piątek, 26 września 2008

Naucz się żyć bez pensji

Usłyszałem od jednego mądrego i bogatego, aby nauczyć się żyć bez pensji, by zwalczyć swoje uzależnienie od niej.

Byłem na odwyku przez rok czasu, ale wróciłem do nałogu..

Tak czy siak, mam już za sobą rok doświadczenia życia bez stałej wypłaty. Teraz już mniej się tego boję. Następnym razem będzie łatwiej :-)

10 procent

Już o tym pisałem.. I pisali o tym wielcy finansisci i inni, którzy w życiu do czegoś doszli:

Odkładaj każde 10% z zarobionych pieniędzy. Każde..

Przez ten rok kiedy prawie nie miałem dochodów zaniechałem tego zwyczaju. Choć poznałem już jego moc wcześniej.

Postanowiłem do tego wrócić. 10% z każdej wypłaty zostaje nietknięte. Mało tego. Dodatkowo będzie sobie leżeć na skromnym oprocentowaniu, a kiedy uzbiera się więcej.. wtedy będzie czym inwestować :-)

czwartek, 25 września 2008

Z ostatniej chwili

Przypomniał mi się widok psa, który chciał przejść przez drogę ekspresową w wielkim mieście. Wychylił głowę i już miał przechodzić przez pierwszy pas ruchu... Uciekł w ostatniej chwili przed nadjeżdżającym z groźnym trąbieniem samochód. Cofnął się na chodnik ale było widać że nadal chce przejść na drugą stronę.

Przeszedł pierwszy pas i wydarzyła się ponowna sytuacja, chciał cofnąć z powrotem, ale tam też klakson i auto. W końcu jakimś cudem przebiegł (z zamkniętymi oczami) na drugą stronę.

Trochę odnalazłem w nim siebie. A ileż nowej nauki to przyniosło...

BYĆ - ROBIĆ - MIEĆ

Tyle razy to czytałem... W książkach, na stronach internetowych, słyszałem na szkoleniach... Ale dopiero teraz te słowa nabrały dla mnie zupełnie nowego znaczenia.. Jakby coś we mnie otworzyły nowego... Jakby nagle były zupełnie inne niż do tej pory... A może i Tobie coś nowego powiedzą. Posłuchajcie...

“Cele należą do części mieć. Jak np. mieć ładne ciało, mieć idealny związek partnerski, mieć milion dolarów, mieć dobre zdrowie, cieszyć się
sławą. Większość ludzi, gdy już dojdzie do tego, jaki chce mieć cel, zaczyna wymieniać, co musi zrobić. Dlatego mają oni listę zatytułowaną do zrobienia. Ustanawiają swój cel i zaczynają robić [...]
Większość ludzi, gdy chce mieć taką sylwetkę, idzie na dietę, a potem chodzi na siłownię. Wytrzymują przez kilka tygodni i następnie większość z nich wraca do starej diety składającej się z francuskich bułeczek i pizzy, a zamiast chodzenia na siłownię oglądają baseball w telewizji. To jest przykład robienia, zamiast bycia.

To, co się liczy, to nie dieta, ale to kim masz być, stosując tę dietę. Każdego roku cztery miliony ludzi szuka perfekcyjnej diety, po której zastosowaniu będą szczupli. Skupieni są na tym, co mają robić, zamiast na tym, kim być powinni. Dieta nie pomoże, jeśli twoje myśli się nie zmienią [...]
Wielu ludzi kupuje nowy zestaw kijów golfowych w nadziei, że one polepszą ich grę, zamiast rozpocząć od zaadoptowania sposobu myślenia typowego dla zawodowego gracza. Gracz-lichota z nowym zestawem kijów golfowych wciąż jest lichotą [...]
Wielu ludzi myśli, że kupowanie akcji czy przystępowanie do funduszu powierniczego wzbogaci ich. Cóż. samo kupowanie akcji, przystępowanie do funduszu powierniczego czy kupowanie nieruchomości lub obligacji nie wzbogaci cię. Samo robienie tego, co robią profesjonalni inwestorzy, nie gwarantuje sukcesu finansowego. Osoba, która ma mentalność pokonanego, zawsze przegra - nieważne, jakie kupi akcje, obligacje czy nieruchomości”.
[Cytat pochodzi z książki "Kwadrant przepływu pieniędzy" Roberta Kiyosakiego]

Są jeszcze i tacy, którym się wydaje, że zakładając własną działalność gospodarczą, czy pisząc biznesplan albo starając się tylko przyciągnąć swoje cele, staną się bogaci. Dlatego tak wielu pisało mi o tym, żeby się wziąć do roboty. Ok. Ale jakiej?

Nie mogłem do tego dojść :-) I bynajmniej nie chodziło o sam etat, nie chodziło o poszukiwanie klientów do granic możliwości 24 godzin. Nie chodziło o to by na siłę sprzeciwiać się wszelkim niepomyślnościom. Chodziło o to, żeby zacząć stawać się osobą "rozsądną finansowo"...
Zamiast przyciągać miliony, samochody i fajne życie - które dla podświadomości nic nie znaczą - uważam, że trzeba przyciągać "sposób bycia" jaki chcemy mieć. Trzeba sobie wyobrażać nie tyle nowy pachnący i rwący do przodu samochód - co uczucie z jego posiadania, frajdy z jazdy itp. Trzeba przyciągać sposób myślenia osoby zamożnej.

Wow! Ale odkrycie. :-)

W jaki sposób myśli więc osoba wolna finansowo? Jakie sposoby myślenia mam przyciągać i na czym się skupić?

Trochę już poznałem sposobów myślenia ludzi, którzy do czegoś doszli, jednak jakoś... zawsze wydawało mi sie, że wiem lepiej.

Kiedy były pracodawca, znakomity nauczyciel i przyjaciel - rozważnie wykładał mi sposoby dojścia do pieniędzy miałem ochotę się z tego śmiać i uważałem, że to bardzo żmudne i mało kreatywne sposoby. Kiedy inny nauczyciel zadając mi pytania starał się nauczyć nowego sposobu myślenia zawsze miałem tendencje do wymądrzania się... Hmm niezła lekcja.. Trzeba było chwili aby to zrozumieć.

Na szczęście powoli wracam do sytuacji sprzed roku. Chociaż.. to znów bzdura. Nie wracam i nigdy nie powrócę do tamtej sytuacji. Teraz już wiem wiecej i mam więcej doświadczeń. Ale czy teraz zrobiłbym inaczej? Sam nie wiem..

A co dzięki tej nauce chcę teraz zmienić?

Od końcówki sierpnia zacząłem liczyć swoje wydatki. Odnalazłem w moim telefonie świetną aplikację, która czyni to tak prostym jak budowa reaktora atomowego ;-]
Po każdych zakupach wpisuję kwotę i kategorię wydatków. Dzięki temu na bieżąco monitoruję stan gotówki.

Od wczoraj zacząłem malować swój kwadrant przepływu gotówki. Przychody, rozchody, aktywa, pasywa.

/*Nawiasem mówiąc zapraszam na blog http://bogatystudent.blogspot.com/ gdzie można doczytać jak stworzyć taki diagram i policzyć cashflow - szkoda tylko, że blog umarł... */

Widzę, że coś się zaczyna pozytywnie zmieniać. Mój cashflow nareszcie stał się dotatni. Lada chwila będę w stanie spłacić swoje długi.

Czasem tak sobie myślę... Niektórzy znajomi jeżdżą fajnymi autkami, niektórzy nawet mają domy.. Wyglądają na zadowolonych i "bogatych" aczkolwiek mają ten łańcuch, który zaczyna się na kredycie a kończy na etacie. Jak to dobrze, że nie muszę być uzależniony od banku. Rękami i nogami bronię się by nie brać cudzych pieniędzy (banku) na własne wygody.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny, że mam żonę, która myśli podobnie. :-)

Jak napisał mi mój dobry przyjaciel: Dbaj o rodzinę bo ona jest najważniejsza. Będę :-)

Zacznę od budowania bezpieczeństwa finansowego. Pierwszym sukcesem będzie posiadanie bezpieczeństwa na poziomie 2 miesięcy (czyli będę mógł 2 miesiące nie pracować ale i tak mój poziom życia się nie zmieni). A potem... Potem półroczne i roczne zabezpieczenie.. A potem.. Potem się zobaczy :-) Chcę polubić liczby

PS. Jeśli czyta mój blog ktoś "zamożny" - który posiada sposób myślenia taki jaki chcę przyciągnąć proszę o skromny komentarz - jak mam myśleć, jaki mam się stać aby przyciągnąć finansową wolność?

Dzięki za wszystko. Niech się stanie... To lub coś o niebo lepszego ;-)

środa, 24 września 2008

Po co ten blog cz.2

Przeglądałem ostatnio treści, które wpisałem do tego bloga. Po prawej stronie pod moją niesamowicie piękną (pff :-) ) fotą wrzuciłem coś takiego:

"Ten blog służy w celu monitorowania moich postępów w drodze realizacji założonych celów. Wierzę że jego lektura dostarczy Ci wiele radości, energii a przede wszystkim marzę o tym by zarazić Cię pasją do realizacji swoich marzeń"

Czujesz się już zarażony pasją do realizacji marzeń? :-) Czytając mojego bloga miałem wrażenie, że prędzej mogę zrazić niż zarazić realizacją marzeń. (znowu pff :-) )

Dlatego od dziś będzie nieco inaczej.. Będzie nieco ciekawiej.. będzie nieco co nie co bardziej a nawet lepiej niż bardziej :-) i więcej od tego co jest teraz.

Chcesz się przyłączyć do realizacji marzeń? No to jedziemy..

PS. Zdaję sobie sprawę, że ten blog jest publiczny. Zdaję sobie sprawę, ze wystawiam się na pośmiewisko, albo inaczej: daję siebie jako przykład rozwoju przekonań i zwiększania standardów. Wiem też, że tego bloga czytają oczy zarówno te, które powinny, które chcą i mogą się czegoś nauczyć - jak również te, które nie powinny... Te oczy nie wiedzą, że to o nich piszę - ale czuję ich obecność i nie mogę bluzgać bezkarnie na lewo i prawo :-)

Tak czy siak. Postanowiłem tu przelewać więcej swojej wiedzy, więcej pomysłów i więcej sposobów które znam, zamiast tylko rozgrzebywać swoje problemy.. No to ruszamy... ;-]

Po co ten blog

"Inteligencję człowieka można zobaczyć w tym, jak zarabia pieniądze, jego mądrość - w tym, jak je wydaje. Najistotniejszą sprawą naszego życia, jest odkryć i robić, to, co się najbardziej lubi, a nawet kocha. Daje to poczucie odnalezienia swojego miejsca w tym czasem dziwnym świecie. Człowiek, który robi to co lubi, pomaga przy tym innym i z głodu nie umiera, wie co to jest satysfakcja z życia i sukces. Taki człowiek niekoniecznie musi być obrzydliwie bogaty, ale na pewno jest szczęśliwy. Po tym można go poznać.

Między nami są ludzie, którym wszystko się udaje. Są i tacy, którym wydaje się wszystko iść jak pod górę. Tamci, po prostu, mają pewne predyspozycje, rodzaj działania i podejście do sprawy. Żeby wyrwać się ponad własną przeciętność, trzeba się nauczyć właśnie takiego podejścia i takiego działania. Inspiracją do przeżycia nadzwyczajnego życia jest pozbycie się poczucia wstydu, że właśnie tego się pożąda.

Nie każdemu człowiekowi jest przypisane zostać multimilionerem. Większość z nas wcale o tym nie marzy. Dla większości najważniejsze jest móc żyć godnie i w dobrobycie. Być wolnym, otwartym na nowe, zdobywać i wyznaczać sobie kolejne, ciekawe cele. Przecież rzeczywistość dzieje się podczas drogi życia, a nie u jej końca. Szczęście i jego rozwój wynika nie tyle z posiadania dóbr, co świadomości braku ograniczeń możliwości i niezwykłej, własnej, umiejętności ich tworzenia.

Bogactwo daje wolność, ale prawdziwa wolność wynika z niezależności od posiadania. Prawdziwa wolność wynika z odkrycia tajemnicy braku ograniczeń w tworzeniu własnego dobrostanu w każdej sytuacji. Prawdziwa wolność pozwala być lepszym i hojnym człowiekiem, wyrozumiałym i wspierającym. Mającym wpływ na otaczającą go rzeczywistość, niosącym swoim bliskim i innym ludziom, radość i szczęście.

"Inteligencję człowieka można zobaczyć w tym, jak zarabia pieniądze, jego mądrość - w tym, jak je wydaje."

Mało kto traktuje pieniądze jak żywą istotę, która ma duszę i własne uczucia. Pieniądz jest taką samą energią, jak wszystko co nas otacza i jaką sami również jesteśmy. Wymaga więc właściwego traktowania i zaspokajania potrzeb, podobnie jak my sami. Posiada swoją wrażliwość. Ma swoje humory, potrafi się obrazić i być otwartym, a najlepiej gdy jest przyjaznym. Jak myślisz, co musisz zrobić, byście stali się nierozłącznymi przyjaciółmi?

Zastanawiasz się czasem: jak traktować pieniądze?" [źródło: http://www.huna.net.pl/name-News-article-sid-531.html ]

Genialne.. Proste.. Weź to :-)

poniedziałek, 22 września 2008

wyjechać stąd...?

Teraz jest czas kiedy wszystko zaczyna się zmieniać. Pozornie sytuacja zaczyna się porządkować, ale tak naprawdę tworzy się pewna luka, która wsysa..

Szkoła dopiero od 20 listopada.. A na upartego to nawet od stycznia... Umowa pracy się kończy.. dzisiaj..
Gdyby tak jeszcze pozostałe okoliczności złożyły się w kompleks, który daje pewność i wiarę... Nie byłoby na co czekać..

Do rozwiązania tej łamigłówki potrzeba jeszcze decydujących zmiennych. Zaklepanie pracy oraz miejsca gdzie moglibyśmy godnie z Ewką mieszkać przez ten czas... A może już na zawsze..

Więc jak.. Wyjechać?

sobota, 13 września 2008

koniec działalności cd

I stało się.

31. sierpnia 2008 r. po 11 miesiącach Intelight systems przestało istnieć.

Ktoś kiedyś opowiadał mi o koncepcji plecaka - i chyba (albo raczej na pewno :-) pisałem gdzieś o tym na blogu :-)

Tak czy siak, nosimy ze sobą plecak "niedokończonych spraw". Nie oddane pieniądze, nie załatwione sprawy, nie wykonane zadania i niedokończone historie. Wszystko to staje się balastem, a im więcej w niego pchasz tym ciężej się idzie.

Gdybym spotkał dzisiejszego siebie przekazałbym mu mnóstwo wiedzy i istotnych informacji... A gdyby udało mi się dzisiaj spotkać "mnie" z przyszłości? Ciekawe co bym sobie powiedział. Jakich rad udzielił i jakie wskazówki przekazał.

Wierzę, że nic nie dzieje się z przypadku. Wszystko ma swój własny sens, własną naukę i może nawet własną świadomość..

Wracając do plecaka. Zaczynam go powoli rozpakowywać i... rzeczywiście. Czuję ulgę. Cieszę się na możliwość szybkiego rozwiązania moich kłopotów finansowych. Cieszę się, że zaczynam od nowa. I jakoś tak.. Wesoło się robi z tego powodu, że nie wkopałem się jeszcze gorzej.

Jako tester "prawa przyciągania" nadal nie mogę powiedzieć, że to nie działa, że to bujdy dla dzieci itp. Coś zacząłem wbrew światu. Chciałem pokazać, ze wiem lepiej. I doszedłem do miejsca gdzie przyszła mi do głowy myśl "Ups.. To chyba nie jest to co chciałem przyciągnąć".

Gdybym dzisiaj spotkał siebie z przeszłości pewnie opowiedziałbym mu o tym jak mogą się potoczyć sprawy, jak będzie wyglądać rzeczywistość jeśli pójdę tą drogą, ale nie mógłbym go zawrócić, sprzeciwić się, czy na siłę reformować. Wydaje mi się, że aby ugotować obiad o jakim się marzy, trzeba najpierw zdobyć poszczególne składniki. To doświadczenie i ta firma to dopiero podstawy.. Najgłupszym co mógłbym teraz zrobić to się poddać i zrezygnować z realizacji moich marzeń.

Utkwił mi w głowie cytat z filmu "Miasto Boga" (polecam): "Łobuz nie kończy, łobuz robi sobie przerwę"

Rozładuj plecak. Kiedy będzie Ci lżej i będziesz miał trzeźwy, wolny od niepotrzebnego stresu umysł wszystko pójdzie lżej.

Bandler kiedyś na szkoleniu powiedział do słuchaczy: złóżcie obie dłonie naprzeciw siebie przed klatką piersiową po czym przepchnijcie jedną dłonią drugą dłoń... Po kilku sekundach zażartych bojów, siłowań z własnymi rękami Bandler przerwał im i pokazał przesuwając obie ręce w lewo, po czym obie w prawo - zamiast starać się siłą testować która ręka się w końcu złamie. To daje do myślenia. Myślę, że ten ostatni rok był takim właśnie siłowaniem. A są przecież prostsze sposoby. CDN.


Dzięki że jesteś.

środa, 27 sierpnia 2008

koniec działalności?

3 miesiące minęło od ostatniego wpisu.

Miało mnie tu już nie być. Blog miał umrzeć śmiercią naturalną. Jednak mój ekshibicjonistyczny styl myślenia i pokazywania światu co myślę wziął górę.

Być może kiedyś pośmieję się z tego tak jak dziś śmieję się czytając moje pierwsze wpisy. Ale.. Gdyby nie one.. Nie byłoby wczoraj i dzisiaj. Wciąż miałbym mnóstwo marzeń - które przeplatają się z rzeczywistością w iluzjonistyczny obraz.

Rok temu wymyśliłem sobie firmę "Utopię" - w 99% było do zrobienia i zarobienia to co sobie zaplanowałem, ale... No właśnie. "ALE"

ale1: wybrałem okrężną drogę i tak jak ktoś kiedyś wspominał zacząłem od dupy strony. Wszystko nie tak jak do końca należało.

"Mierz siły na zamiary nie zamiar podług sił" - pisał Mickiewicz. A ja chciałem mu pokazać że wiem lepiej...

ale2: stworzyłem firmę "warzywko", które tylko ssie ze mnie pieniądze. Byłem nawet tak naiwny żeby pożyczyć dodatkowo na jej utrzymanie podczas gdy ona mnie ściąga w dół i jest moim balastem.

ale3: dałem się złapać w pułapkę ZUSowską o kryptonimie "zniżka składki dla młodych przedsiębiorców". To jest jak nałóg. Myślenie typu "zatrzymam jeszcze działalność póki mam zniżkę bo potem będzie 800 zł do płacenia" a na pytanie po co - odpowiedź: "A jeśli trafi się ważny klient, albo będę miał większą sprzedaż to bez działalności może być z tym kłopot" albo: "A jeśli w ciągu miesiąca szybko powiększę i rozwinę działalność, albo wreszcie znajdę sposób na generowanie dużego dochodu?"
Znowu myślenie okrężną drogą...

ale4: mało myślenia, mało liczenia, mało działania dużo gadania..

ale5: dałem dupy.. i tyle

Co nie znaczy, że nigdy więcej nie będę prowadził działalności. Będę - ale na zupełnie innych zasadach. Przede wszystkim to nie ja będę utrzymywał działalność - tylko ona mnie. A reszta przyjdzie sama.

Póki co pracuję w urzędzie. Praca jest dobra, bezstresowa i wygodna. Płaca sypie solą po oczach, ale jest jakiś konkret. (Przy okazji: mój znajomy (i on wie, że to właśnie o nim piszę ;-) ) polecił mi umieszczenie na monitorze w pracy karteczki z napisem "stała pensja").
Studia potrwają jeszcze rok. Więc dobrze będzie mieć czas, siły i chęci by zabrac się do pracy magisterskiej.

W piątek wybieram się z wnioskami o rozwiązanie działalności gospodarczej. Już dawno powinienem był to zrobić.

A potem? Potem się zobaczy.....:-)

PS. Dzięki że jesteś

sobota, 3 maja 2008

Jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek..

Najgorzej kiedy tym człowiekiem jest się samemu... Mówią: Nie chodzi o to jak silno potrafisz uderzyć - chodzi o to jak mocny cios jesteś w stanie znieść i nadal się trzymać na nogach... ALe każdy kiedyś padnie. Każdy kiedyś dostanie cios, który go powali.. I choc w środku popiół marzeń jest jeszcze ciepły płomienie zgasły bezpowrotnie.. I choć w glowie myśl by iść dalej już nie ma sił by się podnieść.. Ile trzeba przyjąć żeby wiara skonała.. Ile by już nie mieć siły wstać po kolejny cios.

Jakie to uczucie kiedy zawiodłem innych i samego siebie... Nie chcesz wiedzieć. Kiedy cała wiara, którą w sobie masz jest zbyt słaba by cię utrzymać na nogach nie ma już szans. Nokaut.

ciąg dalszy nie nastąpi...

piątek, 18 kwietnia 2008

Praca nad sklepami

Długo już tu nie wnosiłem nic nowego, a dzieje sie sporo :-)

Przede wszystkim ruszyły dwa poważne projekty:

Pierwszy z nich to StolicaWikliny.pl


A o drugim na razie nie będę informował :-)

Sklep StolicaWikliny.pl powoli zaczyna nabierać odpowiedniej formy. Nawiązałem już współpracę z producentami oraz zbudowałem platformę do sprzedaży.

Teraz tylko muszę się skupić na:

- zorganizowaniu najlepszej formy wysyłki
- osiągnięciu pełnej funkcjonalności sklepu
- wrzuceniu odpowiednich kategorii produktów
- promocji i public relations

Niech się stanie. To lub coś o niebo lepszego :-)

wtorek, 25 marca 2008

POWER!!

Dzisiaj dwa filmiki.

Gdyby móc wziąć cząstkę tej mocy, pomnożyć ją przez nieskończoność i dodać do wieczności wtedy mielibyśmy jakieś małe pojęcie czym jest pasja..





Dzięki Freddie :-) jeśli miałbym się czegoś nauczyć od niego to posiadania tak ogromnej energii, entuzjazmu, mocy, ekscytacji moją pracą i tym co uwielbiam robić.

We are the champions!! :-)

sobota, 15 marca 2008

marzec - projekty z pasją

No to ruszyły z kopyta projekty.

Wiele razy już wymyślając coś nowego zderzałem się z różnymi sytuacjami. Często bywało, że ktoś zadając mi kilka bezpośrednich pytań odnośnie mojego pomysłu skutecznie zbił moją euforię.. I słusznie..

Mam wrażenie, że przechodzę wzorcową edukację biznesową. Czy Ty też masz takie uczucie? Mianowicie: problemy, wyzwania, z którymi się zmierzam powstają w moim życiu po to, bym nauczywszy się go przekraczać - mógł osiągnąć jeszcze więcej.
Np. kiedyś pomysły wiązały się z jednodniową euforią. To było fantastyczne doświadczenie, bo wyzwalało niesamowite pokłady energii.
Szkoda tylko, że ta energia spalała się tak szybko...

To było kilka lat temu, ale mnie nauczylo, że aby coś osiągnąć, jakoś zrealizować mój pomysł muszę go umieć zaplanować. Dziś kiedy powstaje pomysł i plan, już nie ma może takiej euforii, ale w jej miejsce pojawia się pewne nowe uczucie. Może ktoś nazwie to inaczej ale w mojej terminologii to uczucie to pasja..

Skad pasja? Ano dlatego, że rozwija się powoli. Np. aktualne projekty nad którymi pracuję. Pomysły powstały na początku lutego. Minął miesiąc, a przez ten czas pomysł zamiast wypalić się - nakręca mnie coraz bardziej.

Coś się we mnie przekręciło i ludzie, którzy zadają pytania - czasem krytyczne, czasem obiektywne, czasem nawet złośliwe - stają się moimi przewodnikami. Bo jeśli ktoś dostrzega w tym coś "niespójnego" to znaczy że ten właśnie element potrzebuje w tej chwili pracy.

Troche to zamotane, ale jednocześnie spójne i skupione. :-)

Aktualnie rozwijam dwa projekty, o których będzie głośno (może teraz, może za miesiąc a może dopiero za rok lub dwa), w każdym razie projekty te zmienią na zawsze rzeczywistość moją i innych współprzyczyniających się do powodzenia tych przedsięwzięć.

Działka

To w ogóle jest fantastyczny temat. Trzy lata temu, mój były pracodawca "zaraził mnie" ideą działki.

- Inwestowania i zarabiania ucz się na działce - powiedział

I wiecie co? Miał rację. Nie tylko zarabiania, inwestowania można się nauczyć pracując z Matką Naturą - przede wszystkim pokory, konsekwencji, determinacji i umiejętność realizowania swoich planów. Krok po kroku. Każdego dnia. Bez ustanku i sprzeciwów. Owoce pracy będą tym lepsze im lepiej tę pracę zaplanuję, zorganizuję i przede wszystkim wykonam.
Głęboko w krew weszło mi, że samym gadaniem o zbudowaniu "skalniaka" czy przekopania ogródka niewiele zdziałam. Motywacja też jest potrzebna. Chociaż zauważyłem, ze sama motywacja do tego by mieć swoje marchewki - jest jakimś mało atrakcyjnym celem. Kiedy jednak wcielam w myśl, że ta działka jest moim nauczycielem działania i osiągania - nie potrzebuję się motywować do wykonywania pewnych rzeczy. Po prostu działam i już. Każda kolejna myśl, co zrobić dalej przychodzi automatycznie. Bez wysiłku. Mam tylko wyznaczony ogólny cel do którego zmierzam, ogólny pomysł na działkę a każda kolejna rzecz, którą muszę wykonać wymyślana jest na bieżąco.

Działka uczy mnie hartu ducha i ciała. Wytrwałości i pomysłowości, a także myślenia strategicznego.

Np. Rok temu kupiłem łopatę za 18 zł. Zwykły "szpadel" :-) z hartowanej stali. Złamał się po kilku tygodniach. W tym roku zainwestowałem w łopatę firmy FISKARS - wyłożyłem na nią 60 zł - i myślę że warto. Jest nie do zdarcia i prawie sama za mnie kopie :-) Kolejne wnioski...

Tak czy siak mój były szef miał rację. Przez te trzy lata wyrobiłem w sobie pewne nawyki, które dzisiaj zaczynam dostrzegać, a które nieustannie utrzymują mnie na drodze do realizacji marzeń..

Niech się stanie! :-)

czwartek, 28 lutego 2008

praca praca praca

Witajcie

Ostatnio dużo a nawet bardzo dużo wysiłku włożyłem w naukę. Dziękuję przede wszystkim tym, którzy pomagają mi w mojej edukacji i cierpliwie wyjaśniają, udzielają się, poprawiają, pokazują błędy i konstruktywnie krytykują.

Dziękuję :-)

Dziękuję wszystkim, którzy napisali te setki tutoriali, które przerabiałem i wałkowałem. Dziękuję Piotrowi Petrusowi: z jego strony: http://perfectionorvanity.com/ nauczyłem się najwięcej.

Postanowiłem podnieść swoje standardy i nauczyć się projektować strony zgodnie z dzisiejszą technologią. I oto jestem. :-) Jeszcze długa droga przede mną ale przez największe chaszcze CSS'a już się przedarłem.

Były chwile kiedy chciałem się poddać. Dać sobie spokój z tymi divami i zrobić wszystko jak dawniej... na tabelkach.. prawie bez css... :-) (aż wstyd się przyznać)

Za każdym razem jednak coś ciągło mnie by jednak ukończyć aktualny projekt ( Demo tutaj - jeszcze nie ukończone ) według najnowszych standardów. I pewnie jeszcze znajdą się jakieś pozostałości i drobne niedopracowania, ale dla mnie to był krok miloooooooooooowy :-)


Fascynujący projekt

O tym więcej opowiem Wam następnym razem. Dziś zapowiem tylko, że to będzie rewolucja na rynku, zarówno lokalnym, jak i krajowym, ba, może nawet światowym. Ale na razie ciii... :-)

Biorę się do pracy bo perspektywy są fenomenalne :-D

Niech się stanie!

piątek, 15 lutego 2008

podsumowanie półrocza

Mniej więcej pół roku temu - 20 sierpnia 2007 - przestałem pracować w młynie.

Miałem w ręce biznesplan na wspaniałą firmę, marzenia, cele, pasję, szczęście...
Jak to gdzieś przeczytałem: "Zaczynasz z pełnym workiem szczęścia i pustym workiem na doświadczenie. Cała sztuka, to napełnić worek na doświadczenie zanim worek ze szczęściem się opróżni."

Minęło pół roku. Co się przez ten czas wydarzyło? Posłuchajcie...

sierpień - rzuciłem pracę. Czekałem na wyniki konkursu na najlepszy biznesplan organizowany przez Raiffeissen Bank oraz Gazeta.pl - nie doczekałem się :-)
Pożyczyłem u rodziny 3000 zł żeby jakoś wystartować...

Nie ruszyłem z kopyta :/


Raczej:

"Najpierw powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła maszyna po szynach ospale
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem
I kręci się kręci, koło za kołem..." Jak to szeptał Julian Tuwim.


wrzesień - sielanka? Odpoczynek? Też... Aczkolwiek trochę pojeździłem - trochę pozałatwiałem. Założyłem działalność gospodarczą. Stworzyłem swoją stronę internetową, zamówiłem pieczątkę i wizytówki(!).. Robiłem jeszcze inne arcyważne rzeczy związane z biurokracją (REGON, NIP etc.) - wszystko to oczywiście nie przynosi żadnych dochodów - ale firma pełną gębą.

Od tej chwili mogłem nazywać się prezesem, CEO, właścicielem firmy:

www.intelightsystems.pl



No dobra. Nie liczy się rozmiar... :-)

Ale co zrobić kiedy i rozmiar i jakość jakoś nie dają znaku życia...

Nawiedzony tajemną wiedzą motywacyjną, wiedzą "bogatego i biednego ojca", wiedzą wszystkich mądrych pięknych i bogatych wymyśliłem "miesiąc cudów". Motywacja kipiała i wrzała we mnie. Byłem tak zdeterminowany, że zdobyłem tylko jednego klienta...
Ale:

- wstawałem codziennie o 5.00
- wyrobiłem w sobie nawyk czytania (i praktykowania) godzinę dziennie - codzienna porcja nowej wiedzy i umiejętności z dziedziny grafiki i tworzenia stron
- nauczyłem się dyscypliny, pracy nad sobą, zarządzania czasem (czasem nim dobrze zarządzam :-] )

psss... - świeczka przycichła

*/ takie wtrącenie - samokrytyka jest mi potrzebna. Nie po to żebyś czytając śmiał się, ale po to by przejaskrawiając pewne schematy, dać do myślenia wszystkim nad wszystkim i "przed" (a nie "po") wszystkim.. */


Ale potem...



Potem przyszła znów nadzieja. Znów uwierzyłem. Znów miałem siłę, motywację, chęci, moc... Znów nagrania audio, video, książki i jeszcze większa siła... + odrobinę więcej działania.

Telefony telefony... Czasem ktoś miał czas dla mnie, czasem ktoś się spieszył... Fantastyczne wydarzenie: dzwonię do jednego z przedsiębiorców w Rudniku z propozycją strony www. Pyta czy z Rudnika jestem. Ja na to że tak. "A to jak z Rudnika to zapraszam". No i z wielką przyjemnością przygotowałem dla niego wizytówkę www.

Grudzień - Nowi klienci, Nowe doświadczenia, Nowa krew na mojej podłodze. Znów leżę na deskach. 3 tygodnie pracy dla jednego z "poważnych" klientów. Tysiące telefonów i maili z poprawkami.. Godziny przed komputerem i... psss kasy jak nie było tak nie ma... :/ - może inaczej: otrzymałem tylko część głodowego wręcz honorarium... A prąd... A moja praca i energia... A to że innym w tym czasie odmówiłem? Kogo to obchodzi...

Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pewnego dnia:

Puk puk do drzwi...

- Ty "robisz" sklepy internetowe? - no i stało się. W niewyjaśnionych okolicznościach człowiek ten stał się moim najlepszym klientem. Nie wiem do końca skąd się wziął.. Jak mnie znalazł...

Styczeń - minął pod znakiem dziwnych wydarzeń. Uporządkowania dziedzin mojego życia. Nowych projektów. Nowych ludzi. W ogóle kosmos. O tym że mógł się skończyć tragicznie nie wiem czy pisać...

Jako doradca klienta w pewnej firmie doradztwa finansowego - byłem chyba jedynym, który nie miał zrobionego planu finansowego. Ja. Taki "wielki" prezes nie mam spisanej i czysto matematycznie wyliczonej strategii finansowej. No to zawarłem umowę z moim menadżerem i...

tego dnia popsuł się samochód. Najpierw były problemy z kołem - nagle zeszło powietrze. O 22 w nocy w tesco kupiłem wspaniałą pompkę (fantastycznie pompuje - polecam kupowanie pompki w tesco - to nie jest ironia ale uczciwie mówię, że dokonałem dobrego zakupu ;-))

/* Wiem że długi ten post strasznie. Czuję że połowę przewinąłeś... I wiesz co? masz rację. Ja to piszę dla siebie. Sam siebie podsumowuję dlatego nie wymagam od Ciebie sumiennego czytania moich postów, chyba że sam stwierdzisz o wartości intelektualnej moich wniosków */

Wracając do samochodu...

Jak to kiedyś przeczytałem na jakiejś aukcji allegro: (przepraszam za wulgaryzm) benzynożercze kurwiszcze.. :-)
A z resztą nie tylko benzyno- ale także finansowo- płynochłodnicowo- płynohamulcowo- mechanikowo- (i inne tego typu przedrostki) - żerne (!)

Popsuł się. Jechał. pośliznął się. I po tym jak się przewrócił na dach już nie wyszedł z tego poślizgu cało. Na szczęście wraz z moją żoną uszliśmy bez szwanku.
Do dziś mam pretensje do siebie, ze dałem ciała, że mogłem być ostrożniejszy, że mogłem zrobić to i tamto. Trudno.. stało się

Jak przeczytałem kilka dni później w pewnej książce:
"Wydarzyło się wszystko co miało się wydarzyć, a jednocześnie nie stało się nic.."

Koniec końców: mam o połowę kosztów mniej w styczniu. No i chudnę szybciej na rowerze.. :-)

Ale co ze strategią? Tego chyba nawet sami doradcy w tej firmie nie wiedzą... hehe Tyle natłukli mi do głowy że to całe doradztwo jest po to, żeby takim ludziom jak ja wyznaczyć drogę od miejsca gdzie się znajduję teraz do miejsca w przyszłości kiedy moje cele są zrealizowane. Ja wiem, że mój przypadek jest wyjątkowo wyjątkowy, bo jak można wyznaczyć strategię finansową komuś, kto oficjalnie jest "gołodupcem". Zgodnie z umową po 14 dniach powinienem tę strategię otrzymać, a jeśli zbyt mało zarabiam: pełne wyliczenie ile muszę zarabiać żeby zrealizować te zamierzenia w określonym czasie.

W excelu za pomocą solvera policzyłbym to szybko i za darmo. W tej 'rzetelnej' firmie czekam nadal.. od 9 stycznia to już chyba 2 razy minęło 14 dni.. Co tam maile, co tam telefony: - "nadal czekam" - napisałem "to czekaj" - otrzymałem.
I zajebiście. (znów wulgaryzm) Nie ma to jak znów na deskach leżeć...

Jak to dobrze, że zaufałem intuicji i na własnej skórze wypróbowałem jakość ich usług. Strach się bać co by było gdybym ufnie przyprowadził moich najlepszych znajomych.. Oszczędziłem kilka przyjaźni

/* Jeśli czytasz już tu to musisz być niesamowicie zdeterminowany :-) To jeszcze nie koniec bo pasek przewiajania pokazuje kolejne wersy... :-) Podsumowanie to podsumowanie i nie ta się tego streścić w osiem wersów... Dziękuję, że jesteś */

Mimo wszystko to dobrze, ze nie zostanę doradcą. To nie jest droga, którą chcę iść. Zamiast być gołodupnym (gołosłownym, gołodoświadczeniowym) doradcą chcę mieć najlepszych doradców wokół siebie - praktyków z doświadczeniem.
To czego nauczyłem się w tej firmie nie zastąpi żadna szkoła, żadne studia MBA, Oxford i Yale. Podczas tej rocznej przygody nauczyłem się: sprzedaży, negocjacji, planowania (finansów, czasu) a przede wszystkim nabrałem pewnej ogłady w tym wszystkim.

Dobra. Tyle o doradztwie

Nie wiem czy powinienem pisać o otwartych projektach, żeby nie zapeszać.. :-) Hehe a co tam. Jak się przewrócę to się znów podniosę.
Ktoś powiedział, że "człowiek jest trochę jak piłka. Im mocniej Cię kopną tym wyżej i dalej polecisz". Biorę go za słowo i lecę. :-)

W każdym razie rozpocząłem współpracę ze wspaniałym człowiekiem. Osoba ta jest moim coachem i nauczycielem. W niesamowicie zręczny sposób sortuje mi w głowie mrzonki i realistyczne zamierzenia. Pokazuje mi podejścia i punkty widzenia, które do tej pory były dla mnie niedostępne. Jestem mu niesamowicie wdzięczny za tę współpracę i wspólny wysiłek dla zrealizowania głównie moich celów. Dziękuję


Luty - no właśnie. Luty. a właściwie już druga jego połowa. To jeszcze nie meta.



Ale już na pewno nie start. Zdecydowanie nie początek mety, ale na pewno koniec startu :-)

Czas na efekty. Zgodnie z zasadą "Albo Cezarem, albo nikim" - jeśli w najbliższym czasie nie osiągnę wyników - znacznie przewyższających te otrzymane do tej pory (na poziomie 2 lub 3 krotnie większym) - rezygnuję z prowadzenia działalności. Słyszysz Intelight systems? Albo dasz owoce albo Cię zlikwiduję :-) i nie żartuję. Mówię poważnie.

Nie traktuję już tego w kategoriach poddania się podczas walki - bo do tej pory tak to sobie tłumaczyłem. Trzeba chwycić byka za rogi i działać. A jak te moje działania przyniosą znów prawy sierpowy to już nie wstaję z desek. Pi....ę nie robię. Ot co.
Całe podsumowanie.

Dziękuję, że tu jesteś. Właśnie dałeś cząstkę siebie co wróci do Ciebie spotęgowane i zwielokrotnione. Jesteś fantastycznym człowiekiem. A to (lub coś o niebo lepszego) o czym marzysz niech się spełni. Baw się.

środa, 23 stycznia 2008

Coś się zaczęło dziać...

Tak mało o tym piszę żeby nie zapeszać .. ale kiedy obawiam się zapeszania to tak jakbym to przyciągał... W końcu jednak po przemyśleniu: "cały świat sprzyja mi całą swoją mocą, więc przyciągam tylko dobre rzeczy"

Do rzeczy:
Ostatnio czytałem na blogu Katarzyny Szafranowskiej (zapraszam na www.ksiazkimocy.blogspot.com) historię o księdzu, który kasował stare sprasowane bilety. (oszust jeden :-) ) Nie wiadomo czy to czy jeszcze co innego było powodem tego że nie osiagnął swoich marzeń - faktem jest natomiast to że "jeśli jego podświadomość miała przekonanie, że nie stać go na bilety, to jak mogło go stać na nowy samochód?". Aby przeczytać więcej zapraszam na blog Katarzyny.

Otrzymałem gdzieś z sieci linka do innego bloga na którym są fragmenty audiobooków.( kliknij tutaj) Z wielką chęcią ściągnąłem wszystkie pliki. Najbardziej spodobała mi się publikacja Tomasza Woźnego "tydzień z milionerem" (gdybys był zainteresowany zakupem: kliknij tutaj )

Stanąłem przed dylematem. Najpierw wrzuciłem google i zacząłem szukać darmowych wersji w necie... Potem ugryzłem się w język i uszczypnąłem w łokieć.
Jak niby mam zostać milionerem próbując egoistycznie zgarnąć wszystko dla siebie. Jak chcę być bogaty nie pomagając innym takimi się stawać?...

No i go mam.
Wierzę że kupując go za własne pieniądze wspieram nie tylko finansowo autora tej publikacji, ale przede wszystkim wspieram siebie samego w spójnym dążeniu do realizacji marzeń.

Dzięki Katarzyno za Twojego Bloga. Dzięki Tomaszu za Twój wkład w moją edukację.
Pozdrawiam ciepło

piątek, 21 grudnia 2007

Spójność

Spójność, spójność, spójność... I powtórzę to raz jeszcze: spójność.

Czy też tak czasem masz że czujesz to uczucie, kiedy odnosisz wrażenie że jesteś jak laser?

Tak naprawdę to jedyna droga.. Albo będę w pełni spójny w dążeniu do realizacji celu albo rozbiegany chaos działań znów rozproszy moją energię. Spójność jest tym co może doprowadzić mnie do moich celów.

Czasem czuję że wszystkie części mojego ducha i ciała razem ze mną ustawiają się w kierunku o jakim marzę.

Wczoraj wydarzyły się różne wydarzenia, które wywołały we mnie właśnie takie uczucie. Gdzieś to czytałem w "jednominutowym milionerze" że pod wpływem wizualizacji i stałego przyciągania swoich celów cały nasz świat przeorganizowuje się i my sami się przeorganizowujemy. Ukierunkowujemy nasze myśli w jedną stronę. To trochę tak jak cząsteczki w metalu są rozłożone w różne strony i dlatego metal nie przyciąga. Magnes jest inny. Jest ukierunkowany. Jego cząsteczki zwrócone są w jednym kierunku (w zależności czy to magnes jedno- czy dwubiegunowy) i przyciąga dzięki temu inne metale.

Spójność. To jest to czego teraz mi trzeba. Tego pragnę i dążę by być absolutnie spójnym w dążeniu do moich celów.

Z każdą sekundą życia, z każdym nowym doświadczeniem i wydarzeniem zauważam, ze wszystko dzieje się w tym kierunku, zaczyna układać się w jedną całość. Początkowo mgliste marzenia, zamienione w cele, konkretne plany stają się rzeczywistością. Nabierają klarowności, puzzle układają się na swoich miejscach. Spójność..

Niech wszystkie części mojej koncentracji w maksymalnym stopniu skupią się na realizacji celu - a wtedy nic mnie nie powstrzyma. Wręcz przeciwnie - cały wszechświat będzie mi pomagał - bo WIEM CZEGO CHCĘ :-)

Niech się stanie to o czym marzę - to lub coś o niebo lepszego..

A Ty? Jesteś spójny w tym do czego dążysz?

wtorek, 18 grudnia 2007

Jakość, Prestiż, Pasja, Innowacyjność

To cele i zadania.

Powstałem by się z nimi zmierzyć...

Mierzalność?

Pokaże to zasób portfela...

Pierwszy miesiąc cudów - był fantastycznym przeżyciem w moim życiu. Miesiącem wytężonej pracy. Musiałem zaorać swoje przekonania, wykopać wszystkie kamienie i niepotrzebne korzenie. Zasiałem mnóstwo dobrych intencji... Poznałem tak fantastycznych ludzi, że nawet w najbardziej wymarzonych marzeniach nie wymarzyłem sobie takich przyjaciół. Dziękuję Wam serdecznie (i Ty wiesz dobrze, że do Ciebie to piszę..:-) )

......
Drugi miesiąc.

Płacz i zgrzytanie zębów. Dlaczego nic się nie dzieje.. Skąd wziąć pieniądze na życie.. Może iść do pracy?

......
Trzeci miesiąc

Zaczynają wyrastać jakieś małe kiełki. Takie delikatne i kruche. Potrzebują pielęgnacji i dobrych warunków. Potem już wichry ich nie powstrzymają...

Stawiam na te cztery barwy: Jakość, Prestiż, Pasję oraz Innowacyjność. Niech staną się moimi standardami we współpracy z klientem...

czwartek, 6 grudnia 2007

Wyostrzam zmysły

Zamilkłem... Zaniemówiłem...

Podniosłem się..

Teraz będzie już tylko lepiej. :-)


Umieściłem sobie takie mądrości na ścianie tuż pod moją tablicą marzeń:

"Opowiedz światu o swych zamierzonych dokonaniach, ale najpierw je wykonaj"

"Dokonaj wewnętrznego bilansu, sprawdź, czy jakieś resztki lęku nie stoją ci jeszcze na drodze do powodzenia. Myśl odważnie i dąż naprzód, ponieważ nic - absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać Cię na obranej drodze życiowej"

"Gdy myślisz, że możesz lub nie możesz - w obu przypadkach masz rację" (H. Ford)

"Za 20 lat będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś. Więc przekrocz granice, żegluj daleko od bezpiecznych zatok. Złap wiatr w żagle. Poznawaj, marz, odkrywaj!" (M.Twain)

"Dziś jestem lepszy niż wczoraj. Jutro - będę jeszcze lepszy!"

"Wszyscy geniusze jakich spotkałem mieli iskrę w oczach, zajebiste poczucie humoru, robili masę różnych rzeczy. Robili - a nie mówili o robieniu" (R. Bandler)


Dlatego ja na razie nie piszę o robieniu. Robię. O efektach poinformuję cały świat bo wierzę że będą ogromną gratyfikacją mojej determinacji.

Pozdrawiam Mikołajowo

a tak dla ciekawostki: spotkałem mikołaja "rockmana" :-)))

http://www.groovy-xmas.com/view.php?c=bfa52b5c2ab53eddf82e843405b5290f

sobota, 3 listopada 2007

sobota 3 listopad

Dzięki Ci Rocklin za słowa otuchy i wiarę :-)
Trwam nadal przy swoim celu. Jeśli nie w 30 to w 40 dni go przyciągnę, albo w 42 jeśli trzeba. ALe wiem że to zrobię. Ten okres pierwszych 30 dni potraktowałem jako okres siewu i podlewania. Teraz powinienem czekać na owoce swojej pracy.
Zauważyłem już mnóstwo zmian w moim życiu. Odczuwam wdzięczność i radość kiedy te wszystkie oferty zaczynają na mnie spływać.

Tylko przez ostatnie 3 dni miałem kilka poważnych ofert współpracy. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie. Nauczony doświadczeniem już nie wpadam w euforię za każdym razem, gdy ktoś zaproponuje mi jakiś sposób na pieniądze, lub złoży ofertę współpracy. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie.

Freeman Dyson powiedział "Nie ma innego sposobu na wyłonienie najlepszego z projektów niż wypróbowanie ich jak najwięcej i odrzucenie nieudanych"

Dlatego i ja muszę sprawdzić najwięcej propozycji ile jestem w stanie. Wierzę, że sam pomysł "miesiąca cudów" będzie najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.

A i przypomniało mi się jeszcze jedno: "Największe pieniądze robi się po trzeciej odmowie" (Jednominutowy Milioner). Więc jakże mógłbym się poddać po pierwszej? Wkładam w to nowy - jeszcze potężniejszy pałer i entuzjazm. Moja wiara doprowadzi mnie do momentu, kiedy zarobienie 10 000 to będzie kwestia jednego telefonu, bądź nawet kwestia kilku sekund.

Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)