jesteś wytrwały. Ale Ty wiesz co robisz. Inni nie muszą. Ty decydujesz o tym kiedy chcesz być na miejscu (może być i tak, że piechotą dojdziesz szybciej). Ty określasz priorytety np. czas, ilość zasobów, pieniędzy i innych wartości. Ty jesteś tym, który wyznacza kierunek kursu i metody zmierzania w jego celu.
Bądź więc świadom tego kierunku w każdym momencie swojego życia. Poznawaj metody, które działają i nie działają. Bądź sobą. I niech to będzie przygoda Twojego życia - w końcu to Twoje życie.
Twoje - rozumiesz?
Ale gdyby tak wejść w temat nieco głębiej, aby uchwycić tę subtelną granicę pomiędzy słomianym zapałem, wytrwałością i głupotą.
Einstein mówił, że szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów. Edison, kiedy go spytano dlaczego po 5000 prób nie przestał poszukiwać rozwiązania dla żarówki powiedział, że odkrył 5000 metod jak tego nie robić w przyszłości.
Za to, że mówimy o kimś jako mało lub bardzo wytrwałym odpowiada moim zdaniem perspektywa obserwatora. Jeśli spojrzysz na bardzo krótki odcinek czasu wydaje Ci się, że ten człowiek skacze z kwiatka na kwiatek, bez ładu i zamysłu. A teraz odjeżdżając kamerą w tył widzisz coraz więcej i więcej. Niekiedy potwierdzi się, że ta niewytrwałość wynika z krótkowzroczności i braku inteligencji tej osoby, ale czasem może być i tak, że dopiero wtedy zrozumiesz całość.
Posłużę się przykładem z mojego doświadczenia (zawsze mamy ubaw z żoną, kiedy jej o tym wspominam). W młodości byłem bardzo "kochliwy", ale mimo to nie miałem dziewczyny dłużej niż trzy tygodnie. Wtedy nie byłem może aż tak świadomy, ale mniej lub bardziej wiedziałem czego poszukuję. I udało się. Odnalazłem kobietę mojego życia.
Podobnie jest z moją karierą zawodową. Jestem często atakowany i krytykowany za brak wytrwałości. Czasem też oskarżają mnie, że skoro pracowałem w tylu miejscach to jestem złym pracownikiem. Przestałem już dawno na to zwracać uwagę, bo zazwyczaj ludzie ci skupiają się na fragmentach mojego życia. Skończyłem 28 lat i mam w swoim doświadczeniu wiele miejsc, w których pracowałem, wiele firm z którymi pracowałem i osób dla których wykonywałem różne rzeczy. Miałem swoją firmę w Polsce i Niemczech. Wszystko to wygląda jak brak wytrwałości i zdecydowania dopóki nie zrozumiesz, że od osiągnięcia dorosłości buduję swój biznes - jednoosobową spółkę z o. o.
Od kiedy dawno temu zrozumiałem, że nie prowadzę firmy tylko to ja jestem firmą wszystko się zmieniło. Sprzedaję swój czas i umiejętności na różne sposoby, jestem wybierany przez różnych klientów do różnych zadań. Mam swoją logikę, cele i motywy. Wiem co robię i dokąd chcę podążać. Owszem - popełniam błędy. Nie jestem także jasnowidzem i nie wiem co będę robił za rok.
A więc czym jest ta wytrwałość?
Wytrwałość to nie jest robienie ciągle tych samych rzeczy w dążeniu do perfekcji (chyba że taki jest Twój cel). Wytrwałość - to cierpliwe, spokojne i świadome zmierzanie w wyznaczonym przez siebie kierunku. Wytrwałość to jedna z dostępnych metod.
Jeszcze jeden przykład. Jesteś w Gdyni i chcesz do Zakopanego. Jedną z najprostszych metod jest pójście na piechotę. Stawiasz krok, po nim następny i tak sobie idziesz do celu, wytrwale, cierpliwie i uparcie. Wielu powie: O! ten człowiek jest wytrwały w dążeniu do celu! Może tak, a może nie. Teraz idąc drogą machasz do kierowców, aby autostopem podwieźli Cię dalej. Albo wsiadasz w pociąg do Wrocławia (bo akurat pasuje Ci zobaczenie tamtejszego dworca kolejowego) I teraz w scenariuszu pojawiają się krytykanci, że nie wiadomo gdzie jedziesz, że skaczesz z kwiatka na kwiatek, że nie jesteś wytrwały. Ale Ty wiesz co robisz. Inni nie muszą. Ty decydujesz o tym kiedy chcesz być na miejscu (może być i tak, że piechotą dojdziesz szybciej). Ty określasz priorytety np. czas, ilość zasobów, pieniędzy i innych wartości. Ty jesteś tym, który wyznacza kierunek kursu i metody zmierzania w jego celu.
Bądź więc świadom tego kierunku w każdym momencie swojego życia. Poznawaj metody, które działają i nie działają. Bądź sobą. I niech to będzie przygoda Twojego życia - w końcu to Twoje życie.
Twoje - rozumiesz?
wtorek, 14 września 2010
strategie... a co jeśli
Marzyłem o tym, by się wznieść. Nie w niebo, nie jak ptak... już przestałem marzyć o lataniu :( Chciałem wstać z podłogi i znów dostałem twarz w lekko uniesioną głowę. A przecież nie tak miało być.
Brak szczęścia? Brak wiary? Brak myślenia? - na pewno wszystkiego po trochu. Szkoda tylko, że frycowe takie bolesne.
Chciałem dobrze. Zrobiłem stronę. Podpisałem umowę o dzieło z dniem 1 września - a jak mnie wcześniej informowali w Urzędzie Pracy - od tego dnia zostanę wyrejestrowany z bezrobocia. Brałem to pod uwagę, że przepadnie mi ostatni miesiąc zasiłku. Ale... na umowie było napisane, że została zawarta 15 lipca. To że odbiór był 31 sierpnia nie ma znaczenia. Pani, która mnie informowała nie przyszło do głowy, że umowa została zawarta wcześniej niż jej wykonanie, dlatego też dała informację, że dzień 1 września będzie ok.
I teraz... zostaję wyrejestrowany od 15 lipca a kasę za półtora miesiąca trzeba zwrócić ;/ Koniec końców wychodzi na to, że nie dość nic nie zarabiając to jej zawarcie kosztowało mnie dodatkowe 450 zł. Zajebisty ze mnie biznesmen... ;/
Samokrytyka. I wskazówki dla innych na przyszłość, żeby się tak nie wkopać...
Rozwijając dzisiejszy tytuł "Strategie... a co jeśli" to chyba dobry temat na dziś. Bo gdybym przed przystąpieniem do pracy pomyślał: a co jeśli umowę podpiszę wcześniej niż odbiorę zapłatę, a co jeśli będę musiał zwrócić składki, a co jeśli ... właśnie. Zawsze trzeba mieć strategie w przód.. kilka wyjść z awaryjnych sytuacji.
Wiadomo - nie ma co bez sensu ich planować i przyciągać niepotrzebnych sytuacji. Zbędny pesymizm też niewskazany, ale z optymizmem dajmy sobie spokój...
Brak szczęścia? Brak wiary? Brak myślenia? - na pewno wszystkiego po trochu. Szkoda tylko, że frycowe takie bolesne.
Chciałem dobrze. Zrobiłem stronę. Podpisałem umowę o dzieło z dniem 1 września - a jak mnie wcześniej informowali w Urzędzie Pracy - od tego dnia zostanę wyrejestrowany z bezrobocia. Brałem to pod uwagę, że przepadnie mi ostatni miesiąc zasiłku. Ale... na umowie było napisane, że została zawarta 15 lipca. To że odbiór był 31 sierpnia nie ma znaczenia. Pani, która mnie informowała nie przyszło do głowy, że umowa została zawarta wcześniej niż jej wykonanie, dlatego też dała informację, że dzień 1 września będzie ok.
I teraz... zostaję wyrejestrowany od 15 lipca a kasę za półtora miesiąca trzeba zwrócić ;/ Koniec końców wychodzi na to, że nie dość nic nie zarabiając to jej zawarcie kosztowało mnie dodatkowe 450 zł. Zajebisty ze mnie biznesmen... ;/
Samokrytyka. I wskazówki dla innych na przyszłość, żeby się tak nie wkopać...
Rozwijając dzisiejszy tytuł "Strategie... a co jeśli" to chyba dobry temat na dziś. Bo gdybym przed przystąpieniem do pracy pomyślał: a co jeśli umowę podpiszę wcześniej niż odbiorę zapłatę, a co jeśli będę musiał zwrócić składki, a co jeśli ... właśnie. Zawsze trzeba mieć strategie w przód.. kilka wyjść z awaryjnych sytuacji.
Wiadomo - nie ma co bez sensu ich planować i przyciągać niepotrzebnych sytuacji. Zbędny pesymizm też niewskazany, ale z optymizmem dajmy sobie spokój...
piątek, 24 kwietnia 2009
Dążysz do celu, czy cel jest dążony do Ciebie?
A może to i to jednocześnie?
Na forum nlppolska w temacie "Oszustwo stulecia - pewnosc siebie" zainspirowały mnie teksty Mateusza Grzesiaka, a jeszcze bardziej wypowiedź Jana.
Cytuję jej fragment:
I ja miałem ostatnio podobne przebłyski. Podobne odczucia i obrazy.. Zacząłem rozumieć pewne sprawy w inny sposób. W inny to znaczy w jaki? Co konkretnie?
Otóż:
1. Świat Cię non stop uczy - zgodnie z tym czego oczekujesz
Masz cele, masz marzenia. Dążysz do pewnych rzeczy. Pewnie zauważyłeś, że niektóre rzeczy osiągasz łatwiej, inne trudniej. Ja mam wspaniałą żonę, cudowną miłość i ciepło w życiu uczuciowym, mam zdrowie i młodość. Marzę o kasie i dostatnim życiu, o podróżach i wielu wspaniałych przygodach. Są tacy, których celem jest to, co ja już mam. Są tacy, którzy nawet o takiej rzeczywistości nawet nie marzą.. Są i też tacy, którzy osiągnęli to co ja zawsze chciałem. I od tych będę się uczył. Mimo wszystkiego co chcesz się nauczyć sam, życie i tak nauczy Cię więcej niż byś chciał.
Piszę to o moich doświadczeniach i moich fragmentach rzeczywistości.
Gdzieś na górze kieruje mną niezależna ode mnie mądrość, która za wczasu wie jak wszystko poustawiać, jak zorganizować, abym osiągnął (jeśli to dla mnie dobre), lub nie osiągnął (jeśli mogłyby wiązać się z tym jakieś negatywne konsekwencje). Ta mądrość otacza mnie doświadczeniami w kierunku, który sam chcę osiągnąć, ucząc wszystkiego co niezbędne do osiągnięcia tego celu.
Ciekawa historia z moją edukacją. Kończąc szkołę średnią, byłem ze wspaniałą kobietą, zaręczyliśmy się. Chciałem studiować, chciałem się dalej edukować. Byłem przekonany o tym, że studia architektury we wrocławiu będą dla mnie rozwojowe i mądre. I teraz: Gdybym postanowił, że jest to mój cel i bezwzględnie dążył do jego realizacji to pewnie by mi się to udało, ale...
No właśnie. Wszystko wyjaśniło się później. Próbowałem dostać się na Politechnikę Rzeszowską i studiować "dziennie" informatykę. Niestety, o dostaniu się na ten kierunek decydowała średnia 5.6 wzwyż.
Złożyłem dokumenty na WSiZ w Rzeszowie (uczelnia niepaństwowa, płatna). Od początku szkoły średniej krytykowałem tę szkołę, że kupowanie wykształcenia, że komercja, że to nie szkoła tylko firma i mnóstwo innych bzdurnych argumentów. Zacząłem studiować w systemie zaocznym.
W międzyczasie miłość mojego życia, zgodziła się być moją żoną, wspólne mieszkanie, radość życia.. miodek :-)
Dziś, kiedy widzę jakość przekazywanej wiedzy na mojej uczelni, stale podnoszony standard, stale rozwijane kierunki i non stop unowocześnianie uczelni. Kiedy widzę, że państwowe uczelnie są lata świetlne za WSiZ ze względu na wykształcenie i doświadczenie wykładowców - doceniam i jestem wdzięczny tej nieograniczonej mądrości, że zaplanowała te pięć lat lepiej niż sam mógłbym to zrobić.
Mógłbym przecież sobie to wszystko wymyślić i realizować konsekwentnie. Mógłbym, ale jestem pewien, że ta mądrość i tak zorganizowałaby wszystko jeszcze lepiej.
Tę część mojego doświadczenia pokrywa się z tym o czym pisał Mateusz Grzesiak,
"jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany".
Wyznaczamy kierunki, w których chcemy się rozwijać.
2. Chcieć doświadczyć - zamiast "będę szczęśliwy jak to osiągnę"
Trudno byłoby być jednocześnie w tym samym czasie muzułmaninem i katolikiem, sportowcem i żulem, biednym i bogatym, dającym i biorącym. Wybierasz pewne konteksty, pewne fragmenty doświadczeń w których jesteś jednym, a w innych jesteś kimś innym. To tak jak te dwie energie.. kobieca i męska. Przeplatają się w zajemnie... Współgrają i tworzą ruch. Bycie 100% męską energią w absolutnie każdej sekundzie życia jest niemożliwe. Czasem jest więcej energii kobiecej, czasem męskiej.
Teraz. Wybierając sobie kierunek. Np. Chcę podróżować, chcę mieć dużo forsy, żeby zaspokajać wszystkie swoje potrzeby (dawanie innym też jest moją potrzebą) życie skieruje mnie do takich doświadczeń, które będą pomagały mi to osiągnąć.
Czy te wnioski burzą moje wszystkie wcześniejsze wnioski na temat planowania swojego czasu? ABSOLUTNIE NIE! Jeśli sobie zaplanuję, że chcę studiować, jeśli sobie zaplanuję, że zrobię to i to w ciągu następnych pięciu lat to życie mi pomoże w realizacji tego planu. Co ciekawe poskreśla niektóre punkty planu, wykroi pewną rzeczywistość z tej listy. Stworzy pewną nową alternatywę, której nawet nie bierzemy teraz pod uwagę.
Go with the flow... Tak, ale planuj kierunki, w którym to flow ma podążać. A nawet jeśli życie pozmienia i pogmatwa te plany, zastanów się chwilę o ile dalej Cię zaniosło i ile więcej Cię nauczyło niż pierwotnie planowałeś? Fale na oceanie mogą Cię rzucać w promieniu kilku kilometrów i przez całe życie dryfujesz w tym obrębie, ale kiedy siądziesz do wioseł, mimo fal znoszących i wiatrów, będziesz płynął tam gdzie chcesz (przynajmniej będzesz w tym kierunku sterował swoim dziobem ;-)
Ostatnio zaciekawiłem się fraktalami. W mojej głowie zaroiło się od obrazów porównawczych. Np. atom, układ słoneczny, galaktyki, neurony w głowie, mózg, małpa, przyroda, planeta, układ słoneczny, atom, komórka, mózg, człowiek.. itd. Fraktale nie są stałe, za każdym razem zmienia się jakiś pierwiastek. Po pewnych powtórzeniach fraktal zmienia się w zupełnie nowy wzór..
Ucząc się z doświadczenia innych, wyciągając jego kompletny model i tak zrobimy coś innego, ktoś inny zrobi coś jeszcze innego.. Potem społeczeństwo ucząc się tego wszystkiego wymyśli coś jeszcze innego. Kolejny wzór fraktalu... abstrakcja.
Ale co z tego wyciągnąłem?
Planując coś, życie dołoży coś nowego, stworzy nowy wzór tego co planowałeś. Zaplanuje dla Ciebie ścieżki, których nawet się nie spodziewasz. Będziesz pędzony i uczony w Twoim życiu w kierunkach, które pierwotnie chciałeś, ale które doprowadzą Cię do całkiem nowych kierunków.
Planuj więc, pamiętając o tym wszystkim co wyżej napisałem. Mimo nie osiągnięcia 100% tego co zaplanowałeś nauczysz się od siebie więcej niż mógłbyś to sobie wymarzyć, nawet jeśli nie będą to tylko przyjemne doświadczenia...
Nie chcę żebyś się z tym zgadzał. Broń się przed przyjmowaniem tego za jakąś teorię, czy wiedzę, która jest super obiektywnie mądra. Jest tylko flowem mojego umysłu i moją nauką dla siebie samego. Będę szczęśliwy, jeśli dzięki temu będzie Ci w życiu lżej i łatwiej będziesz osiągał poziomy świadomości o jakich marzysz. Weź fragment tego co chciałem Ci przekazać.. oczywiście jeśli tego chcesz. Sam wyznaczasz kierunki rozwoju swoich fraktali..
Na forum nlppolska w temacie "Oszustwo stulecia - pewnosc siebie" zainspirowały mnie teksty Mateusza Grzesiaka, a jeszcze bardziej wypowiedź Jana.
Cytuję jej fragment:
Zaczyna się wtedy przeżywać taką jedność ze światem, bycie jego integralną częścią, częścią jakiejś zajebistej całości. Jakość i forma doświadczeń przestają mieć znaczenie, co ciekawe, doświadczanie samo w sobie przestaje mieć znaczenie. Bo zanika pierwotne poczucie konieczności posiadania celu. To jest ciekawe, co? Tak jak pisze MG: jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany.
Nie wiem jak można dobrze opisać stan w którym słowo cel traci znaczenie, bo przecież jak pisze Daniel Pieńkowski - istotny jest postęp, a postęp realizuje się poprzez wytyczanie sobie celów, zmianę, dążenie do doskonałości. Ludzie zajmujący się NLP są w większości orędownikami powiedzenia "Człowiek jest kowalem własnego losu", lub rożnych jego wariacji. Bierzesz siebie w garść i jak plastelinę - przekształcasz.
Tak, ale właśnie - wyobraź sobie taki stan umysłu, który raz że trwa stale, nieprzerwanie, a dwa że daje ci poczucie całkowitego spełnienia i sensu niezależnie od tego co robisz, a przede wszystkim przy zachowaniu poczucia twojej 100% autentyczności masz absolutną wręcz metafizyczna pewność że cokolwiek by się nie stało, i tak wszystko będzie super OK.
Celem jest wtedy egzystencja.
I ja miałem ostatnio podobne przebłyski. Podobne odczucia i obrazy.. Zacząłem rozumieć pewne sprawy w inny sposób. W inny to znaczy w jaki? Co konkretnie?
Otóż:
1. Świat Cię non stop uczy - zgodnie z tym czego oczekujesz
Masz cele, masz marzenia. Dążysz do pewnych rzeczy. Pewnie zauważyłeś, że niektóre rzeczy osiągasz łatwiej, inne trudniej. Ja mam wspaniałą żonę, cudowną miłość i ciepło w życiu uczuciowym, mam zdrowie i młodość. Marzę o kasie i dostatnim życiu, o podróżach i wielu wspaniałych przygodach. Są tacy, których celem jest to, co ja już mam. Są tacy, którzy nawet o takiej rzeczywistości nawet nie marzą.. Są i też tacy, którzy osiągnęli to co ja zawsze chciałem. I od tych będę się uczył. Mimo wszystkiego co chcesz się nauczyć sam, życie i tak nauczy Cię więcej niż byś chciał.
Piszę to o moich doświadczeniach i moich fragmentach rzeczywistości.
Gdzieś na górze kieruje mną niezależna ode mnie mądrość, która za wczasu wie jak wszystko poustawiać, jak zorganizować, abym osiągnął (jeśli to dla mnie dobre), lub nie osiągnął (jeśli mogłyby wiązać się z tym jakieś negatywne konsekwencje). Ta mądrość otacza mnie doświadczeniami w kierunku, który sam chcę osiągnąć, ucząc wszystkiego co niezbędne do osiągnięcia tego celu.
Ciekawa historia z moją edukacją. Kończąc szkołę średnią, byłem ze wspaniałą kobietą, zaręczyliśmy się. Chciałem studiować, chciałem się dalej edukować. Byłem przekonany o tym, że studia architektury we wrocławiu będą dla mnie rozwojowe i mądre. I teraz: Gdybym postanowił, że jest to mój cel i bezwzględnie dążył do jego realizacji to pewnie by mi się to udało, ale...
No właśnie. Wszystko wyjaśniło się później. Próbowałem dostać się na Politechnikę Rzeszowską i studiować "dziennie" informatykę. Niestety, o dostaniu się na ten kierunek decydowała średnia 5.6 wzwyż.
Złożyłem dokumenty na WSiZ w Rzeszowie (uczelnia niepaństwowa, płatna). Od początku szkoły średniej krytykowałem tę szkołę, że kupowanie wykształcenia, że komercja, że to nie szkoła tylko firma i mnóstwo innych bzdurnych argumentów. Zacząłem studiować w systemie zaocznym.
W międzyczasie miłość mojego życia, zgodziła się być moją żoną, wspólne mieszkanie, radość życia.. miodek :-)
Dziś, kiedy widzę jakość przekazywanej wiedzy na mojej uczelni, stale podnoszony standard, stale rozwijane kierunki i non stop unowocześnianie uczelni. Kiedy widzę, że państwowe uczelnie są lata świetlne za WSiZ ze względu na wykształcenie i doświadczenie wykładowców - doceniam i jestem wdzięczny tej nieograniczonej mądrości, że zaplanowała te pięć lat lepiej niż sam mógłbym to zrobić.
Mógłbym przecież sobie to wszystko wymyślić i realizować konsekwentnie. Mógłbym, ale jestem pewien, że ta mądrość i tak zorganizowałaby wszystko jeszcze lepiej.
Tę część mojego doświadczenia pokrywa się z tym o czym pisał Mateusz Grzesiak,
"jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany".
Wyznaczamy kierunki, w których chcemy się rozwijać.
2. Chcieć doświadczyć - zamiast "będę szczęśliwy jak to osiągnę"
Trudno byłoby być jednocześnie w tym samym czasie muzułmaninem i katolikiem, sportowcem i żulem, biednym i bogatym, dającym i biorącym. Wybierasz pewne konteksty, pewne fragmenty doświadczeń w których jesteś jednym, a w innych jesteś kimś innym. To tak jak te dwie energie.. kobieca i męska. Przeplatają się w zajemnie... Współgrają i tworzą ruch. Bycie 100% męską energią w absolutnie każdej sekundzie życia jest niemożliwe. Czasem jest więcej energii kobiecej, czasem męskiej.
Teraz. Wybierając sobie kierunek. Np. Chcę podróżować, chcę mieć dużo forsy, żeby zaspokajać wszystkie swoje potrzeby (dawanie innym też jest moją potrzebą) życie skieruje mnie do takich doświadczeń, które będą pomagały mi to osiągnąć.
Czy te wnioski burzą moje wszystkie wcześniejsze wnioski na temat planowania swojego czasu? ABSOLUTNIE NIE! Jeśli sobie zaplanuję, że chcę studiować, jeśli sobie zaplanuję, że zrobię to i to w ciągu następnych pięciu lat to życie mi pomoże w realizacji tego planu. Co ciekawe poskreśla niektóre punkty planu, wykroi pewną rzeczywistość z tej listy. Stworzy pewną nową alternatywę, której nawet nie bierzemy teraz pod uwagę.
Go with the flow... Tak, ale planuj kierunki, w którym to flow ma podążać. A nawet jeśli życie pozmienia i pogmatwa te plany, zastanów się chwilę o ile dalej Cię zaniosło i ile więcej Cię nauczyło niż pierwotnie planowałeś? Fale na oceanie mogą Cię rzucać w promieniu kilku kilometrów i przez całe życie dryfujesz w tym obrębie, ale kiedy siądziesz do wioseł, mimo fal znoszących i wiatrów, będziesz płynął tam gdzie chcesz (przynajmniej będzesz w tym kierunku sterował swoim dziobem ;-)
Ostatnio zaciekawiłem się fraktalami. W mojej głowie zaroiło się od obrazów porównawczych. Np. atom, układ słoneczny, galaktyki, neurony w głowie, mózg, małpa, przyroda, planeta, układ słoneczny, atom, komórka, mózg, człowiek.. itd. Fraktale nie są stałe, za każdym razem zmienia się jakiś pierwiastek. Po pewnych powtórzeniach fraktal zmienia się w zupełnie nowy wzór..
Ucząc się z doświadczenia innych, wyciągając jego kompletny model i tak zrobimy coś innego, ktoś inny zrobi coś jeszcze innego.. Potem społeczeństwo ucząc się tego wszystkiego wymyśli coś jeszcze innego. Kolejny wzór fraktalu... abstrakcja.
Ale co z tego wyciągnąłem?
Planując coś, życie dołoży coś nowego, stworzy nowy wzór tego co planowałeś. Zaplanuje dla Ciebie ścieżki, których nawet się nie spodziewasz. Będziesz pędzony i uczony w Twoim życiu w kierunkach, które pierwotnie chciałeś, ale które doprowadzą Cię do całkiem nowych kierunków.
Planuj więc, pamiętając o tym wszystkim co wyżej napisałem. Mimo nie osiągnięcia 100% tego co zaplanowałeś nauczysz się od siebie więcej niż mógłbyś to sobie wymarzyć, nawet jeśli nie będą to tylko przyjemne doświadczenia...
Nie chcę żebyś się z tym zgadzał. Broń się przed przyjmowaniem tego za jakąś teorię, czy wiedzę, która jest super obiektywnie mądra. Jest tylko flowem mojego umysłu i moją nauką dla siebie samego. Będę szczęśliwy, jeśli dzięki temu będzie Ci w życiu lżej i łatwiej będziesz osiągał poziomy świadomości o jakich marzysz. Weź fragment tego co chciałem Ci przekazać.. oczywiście jeśli tego chcesz. Sam wyznaczasz kierunki rozwoju swoich fraktali..
piątek, 27 lutego 2009
mapa myśli - mapa realizacji zamierzeń
Ostatnio umieściłem post na temat projektowania mapy myśli. Ciekaw jestem czy to zrobiłeś? Narysowałeś własną mapę?
Nie będę starał się przekonać Cię o tym, że warto jest taki plan sobie narysować. Sam musisz sobie na to odpowiedzieć. W moim życiu mapy myśli i planowanie w ten sposób zmieniły bardzo wiele. Zacząłem skuteczniej realizować swoje plany, a przede wszystkim pozwala trzymać się ustalonej trajektorii i wypełniać po kolei wszystko zamiast miotać się w chaosie i dezorganizacji.
Sprawdź to. Przetestuj na własnej skórze. :-)
Nie będę starał się przekonać Cię o tym, że warto jest taki plan sobie narysować. Sam musisz sobie na to odpowiedzieć. W moim życiu mapy myśli i planowanie w ten sposób zmieniły bardzo wiele. Zacząłem skuteczniej realizować swoje plany, a przede wszystkim pozwala trzymać się ustalonej trajektorii i wypełniać po kolei wszystko zamiast miotać się w chaosie i dezorganizacji.
Sprawdź to. Przetestuj na własnej skórze. :-)
środa, 11 lutego 2009
FreeMind - mapy myśli na komputerze
Autor: Jakub Ujejski
www.dochodowo.pl
W czasie prac nad Dochodowo.pl miałem do ogarnięcia mnóstwo spraw związanych z serwisem. Musiałem zaplanować rozmieszczenie zawartości, ogarnąć stronę techniczną, grafikę. Jako człowiek przyzwyczajony do notowania nielinearnego tworzyłem mapy myśli.
Na zasadzie skojarzeń przychodziły mi do głowy coraz to nowe pomysły (współpraca, promocja w internecie) – przybywało nowych map myśli a stare się rozrastały. Wraz z upływem czasu wiele rzeczy się zmieniało. Zmieniały się również moje mapy myśli. Czasem musiałem przerysowywać całe mapy od nowa!. Pomyślałem sobie wtedy, że dobrze byłoby mieć to wszystko na twardym dysku.
Zacząłem sie rozglądać za oprogramowaniem umożliwiającym tworzenie map myśli. Szukałem czegoś, co pozwoli mi szybko zapisywać pomysły i jednocześnie nie będzie drogie. Po pewnym czasie znalazłem aplikację spełniającą oba warunki. Jest nią FreeMind, program OpenSource, który można za darmo ściągnąć z Internetu. Od tamtego momentu stał się on jedną z podstawowych aplikacji, których codziennie używam.
FreeMind vs. Odręczne Mapy Myśli
Zdania na temat programów wspomagających tworzenie map myśli są różne. Przeciwnicy twierdzą, że programy te nie angażują naszego umysłu tak bardzo jak tworzenie map na papierze. Ciężko też jest zrobić odręczny rysunek ilustrujący jakieś zagadnienie. Być może istnieje taki program, dzięki któremu można mapy myśli ozdabiać odręcznymi rysunkami, jednak tworzenie ich za pomocą myszki wymaga dużej wprawy.
Z drugiej strony programy do tworzenia map myśli mają też swoją przewagę nad klasycznymi, papierowymi mapami myśli. Do największych zalet należy prostota wprowadzania zmian i reorganizacja mapy myśli. Istotna jest również szybkość notowania (przy zachowaniu przejrzystości) i brak ograniczeń rozmiarami kartki.
Więcej o instalacji i pracy z programem FreeMind znajdziesz na stronie www.dochodowo.pl. Zapraszam
www.dochodowo.pl
W czasie prac nad Dochodowo.pl miałem do ogarnięcia mnóstwo spraw związanych z serwisem. Musiałem zaplanować rozmieszczenie zawartości, ogarnąć stronę techniczną, grafikę. Jako człowiek przyzwyczajony do notowania nielinearnego tworzyłem mapy myśli.
Na zasadzie skojarzeń przychodziły mi do głowy coraz to nowe pomysły (współpraca, promocja w internecie) – przybywało nowych map myśli a stare się rozrastały. Wraz z upływem czasu wiele rzeczy się zmieniało. Zmieniały się również moje mapy myśli. Czasem musiałem przerysowywać całe mapy od nowa!. Pomyślałem sobie wtedy, że dobrze byłoby mieć to wszystko na twardym dysku.
Zacząłem sie rozglądać za oprogramowaniem umożliwiającym tworzenie map myśli. Szukałem czegoś, co pozwoli mi szybko zapisywać pomysły i jednocześnie nie będzie drogie. Po pewnym czasie znalazłem aplikację spełniającą oba warunki. Jest nią FreeMind, program OpenSource, który można za darmo ściągnąć z Internetu. Od tamtego momentu stał się on jedną z podstawowych aplikacji, których codziennie używam.
FreeMind vs. Odręczne Mapy Myśli
Zdania na temat programów wspomagających tworzenie map myśli są różne. Przeciwnicy twierdzą, że programy te nie angażują naszego umysłu tak bardzo jak tworzenie map na papierze. Ciężko też jest zrobić odręczny rysunek ilustrujący jakieś zagadnienie. Być może istnieje taki program, dzięki któremu można mapy myśli ozdabiać odręcznymi rysunkami, jednak tworzenie ich za pomocą myszki wymaga dużej wprawy.
Z drugiej strony programy do tworzenia map myśli mają też swoją przewagę nad klasycznymi, papierowymi mapami myśli. Do największych zalet należy prostota wprowadzania zmian i reorganizacja mapy myśli. Istotna jest również szybkość notowania (przy zachowaniu przejrzystości) i brak ograniczeń rozmiarami kartki.
Więcej o instalacji i pracy z programem FreeMind znajdziesz na stronie www.dochodowo.pl. Zapraszam
poniedziałek, 9 lutego 2009
Priorytety
Przygotowując plan działania na ten rok znalazłem kartkę, którą pisałem w październiuku.
Namalowałem sobie na niej mapę myśli, priorytety, które muszę zrealizować w najbliższym czasie poukładane w różne kategorie. Był tam biznes, szkoła, rodzina, finanse etc. W każdej kategorii miałem kilka zadań do zrealizowania.
Byłem zdumiony, kiedy większość z tych priorytetów miałem już zrealizowane, bądź są na etapie finiszu.
Postanowiłem, że będę robił takie plany co trzy miesiące. Plany ekstremalnie realne :-)
Przejrzałem swoje marzenia i plany z lat poprzednich. Z uśmiechem w oku przeczytałem, że chciałem mieć własny hotel, czy jaguara i jacht. :-) Z roku na rok coraz bardziej schodziłem na ziemię. Plan na każdy kolejny był bardziej realny i więcej udało się z tego osiągnąć.
Kiedyś uczyli mnie: "Na długi okres planuj i marz, rzeczy niewyobrażalnie wielkie i teoretycznie nie do osiągnięcia, ale roczny plan stwórz tak, abyś wszystko umiał zrealizować". Plan 3miesięczny musi być jeszcze bardziej precyzyjny i realizowalny. Tak też zrobiłem plan na kolejne miesiące. Na początku maja będę pewnie zdumiony, że udało mi się wszystko zrealizować.. :-)
Namalowałem sobie na niej mapę myśli, priorytety, które muszę zrealizować w najbliższym czasie poukładane w różne kategorie. Był tam biznes, szkoła, rodzina, finanse etc. W każdej kategorii miałem kilka zadań do zrealizowania.
Byłem zdumiony, kiedy większość z tych priorytetów miałem już zrealizowane, bądź są na etapie finiszu.
Postanowiłem, że będę robił takie plany co trzy miesiące. Plany ekstremalnie realne :-)
Przejrzałem swoje marzenia i plany z lat poprzednich. Z uśmiechem w oku przeczytałem, że chciałem mieć własny hotel, czy jaguara i jacht. :-) Z roku na rok coraz bardziej schodziłem na ziemię. Plan na każdy kolejny był bardziej realny i więcej udało się z tego osiągnąć.
Kiedyś uczyli mnie: "Na długi okres planuj i marz, rzeczy niewyobrażalnie wielkie i teoretycznie nie do osiągnięcia, ale roczny plan stwórz tak, abyś wszystko umiał zrealizować". Plan 3miesięczny musi być jeszcze bardziej precyzyjny i realizowalny. Tak też zrobiłem plan na kolejne miesiące. Na początku maja będę pewnie zdumiony, że udało mi się wszystko zrealizować.. :-)
środa, 10 grudnia 2008
Zestawienie finansowe i podsumowanie roku
Od końca sierpnia postanowiłem zadbać lepiej o swoje finanse. Postanowiłem kontrolować przepływ gotówki, monitorować jej przypływy i odpływy. I...
Nie. Nie skończyło się tylko na postanowieniach. Liczę pieniądze każdego dnia podsumowując je na koniec miesiąca. A Ty? Ciekaw jestem ile osób również postępuje jak ja. Uważasz, że nie warto? A może to przerost formy nad treścią, przecież wszystko można policzyć w głowie...
Odkąd zacząłem monitoring cashu nie zauważyłem szczególnych cudów, poza tym, że wiem dokładnie ile gotówki mogę przeznaczyć i na co, żeby na koniec miesiąca nie pożyczać, a jeszcze odkładać do oddania. Hmm... Więc może ma to w sobie jakąś siłę...
Mamy grudzień. Rok 2008 powoli zbliża się do końca. Warto sobie czasem zrobić "rachunek sumienia" z minionych wydarzeń. Już od kilku lat praktykuję "podsumowanie roku". Pod koniec grudnia poświęcamy z żoną ok. 2-3 godziny na spokojne przemyślenie tegorocznych dokonań, wydarzeń, zrealizowanych i niezrealizownych pomysłów.. Spisujemy także cele na przyszły rok. Mniej lub bardziej ambitne. Mniej lub bardziej realne, lub proste jak np. zakończenie sesji w pierwszym terminie.
Każdego roku coraz bardziej jestem zdumiony potęgą tego procesu. Każdego roku realizujemy coraz więcej zamierzeń. Staje się to wszystko ukierunkowane i spójne. Coraz więcej radości i mocy czuję. Coraz większe poczucie, że przecież zrobiłem to i to, więc mogę bez problemu zrobić tamto. Tego się nie da słowami..
Na początku pisałem o rzeczach kosmicznych dla mnie w tamtym czasie.. np. w wieku 18 lat: posiadanie firmy przynoszącej 100 tys. miesięcznego dochodu nie mając pojęcia o działalności gospodarczej i biznesie... ALe wiesz co? To i tak się rozwija, bo nie mogę powstrzymać wewnętrznego pędu do realizacji tego przedsięwzięcia :-)
Fajnie jest móc wybierać swoją przyszłość. Nie można też żyć w strefie marzeń, ale to że coś się nie spełni za miesiąc czy dwa nie może się spełnić za 5 lat.. Zdecyduj czy warto robić takie podsumowanie. To nic nie kosztuje, a wiele dokonań z czasem się zapomina. Zapominając tracisz pęd i moc jaką daje to doświadczenie..
Nie próbowałem robić takiego minipodsumowania co miesiąc. Może warto... :-)
Nie. Nie skończyło się tylko na postanowieniach. Liczę pieniądze każdego dnia podsumowując je na koniec miesiąca. A Ty? Ciekaw jestem ile osób również postępuje jak ja. Uważasz, że nie warto? A może to przerost formy nad treścią, przecież wszystko można policzyć w głowie...
Odkąd zacząłem monitoring cashu nie zauważyłem szczególnych cudów, poza tym, że wiem dokładnie ile gotówki mogę przeznaczyć i na co, żeby na koniec miesiąca nie pożyczać, a jeszcze odkładać do oddania. Hmm... Więc może ma to w sobie jakąś siłę...
Mamy grudzień. Rok 2008 powoli zbliża się do końca. Warto sobie czasem zrobić "rachunek sumienia" z minionych wydarzeń. Już od kilku lat praktykuję "podsumowanie roku". Pod koniec grudnia poświęcamy z żoną ok. 2-3 godziny na spokojne przemyślenie tegorocznych dokonań, wydarzeń, zrealizowanych i niezrealizownych pomysłów.. Spisujemy także cele na przyszły rok. Mniej lub bardziej ambitne. Mniej lub bardziej realne, lub proste jak np. zakończenie sesji w pierwszym terminie.
Każdego roku coraz bardziej jestem zdumiony potęgą tego procesu. Każdego roku realizujemy coraz więcej zamierzeń. Staje się to wszystko ukierunkowane i spójne. Coraz więcej radości i mocy czuję. Coraz większe poczucie, że przecież zrobiłem to i to, więc mogę bez problemu zrobić tamto. Tego się nie da słowami..
Na początku pisałem o rzeczach kosmicznych dla mnie w tamtym czasie.. np. w wieku 18 lat: posiadanie firmy przynoszącej 100 tys. miesięcznego dochodu nie mając pojęcia o działalności gospodarczej i biznesie... ALe wiesz co? To i tak się rozwija, bo nie mogę powstrzymać wewnętrznego pędu do realizacji tego przedsięwzięcia :-)
Fajnie jest móc wybierać swoją przyszłość. Nie można też żyć w strefie marzeń, ale to że coś się nie spełni za miesiąc czy dwa nie może się spełnić za 5 lat.. Zdecyduj czy warto robić takie podsumowanie. To nic nie kosztuje, a wiele dokonań z czasem się zapomina. Zapominając tracisz pęd i moc jaką daje to doświadczenie..
Nie próbowałem robić takiego minipodsumowania co miesiąc. Może warto... :-)
wtorek, 21 października 2008
Cel -> strategia -> narzędzia
Wielu ludzi nie jest tego świadomych. Co z tego, że o tym dobrze wiedzą. Nie są ŚWIADOMI..
Moim zdaniem nie narzędzie, ale strategia jest najważniejsza w inwestowaniu.
Logicznie podchodząc do tematu pieniędzy:
1. zakładamy sobie jakiś cel - np. 1000 zł pasywnego dochodu miesięcznego za 20 lat
2. Musimy być świadomi naszej obecnej sytuacji (a więc cashflow) - ile jesteśmy w stanie przeznaczyć na jego osiągnięcie.
3. I dopiero teraz, mając przed oczami cel i nasze możliwości, wybieramy strategie inwestycyjne aby ten cel osiągnąć.
Ale strategie to jeszcze nie fundusze, czy nieruchomości - strategia to system dróg dotarcia do założonego celu. I tu mamy narzędzia:
- fundusze
- akcje
- nieruchomości
- waluty
- biznes
- itd.
Cel jest nadrzędnym priorytetem inwestowania.
Trzeba wiedzieć co się chce osiągnąć a nie inwestować dla samego inwestowania.
Jak wiesz "co", to jesteś w stanie sięgnąć po różne strategie.
Jak masz strategię to wiesz jakich narzędzi użyć.
Jak masz narzędzia - to musisz wiedzieć jak ich używać, żeby sobie krzywdy nimi nie zrobić.
Ot. Cała filozofia.
Moim zdaniem nie narzędzie, ale strategia jest najważniejsza w inwestowaniu.
Logicznie podchodząc do tematu pieniędzy:
1. zakładamy sobie jakiś cel - np. 1000 zł pasywnego dochodu miesięcznego za 20 lat
2. Musimy być świadomi naszej obecnej sytuacji (a więc cashflow) - ile jesteśmy w stanie przeznaczyć na jego osiągnięcie.
3. I dopiero teraz, mając przed oczami cel i nasze możliwości, wybieramy strategie inwestycyjne aby ten cel osiągnąć.
Ale strategie to jeszcze nie fundusze, czy nieruchomości - strategia to system dróg dotarcia do założonego celu. I tu mamy narzędzia:
- fundusze
- akcje
- nieruchomości
- waluty
- biznes
- itd.
Cel jest nadrzędnym priorytetem inwestowania.
Trzeba wiedzieć co się chce osiągnąć a nie inwestować dla samego inwestowania.
Jak wiesz "co", to jesteś w stanie sięgnąć po różne strategie.
Jak masz strategię to wiesz jakich narzędzi użyć.
Jak masz narzędzia - to musisz wiedzieć jak ich używać, żeby sobie krzywdy nimi nie zrobić.
Ot. Cała filozofia.
czwartek, 25 września 2008
BYĆ - ROBIĆ - MIEĆ
Tyle razy to czytałem... W książkach, na stronach internetowych, słyszałem na szkoleniach... Ale dopiero teraz te słowa nabrały dla mnie zupełnie nowego znaczenia.. Jakby coś we mnie otworzyły nowego... Jakby nagle były zupełnie inne niż do tej pory... A może i Tobie coś nowego powiedzą. Posłuchajcie...
“Cele należą do części mieć. Jak np. mieć ładne ciało, mieć idealny związek partnerski, mieć milion dolarów, mieć dobre zdrowie, cieszyć się
sławą. Większość ludzi, gdy już dojdzie do tego, jaki chce mieć cel, zaczyna wymieniać, co musi zrobić. Dlatego mają oni listę zatytułowaną do zrobienia. Ustanawiają swój cel i zaczynają robić [...]
Większość ludzi, gdy chce mieć taką sylwetkę, idzie na dietę, a potem chodzi na siłownię. Wytrzymują przez kilka tygodni i następnie większość z nich wraca do starej diety składającej się z francuskich bułeczek i pizzy, a zamiast chodzenia na siłownię oglądają baseball w telewizji. To jest przykład robienia, zamiast bycia.
To, co się liczy, to nie dieta, ale to kim masz być, stosując tę dietę. Każdego roku cztery miliony ludzi szuka perfekcyjnej diety, po której zastosowaniu będą szczupli. Skupieni są na tym, co mają robić, zamiast na tym, kim być powinni. Dieta nie pomoże, jeśli twoje myśli się nie zmienią [...]
Wielu ludzi kupuje nowy zestaw kijów golfowych w nadziei, że one polepszą ich grę, zamiast rozpocząć od zaadoptowania sposobu myślenia typowego dla zawodowego gracza. Gracz-lichota z nowym zestawem kijów golfowych wciąż jest lichotą [...]
Wielu ludzi myśli, że kupowanie akcji czy przystępowanie do funduszu powierniczego wzbogaci ich. Cóż. samo kupowanie akcji, przystępowanie do funduszu powierniczego czy kupowanie nieruchomości lub obligacji nie wzbogaci cię. Samo robienie tego, co robią profesjonalni inwestorzy, nie gwarantuje sukcesu finansowego. Osoba, która ma mentalność pokonanego, zawsze przegra - nieważne, jakie kupi akcje, obligacje czy nieruchomości”.
[Cytat pochodzi z książki "Kwadrant przepływu pieniędzy" Roberta Kiyosakiego]
Są jeszcze i tacy, którym się wydaje, że zakładając własną działalność gospodarczą, czy pisząc biznesplan albo starając się tylko przyciągnąć swoje cele, staną się bogaci. Dlatego tak wielu pisało mi o tym, żeby się wziąć do roboty. Ok. Ale jakiej?
Nie mogłem do tego dojść :-) I bynajmniej nie chodziło o sam etat, nie chodziło o poszukiwanie klientów do granic możliwości 24 godzin. Nie chodziło o to by na siłę sprzeciwiać się wszelkim niepomyślnościom. Chodziło o to, żeby zacząć stawać się osobą "rozsądną finansowo"...
Zamiast przyciągać miliony, samochody i fajne życie - które dla podświadomości nic nie znaczą - uważam, że trzeba przyciągać "sposób bycia" jaki chcemy mieć. Trzeba sobie wyobrażać nie tyle nowy pachnący i rwący do przodu samochód - co uczucie z jego posiadania, frajdy z jazdy itp. Trzeba przyciągać sposób myślenia osoby zamożnej.
Wow! Ale odkrycie. :-)
W jaki sposób myśli więc osoba wolna finansowo? Jakie sposoby myślenia mam przyciągać i na czym się skupić?
Trochę już poznałem sposobów myślenia ludzi, którzy do czegoś doszli, jednak jakoś... zawsze wydawało mi sie, że wiem lepiej.
Kiedy były pracodawca, znakomity nauczyciel i przyjaciel - rozważnie wykładał mi sposoby dojścia do pieniędzy miałem ochotę się z tego śmiać i uważałem, że to bardzo żmudne i mało kreatywne sposoby. Kiedy inny nauczyciel zadając mi pytania starał się nauczyć nowego sposobu myślenia zawsze miałem tendencje do wymądrzania się... Hmm niezła lekcja.. Trzeba było chwili aby to zrozumieć.
Na szczęście powoli wracam do sytuacji sprzed roku. Chociaż.. to znów bzdura. Nie wracam i nigdy nie powrócę do tamtej sytuacji. Teraz już wiem wiecej i mam więcej doświadczeń. Ale czy teraz zrobiłbym inaczej? Sam nie wiem..
A co dzięki tej nauce chcę teraz zmienić?
Od końcówki sierpnia zacząłem liczyć swoje wydatki. Odnalazłem w moim telefonie świetną aplikację, która czyni to tak prostym jak budowa reaktora atomowego ;-]
Po każdych zakupach wpisuję kwotę i kategorię wydatków. Dzięki temu na bieżąco monitoruję stan gotówki.
Od wczoraj zacząłem malować swój kwadrant przepływu gotówki. Przychody, rozchody, aktywa, pasywa.
/*Nawiasem mówiąc zapraszam na blog http://bogatystudent.blogspot.com/ gdzie można doczytać jak stworzyć taki diagram i policzyć cashflow - szkoda tylko, że blog umarł... */
Widzę, że coś się zaczyna pozytywnie zmieniać. Mój cashflow nareszcie stał się dotatni. Lada chwila będę w stanie spłacić swoje długi.
Czasem tak sobie myślę... Niektórzy znajomi jeżdżą fajnymi autkami, niektórzy nawet mają domy.. Wyglądają na zadowolonych i "bogatych" aczkolwiek mają ten łańcuch, który zaczyna się na kredycie a kończy na etacie. Jak to dobrze, że nie muszę być uzależniony od banku. Rękami i nogami bronię się by nie brać cudzych pieniędzy (banku) na własne wygody.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny, że mam żonę, która myśli podobnie. :-)
Jak napisał mi mój dobry przyjaciel: Dbaj o rodzinę bo ona jest najważniejsza. Będę :-)
Zacznę od budowania bezpieczeństwa finansowego. Pierwszym sukcesem będzie posiadanie bezpieczeństwa na poziomie 2 miesięcy (czyli będę mógł 2 miesiące nie pracować ale i tak mój poziom życia się nie zmieni). A potem... Potem półroczne i roczne zabezpieczenie.. A potem.. Potem się zobaczy :-) Chcę polubić liczby
PS. Jeśli czyta mój blog ktoś "zamożny" - który posiada sposób myślenia taki jaki chcę przyciągnąć proszę o skromny komentarz - jak mam myśleć, jaki mam się stać aby przyciągnąć finansową wolność?
Dzięki za wszystko. Niech się stanie... To lub coś o niebo lepszego ;-)
“Cele należą do części mieć. Jak np. mieć ładne ciało, mieć idealny związek partnerski, mieć milion dolarów, mieć dobre zdrowie, cieszyć się
sławą. Większość ludzi, gdy już dojdzie do tego, jaki chce mieć cel, zaczyna wymieniać, co musi zrobić. Dlatego mają oni listę zatytułowaną do zrobienia. Ustanawiają swój cel i zaczynają robić [...]
Większość ludzi, gdy chce mieć taką sylwetkę, idzie na dietę, a potem chodzi na siłownię. Wytrzymują przez kilka tygodni i następnie większość z nich wraca do starej diety składającej się z francuskich bułeczek i pizzy, a zamiast chodzenia na siłownię oglądają baseball w telewizji. To jest przykład robienia, zamiast bycia.
To, co się liczy, to nie dieta, ale to kim masz być, stosując tę dietę. Każdego roku cztery miliony ludzi szuka perfekcyjnej diety, po której zastosowaniu będą szczupli. Skupieni są na tym, co mają robić, zamiast na tym, kim być powinni. Dieta nie pomoże, jeśli twoje myśli się nie zmienią [...]
Wielu ludzi kupuje nowy zestaw kijów golfowych w nadziei, że one polepszą ich grę, zamiast rozpocząć od zaadoptowania sposobu myślenia typowego dla zawodowego gracza. Gracz-lichota z nowym zestawem kijów golfowych wciąż jest lichotą [...]
Wielu ludzi myśli, że kupowanie akcji czy przystępowanie do funduszu powierniczego wzbogaci ich. Cóż. samo kupowanie akcji, przystępowanie do funduszu powierniczego czy kupowanie nieruchomości lub obligacji nie wzbogaci cię. Samo robienie tego, co robią profesjonalni inwestorzy, nie gwarantuje sukcesu finansowego. Osoba, która ma mentalność pokonanego, zawsze przegra - nieważne, jakie kupi akcje, obligacje czy nieruchomości”.
[Cytat pochodzi z książki "Kwadrant przepływu pieniędzy" Roberta Kiyosakiego]
Są jeszcze i tacy, którym się wydaje, że zakładając własną działalność gospodarczą, czy pisząc biznesplan albo starając się tylko przyciągnąć swoje cele, staną się bogaci. Dlatego tak wielu pisało mi o tym, żeby się wziąć do roboty. Ok. Ale jakiej?
Nie mogłem do tego dojść :-) I bynajmniej nie chodziło o sam etat, nie chodziło o poszukiwanie klientów do granic możliwości 24 godzin. Nie chodziło o to by na siłę sprzeciwiać się wszelkim niepomyślnościom. Chodziło o to, żeby zacząć stawać się osobą "rozsądną finansowo"...
Zamiast przyciągać miliony, samochody i fajne życie - które dla podświadomości nic nie znaczą - uważam, że trzeba przyciągać "sposób bycia" jaki chcemy mieć. Trzeba sobie wyobrażać nie tyle nowy pachnący i rwący do przodu samochód - co uczucie z jego posiadania, frajdy z jazdy itp. Trzeba przyciągać sposób myślenia osoby zamożnej.
Wow! Ale odkrycie. :-)
W jaki sposób myśli więc osoba wolna finansowo? Jakie sposoby myślenia mam przyciągać i na czym się skupić?
Trochę już poznałem sposobów myślenia ludzi, którzy do czegoś doszli, jednak jakoś... zawsze wydawało mi sie, że wiem lepiej.
Kiedy były pracodawca, znakomity nauczyciel i przyjaciel - rozważnie wykładał mi sposoby dojścia do pieniędzy miałem ochotę się z tego śmiać i uważałem, że to bardzo żmudne i mało kreatywne sposoby. Kiedy inny nauczyciel zadając mi pytania starał się nauczyć nowego sposobu myślenia zawsze miałem tendencje do wymądrzania się... Hmm niezła lekcja.. Trzeba było chwili aby to zrozumieć.
Na szczęście powoli wracam do sytuacji sprzed roku. Chociaż.. to znów bzdura. Nie wracam i nigdy nie powrócę do tamtej sytuacji. Teraz już wiem wiecej i mam więcej doświadczeń. Ale czy teraz zrobiłbym inaczej? Sam nie wiem..
A co dzięki tej nauce chcę teraz zmienić?
Od końcówki sierpnia zacząłem liczyć swoje wydatki. Odnalazłem w moim telefonie świetną aplikację, która czyni to tak prostym jak budowa reaktora atomowego ;-]
Po każdych zakupach wpisuję kwotę i kategorię wydatków. Dzięki temu na bieżąco monitoruję stan gotówki.
Od wczoraj zacząłem malować swój kwadrant przepływu gotówki. Przychody, rozchody, aktywa, pasywa.
/*Nawiasem mówiąc zapraszam na blog http://bogatystudent.blogspot.com/ gdzie można doczytać jak stworzyć taki diagram i policzyć cashflow - szkoda tylko, że blog umarł... */
Widzę, że coś się zaczyna pozytywnie zmieniać. Mój cashflow nareszcie stał się dotatni. Lada chwila będę w stanie spłacić swoje długi.
Czasem tak sobie myślę... Niektórzy znajomi jeżdżą fajnymi autkami, niektórzy nawet mają domy.. Wyglądają na zadowolonych i "bogatych" aczkolwiek mają ten łańcuch, który zaczyna się na kredycie a kończy na etacie. Jak to dobrze, że nie muszę być uzależniony od banku. Rękami i nogami bronię się by nie brać cudzych pieniędzy (banku) na własne wygody.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny, że mam żonę, która myśli podobnie. :-)
Jak napisał mi mój dobry przyjaciel: Dbaj o rodzinę bo ona jest najważniejsza. Będę :-)
Zacznę od budowania bezpieczeństwa finansowego. Pierwszym sukcesem będzie posiadanie bezpieczeństwa na poziomie 2 miesięcy (czyli będę mógł 2 miesiące nie pracować ale i tak mój poziom życia się nie zmieni). A potem... Potem półroczne i roczne zabezpieczenie.. A potem.. Potem się zobaczy :-) Chcę polubić liczby
PS. Jeśli czyta mój blog ktoś "zamożny" - który posiada sposób myślenia taki jaki chcę przyciągnąć proszę o skromny komentarz - jak mam myśleć, jaki mam się stać aby przyciągnąć finansową wolność?
Dzięki za wszystko. Niech się stanie... To lub coś o niebo lepszego ;-)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)