Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mój miesiąc cudów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mój miesiąc cudów. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 listopada 2010

Nie wiem co się dzieje

Mam wrażenie, ze... A dobra co będę owijał w bawełnę. Jest jak jest. Chcesz, to poczytaj... Może na moich błędach nauczysz się czegoś dobrego i ułatwisz sobie życie.

Dość zrozumiałe jest, kiedy człowiek wchodzi w jakiś nurt (biznes, praca, finanse - nazwij to sobie jak chcesz) często zdarza się na początku płacić "frycowe". I wszystko jest ok, jeśli człowiek nauczony na błędzie już go nie powtarza. Z reguły i ja taki jestem, że dwa razy nie wchodzę do tej samej rzeki. Dosłownie i w przenośni. Mało kto jednak mówi o tym, że rzeczywistość jest tak zmienna, oraz że warunki i otoczenie jest tak dynamiczne iż zrobienie tego samego błędu jest praktycznie niemożliwe.. Za każdym razem jednak uczysz się czegoś nowego.

W moim przypadku wygląda to tak... Najczęściej znów popełniam błąd, który słono piecze. (sól też potrafi piec - wysyp kilka ziarenek na otwartą ranę to się przekonasz co to jest słone pieczenie).

2 miesiące temu postanowiłem znaleźć tu (Monachium, Niemcy) miejsce dla naszej rodziny. Stwierdziłem, że po tym co widzę i czego doświadczyłem - będzie nam łatwiej wystartować. Tymczasem jest nieco inaczej, ale wrócę do tego za chwilę.
Wypisałem sobie 3 proste cele. Znaleźć pracę, znaleźć mieszkanie, sprowadzić tu rodzinę.

Takie proste... Takie łatwe zadanie. Niejeden z Was śmieje się czytając to, no bo jakie tu można napotkać problemy... Szczerze mówiąc nie czuję urazy jeżeli Cię to bawi. Lepsze to niż udawane współczucie i nieżyciowe porady. Nie szukam głaskania, ani się nie żalę. Chcesz to poczytaj i weź z tego dla siebie co tylko może Ci się przydać.

1. Znalezienie pracy w Niemczech

  • Przez miesiąc czasu wysyłałem 30-40 ofert, cv itp - tygodniowo do różnych firm ogłaszających nabór w moim zawodzie - sporadyczne odpowiedzi negatywne
  • Znalazłem pracę przy montażu mebli dla IKEI. Potrzeba założyć działalność gosp. inaczej nie ma współpracy. Nie mam zameldowania. Wynająć pokój. (ale żeby wynająć pokój trzeba mieć jakąś kasę prawda?). 
  • Zorganizowałem meldunek. Założyłem działalność. Teraz czeka mnie ubezpieczenie. Mija piąty tydzień pracy, a ja mam zapłacone dopiero 2 (z 5) rachunków przez tą firmę. Kicha nie? I co wysyłać dalej oferty pracy?
2. Znalezienie mieszkania
  • Wydzwoniłem sporo pieniędzy. Przejrzałem setki ogłoszeń w Internecie, gazetach, czasem na słupach ogłoszeniowych. Ci, którzy tu mieszkają pewnie znają tę sytuację. Dla tych, którzy nie byli, a chcą piszę wyjaśnienie:

    Aby wynająć mieszkanie przez Internet trzeba liczyć się z 3 miesięczną kaucją + prowizja dla maklera 2,38 netto z opłaty czynszowej. Przy założeniu, że szczęśliwym trafem udało Ci się znaleźć mieszkanie 2pokojowe za 500Euro wychodzi to następująco:

    3MM (Monats Mieten - czynsze miesięczne) = 1500 Euro.
    2.38 Provision * 500 = 1190 Euro
    Razem:  2690 Euro na dzień dobry

    Nie wspominam już o tym, ze bardzo ważny jest czas kiedy wynajmujesz mieszkanie, bo jeśli okres płacenia czynszu przypada na "za chwilę" często trzeba doliczyć kolejne 500

    Jeżeli znajdziesz mieszkanie bez prowizji to jesteś o ponad tysiąc Euro do przodu

    Często jednak (żeby nie powiedzieć - w większości przypadków) prywatni najemcy żądają 3miesięcznych dochodów jakie osiągasz (etat) lub rocznego rozliczenia (w przypadku dz. gospodarczej)

    Jak już widzisz sprawa mieszkania tutaj nie wygląda różowo.

    Pozostaje szukanie ogłoszeń wynajmowania pokoju (najlepiej z możliwością meldunku) aż do czasu spełnienia wymagań stawianych przez właścicieli mieszkań.
3. Sprowadzenie tu rodziny

  • ok. Przyjechać nie jest trudno. Na życie też nie potrzeba wiele, bo za jedną dniówkę można kupić tyle co po tygodniu pracy w Polsce. Poza tym Kindergeld wynosi 184 Euro. Pieluchy kosztują ok. 12-20 Euro (z dużym naddatkiem) za 80 szt. Mleko w zależności od marki: od 3-10Euro. Policz ile można za to kupić. Dla porównania powiem Ci, że w Polsce świadczenie rodzinne wynosi 68 zł... I to jeśli nie przekroczysz progu dochodowego.... A pieluchy kosztują 40-60 zł za podobną ilość sztuk. 
  • Cudze chwalicie - zgadza się. Chwalimy. Ale 80 mln ludzi, ogromna ilość forsy jaka została zainwestowana w Niemcy po II WŚ robi swoje. Standard życia jest zdecydowanie wyższy i chyba nie ma co nad tym dużo dyskutować.
     
Jak więc widzisz. Prosty plan. Trzy punkty. A po drodze tyle ostrych zakrętów. Serpentyny wydają się nie mieć końca. Brak pobocza i balustrady sprawia, że co chwilę stajesz nad urwiskiem i zastanawiasz się co dalej.

Przestałem już marzyć o wielkich pieniądzach. Zszedłem na ziemię. Chciałbym po prostu normalnie i w miarę dostatnio żyć. Utopią jest zakładać, że osiągnę życie bez stresujących sytuacji.

Życzyłbym tego sobie, jak i Tobie drogi czytelniku, abyś miał łatwiej w życiu. Łatwiej - to znaczy więcej powodzenia, więcej relaksujących sytuacji, więcej niespodziewanie korzystnych zbiegów okoliczności, więcej przyjemności z bycia sobą. Życzę nam wszystkim, aby nauka przychodząca z życia była na tyle łaskawa, abyś nie musiał co chwilę podnosić się z desek - ale łatwo, przyjemnie i bezpiecznie dążył przez to doświadczenie jakim jest życie.

Do następnego razu.

PS. Pamiętaj. Jeśli spodobało Ci się to co tu piszę, albo masz chęć przeczytania czegoś nowego, innego spojrzenia na świat - zostaw jakiś ślad po sobie w komentarzu.

środa, 15 września 2010

Miesiąc cudów - wrzesień 2009 - etapy realizacji i propozycja

Mam pewną propozycję, dla wszystkich, którzy prowadzą jakieś kursy online czy dystrybuują ebooki. Ale o propozycji za chwilę.

Poprzednie miesiące cudów kończyły się na mówieniu o robieniu.. Teraz jest nieco inaczej i mimo, iż jest jeszcze trochę mówienia to zdecydowanie więcej jest akcji.

Co dzisiaj zrobiłem dla realizacji celów? 

Pierwszym etapem jest znalezienie pracy. Wysłałem kilka ofert (ok. 20) do różnych firm projektujących strony www, wraz z adresem mojego portfolio. Odzew jest niewielki. Samo "nie poddawanie się" nie wystarczy. Potrzeba elastyczności. Te kilka ofert, które wysłałem daje pewną informację, że coś jest nie tak jak by chcieli - dlatego trzeba zmodyfikować działanie. Zrobić coś innego. Teraz przygotowuję portfolio w jęz. niemieckim i polskim (angielskie już jest). Będę też nieco inaczej pisał zgłoszenie oferty pracy. Zobaczymy jakie efekty to przyniesie.
Byłem dziś w niemieckim urzędzie pracy. Interesowały mnie nie tylko oferty, ale także kwestia pozwolenia na pracę. Co się okazało: wystarczy znaleźć firmę, która mnie zatrudni na cały, bądź pół etatu, a z pozwoleniem nie powinno mieć problemu. Wiadomość jest dobra, ale zobaczymy jak wyjdzie to wszystko w praktyce..

Wracając do propozycji

Piszesz jakieś darmowe kursy? Napisałeś ebooka "jak zrobić cośtam"? Chcesz zweryfikować przedstawione idee? Zleć to mnie :-) Zapiszę się na Twój kurs, będę starał się go sumiennie wypełniać, a na koniec dam Ci informację zwrotną co z tego wyszło. Czego chcę w zamian?
Efektów. Sprawdzę na sobie Twoje teorie :-) Oczywiście nie jestem w stanie robić wszystkiego naraz, wobec czego pozostawiam sobie prawo do wyboru zgłoszonych kursów. Bawmy się :-) Co o tym myślisz?

poniedziałek, 13 września 2010

Miesiąc cudów - plan na najbliższe 30 dni (do 13 października 2010)

Uruchomiłem znowu miesiąc cudów. Pora by spisać wszystkie marzenia, które chcę zamienić w plan, a plan ten zrealizować działaniem w ciągu najbliższego miesiąca

1. Znaleźć pracę

Po opublikowaniu portfolio i ogłoszenia na mypolacy.de odezwało się kilka osób. Z jedną firmą postanowiłem współpracować, ale nie jest to jeszcze "praca", która pozwoli na utrzymanie. Traktuję ją w kategoriach pracy dodatkowej i myślę, że coś z tego będzie.

Co do tej pory już zrobiłem? 

- przygotowałem portfolio i cv w jęz. angielskim
- oferowałem się na polskich portalach,
- pytałem znajomych o pracę,
- wysłałem cv do agencji reklamowych (w tamtym tygodniu)
- dzisiaj wysłałem cv do różnych firm, które działają w branży marketingowej, internetowej, handlowej, a które poszukują pracowników z jęz. polskim ( :-) )
- jutro wybieram się do tutejszego urzędu pracy - może tam znajdę ofertę, która będzie skrojona dla mnie. Dowiem się także o wszelkie formalności urzędowe związane z legalną pracą.
- Być może pozwolenie na pracę nie będzie przyznane więc będę musiał rozejrzeć się za sposobami prowadzenia działalności gospodarczej (już sporo wiem, ale... :-) )

Możliwe zadania podwykonawcze do realizacji tego procesu:

- Załatwić pieniądze na mieszkanie (praca, współpraca)
- Zorganizować księgową do rozliczeń
- Zameldować się
- Zgłosić wniosek o założenie działalności gospodarczej

 Jest jeszcze opcja żeby znaleźć zajęcie typu malowanie, przeprowadzki - żeby była kasa na mieszkanie i bieżące wydatki. Kroki konieczne to:

- W przypadku działalności kroki jak wyżej
- W przypadku etatu, po meldunku złożyć wniosek o pozwolenie na pracę.

2. Znaleźć mieszkanie

Nie za duże, nie za małe. Takie dla nas w sam raz. Z moich obserwacji wynika, że za 500 Euro miesięcznie znajdę już coś dobrego, w odpowiednim dla nas miejscu w Monachium. Jak to zrobię? Świadome sposoby jakie mi teraz przychodzą na myśl to poszukanie na mypolacy.de, w gazetach, albo dowiedzieć się od znajomych. Być może są jeszcze inne sposoby? :-)

3. Przyjechać tu z Ewką i Ineczką

Kiedy już zagwarantuję dochód i mieszkanie będę mógł wrócić na chwilę do Polski. Wywieziemy gdzieś wszystkie meble. Spakujemy się. Podziękujemy Czesi za dobrą współpracę i w drogę. Rozpocząć nowe życie.

To byłoby tyle na ten miesiąc. Niech się stanie - a swoim działaniem i dobrą myślą, całą mocą będę uczestniczył w realizacji tego przedsięwzięcia.

PS. Jeśli coś jeszcze mogę zrobić, a czego chwilowo nie jestem jeszcze świadomy: daj znać w komentarzu :-) Dziękuję

czwartek, 9 września 2010

Kim w ogóle jestem :-)

Zaraz po przyjeździe tutaj, do Monachium miałem natchnienie :-) Uwielbiam to uczucie, kiedy w mojej głowie pojawia się pomysł... Przyspiesza bicie serca.. Nie da się usiedzieć w miejscu.. Człowiekowi robi się tak jakoś lekko na duszy...
Kiedyś wyglądało to tak, że pomysł spisałem na kartce, komuś pokazałem próbując zafascynować drugą stronę równie mocno jak mnie samego i.... zonk. Prawie zawsze zostałem zmieciony z powierzchni... No bo w sumie jak ja bym się zachował, gdyby ktoś pokazał mi nieprzemyślane strzępki jakiegoś pomysłu...
 Albo nawet jeśli już udało się kogoś przekonać to zwykle na tych dobrych emocjach się kończyło... Czar gdzieś pryskał, a działanie... jak to działanie. Praca to nie wąchanie gotowych kwiatków. Praca to dobre przygotowanie, pielęgnacja, plewienie, podlewanie, znowu plewienie i jeszcze więcej podlewania.. Przy spełnieniu dobrze tego obowiązku uda się nacieszyć oczy i węch pięknym kwiatem...


Ale teraz nauczony, że faceta nie poznaje się po tym jak rozpoczyna... robię nieco inaczej. Zamiast poświęcać swoją moc na przekonywanie i entuzjazmowanie kogoś swoją ideą biorę się do dzieła. A potem sam cieszę się z wykonanej pracy i szczerze mówiąc... średnio zależy mi na tym czy ktoś czuje taki sam entuzjazm do tego jak ja :-) A duma z ukończonego dzieła daje mi siłę i kompetencję do skutecznego zamykania kolejnych etapów..

Podobnie było i z tym natchnieniem. Miałem napisać porządne CV i wysyłać je do pracodawców tu w Niemczech.. głównie z branży projektowania stron internetowych, więc logicznym następstwem było posiadanie własnego portfolio. W ułamku sekundy pojawił się obraz tego jak chciałbym żeby ono wyglądało. Odpaliłem program. Przygotowałem projekt. A potem trzy dni dopieszczałem każdy szczegół, aby moja wizytówka wyglądała tak jak to sobie zaplanowałem. I choć teraz już widzę pewne niedociągnięcia i niedopracowania - to jestem o dziesięć susów dalej niż gdybym tylko się ekscytował tym pomysłem.

Ot taki mały niewielki wycinek życia. Bardzo błahy. A ile dał mi edukacji i zrozumienia na różnych poziomach świadomości...

Chcesz? Zajrzyj na moje portfolio, klikając w obrazek poniżej. Odpowiedź na pytanie z tematu posta znajdziesz właśnie w mojej wizytówce :-)

Nowy "Miesiąc Cudów"

Otworzyłem nowy rozdział mojego życia.. Postanowiłem opuścić Ojczyznę, aby znaleźć swoje miejsce na ziemi.

Nowe środowisko, nowe zwyczaje, nowe miejsce - ale niezupełnie nowy świat. Nie jestem tu po raz pierwszy, ale zdecydowanie pierwszy raz podjąłem decyzję o przyjechaniu tu na dłużej niż wakacje. Czas zweryfikuje wszystkie postanowienia, plany i marzenia. Jak zawsze...

Co do zmian samego bloga. Wizualnie już widzisz zmianę. Blogger udostępnił nowe projekty szablonów i postanowiłem zachować obecną platformę blogową. (A już miałem się przenosić :-) )
Zmienił się też adres subskrypcji RSS - więc jeżeli chcesz - zapisz się, a zawsze dostaniesz świeżą porcję aktualizacji na swojego klienta RSS.

Formę bloga, artykuły, kategorie i niektóre elementy pozostawię, aczkolwiek zmieniło się moje myślenie. Więc czytając artykuły z 2007, 2008 czy 2009 roku miej świadomość, że dzisiaj mogę już myśleć nieco inaczej. Weryfikuj wszystko zgodnie ze swoją wolą i doświadczeniem. Komentuj, bo dzięki temu obie strony się rozwijają. Baw się procesem. Realizuj marzenia i dziel się informacją jak Ci idzie.
Jesteśmy częścią wszechświata, w której tak naprawdę jedyną ideą życia jest rozwój, a więc... Jedziemy! :-)

wtorek, 22 września 2009

Epilog i Posłowie pracy w urzędzie

Kończy się rozdział mojego życia pt. "Informatyk" w Urzędzie Gminy i Miasta.

Warto by było podsumować plusy, zbilansować minusy i w ogóle chwilę podumać nad tym co dobrego ta praca wniosła w moje życie.

Przede wszystkim jestem szczęśliwy za to, że mogłem tu pracować. Dużo się nauczyłem. Dużo zrozumiałem. Dużo odkryłem i dużo doświadczyłem.

Dlaczego więc kończy się ten rozdział? 

Ostatnio czytałem moją umowę i zakres obowiązków. Wszystkie zapisy i paragrafy wypełniałem uczciwie. Nie piszę, że nadgorliwie. Wypełniałem uczciwie. Zawsze dodając coś ekstra. Jakiś mały procencik więcej od standardowej staranności. Ba! Zrobiłem dla miasta nową stronę! Ot taki bonus. 

A dzięki nowej stronie mógłbym przeprowadzić badania nad tym w jaki sposób zmiana strony wpływa na liczbę odwiedzin i przy okazji napisać magistra. Poradziłbym sobie i bez nowej strony Rudnika, ale chociaż coś zrobiłbym pożytecznego na moim stanowisku.

Do powodów nie przedłużenia umowy można zaliczyć, że nie spełniałem wymagań. (Chociaż do naboru nowego informatyka wymagania obniżono - szukam mądrego, który mi to wyjaśni) Niestety, nie byłem także dyspozycyjny.. Chociaż w umowie nie było mowy o dyspozycyjności.. W wypłatach też jakoś nie widziałem docenienia pracy po godzinach.. 

Co dobrego wyciągnąłem z pracy w administracji?

Nauczyłem się.... Tego czego miałem się nauczyć. Teraz wiem więcej. :-) Nie wszyscy mówią to co myślą, niektórzy myślą nieco inaczej niż mówią, a jeszcze inni mówią czego nigdy nie pomyśleli, ale warto dzięki temu coś osiągnąć...

Jutro zaczynam nowe życie..

I nowy miesiąc cudów, ale o tym już niedługo...  

środa, 29 października 2008

podsumowanie października

Jest dobrze :-) Październik mnie zaskoczył.

Trzy miesiące temu stałem nad przepaścią. Brak kasy, brak perspektyw, brak pomysłów i działania, za to ogromny strach i poczucie winy, że sam do tego doprowadziłem. Wielkie udawanie, że "mam własną firmę". Brak umiejętności kontrolowania samego siebie, brak jakiegokolwiek zarządzania pieniędzmi. Bo czym tu było zarządzać skoro trzeba było wybierać czy kupić jedzenie czy zapłacić za prąd.
Zaburzenie płynności finansowej to już było nie tylko zadłużenie u rodziny, ale niemożność zapłacenia czynszu i rachunków za następny miesiąc... Porażka?

Wcale nie. Brutalna i twarda nauka.

Dziś, kiedy patrzę wstecz, kiedy powoli zaczyna się poprawiać czuję wielką ulgę. Odzyskałem płynność, zapłaciłem wszystkie rachunki, stać mnie na jedzenie i wreszcie mam możliwość odkładania gotówki, którą jestem winien rodzinie. To dobre uczucie, kiedy wiem, ze naprawiam to co pops.... zaraz zaraz. Nieczego nie zepsułem bo życia nie da się zepsuć... Otrzymałem rezultat działań, które podejmowałem wcześniej.. Feedback.

Kontrolowanie samego siebie

Pisałem o tym w tym artykule: Tworzenie zestawienia finansowego

Zapraszam wszystkich do fantastycznej przygody jaką jest kontrola własnych wydatków. Do tej pory wszystko miałem "rozlaźnięte", niezorganizowane a gotówka płynęła jak chciała. I choć dziś nie jestem jakimś skąpcem, to jednak dzięki obserwacji samego siebie wiem na co wydaję i wiem gdzie mogę znaleźć oszczędności. To prawdziwa magia.

Należy też uważać żeby nie wpaść w pułapkę nadmiernej kontroli. Nie da się kontrolować wszystkiego i wszystkich. Trzeba zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Jednakże warto znać jak najdokładniejsze kwoty by móc wyraźnie zaobserwować przepływ kapitału.

Zarządzanie swoimi finansami zacząłem bardzo dawno temu, jeszcze w czasach podstawówki pisałem w zeszycie ile mi dziś pieniędzy przybyło, ile ubyło (najczęściej były to pieniądze, które zostawały z wyjścia do sklepu :-)). Sumowałem przychody, pisałem na co wydane pieniądze, rysowałem wykresy... :-) Potem przestałem... zmieniły się nawyki. Próbowałem kiedyś wrócić ale po miesiącu dałem sobie spokój..

Najciekawsze w tym wszystkim były efekty. Ze zdziwieniem zawsze obserwowałem, że im więcej i bardziej organizuję swoją gotówkę tym jakimś cudem miałem więcej pieniędzy. Nagle rodzina była bardziej hojna, nagle zacząłem zarabiać na drobnych pracach przy komputerze...

Nie dostrzegałem powiązania. Dziś zaczynam myśleć inaczej i kiedy na nowo wziąłem się za zarządzanie kapitałem - sytuacja się klaruje. Coś w tym musi być....

poniedziałek, 22 września 2008

wyjechać stąd...?

Teraz jest czas kiedy wszystko zaczyna się zmieniać. Pozornie sytuacja zaczyna się porządkować, ale tak naprawdę tworzy się pewna luka, która wsysa..

Szkoła dopiero od 20 listopada.. A na upartego to nawet od stycznia... Umowa pracy się kończy.. dzisiaj..
Gdyby tak jeszcze pozostałe okoliczności złożyły się w kompleks, który daje pewność i wiarę... Nie byłoby na co czekać..

Do rozwiązania tej łamigłówki potrzeba jeszcze decydujących zmiennych. Zaklepanie pracy oraz miejsca gdzie moglibyśmy godnie z Ewką mieszkać przez ten czas... A może już na zawsze..

Więc jak.. Wyjechać?

piątek, 18 kwietnia 2008

Praca nad sklepami

Długo już tu nie wnosiłem nic nowego, a dzieje sie sporo :-)

Przede wszystkim ruszyły dwa poważne projekty:

Pierwszy z nich to StolicaWikliny.pl


A o drugim na razie nie będę informował :-)

Sklep StolicaWikliny.pl powoli zaczyna nabierać odpowiedniej formy. Nawiązałem już współpracę z producentami oraz zbudowałem platformę do sprzedaży.

Teraz tylko muszę się skupić na:

- zorganizowaniu najlepszej formy wysyłki
- osiągnięciu pełnej funkcjonalności sklepu
- wrzuceniu odpowiednich kategorii produktów
- promocji i public relations

Niech się stanie. To lub coś o niebo lepszego :-)

sobota, 15 marca 2008

marzec - projekty z pasją

No to ruszyły z kopyta projekty.

Wiele razy już wymyślając coś nowego zderzałem się z różnymi sytuacjami. Często bywało, że ktoś zadając mi kilka bezpośrednich pytań odnośnie mojego pomysłu skutecznie zbił moją euforię.. I słusznie..

Mam wrażenie, że przechodzę wzorcową edukację biznesową. Czy Ty też masz takie uczucie? Mianowicie: problemy, wyzwania, z którymi się zmierzam powstają w moim życiu po to, bym nauczywszy się go przekraczać - mógł osiągnąć jeszcze więcej.
Np. kiedyś pomysły wiązały się z jednodniową euforią. To było fantastyczne doświadczenie, bo wyzwalało niesamowite pokłady energii.
Szkoda tylko, że ta energia spalała się tak szybko...

To było kilka lat temu, ale mnie nauczylo, że aby coś osiągnąć, jakoś zrealizować mój pomysł muszę go umieć zaplanować. Dziś kiedy powstaje pomysł i plan, już nie ma może takiej euforii, ale w jej miejsce pojawia się pewne nowe uczucie. Może ktoś nazwie to inaczej ale w mojej terminologii to uczucie to pasja..

Skad pasja? Ano dlatego, że rozwija się powoli. Np. aktualne projekty nad którymi pracuję. Pomysły powstały na początku lutego. Minął miesiąc, a przez ten czas pomysł zamiast wypalić się - nakręca mnie coraz bardziej.

Coś się we mnie przekręciło i ludzie, którzy zadają pytania - czasem krytyczne, czasem obiektywne, czasem nawet złośliwe - stają się moimi przewodnikami. Bo jeśli ktoś dostrzega w tym coś "niespójnego" to znaczy że ten właśnie element potrzebuje w tej chwili pracy.

Troche to zamotane, ale jednocześnie spójne i skupione. :-)

Aktualnie rozwijam dwa projekty, o których będzie głośno (może teraz, może za miesiąc a może dopiero za rok lub dwa), w każdym razie projekty te zmienią na zawsze rzeczywistość moją i innych współprzyczyniających się do powodzenia tych przedsięwzięć.

Działka

To w ogóle jest fantastyczny temat. Trzy lata temu, mój były pracodawca "zaraził mnie" ideą działki.

- Inwestowania i zarabiania ucz się na działce - powiedział

I wiecie co? Miał rację. Nie tylko zarabiania, inwestowania można się nauczyć pracując z Matką Naturą - przede wszystkim pokory, konsekwencji, determinacji i umiejętność realizowania swoich planów. Krok po kroku. Każdego dnia. Bez ustanku i sprzeciwów. Owoce pracy będą tym lepsze im lepiej tę pracę zaplanuję, zorganizuję i przede wszystkim wykonam.
Głęboko w krew weszło mi, że samym gadaniem o zbudowaniu "skalniaka" czy przekopania ogródka niewiele zdziałam. Motywacja też jest potrzebna. Chociaż zauważyłem, ze sama motywacja do tego by mieć swoje marchewki - jest jakimś mało atrakcyjnym celem. Kiedy jednak wcielam w myśl, że ta działka jest moim nauczycielem działania i osiągania - nie potrzebuję się motywować do wykonywania pewnych rzeczy. Po prostu działam i już. Każda kolejna myśl, co zrobić dalej przychodzi automatycznie. Bez wysiłku. Mam tylko wyznaczony ogólny cel do którego zmierzam, ogólny pomysł na działkę a każda kolejna rzecz, którą muszę wykonać wymyślana jest na bieżąco.

Działka uczy mnie hartu ducha i ciała. Wytrwałości i pomysłowości, a także myślenia strategicznego.

Np. Rok temu kupiłem łopatę za 18 zł. Zwykły "szpadel" :-) z hartowanej stali. Złamał się po kilku tygodniach. W tym roku zainwestowałem w łopatę firmy FISKARS - wyłożyłem na nią 60 zł - i myślę że warto. Jest nie do zdarcia i prawie sama za mnie kopie :-) Kolejne wnioski...

Tak czy siak mój były szef miał rację. Przez te trzy lata wyrobiłem w sobie pewne nawyki, które dzisiaj zaczynam dostrzegać, a które nieustannie utrzymują mnie na drodze do realizacji marzeń..

Niech się stanie! :-)

czwartek, 28 lutego 2008

praca praca praca

Witajcie

Ostatnio dużo a nawet bardzo dużo wysiłku włożyłem w naukę. Dziękuję przede wszystkim tym, którzy pomagają mi w mojej edukacji i cierpliwie wyjaśniają, udzielają się, poprawiają, pokazują błędy i konstruktywnie krytykują.

Dziękuję :-)

Dziękuję wszystkim, którzy napisali te setki tutoriali, które przerabiałem i wałkowałem. Dziękuję Piotrowi Petrusowi: z jego strony: http://perfectionorvanity.com/ nauczyłem się najwięcej.

Postanowiłem podnieść swoje standardy i nauczyć się projektować strony zgodnie z dzisiejszą technologią. I oto jestem. :-) Jeszcze długa droga przede mną ale przez największe chaszcze CSS'a już się przedarłem.

Były chwile kiedy chciałem się poddać. Dać sobie spokój z tymi divami i zrobić wszystko jak dawniej... na tabelkach.. prawie bez css... :-) (aż wstyd się przyznać)

Za każdym razem jednak coś ciągło mnie by jednak ukończyć aktualny projekt ( Demo tutaj - jeszcze nie ukończone ) według najnowszych standardów. I pewnie jeszcze znajdą się jakieś pozostałości i drobne niedopracowania, ale dla mnie to był krok miloooooooooooowy :-)


Fascynujący projekt

O tym więcej opowiem Wam następnym razem. Dziś zapowiem tylko, że to będzie rewolucja na rynku, zarówno lokalnym, jak i krajowym, ba, może nawet światowym. Ale na razie ciii... :-)

Biorę się do pracy bo perspektywy są fenomenalne :-D

Niech się stanie!

piątek, 15 lutego 2008

podsumowanie półrocza

Mniej więcej pół roku temu - 20 sierpnia 2007 - przestałem pracować w młynie.

Miałem w ręce biznesplan na wspaniałą firmę, marzenia, cele, pasję, szczęście...
Jak to gdzieś przeczytałem: "Zaczynasz z pełnym workiem szczęścia i pustym workiem na doświadczenie. Cała sztuka, to napełnić worek na doświadczenie zanim worek ze szczęściem się opróżni."

Minęło pół roku. Co się przez ten czas wydarzyło? Posłuchajcie...

sierpień - rzuciłem pracę. Czekałem na wyniki konkursu na najlepszy biznesplan organizowany przez Raiffeissen Bank oraz Gazeta.pl - nie doczekałem się :-)
Pożyczyłem u rodziny 3000 zł żeby jakoś wystartować...

Nie ruszyłem z kopyta :/


Raczej:

"Najpierw powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła maszyna po szynach ospale
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem
I kręci się kręci, koło za kołem..." Jak to szeptał Julian Tuwim.


wrzesień - sielanka? Odpoczynek? Też... Aczkolwiek trochę pojeździłem - trochę pozałatwiałem. Założyłem działalność gospodarczą. Stworzyłem swoją stronę internetową, zamówiłem pieczątkę i wizytówki(!).. Robiłem jeszcze inne arcyważne rzeczy związane z biurokracją (REGON, NIP etc.) - wszystko to oczywiście nie przynosi żadnych dochodów - ale firma pełną gębą.

Od tej chwili mogłem nazywać się prezesem, CEO, właścicielem firmy:

www.intelightsystems.pl



No dobra. Nie liczy się rozmiar... :-)

Ale co zrobić kiedy i rozmiar i jakość jakoś nie dają znaku życia...

Nawiedzony tajemną wiedzą motywacyjną, wiedzą "bogatego i biednego ojca", wiedzą wszystkich mądrych pięknych i bogatych wymyśliłem "miesiąc cudów". Motywacja kipiała i wrzała we mnie. Byłem tak zdeterminowany, że zdobyłem tylko jednego klienta...
Ale:

- wstawałem codziennie o 5.00
- wyrobiłem w sobie nawyk czytania (i praktykowania) godzinę dziennie - codzienna porcja nowej wiedzy i umiejętności z dziedziny grafiki i tworzenia stron
- nauczyłem się dyscypliny, pracy nad sobą, zarządzania czasem (czasem nim dobrze zarządzam :-] )

psss... - świeczka przycichła

*/ takie wtrącenie - samokrytyka jest mi potrzebna. Nie po to żebyś czytając śmiał się, ale po to by przejaskrawiając pewne schematy, dać do myślenia wszystkim nad wszystkim i "przed" (a nie "po") wszystkim.. */


Ale potem...



Potem przyszła znów nadzieja. Znów uwierzyłem. Znów miałem siłę, motywację, chęci, moc... Znów nagrania audio, video, książki i jeszcze większa siła... + odrobinę więcej działania.

Telefony telefony... Czasem ktoś miał czas dla mnie, czasem ktoś się spieszył... Fantastyczne wydarzenie: dzwonię do jednego z przedsiębiorców w Rudniku z propozycją strony www. Pyta czy z Rudnika jestem. Ja na to że tak. "A to jak z Rudnika to zapraszam". No i z wielką przyjemnością przygotowałem dla niego wizytówkę www.

Grudzień - Nowi klienci, Nowe doświadczenia, Nowa krew na mojej podłodze. Znów leżę na deskach. 3 tygodnie pracy dla jednego z "poważnych" klientów. Tysiące telefonów i maili z poprawkami.. Godziny przed komputerem i... psss kasy jak nie było tak nie ma... :/ - może inaczej: otrzymałem tylko część głodowego wręcz honorarium... A prąd... A moja praca i energia... A to że innym w tym czasie odmówiłem? Kogo to obchodzi...

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pewnego dnia:

Puk puk do drzwi...

- Ty "robisz" sklepy internetowe? - no i stało się. W niewyjaśnionych okolicznościach człowiek ten stał się moim najlepszym klientem. Nie wiem do końca skąd się wziął.. Jak mnie znalazł...

Styczeń - minął pod znakiem dziwnych wydarzeń. Uporządkowania dziedzin mojego życia. Nowych projektów. Nowych ludzi. W ogóle kosmos. O tym że mógł się skończyć tragicznie nie wiem czy pisać...

Jako doradca klienta w pewnej firmie doradztwa finansowego - byłem chyba jedynym, który nie miał zrobionego planu finansowego. Ja. Taki "wielki" prezes nie mam spisanej i czysto matematycznie wyliczonej strategii finansowej. No to zawarłem umowę z moim menadżerem i...

tego dnia popsuł się samochód. Najpierw były problemy z kołem - nagle zeszło powietrze. O 22 w nocy w tesco kupiłem wspaniałą pompkę (fantastycznie pompuje - polecam kupowanie pompki w tesco - to nie jest ironia ale uczciwie mówię, że dokonałem dobrego zakupu ;-))

/* Wiem że długi ten post strasznie. Czuję że połowę przewinąłeś... I wiesz co? masz rację. Ja to piszę dla siebie. Sam siebie podsumowuję dlatego nie wymagam od Ciebie sumiennego czytania moich postów, chyba że sam stwierdzisz o wartości intelektualnej moich wniosków */

Wracając do samochodu...

Jak to kiedyś przeczytałem na jakiejś aukcji allegro: (przepraszam za wulgaryzm) benzynożercze kurwiszcze.. :-)
A z resztą nie tylko benzyno- ale także finansowo- płynochłodnicowo- płynohamulcowo- mechanikowo- (i inne tego typu przedrostki) - żerne (!)

Popsuł się. Jechał. pośliznął się. I po tym jak się przewrócił na dach już nie wyszedł z tego poślizgu cało. Na szczęście wraz z moją żoną uszliśmy bez szwanku.
Do dziś mam pretensje do siebie, ze dałem ciała, że mogłem być ostrożniejszy, że mogłem zrobić to i tamto. Trudno.. stało się

Jak przeczytałem kilka dni później w pewnej książce:
"Wydarzyło się wszystko co miało się wydarzyć, a jednocześnie nie stało się nic.."

Koniec końców: mam o połowę kosztów mniej w styczniu. No i chudnę szybciej na rowerze.. :-)

Ale co ze strategią? Tego chyba nawet sami doradcy w tej firmie nie wiedzą... hehe Tyle natłukli mi do głowy że to całe doradztwo jest po to, żeby takim ludziom jak ja wyznaczyć drogę od miejsca gdzie się znajduję teraz do miejsca w przyszłości kiedy moje cele są zrealizowane. Ja wiem, że mój przypadek jest wyjątkowo wyjątkowy, bo jak można wyznaczyć strategię finansową komuś, kto oficjalnie jest "gołodupcem". Zgodnie z umową po 14 dniach powinienem tę strategię otrzymać, a jeśli zbyt mało zarabiam: pełne wyliczenie ile muszę zarabiać żeby zrealizować te zamierzenia w określonym czasie.

W excelu za pomocą solvera policzyłbym to szybko i za darmo. W tej 'rzetelnej' firmie czekam nadal.. od 9 stycznia to już chyba 2 razy minęło 14 dni.. Co tam maile, co tam telefony: - "nadal czekam" - napisałem "to czekaj" - otrzymałem.
I zajebiście. (znów wulgaryzm) Nie ma to jak znów na deskach leżeć...

Jak to dobrze, że zaufałem intuicji i na własnej skórze wypróbowałem jakość ich usług. Strach się bać co by było gdybym ufnie przyprowadził moich najlepszych znajomych.. Oszczędziłem kilka przyjaźni

/* Jeśli czytasz już tu to musisz być niesamowicie zdeterminowany :-) To jeszcze nie koniec bo pasek przewiajania pokazuje kolejne wersy... :-) Podsumowanie to podsumowanie i nie ta się tego streścić w osiem wersów... Dziękuję, że jesteś */

Mimo wszystko to dobrze, ze nie zostanę doradcą. To nie jest droga, którą chcę iść. Zamiast być gołodupnym (gołosłownym, gołodoświadczeniowym) doradcą chcę mieć najlepszych doradców wokół siebie - praktyków z doświadczeniem.
To czego nauczyłem się w tej firmie nie zastąpi żadna szkoła, żadne studia MBA, Oxford i Yale. Podczas tej rocznej przygody nauczyłem się: sprzedaży, negocjacji, planowania (finansów, czasu) a przede wszystkim nabrałem pewnej ogłady w tym wszystkim.

Dobra. Tyle o doradztwie

Nie wiem czy powinienem pisać o otwartych projektach, żeby nie zapeszać.. :-) Hehe a co tam. Jak się przewrócę to się znów podniosę.
Ktoś powiedział, że "człowiek jest trochę jak piłka. Im mocniej Cię kopną tym wyżej i dalej polecisz". Biorę go za słowo i lecę. :-)

W każdym razie rozpocząłem współpracę ze wspaniałym człowiekiem. Osoba ta jest moim coachem i nauczycielem. W niesamowicie zręczny sposób sortuje mi w głowie mrzonki i realistyczne zamierzenia. Pokazuje mi podejścia i punkty widzenia, które do tej pory były dla mnie niedostępne. Jestem mu niesamowicie wdzięczny za tę współpracę i wspólny wysiłek dla zrealizowania głównie moich celów. Dziękuję


Luty - no właśnie. Luty. a właściwie już druga jego połowa. To jeszcze nie meta.



Ale już na pewno nie start. Zdecydowanie nie początek mety, ale na pewno koniec startu :-)

Czas na efekty. Zgodnie z zasadą "Albo Cezarem, albo nikim" - jeśli w najbliższym czasie nie osiągnę wyników - znacznie przewyższających te otrzymane do tej pory (na poziomie 2 lub 3 krotnie większym) - rezygnuję z prowadzenia działalności. Słyszysz Intelight systems? Albo dasz owoce albo Cię zlikwiduję :-) i nie żartuję. Mówię poważnie.

Nie traktuję już tego w kategoriach poddania się podczas walki - bo do tej pory tak to sobie tłumaczyłem. Trzeba chwycić byka za rogi i działać. A jak te moje działania przyniosą znów prawy sierpowy to już nie wstaję z desek. Pi....ę nie robię. Ot co.
Całe podsumowanie.

Dziękuję, że tu jesteś. Właśnie dałeś cząstkę siebie co wróci do Ciebie spotęgowane i zwielokrotnione. Jesteś fantastycznym człowiekiem. A to (lub coś o niebo lepszego) o czym marzysz niech się spełni. Baw się.

środa, 23 stycznia 2008

Coś się zaczęło dziać...

Tak mało o tym piszę żeby nie zapeszać .. ale kiedy obawiam się zapeszania to tak jakbym to przyciągał... W końcu jednak po przemyśleniu: "cały świat sprzyja mi całą swoją mocą, więc przyciągam tylko dobre rzeczy"

Do rzeczy:
Ostatnio czytałem na blogu Katarzyny Szafranowskiej (zapraszam na www.ksiazkimocy.blogspot.com) historię o księdzu, który kasował stare sprasowane bilety. (oszust jeden :-) ) Nie wiadomo czy to czy jeszcze co innego było powodem tego że nie osiagnął swoich marzeń - faktem jest natomiast to że "jeśli jego podświadomość miała przekonanie, że nie stać go na bilety, to jak mogło go stać na nowy samochód?". Aby przeczytać więcej zapraszam na blog Katarzyny.

Otrzymałem gdzieś z sieci linka do innego bloga na którym są fragmenty audiobooków.( kliknij tutaj) Z wielką chęcią ściągnąłem wszystkie pliki. Najbardziej spodobała mi się publikacja Tomasza Woźnego "tydzień z milionerem" (gdybys był zainteresowany zakupem: kliknij tutaj )

Stanąłem przed dylematem. Najpierw wrzuciłem google i zacząłem szukać darmowych wersji w necie... Potem ugryzłem się w język i uszczypnąłem w łokieć.
Jak niby mam zostać milionerem próbując egoistycznie zgarnąć wszystko dla siebie. Jak chcę być bogaty nie pomagając innym takimi się stawać?...

No i go mam.
Wierzę że kupując go za własne pieniądze wspieram nie tylko finansowo autora tej publikacji, ale przede wszystkim wspieram siebie samego w spójnym dążeniu do realizacji marzeń.

Dzięki Katarzyno za Twojego Bloga. Dzięki Tomaszu za Twój wkład w moją edukację.
Pozdrawiam ciepło

wtorek, 18 grudnia 2007

Jakość, Prestiż, Pasja, Innowacyjność

To cele i zadania.

Powstałem by się z nimi zmierzyć...

Mierzalność?

Pokaże to zasób portfela...

Pierwszy miesiąc cudów - był fantastycznym przeżyciem w moim życiu. Miesiącem wytężonej pracy. Musiałem zaorać swoje przekonania, wykopać wszystkie kamienie i niepotrzebne korzenie. Zasiałem mnóstwo dobrych intencji... Poznałem tak fantastycznych ludzi, że nawet w najbardziej wymarzonych marzeniach nie wymarzyłem sobie takich przyjaciół. Dziękuję Wam serdecznie (i Ty wiesz dobrze, że do Ciebie to piszę..:-) )

......
Drugi miesiąc.

Płacz i zgrzytanie zębów. Dlaczego nic się nie dzieje.. Skąd wziąć pieniądze na życie.. Może iść do pracy?

......
Trzeci miesiąc

Zaczynają wyrastać jakieś małe kiełki. Takie delikatne i kruche. Potrzebują pielęgnacji i dobrych warunków. Potem już wichry ich nie powstrzymają...

Stawiam na te cztery barwy: Jakość, Prestiż, Pasję oraz Innowacyjność. Niech staną się moimi standardami we współpracy z klientem...

czwartek, 6 grudnia 2007

Wyostrzam zmysły

Zamilkłem... Zaniemówiłem...

Podniosłem się..

Teraz będzie już tylko lepiej. :-)


Umieściłem sobie takie mądrości na ścianie tuż pod moją tablicą marzeń:

"Opowiedz światu o swych zamierzonych dokonaniach, ale najpierw je wykonaj"

"Dokonaj wewnętrznego bilansu, sprawdź, czy jakieś resztki lęku nie stoją ci jeszcze na drodze do powodzenia. Myśl odważnie i dąż naprzód, ponieważ nic - absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać Cię na obranej drodze życiowej"

"Gdy myślisz, że możesz lub nie możesz - w obu przypadkach masz rację" (H. Ford)

"Za 20 lat będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś. Więc przekrocz granice, żegluj daleko od bezpiecznych zatok. Złap wiatr w żagle. Poznawaj, marz, odkrywaj!" (M.Twain)

"Dziś jestem lepszy niż wczoraj. Jutro - będę jeszcze lepszy!"

"Wszyscy geniusze jakich spotkałem mieli iskrę w oczach, zajebiste poczucie humoru, robili masę różnych rzeczy. Robili - a nie mówili o robieniu" (R. Bandler)


Dlatego ja na razie nie piszę o robieniu. Robię. O efektach poinformuję cały świat bo wierzę że będą ogromną gratyfikacją mojej determinacji.

Pozdrawiam Mikołajowo

a tak dla ciekawostki: spotkałem mikołaja "rockmana" :-)))

http://www.groovy-xmas.com/view.php?c=bfa52b5c2ab53eddf82e843405b5290f

sobota, 3 listopada 2007

sobota 3 listopad

Dzięki Ci Rocklin za słowa otuchy i wiarę :-)
Trwam nadal przy swoim celu. Jeśli nie w 30 to w 40 dni go przyciągnę, albo w 42 jeśli trzeba. ALe wiem że to zrobię. Ten okres pierwszych 30 dni potraktowałem jako okres siewu i podlewania. Teraz powinienem czekać na owoce swojej pracy.
Zauważyłem już mnóstwo zmian w moim życiu. Odczuwam wdzięczność i radość kiedy te wszystkie oferty zaczynają na mnie spływać.

Tylko przez ostatnie 3 dni miałem kilka poważnych ofert współpracy. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie. Nauczony doświadczeniem już nie wpadam w euforię za każdym razem, gdy ktoś zaproponuje mi jakiś sposób na pieniądze, lub złoży ofertę współpracy. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie.

Freeman Dyson powiedział "Nie ma innego sposobu na wyłonienie najlepszego z projektów niż wypróbowanie ich jak najwięcej i odrzucenie nieudanych"

Dlatego i ja muszę sprawdzić najwięcej propozycji ile jestem w stanie. Wierzę, że sam pomysł "miesiąca cudów" będzie najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.

A i przypomniało mi się jeszcze jedno: "Największe pieniądze robi się po trzeciej odmowie" (Jednominutowy Milioner). Więc jakże mógłbym się poddać po pierwszej? Wkładam w to nowy - jeszcze potężniejszy pałer i entuzjazm. Moja wiara doprowadzi mnie do momentu, kiedy zarobienie 10 000 to będzie kwestia jednego telefonu, bądź nawet kwestia kilku sekund.

Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)

wtorek, 23 października 2007

23 października 2007 - podsumowanie

Witam

Miesiąca cudów nigdy nie nazwę miesiącem porażek. Fakt, głównego celu - osiągnięcia (przyciągnięcia, otrzymania) 10 000 zł nie udało mi się osiągnąć. Nie robiłem też codziennie wpisów.

Za to w innych dziedzinach osiągnąłem wspaniałe rezultaty. Zacznę od pieniędzy: we wrześniu przypływ gotówki do mojego portfela wyniósł 150 zł. W Październiku 1610 zł. (dla porównania w lipcu, kiedy pracowałem w młynie zarabiałem 800 zł).
Z leniucha powoli robię się pracusiem. Postawiłem swój świat do góry nogami. Zamiast wstawać o 10 wstawałem o 5. Przez więcej niż godzinę dziennie każdego dnia zdobywałem nową wiedzę i chłonąłem nowe informacje. Wytworzyłem w sobie nawyki zorganizowanego działania, zarządzania czasem i z czego jestem najbardziej dumny (a miałem z tym ogromne problemy) wytworzyłem sobie nawyk robienia wszystkiego od razu.

Złamałem wiele reguł i schematów w których tkwiłem. Zacząłem od prostych rzeczy jak: kupowanie innego jedzenia, coraz częściej wybieram rower zamiast samochodu, pracuję w bardziej rzetelny i zorganizowany sposób. Wprowadziłem sobie zwyczaj planowania swoich działań - chociaż nie zawsze miałem czas żeby wszystko od A do Z zrealizować.

Było trochę przeszkód - w tym najwięksżą było moje lenistwo. Nie jest prawdą że nic nie robiłem. Co prawda nie pisałem o tym, ale klienci, z którymi nie udało mi się rozpocząć współpracy mogliby nie być zadowoleni gdybym opisywał to na blogu. Dlatego napisałem tylko o faktycznych realizacjach.

Jestem szczęśliwy i wdzięczny wszystkim, którzy mnie czytali i wspierali. Życzę Wam, żeby Wasze marzenia spełniły się jeszcze szybciej niż się możecie tego spodziewać.

A co do "miesiąca cudów" i dalszych losów bloga.
Einstein powiedział, że "należy wszystko upraszczac jak to tylko możliwe, ale nie bardziej" - widać ja uprościłem cały proces bardziej niż należało. W związku z tym otrzymałem informację zwrotną, że czegoś zabrakło, jakiś krok pominąłem dlatego nie osiągnąłem w pełni mojego celu.
Może przyjąłem zbyt krótki okres czasu, może zbyt mało wysiłku włożyłem niż należało, a może po prostu stare schematy trzymały mnie jeszcze w starych koleinach myślenia.

Miesiąc cudów się nie skończył. Przede mną jeszcze sporo pracy. Aczkolwiek podchodzę do tego również w inny sposób:

Rolnik nie sieje zbierając jednocześnie - na owoce swojej pracy musi chwilę zaczekać. Tak i ja wiem, że dobrze pracowałem i efekty przyjdą w najlepszym dla nich okresie. To tylko kwestia czasu. Ja już zasiałem :-)

Dziękuję jeszcze raz i zapraszam w dalszym ciągu - ponieważ niezależnie od tego co się wydarzy - napiszę o tym. A wierzę, że prędzej czy później osiągnę swój cel. Teraz już jest z górki.

Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)

środa, 17 października 2007

17 październik 2007

Przede wszystkim chcę Ci podziękować anonimowy kolego/koleżanko (z komentarza w poprzednim poście) za uwagi, bo dzięki takowym mogę się rozwijać :-)

Nie wspominałem nic o dumie ani żadnych takich na moim blogu i tak naprawdę nie uważam by jakikolwiek przychód był mniej szlachetny od innego. Co do taty to całkiem ciekawa sprawa. Do tej pory nie przysyłał mi pieniędzy bo kiepsko było z jego finansami. Nie pomagał mi bo akurat miał mniej kasy przez ostatnie pół roku. A tu nagle w tym miesiącu pomógł mi już drugi raz. Jestem mu wdzięczny serdecznie i chciałbym ja jemu też w przyszłości pomagać jak tylko będę potrafił najlepiej.

Co ciekawe, wcale o tę pomoc nie prosiłem. Wcale nie opowiadałem mu o miesiącu cudów ani nie miał możliwości przeczytania tego bloga. A jednak jakimś ciekawym i fajnym zbiegiem okoliczności zarobił więcej i podzielił się ze mną. Czy to złe że dzieli sie ze mną a ja to przyjmuję?

Czy powinienem powiedzieć: Nie? Myślę, że to by było co najmniej głupie. Jestem wdzięczny że pomoc od wszechświata dociera do mnie również w taki sposób.

Co do mojej organizacji. Masz rację. W dziedzinie rachunków (a także jeszcze w kilku innych) nie byłem do tej pory odpowiednio zorganizowany. Co nie znaczy że nie mogę się zorganizować co też uczyniłem 2 dni temu. Teraz każda fakturka czy rachunek jest odpowiednio umiejscowiona chronologicznie w segregatorze i co jeszcze ciekawsze:

Moja kochana żona znalazła rachunki z lipca i sierpnia w jednej ze swoich wielu torebek (że też tam nie szukałem wcześniej). :-))

A po przeanalizowaniu całego roku 2007 okazało się że w maju powstała pewna nieścisłość. W maju zapłaciłem rachunek w terminie a w czerwcu okazało się że saldo jest ujemne. I to ujemne saldo ciągnęło się dalej. Nigdy do tej pory nie zapominałem płacić rachunków. Zawsze robiłem to w terminie. Dlatego do tej pory nie przywiązywałem do nich żadnej uwagi.
Czekam na odpowiedź operatora telewizji kablowej w tej sprawie. Jak wszystko szybko fajnie pójdzie to przeksięguję tę kwotę na listopad i do świąt będzie kablówka z głowy.

Jeszcze raz dziękuję za cenne rady, być może dzięki nim dokonałem wielkiego postępu w moim życiu.

A wracając do miesiąca cudów. Zmieniłem się w stosunku do poprzedniego miesiąca. Z rozespanego i zrzucającego na wszystkich odpowiedzialność leniucha stałem się zdyscyplinowany, odpowiedzialny za własne działania i myśli, a teraz jeszcze staram się zorganizować wszystko jak należy. Teraz chcę być nieposkromionym działaczem. Siadam na katapultę i przecinam linę... Nie ma już odwrotu :-)

A mój cel: zdobycie do soboty pozostalej kwoty 8390 zł. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego. Ufam i wierzę.

wtorek, 16 października 2007

16 październik 2007miłe zaskoczenie

Miłe zaskoczenie jak na koniec mojego miesiąca cudów. Chociaż zwykle tata przysyłał mi kasę na szkołę raz na miesiąc w październiku przysłał mi drugi raz. Miło. Tym razem nawet więcej bo 700 zł.

Jestem dzieckiem szczęścia i wszechświata. Czuję opiekę nad moją osobą. Czuję oddech mojego Anioła Stróża, który utwierdza mnie, że idę dobrą drogą, że Wszechświat daje mi jeszcze kredyt zaufania.
Może to śmieszne, ale byłem już w strasznym dołku. Myślałem o tym wszystkim w bardzo ciemnych kolorach. Stanąłem przed swiadomością przyznania się gdyby mi się nie udało. Byłem przerażony wizją szyderstwa innych z mojego pomysłu. Na dodatek skończyła się kasa, którą pożyczyłem od siostry w sierpniu i zaczynało robić się gorąco.
Nagle okazało się że nie płaciłem za telewizję kablową od lipca - i za nic nie mogłem dojść jak to możliwe. Przecież jakiś czas temu byłem z tą fakturą w banku. No ale nie miałem kopii więc musiałem wysupłać 240 zł za 3 miesiące abonamentu.
Było strasznie.
A tu dzisiaj taka pomoc. Dziękuję Wszechświecie :-)

a co do mojego celu. Zostało kilka dni. Tylko cuda mogą mnie doprowadzić teraz do takiego rezultatu. Może zagram jutro w totka :-)a może nie. Czas pokaże.

Postanowiłem wierzyć gorąco w to że zdobędę mój upragniony kapitał, a za każdym razem kiedy w mojej głowie pojawi się jakaś wątpliwość robię 10 pompek :-D O dziwo coraz mniej wątpliwości mam mimo tak krótkiego czasu. (to pewnie przez zakwasy)

Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)

Stan konta: 1610 zł :-D