Witajcie
Ostatnio dużo a nawet bardzo dużo wysiłku włożyłem w naukę. Dziękuję przede wszystkim tym, którzy pomagają mi w mojej edukacji i cierpliwie wyjaśniają, udzielają się, poprawiają, pokazują błędy i konstruktywnie krytykują.
Dziękuję :-)
Dziękuję wszystkim, którzy napisali te setki tutoriali, które przerabiałem i wałkowałem. Dziękuję Piotrowi Petrusowi: z jego strony: http://perfectionorvanity.com/ nauczyłem się najwięcej.
Postanowiłem podnieść swoje standardy i nauczyć się projektować strony zgodnie z dzisiejszą technologią. I oto jestem. :-) Jeszcze długa droga przede mną ale przez największe chaszcze CSS'a już się przedarłem.
Były chwile kiedy chciałem się poddać. Dać sobie spokój z tymi divami i zrobić wszystko jak dawniej... na tabelkach.. prawie bez css... :-) (aż wstyd się przyznać)
Za każdym razem jednak coś ciągło mnie by jednak ukończyć aktualny projekt ( Demo tutaj - jeszcze nie ukończone ) według najnowszych standardów. I pewnie jeszcze znajdą się jakieś pozostałości i drobne niedopracowania, ale dla mnie to był krok miloooooooooooowy :-)
Fascynujący projekt
O tym więcej opowiem Wam następnym razem. Dziś zapowiem tylko, że to będzie rewolucja na rynku, zarówno lokalnym, jak i krajowym, ba, może nawet światowym. Ale na razie ciii... :-)
Biorę się do pracy bo perspektywy są fenomenalne :-D
Niech się stanie!
czwartek, 28 lutego 2008
piątek, 15 lutego 2008
podsumowanie półrocza
Mniej więcej pół roku temu - 20 sierpnia 2007 - przestałem pracować w młynie.
Miałem w ręce biznesplan na wspaniałą firmę, marzenia, cele, pasję, szczęście...
Jak to gdzieś przeczytałem: "Zaczynasz z pełnym workiem szczęścia i pustym workiem na doświadczenie. Cała sztuka, to napełnić worek na doświadczenie zanim worek ze szczęściem się opróżni."
Minęło pół roku. Co się przez ten czas wydarzyło? Posłuchajcie...

sierpień - rzuciłem pracę. Czekałem na wyniki konkursu na najlepszy biznesplan organizowany przez Raiffeissen Bank oraz Gazeta.pl - nie doczekałem się :-)
Pożyczyłem u rodziny 3000 zł żeby jakoś wystartować...
Nie ruszyłem z kopyta :/
Raczej:

"Najpierw powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła maszyna po szynach ospale
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem
I kręci się kręci, koło za kołem..." Jak to szeptał Julian Tuwim.
wrzesień - sielanka? Odpoczynek? Też... Aczkolwiek trochę pojeździłem - trochę pozałatwiałem. Założyłem działalność gospodarczą. Stworzyłem swoją stronę internetową, zamówiłem pieczątkę i wizytówki(!).. Robiłem jeszcze inne arcyważne rzeczy związane z biurokracją (REGON, NIP etc.) - wszystko to oczywiście nie przynosi żadnych dochodów - ale firma pełną gębą.
Od tej chwili mogłem nazywać się prezesem, CEO, właścicielem firmy:
No dobra. Nie liczy się rozmiar... :-)
Ale co zrobić kiedy i rozmiar i jakość jakoś nie dają znaku życia...
Nawiedzony tajemną wiedzą motywacyjną, wiedzą "bogatego i biednego ojca", wiedzą wszystkich mądrych pięknych i bogatych wymyśliłem "miesiąc cudów". Motywacja kipiała i wrzała we mnie. Byłem tak zdeterminowany, że zdobyłem tylko jednego klienta...
Ale:
- wstawałem codziennie o 5.00
- wyrobiłem w sobie nawyk czytania (i praktykowania) godzinę dziennie - codzienna porcja nowej wiedzy i umiejętności z dziedziny grafiki i tworzenia stron
- nauczyłem się dyscypliny, pracy nad sobą, zarządzania czasem (czasem nim dobrze zarządzam :-] )
psss... - świeczka przycichła
*/ takie wtrącenie - samokrytyka jest mi potrzebna. Nie po to żebyś czytając śmiał się, ale po to by przejaskrawiając pewne schematy, dać do myślenia wszystkim nad wszystkim i "przed" (a nie "po") wszystkim.. */

Potem przyszła znów nadzieja. Znów uwierzyłem. Znów miałem siłę, motywację, chęci, moc... Znów nagrania audio, video, książki i jeszcze większa siła... + odrobinę więcej działania.
Telefony telefony... Czasem ktoś miał czas dla mnie, czasem ktoś się spieszył... Fantastyczne wydarzenie: dzwonię do jednego z przedsiębiorców w Rudniku z propozycją strony www. Pyta czy z Rudnika jestem. Ja na to że tak. "A to jak z Rudnika to zapraszam". No i z wielką przyjemnością przygotowałem dla niego wizytówkę www.
Grudzień - Nowi klienci, Nowe doświadczenia, Nowa krew na mojej podłodze. Znów leżę na deskach. 3 tygodnie pracy dla jednego z "poważnych" klientów. Tysiące telefonów i maili z poprawkami.. Godziny przed komputerem i... psss kasy jak nie było tak nie ma... :/ - może inaczej: otrzymałem tylko część głodowego wręcz honorarium... A prąd... A moja praca i energia... A to że innym w tym czasie odmówiłem? Kogo to obchodzi...
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pewnego dnia:
Puk puk do drzwi...
- Ty "robisz" sklepy internetowe? - no i stało się. W niewyjaśnionych okolicznościach człowiek ten stał się moim najlepszym klientem. Nie wiem do końca skąd się wziął.. Jak mnie znalazł...
Styczeń - minął pod znakiem dziwnych wydarzeń. Uporządkowania dziedzin mojego życia. Nowych projektów. Nowych ludzi. W ogóle kosmos. O tym że mógł się skończyć tragicznie nie wiem czy pisać...
Jako doradca klienta w pewnej firmie doradztwa finansowego - byłem chyba jedynym, który nie miał zrobionego planu finansowego. Ja. Taki "wielki" prezes nie mam spisanej i czysto matematycznie wyliczonej strategii finansowej. No to zawarłem umowę z moim menadżerem i...
tego dnia popsuł się samochód. Najpierw były problemy z kołem - nagle zeszło powietrze. O 22 w nocy w tesco kupiłem wspaniałą pompkę (fantastycznie pompuje - polecam kupowanie pompki w tesco - to nie jest ironia ale uczciwie mówię, że dokonałem dobrego zakupu ;-))
/* Wiem że długi ten post strasznie. Czuję że połowę przewinąłeś... I wiesz co? masz rację. Ja to piszę dla siebie. Sam siebie podsumowuję dlatego nie wymagam od Ciebie sumiennego czytania moich postów, chyba że sam stwierdzisz o wartości intelektualnej moich wniosków */
Wracając do samochodu...
Jak to kiedyś przeczytałem na jakiejś aukcji allegro: (przepraszam za wulgaryzm) benzynożercze kurwiszcze.. :-)
A z resztą nie tylko benzyno- ale także finansowo- płynochłodnicowo- płynohamulcowo- mechanikowo- (i inne tego typu przedrostki) - żerne (!)
Popsuł się. Jechał. pośliznął się. I po tym jak się przewrócił na dach już nie wyszedł z tego poślizgu cało. Na szczęście wraz z moją żoną uszliśmy bez szwanku.
Do dziś mam pretensje do siebie, ze dałem ciała, że mogłem być ostrożniejszy, że mogłem zrobić to i tamto. Trudno.. stało się
Jak przeczytałem kilka dni później w pewnej książce:
"Wydarzyło się wszystko co miało się wydarzyć, a jednocześnie nie stało się nic.."
Koniec końców: mam o połowę kosztów mniej w styczniu. No i chudnę szybciej na rowerze.. :-)
Ale co ze strategią? Tego chyba nawet sami doradcy w tej firmie nie wiedzą... hehe Tyle natłukli mi do głowy że to całe doradztwo jest po to, żeby takim ludziom jak ja wyznaczyć drogę od miejsca gdzie się znajduję teraz do miejsca w przyszłości kiedy moje cele są zrealizowane. Ja wiem, że mój przypadek jest wyjątkowo wyjątkowy, bo jak można wyznaczyć strategię finansową komuś, kto oficjalnie jest "gołodupcem". Zgodnie z umową po 14 dniach powinienem tę strategię otrzymać, a jeśli zbyt mało zarabiam: pełne wyliczenie ile muszę zarabiać żeby zrealizować te zamierzenia w określonym czasie.
W excelu za pomocą solvera policzyłbym to szybko i za darmo. W tej 'rzetelnej' firmie czekam nadal.. od 9 stycznia to już chyba 2 razy minęło 14 dni.. Co tam maile, co tam telefony: - "nadal czekam" - napisałem "to czekaj" - otrzymałem.
I zajebiście. (znów wulgaryzm) Nie ma to jak znów na deskach leżeć...
Jak to dobrze, że zaufałem intuicji i na własnej skórze wypróbowałem jakość ich usług. Strach się bać co by było gdybym ufnie przyprowadził moich najlepszych znajomych.. Oszczędziłem kilka przyjaźni
/* Jeśli czytasz już tu to musisz być niesamowicie zdeterminowany :-) To jeszcze nie koniec bo pasek przewiajania pokazuje kolejne wersy... :-) Podsumowanie to podsumowanie i nie ta się tego streścić w osiem wersów... Dziękuję, że jesteś */
Mimo wszystko to dobrze, ze nie zostanę doradcą. To nie jest droga, którą chcę iść. Zamiast być gołodupnym (gołosłownym, gołodoświadczeniowym) doradcą chcę mieć najlepszych doradców wokół siebie - praktyków z doświadczeniem.
To czego nauczyłem się w tej firmie nie zastąpi żadna szkoła, żadne studia MBA, Oxford i Yale. Podczas tej rocznej przygody nauczyłem się: sprzedaży, negocjacji, planowania (finansów, czasu) a przede wszystkim nabrałem pewnej ogłady w tym wszystkim.
Dobra. Tyle o doradztwie
Nie wiem czy powinienem pisać o otwartych projektach, żeby nie zapeszać.. :-) Hehe a co tam. Jak się przewrócę to się znów podniosę.
Ktoś powiedział, że "człowiek jest trochę jak piłka. Im mocniej Cię kopną tym wyżej i dalej polecisz". Biorę go za słowo i lecę. :-)
W każdym razie rozpocząłem współpracę ze wspaniałym człowiekiem. Osoba ta jest moim coachem i nauczycielem. W niesamowicie zręczny sposób sortuje mi w głowie mrzonki i realistyczne zamierzenia. Pokazuje mi podejścia i punkty widzenia, które do tej pory były dla mnie niedostępne. Jestem mu niesamowicie wdzięczny za tę współpracę i wspólny wysiłek dla zrealizowania głównie moich celów. Dziękuję
Luty - no właśnie. Luty. a właściwie już druga jego połowa. To jeszcze nie meta.
Ale już na pewno nie start. Zdecydowanie nie początek mety, ale na pewno koniec startu :-)
Czas na efekty. Zgodnie z zasadą "Albo Cezarem, albo nikim" - jeśli w najbliższym czasie nie osiągnę wyników - znacznie przewyższających te otrzymane do tej pory (na poziomie 2 lub 3 krotnie większym) - rezygnuję z prowadzenia działalności. Słyszysz Intelight systems? Albo dasz owoce albo Cię zlikwiduję :-) i nie żartuję. Mówię poważnie.
Nie traktuję już tego w kategoriach poddania się podczas walki - bo do tej pory tak to sobie tłumaczyłem. Trzeba chwycić byka za rogi i działać. A jak te moje działania przyniosą znów prawy sierpowy to już nie wstaję z desek. Pi....ę nie robię. Ot co.
Całe podsumowanie.
Dziękuję, że tu jesteś. Właśnie dałeś cząstkę siebie co wróci do Ciebie spotęgowane i zwielokrotnione. Jesteś fantastycznym człowiekiem. A to (lub coś o niebo lepszego) o czym marzysz niech się spełni. Baw się.
Miałem w ręce biznesplan na wspaniałą firmę, marzenia, cele, pasję, szczęście...
Jak to gdzieś przeczytałem: "Zaczynasz z pełnym workiem szczęścia i pustym workiem na doświadczenie. Cała sztuka, to napełnić worek na doświadczenie zanim worek ze szczęściem się opróżni."
Minęło pół roku. Co się przez ten czas wydarzyło? Posłuchajcie...

sierpień - rzuciłem pracę. Czekałem na wyniki konkursu na najlepszy biznesplan organizowany przez Raiffeissen Bank oraz Gazeta.pl - nie doczekałem się :-)
Pożyczyłem u rodziny 3000 zł żeby jakoś wystartować...
Nie ruszyłem z kopyta :/
Raczej:

"Najpierw powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła maszyna po szynach ospale
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem
I kręci się kręci, koło za kołem..." Jak to szeptał Julian Tuwim.
wrzesień - sielanka? Odpoczynek? Też... Aczkolwiek trochę pojeździłem - trochę pozałatwiałem. Założyłem działalność gospodarczą. Stworzyłem swoją stronę internetową, zamówiłem pieczątkę i wizytówki(!).. Robiłem jeszcze inne arcyważne rzeczy związane z biurokracją (REGON, NIP etc.) - wszystko to oczywiście nie przynosi żadnych dochodów - ale firma pełną gębą.
Od tej chwili mogłem nazywać się prezesem, CEO, właścicielem firmy:
No dobra. Nie liczy się rozmiar... :-)
Ale co zrobić kiedy i rozmiar i jakość jakoś nie dają znaku życia...
Nawiedzony tajemną wiedzą motywacyjną, wiedzą "bogatego i biednego ojca", wiedzą wszystkich mądrych pięknych i bogatych wymyśliłem "miesiąc cudów". Motywacja kipiała i wrzała we mnie. Byłem tak zdeterminowany, że zdobyłem tylko jednego klienta...
Ale:
- wstawałem codziennie o 5.00
- wyrobiłem w sobie nawyk czytania (i praktykowania) godzinę dziennie - codzienna porcja nowej wiedzy i umiejętności z dziedziny grafiki i tworzenia stron
- nauczyłem się dyscypliny, pracy nad sobą, zarządzania czasem (czasem nim dobrze zarządzam :-] )
psss... - świeczka przycichła
*/ takie wtrącenie - samokrytyka jest mi potrzebna. Nie po to żebyś czytając śmiał się, ale po to by przejaskrawiając pewne schematy, dać do myślenia wszystkim nad wszystkim i "przed" (a nie "po") wszystkim.. */

Ale potem...
Potem przyszła znów nadzieja. Znów uwierzyłem. Znów miałem siłę, motywację, chęci, moc... Znów nagrania audio, video, książki i jeszcze większa siła... + odrobinę więcej działania.
Telefony telefony... Czasem ktoś miał czas dla mnie, czasem ktoś się spieszył... Fantastyczne wydarzenie: dzwonię do jednego z przedsiębiorców w Rudniku z propozycją strony www. Pyta czy z Rudnika jestem. Ja na to że tak. "A to jak z Rudnika to zapraszam". No i z wielką przyjemnością przygotowałem dla niego wizytówkę www.
Grudzień - Nowi klienci, Nowe doświadczenia, Nowa krew na mojej podłodze. Znów leżę na deskach. 3 tygodnie pracy dla jednego z "poważnych" klientów. Tysiące telefonów i maili z poprawkami.. Godziny przed komputerem i... psss kasy jak nie było tak nie ma... :/ - może inaczej: otrzymałem tylko część głodowego wręcz honorarium... A prąd... A moja praca i energia... A to że innym w tym czasie odmówiłem? Kogo to obchodzi...
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pewnego dnia:
Puk puk do drzwi...
- Ty "robisz" sklepy internetowe? - no i stało się. W niewyjaśnionych okolicznościach człowiek ten stał się moim najlepszym klientem. Nie wiem do końca skąd się wziął.. Jak mnie znalazł...
Styczeń - minął pod znakiem dziwnych wydarzeń. Uporządkowania dziedzin mojego życia. Nowych projektów. Nowych ludzi. W ogóle kosmos. O tym że mógł się skończyć tragicznie nie wiem czy pisać...
Jako doradca klienta w pewnej firmie doradztwa finansowego - byłem chyba jedynym, który nie miał zrobionego planu finansowego. Ja. Taki "wielki" prezes nie mam spisanej i czysto matematycznie wyliczonej strategii finansowej. No to zawarłem umowę z moim menadżerem i...
tego dnia popsuł się samochód. Najpierw były problemy z kołem - nagle zeszło powietrze. O 22 w nocy w tesco kupiłem wspaniałą pompkę (fantastycznie pompuje - polecam kupowanie pompki w tesco - to nie jest ironia ale uczciwie mówię, że dokonałem dobrego zakupu ;-))
/* Wiem że długi ten post strasznie. Czuję że połowę przewinąłeś... I wiesz co? masz rację. Ja to piszę dla siebie. Sam siebie podsumowuję dlatego nie wymagam od Ciebie sumiennego czytania moich postów, chyba że sam stwierdzisz o wartości intelektualnej moich wniosków */
Wracając do samochodu...Jak to kiedyś przeczytałem na jakiejś aukcji allegro: (przepraszam za wulgaryzm) benzynożercze kurwiszcze.. :-)
A z resztą nie tylko benzyno- ale także finansowo- płynochłodnicowo- płynohamulcowo- mechanikowo- (i inne tego typu przedrostki) - żerne (!)
Popsuł się. Jechał. pośliznął się. I po tym jak się przewrócił na dach już nie wyszedł z tego poślizgu cało. Na szczęście wraz z moją żoną uszliśmy bez szwanku.
Do dziś mam pretensje do siebie, ze dałem ciała, że mogłem być ostrożniejszy, że mogłem zrobić to i tamto. Trudno.. stało się
Jak przeczytałem kilka dni później w pewnej książce:
"Wydarzyło się wszystko co miało się wydarzyć, a jednocześnie nie stało się nic.."
Koniec końców: mam o połowę kosztów mniej w styczniu. No i chudnę szybciej na rowerze.. :-)
Ale co ze strategią? Tego chyba nawet sami doradcy w tej firmie nie wiedzą... hehe Tyle natłukli mi do głowy że to całe doradztwo jest po to, żeby takim ludziom jak ja wyznaczyć drogę od miejsca gdzie się znajduję teraz do miejsca w przyszłości kiedy moje cele są zrealizowane. Ja wiem, że mój przypadek jest wyjątkowo wyjątkowy, bo jak można wyznaczyć strategię finansową komuś, kto oficjalnie jest "gołodupcem". Zgodnie z umową po 14 dniach powinienem tę strategię otrzymać, a jeśli zbyt mało zarabiam: pełne wyliczenie ile muszę zarabiać żeby zrealizować te zamierzenia w określonym czasie.
W excelu za pomocą solvera policzyłbym to szybko i za darmo. W tej 'rzetelnej' firmie czekam nadal.. od 9 stycznia to już chyba 2 razy minęło 14 dni.. Co tam maile, co tam telefony: - "nadal czekam" - napisałem "to czekaj" - otrzymałem.
I zajebiście. (znów wulgaryzm) Nie ma to jak znów na deskach leżeć...
Jak to dobrze, że zaufałem intuicji i na własnej skórze wypróbowałem jakość ich usług. Strach się bać co by było gdybym ufnie przyprowadził moich najlepszych znajomych.. Oszczędziłem kilka przyjaźni
/* Jeśli czytasz już tu to musisz być niesamowicie zdeterminowany :-) To jeszcze nie koniec bo pasek przewiajania pokazuje kolejne wersy... :-) Podsumowanie to podsumowanie i nie ta się tego streścić w osiem wersów... Dziękuję, że jesteś */
Mimo wszystko to dobrze, ze nie zostanę doradcą. To nie jest droga, którą chcę iść. Zamiast być gołodupnym (gołosłownym, gołodoświadczeniowym) doradcą chcę mieć najlepszych doradców wokół siebie - praktyków z doświadczeniem.
To czego nauczyłem się w tej firmie nie zastąpi żadna szkoła, żadne studia MBA, Oxford i Yale. Podczas tej rocznej przygody nauczyłem się: sprzedaży, negocjacji, planowania (finansów, czasu) a przede wszystkim nabrałem pewnej ogłady w tym wszystkim.
Dobra. Tyle o doradztwie
Nie wiem czy powinienem pisać o otwartych projektach, żeby nie zapeszać.. :-) Hehe a co tam. Jak się przewrócę to się znów podniosę.
Ktoś powiedział, że "człowiek jest trochę jak piłka. Im mocniej Cię kopną tym wyżej i dalej polecisz". Biorę go za słowo i lecę. :-)
W każdym razie rozpocząłem współpracę ze wspaniałym człowiekiem. Osoba ta jest moim coachem i nauczycielem. W niesamowicie zręczny sposób sortuje mi w głowie mrzonki i realistyczne zamierzenia. Pokazuje mi podejścia i punkty widzenia, które do tej pory były dla mnie niedostępne. Jestem mu niesamowicie wdzięczny za tę współpracę i wspólny wysiłek dla zrealizowania głównie moich celów. Dziękuję
Luty - no właśnie. Luty. a właściwie już druga jego połowa. To jeszcze nie meta.

Ale już na pewno nie start. Zdecydowanie nie początek mety, ale na pewno koniec startu :-)
Czas na efekty. Zgodnie z zasadą "Albo Cezarem, albo nikim" - jeśli w najbliższym czasie nie osiągnę wyników - znacznie przewyższających te otrzymane do tej pory (na poziomie 2 lub 3 krotnie większym) - rezygnuję z prowadzenia działalności. Słyszysz Intelight systems? Albo dasz owoce albo Cię zlikwiduję :-) i nie żartuję. Mówię poważnie.
Nie traktuję już tego w kategoriach poddania się podczas walki - bo do tej pory tak to sobie tłumaczyłem. Trzeba chwycić byka za rogi i działać. A jak te moje działania przyniosą znów prawy sierpowy to już nie wstaję z desek. Pi....ę nie robię. Ot co.
Całe podsumowanie.
Dziękuję, że tu jesteś. Właśnie dałeś cząstkę siebie co wróci do Ciebie spotęgowane i zwielokrotnione. Jesteś fantastycznym człowiekiem. A to (lub coś o niebo lepszego) o czym marzysz niech się spełni. Baw się.
środa, 23 stycznia 2008
Coś się zaczęło dziać...
Tak mało o tym piszę żeby nie zapeszać .. ale kiedy obawiam się zapeszania to tak jakbym to przyciągał... W końcu jednak po przemyśleniu: "cały świat sprzyja mi całą swoją mocą, więc przyciągam tylko dobre rzeczy"
Do rzeczy:
Ostatnio czytałem na blogu Katarzyny Szafranowskiej (zapraszam na www.ksiazkimocy.blogspot.com) historię o księdzu, który kasował stare sprasowane bilety. (oszust jeden :-) ) Nie wiadomo czy to czy jeszcze co innego było powodem tego że nie osiagnął swoich marzeń - faktem jest natomiast to że "jeśli jego podświadomość miała przekonanie, że nie stać go na bilety, to jak mogło go stać na nowy samochód?". Aby przeczytać więcej zapraszam na blog Katarzyny.
Otrzymałem gdzieś z sieci linka do innego bloga na którym są fragmenty audiobooków.( kliknij tutaj) Z wielką chęcią ściągnąłem wszystkie pliki. Najbardziej spodobała mi się publikacja Tomasza Woźnego "tydzień z milionerem" (gdybys był zainteresowany zakupem: kliknij tutaj )
Stanąłem przed dylematem. Najpierw wrzuciłem google i zacząłem szukać darmowych wersji w necie... Potem ugryzłem się w język i uszczypnąłem w łokieć.
Jak niby mam zostać milionerem próbując egoistycznie zgarnąć wszystko dla siebie. Jak chcę być bogaty nie pomagając innym takimi się stawać?...
No i go mam.
Wierzę że kupując go za własne pieniądze wspieram nie tylko finansowo autora tej publikacji, ale przede wszystkim wspieram siebie samego w spójnym dążeniu do realizacji marzeń.
Dzięki Katarzyno za Twojego Bloga. Dzięki Tomaszu za Twój wkład w moją edukację.
Pozdrawiam ciepło
Do rzeczy:
Ostatnio czytałem na blogu Katarzyny Szafranowskiej (zapraszam na www.ksiazkimocy.blogspot.com) historię o księdzu, który kasował stare sprasowane bilety. (oszust jeden :-) ) Nie wiadomo czy to czy jeszcze co innego było powodem tego że nie osiagnął swoich marzeń - faktem jest natomiast to że "jeśli jego podświadomość miała przekonanie, że nie stać go na bilety, to jak mogło go stać na nowy samochód?". Aby przeczytać więcej zapraszam na blog Katarzyny.
Otrzymałem gdzieś z sieci linka do innego bloga na którym są fragmenty audiobooków.( kliknij tutaj) Z wielką chęcią ściągnąłem wszystkie pliki. Najbardziej spodobała mi się publikacja Tomasza Woźnego "tydzień z milionerem" (gdybys był zainteresowany zakupem: kliknij tutaj )
Stanąłem przed dylematem. Najpierw wrzuciłem google i zacząłem szukać darmowych wersji w necie... Potem ugryzłem się w język i uszczypnąłem w łokieć.
Jak niby mam zostać milionerem próbując egoistycznie zgarnąć wszystko dla siebie. Jak chcę być bogaty nie pomagając innym takimi się stawać?...
No i go mam.
Wierzę że kupując go za własne pieniądze wspieram nie tylko finansowo autora tej publikacji, ale przede wszystkim wspieram siebie samego w spójnym dążeniu do realizacji marzeń.
Dzięki Katarzyno za Twojego Bloga. Dzięki Tomaszu za Twój wkład w moją edukację.
Pozdrawiam ciepło
piątek, 21 grudnia 2007
Spójność
Spójność, spójność, spójność... I powtórzę to raz jeszcze: spójność.
Czy też tak czasem masz że czujesz to uczucie, kiedy odnosisz wrażenie że jesteś jak laser?
Tak naprawdę to jedyna droga.. Albo będę w pełni spójny w dążeniu do realizacji celu albo rozbiegany chaos działań znów rozproszy moją energię. Spójność jest tym co może doprowadzić mnie do moich celów.
Czasem czuję że wszystkie części mojego ducha i ciała razem ze mną ustawiają się w kierunku o jakim marzę.
Wczoraj wydarzyły się różne wydarzenia, które wywołały we mnie właśnie takie uczucie. Gdzieś to czytałem w "jednominutowym milionerze" że pod wpływem wizualizacji i stałego przyciągania swoich celów cały nasz świat przeorganizowuje się i my sami się przeorganizowujemy. Ukierunkowujemy nasze myśli w jedną stronę. To trochę tak jak cząsteczki w metalu są rozłożone w różne strony i dlatego metal nie przyciąga. Magnes jest inny. Jest ukierunkowany. Jego cząsteczki zwrócone są w jednym kierunku (w zależności czy to magnes jedno- czy dwubiegunowy) i przyciąga dzięki temu inne metale.
Spójność. To jest to czego teraz mi trzeba. Tego pragnę i dążę by być absolutnie spójnym w dążeniu do moich celów.
Z każdą sekundą życia, z każdym nowym doświadczeniem i wydarzeniem zauważam, ze wszystko dzieje się w tym kierunku, zaczyna układać się w jedną całość. Początkowo mgliste marzenia, zamienione w cele, konkretne plany stają się rzeczywistością. Nabierają klarowności, puzzle układają się na swoich miejscach. Spójność..
Niech wszystkie części mojej koncentracji w maksymalnym stopniu skupią się na realizacji celu - a wtedy nic mnie nie powstrzyma. Wręcz przeciwnie - cały wszechświat będzie mi pomagał - bo WIEM CZEGO CHCĘ :-)
Niech się stanie to o czym marzę - to lub coś o niebo lepszego..
A Ty? Jesteś spójny w tym do czego dążysz?
Czy też tak czasem masz że czujesz to uczucie, kiedy odnosisz wrażenie że jesteś jak laser?
Tak naprawdę to jedyna droga.. Albo będę w pełni spójny w dążeniu do realizacji celu albo rozbiegany chaos działań znów rozproszy moją energię. Spójność jest tym co może doprowadzić mnie do moich celów.
Czasem czuję że wszystkie części mojego ducha i ciała razem ze mną ustawiają się w kierunku o jakim marzę.
Wczoraj wydarzyły się różne wydarzenia, które wywołały we mnie właśnie takie uczucie. Gdzieś to czytałem w "jednominutowym milionerze" że pod wpływem wizualizacji i stałego przyciągania swoich celów cały nasz świat przeorganizowuje się i my sami się przeorganizowujemy. Ukierunkowujemy nasze myśli w jedną stronę. To trochę tak jak cząsteczki w metalu są rozłożone w różne strony i dlatego metal nie przyciąga. Magnes jest inny. Jest ukierunkowany. Jego cząsteczki zwrócone są w jednym kierunku (w zależności czy to magnes jedno- czy dwubiegunowy) i przyciąga dzięki temu inne metale.
Spójność. To jest to czego teraz mi trzeba. Tego pragnę i dążę by być absolutnie spójnym w dążeniu do moich celów.
Z każdą sekundą życia, z każdym nowym doświadczeniem i wydarzeniem zauważam, ze wszystko dzieje się w tym kierunku, zaczyna układać się w jedną całość. Początkowo mgliste marzenia, zamienione w cele, konkretne plany stają się rzeczywistością. Nabierają klarowności, puzzle układają się na swoich miejscach. Spójność..
Niech wszystkie części mojej koncentracji w maksymalnym stopniu skupią się na realizacji celu - a wtedy nic mnie nie powstrzyma. Wręcz przeciwnie - cały wszechświat będzie mi pomagał - bo WIEM CZEGO CHCĘ :-)
Niech się stanie to o czym marzę - to lub coś o niebo lepszego..
A Ty? Jesteś spójny w tym do czego dążysz?
wtorek, 18 grudnia 2007
Jakość, Prestiż, Pasja, Innowacyjność
To cele i zadania.
Powstałem by się z nimi zmierzyć...
Mierzalność?
Pokaże to zasób portfela...
Pierwszy miesiąc cudów - był fantastycznym przeżyciem w moim życiu. Miesiącem wytężonej pracy. Musiałem zaorać swoje przekonania, wykopać wszystkie kamienie i niepotrzebne korzenie. Zasiałem mnóstwo dobrych intencji... Poznałem tak fantastycznych ludzi, że nawet w najbardziej wymarzonych marzeniach nie wymarzyłem sobie takich przyjaciół. Dziękuję Wam serdecznie (i Ty wiesz dobrze, że do Ciebie to piszę..:-) )
......
Drugi miesiąc.
Płacz i zgrzytanie zębów. Dlaczego nic się nie dzieje.. Skąd wziąć pieniądze na życie.. Może iść do pracy?
......
Trzeci miesiąc
Zaczynają wyrastać jakieś małe kiełki. Takie delikatne i kruche. Potrzebują pielęgnacji i dobrych warunków. Potem już wichry ich nie powstrzymają...
Stawiam na te cztery barwy: Jakość, Prestiż, Pasję oraz Innowacyjność. Niech staną się moimi standardami we współpracy z klientem...
Powstałem by się z nimi zmierzyć...
Mierzalność?
Pokaże to zasób portfela...
Pierwszy miesiąc cudów - był fantastycznym przeżyciem w moim życiu. Miesiącem wytężonej pracy. Musiałem zaorać swoje przekonania, wykopać wszystkie kamienie i niepotrzebne korzenie. Zasiałem mnóstwo dobrych intencji... Poznałem tak fantastycznych ludzi, że nawet w najbardziej wymarzonych marzeniach nie wymarzyłem sobie takich przyjaciół. Dziękuję Wam serdecznie (i Ty wiesz dobrze, że do Ciebie to piszę..:-) )
......
Drugi miesiąc.
Płacz i zgrzytanie zębów. Dlaczego nic się nie dzieje.. Skąd wziąć pieniądze na życie.. Może iść do pracy?
......
Trzeci miesiąc
Zaczynają wyrastać jakieś małe kiełki. Takie delikatne i kruche. Potrzebują pielęgnacji i dobrych warunków. Potem już wichry ich nie powstrzymają...
Stawiam na te cztery barwy: Jakość, Prestiż, Pasję oraz Innowacyjność. Niech staną się moimi standardami we współpracy z klientem...
czwartek, 6 grudnia 2007
Wyostrzam zmysły
Zamilkłem... Zaniemówiłem...
Podniosłem się..
Teraz będzie już tylko lepiej. :-)
Umieściłem sobie takie mądrości na ścianie tuż pod moją tablicą marzeń:
"Opowiedz światu o swych zamierzonych dokonaniach, ale najpierw je wykonaj"
"Dokonaj wewnętrznego bilansu, sprawdź, czy jakieś resztki lęku nie stoją ci jeszcze na drodze do powodzenia. Myśl odważnie i dąż naprzód, ponieważ nic - absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać Cię na obranej drodze życiowej"
"Gdy myślisz, że możesz lub nie możesz - w obu przypadkach masz rację" (H. Ford)
"Za 20 lat będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś. Więc przekrocz granice, żegluj daleko od bezpiecznych zatok. Złap wiatr w żagle. Poznawaj, marz, odkrywaj!" (M.Twain)
"Dziś jestem lepszy niż wczoraj. Jutro - będę jeszcze lepszy!"
"Wszyscy geniusze jakich spotkałem mieli iskrę w oczach, zajebiste poczucie humoru, robili masę różnych rzeczy. Robili - a nie mówili o robieniu" (R. Bandler)
Dlatego ja na razie nie piszę o robieniu. Robię. O efektach poinformuję cały świat bo wierzę że będą ogromną gratyfikacją mojej determinacji.
Pozdrawiam Mikołajowo
a tak dla ciekawostki: spotkałem mikołaja "rockmana" :-)))
http://www.groovy-xmas.com/view.php?c=bfa52b5c2ab53eddf82e843405b5290f
Podniosłem się..
Teraz będzie już tylko lepiej. :-)
Umieściłem sobie takie mądrości na ścianie tuż pod moją tablicą marzeń:
"Opowiedz światu o swych zamierzonych dokonaniach, ale najpierw je wykonaj"
"Dokonaj wewnętrznego bilansu, sprawdź, czy jakieś resztki lęku nie stoją ci jeszcze na drodze do powodzenia. Myśl odważnie i dąż naprzód, ponieważ nic - absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać Cię na obranej drodze życiowej"
"Gdy myślisz, że możesz lub nie możesz - w obu przypadkach masz rację" (H. Ford)
"Za 20 lat będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś. Więc przekrocz granice, żegluj daleko od bezpiecznych zatok. Złap wiatr w żagle. Poznawaj, marz, odkrywaj!" (M.Twain)
"Dziś jestem lepszy niż wczoraj. Jutro - będę jeszcze lepszy!"
"Wszyscy geniusze jakich spotkałem mieli iskrę w oczach, zajebiste poczucie humoru, robili masę różnych rzeczy. Robili - a nie mówili o robieniu" (R. Bandler)
Dlatego ja na razie nie piszę o robieniu. Robię. O efektach poinformuję cały świat bo wierzę że będą ogromną gratyfikacją mojej determinacji.
Pozdrawiam Mikołajowo
a tak dla ciekawostki: spotkałem mikołaja "rockmana" :-)))
http://www.groovy-xmas.com/view.php?c=bfa52b5c2ab53eddf82e843405b5290f
sobota, 3 listopada 2007
sobota 3 listopad
Dzięki Ci Rocklin za słowa otuchy i wiarę :-)
Trwam nadal przy swoim celu. Jeśli nie w 30 to w 40 dni go przyciągnę, albo w 42 jeśli trzeba. ALe wiem że to zrobię. Ten okres pierwszych 30 dni potraktowałem jako okres siewu i podlewania. Teraz powinienem czekać na owoce swojej pracy.
Zauważyłem już mnóstwo zmian w moim życiu. Odczuwam wdzięczność i radość kiedy te wszystkie oferty zaczynają na mnie spływać.
Tylko przez ostatnie 3 dni miałem kilka poważnych ofert współpracy. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie. Nauczony doświadczeniem już nie wpadam w euforię za każdym razem, gdy ktoś zaproponuje mi jakiś sposób na pieniądze, lub złoży ofertę współpracy. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie.
Freeman Dyson powiedział "Nie ma innego sposobu na wyłonienie najlepszego z projektów niż wypróbowanie ich jak najwięcej i odrzucenie nieudanych"
Dlatego i ja muszę sprawdzić najwięcej propozycji ile jestem w stanie. Wierzę, że sam pomysł "miesiąca cudów" będzie najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.
A i przypomniało mi się jeszcze jedno: "Największe pieniądze robi się po trzeciej odmowie" (Jednominutowy Milioner). Więc jakże mógłbym się poddać po pierwszej? Wkładam w to nowy - jeszcze potężniejszy pałer i entuzjazm. Moja wiara doprowadzi mnie do momentu, kiedy zarobienie 10 000 to będzie kwestia jednego telefonu, bądź nawet kwestia kilku sekund.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Trwam nadal przy swoim celu. Jeśli nie w 30 to w 40 dni go przyciągnę, albo w 42 jeśli trzeba. ALe wiem że to zrobię. Ten okres pierwszych 30 dni potraktowałem jako okres siewu i podlewania. Teraz powinienem czekać na owoce swojej pracy.
Zauważyłem już mnóstwo zmian w moim życiu. Odczuwam wdzięczność i radość kiedy te wszystkie oferty zaczynają na mnie spływać.
Tylko przez ostatnie 3 dni miałem kilka poważnych ofert współpracy. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie. Nauczony doświadczeniem już nie wpadam w euforię za każdym razem, gdy ktoś zaproponuje mi jakiś sposób na pieniądze, lub złoży ofertę współpracy. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie.
Freeman Dyson powiedział "Nie ma innego sposobu na wyłonienie najlepszego z projektów niż wypróbowanie ich jak najwięcej i odrzucenie nieudanych"
Dlatego i ja muszę sprawdzić najwięcej propozycji ile jestem w stanie. Wierzę, że sam pomysł "miesiąca cudów" będzie najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.
A i przypomniało mi się jeszcze jedno: "Największe pieniądze robi się po trzeciej odmowie" (Jednominutowy Milioner). Więc jakże mógłbym się poddać po pierwszej? Wkładam w to nowy - jeszcze potężniejszy pałer i entuzjazm. Moja wiara doprowadzi mnie do momentu, kiedy zarobienie 10 000 to będzie kwestia jednego telefonu, bądź nawet kwestia kilku sekund.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
wtorek, 23 października 2007
23 października 2007 - podsumowanie
Witam
Miesiąca cudów nigdy nie nazwę miesiącem porażek. Fakt, głównego celu - osiągnięcia (przyciągnięcia, otrzymania) 10 000 zł nie udało mi się osiągnąć. Nie robiłem też codziennie wpisów.
Za to w innych dziedzinach osiągnąłem wspaniałe rezultaty. Zacznę od pieniędzy: we wrześniu przypływ gotówki do mojego portfela wyniósł 150 zł. W Październiku 1610 zł. (dla porównania w lipcu, kiedy pracowałem w młynie zarabiałem 800 zł).
Z leniucha powoli robię się pracusiem. Postawiłem swój świat do góry nogami. Zamiast wstawać o 10 wstawałem o 5. Przez więcej niż godzinę dziennie każdego dnia zdobywałem nową wiedzę i chłonąłem nowe informacje. Wytworzyłem w sobie nawyki zorganizowanego działania, zarządzania czasem i z czego jestem najbardziej dumny (a miałem z tym ogromne problemy) wytworzyłem sobie nawyk robienia wszystkiego od razu.
Złamałem wiele reguł i schematów w których tkwiłem. Zacząłem od prostych rzeczy jak: kupowanie innego jedzenia, coraz częściej wybieram rower zamiast samochodu, pracuję w bardziej rzetelny i zorganizowany sposób. Wprowadziłem sobie zwyczaj planowania swoich działań - chociaż nie zawsze miałem czas żeby wszystko od A do Z zrealizować.
Było trochę przeszkód - w tym najwięksżą było moje lenistwo. Nie jest prawdą że nic nie robiłem. Co prawda nie pisałem o tym, ale klienci, z którymi nie udało mi się rozpocząć współpracy mogliby nie być zadowoleni gdybym opisywał to na blogu. Dlatego napisałem tylko o faktycznych realizacjach.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny wszystkim, którzy mnie czytali i wspierali. Życzę Wam, żeby Wasze marzenia spełniły się jeszcze szybciej niż się możecie tego spodziewać.
A co do "miesiąca cudów" i dalszych losów bloga.
Einstein powiedział, że "należy wszystko upraszczac jak to tylko możliwe, ale nie bardziej" - widać ja uprościłem cały proces bardziej niż należało. W związku z tym otrzymałem informację zwrotną, że czegoś zabrakło, jakiś krok pominąłem dlatego nie osiągnąłem w pełni mojego celu.
Może przyjąłem zbyt krótki okres czasu, może zbyt mało wysiłku włożyłem niż należało, a może po prostu stare schematy trzymały mnie jeszcze w starych koleinach myślenia.
Miesiąc cudów się nie skończył. Przede mną jeszcze sporo pracy. Aczkolwiek podchodzę do tego również w inny sposób:
Rolnik nie sieje zbierając jednocześnie - na owoce swojej pracy musi chwilę zaczekać. Tak i ja wiem, że dobrze pracowałem i efekty przyjdą w najlepszym dla nich okresie. To tylko kwestia czasu. Ja już zasiałem :-)
Dziękuję jeszcze raz i zapraszam w dalszym ciągu - ponieważ niezależnie od tego co się wydarzy - napiszę o tym. A wierzę, że prędzej czy później osiągnę swój cel. Teraz już jest z górki.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Miesiąca cudów nigdy nie nazwę miesiącem porażek. Fakt, głównego celu - osiągnięcia (przyciągnięcia, otrzymania) 10 000 zł nie udało mi się osiągnąć. Nie robiłem też codziennie wpisów.
Za to w innych dziedzinach osiągnąłem wspaniałe rezultaty. Zacznę od pieniędzy: we wrześniu przypływ gotówki do mojego portfela wyniósł 150 zł. W Październiku 1610 zł. (dla porównania w lipcu, kiedy pracowałem w młynie zarabiałem 800 zł).
Z leniucha powoli robię się pracusiem. Postawiłem swój świat do góry nogami. Zamiast wstawać o 10 wstawałem o 5. Przez więcej niż godzinę dziennie każdego dnia zdobywałem nową wiedzę i chłonąłem nowe informacje. Wytworzyłem w sobie nawyki zorganizowanego działania, zarządzania czasem i z czego jestem najbardziej dumny (a miałem z tym ogromne problemy) wytworzyłem sobie nawyk robienia wszystkiego od razu.
Złamałem wiele reguł i schematów w których tkwiłem. Zacząłem od prostych rzeczy jak: kupowanie innego jedzenia, coraz częściej wybieram rower zamiast samochodu, pracuję w bardziej rzetelny i zorganizowany sposób. Wprowadziłem sobie zwyczaj planowania swoich działań - chociaż nie zawsze miałem czas żeby wszystko od A do Z zrealizować.
Było trochę przeszkód - w tym najwięksżą było moje lenistwo. Nie jest prawdą że nic nie robiłem. Co prawda nie pisałem o tym, ale klienci, z którymi nie udało mi się rozpocząć współpracy mogliby nie być zadowoleni gdybym opisywał to na blogu. Dlatego napisałem tylko o faktycznych realizacjach.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny wszystkim, którzy mnie czytali i wspierali. Życzę Wam, żeby Wasze marzenia spełniły się jeszcze szybciej niż się możecie tego spodziewać.
A co do "miesiąca cudów" i dalszych losów bloga.
Einstein powiedział, że "należy wszystko upraszczac jak to tylko możliwe, ale nie bardziej" - widać ja uprościłem cały proces bardziej niż należało. W związku z tym otrzymałem informację zwrotną, że czegoś zabrakło, jakiś krok pominąłem dlatego nie osiągnąłem w pełni mojego celu.
Może przyjąłem zbyt krótki okres czasu, może zbyt mało wysiłku włożyłem niż należało, a może po prostu stare schematy trzymały mnie jeszcze w starych koleinach myślenia.
Miesiąc cudów się nie skończył. Przede mną jeszcze sporo pracy. Aczkolwiek podchodzę do tego również w inny sposób:
Rolnik nie sieje zbierając jednocześnie - na owoce swojej pracy musi chwilę zaczekać. Tak i ja wiem, że dobrze pracowałem i efekty przyjdą w najlepszym dla nich okresie. To tylko kwestia czasu. Ja już zasiałem :-)
Dziękuję jeszcze raz i zapraszam w dalszym ciągu - ponieważ niezależnie od tego co się wydarzy - napiszę o tym. A wierzę, że prędzej czy później osiągnę swój cel. Teraz już jest z górki.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
środa, 17 października 2007
17 październik 2007
Przede wszystkim chcę Ci podziękować anonimowy kolego/koleżanko (z komentarza w poprzednim poście) za uwagi, bo dzięki takowym mogę się rozwijać :-)
Nie wspominałem nic o dumie ani żadnych takich na moim blogu i tak naprawdę nie uważam by jakikolwiek przychód był mniej szlachetny od innego. Co do taty to całkiem ciekawa sprawa. Do tej pory nie przysyłał mi pieniędzy bo kiepsko było z jego finansami. Nie pomagał mi bo akurat miał mniej kasy przez ostatnie pół roku. A tu nagle w tym miesiącu pomógł mi już drugi raz. Jestem mu wdzięczny serdecznie i chciałbym ja jemu też w przyszłości pomagać jak tylko będę potrafił najlepiej.
Co ciekawe, wcale o tę pomoc nie prosiłem. Wcale nie opowiadałem mu o miesiącu cudów ani nie miał możliwości przeczytania tego bloga. A jednak jakimś ciekawym i fajnym zbiegiem okoliczności zarobił więcej i podzielił się ze mną. Czy to złe że dzieli sie ze mną a ja to przyjmuję?
Czy powinienem powiedzieć: Nie? Myślę, że to by było co najmniej głupie. Jestem wdzięczny że pomoc od wszechświata dociera do mnie również w taki sposób.
Co do mojej organizacji. Masz rację. W dziedzinie rachunków (a także jeszcze w kilku innych) nie byłem do tej pory odpowiednio zorganizowany. Co nie znaczy że nie mogę się zorganizować co też uczyniłem 2 dni temu. Teraz każda fakturka czy rachunek jest odpowiednio umiejscowiona chronologicznie w segregatorze i co jeszcze ciekawsze:
Moja kochana żona znalazła rachunki z lipca i sierpnia w jednej ze swoich wielu torebek (że też tam nie szukałem wcześniej). :-))
A po przeanalizowaniu całego roku 2007 okazało się że w maju powstała pewna nieścisłość. W maju zapłaciłem rachunek w terminie a w czerwcu okazało się że saldo jest ujemne. I to ujemne saldo ciągnęło się dalej. Nigdy do tej pory nie zapominałem płacić rachunków. Zawsze robiłem to w terminie. Dlatego do tej pory nie przywiązywałem do nich żadnej uwagi.
Czekam na odpowiedź operatora telewizji kablowej w tej sprawie. Jak wszystko szybko fajnie pójdzie to przeksięguję tę kwotę na listopad i do świąt będzie kablówka z głowy.
Jeszcze raz dziękuję za cenne rady, być może dzięki nim dokonałem wielkiego postępu w moim życiu.
A wracając do miesiąca cudów. Zmieniłem się w stosunku do poprzedniego miesiąca. Z rozespanego i zrzucającego na wszystkich odpowiedzialność leniucha stałem się zdyscyplinowany, odpowiedzialny za własne działania i myśli, a teraz jeszcze staram się zorganizować wszystko jak należy. Teraz chcę być nieposkromionym działaczem. Siadam na katapultę i przecinam linę... Nie ma już odwrotu :-)
A mój cel: zdobycie do soboty pozostalej kwoty 8390 zł. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego. Ufam i wierzę.
Nie wspominałem nic o dumie ani żadnych takich na moim blogu i tak naprawdę nie uważam by jakikolwiek przychód był mniej szlachetny od innego. Co do taty to całkiem ciekawa sprawa. Do tej pory nie przysyłał mi pieniędzy bo kiepsko było z jego finansami. Nie pomagał mi bo akurat miał mniej kasy przez ostatnie pół roku. A tu nagle w tym miesiącu pomógł mi już drugi raz. Jestem mu wdzięczny serdecznie i chciałbym ja jemu też w przyszłości pomagać jak tylko będę potrafił najlepiej.
Co ciekawe, wcale o tę pomoc nie prosiłem. Wcale nie opowiadałem mu o miesiącu cudów ani nie miał możliwości przeczytania tego bloga. A jednak jakimś ciekawym i fajnym zbiegiem okoliczności zarobił więcej i podzielił się ze mną. Czy to złe że dzieli sie ze mną a ja to przyjmuję?
Czy powinienem powiedzieć: Nie? Myślę, że to by było co najmniej głupie. Jestem wdzięczny że pomoc od wszechświata dociera do mnie również w taki sposób.
Co do mojej organizacji. Masz rację. W dziedzinie rachunków (a także jeszcze w kilku innych) nie byłem do tej pory odpowiednio zorganizowany. Co nie znaczy że nie mogę się zorganizować co też uczyniłem 2 dni temu. Teraz każda fakturka czy rachunek jest odpowiednio umiejscowiona chronologicznie w segregatorze i co jeszcze ciekawsze:
Moja kochana żona znalazła rachunki z lipca i sierpnia w jednej ze swoich wielu torebek (że też tam nie szukałem wcześniej). :-))
A po przeanalizowaniu całego roku 2007 okazało się że w maju powstała pewna nieścisłość. W maju zapłaciłem rachunek w terminie a w czerwcu okazało się że saldo jest ujemne. I to ujemne saldo ciągnęło się dalej. Nigdy do tej pory nie zapominałem płacić rachunków. Zawsze robiłem to w terminie. Dlatego do tej pory nie przywiązywałem do nich żadnej uwagi.
Czekam na odpowiedź operatora telewizji kablowej w tej sprawie. Jak wszystko szybko fajnie pójdzie to przeksięguję tę kwotę na listopad i do świąt będzie kablówka z głowy.
Jeszcze raz dziękuję za cenne rady, być może dzięki nim dokonałem wielkiego postępu w moim życiu.
A wracając do miesiąca cudów. Zmieniłem się w stosunku do poprzedniego miesiąca. Z rozespanego i zrzucającego na wszystkich odpowiedzialność leniucha stałem się zdyscyplinowany, odpowiedzialny za własne działania i myśli, a teraz jeszcze staram się zorganizować wszystko jak należy. Teraz chcę być nieposkromionym działaczem. Siadam na katapultę i przecinam linę... Nie ma już odwrotu :-)
A mój cel: zdobycie do soboty pozostalej kwoty 8390 zł. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego. Ufam i wierzę.
wtorek, 16 października 2007
16 październik 2007miłe zaskoczenie
Miłe zaskoczenie jak na koniec mojego miesiąca cudów. Chociaż zwykle tata przysyłał mi kasę na szkołę raz na miesiąc w październiku przysłał mi drugi raz. Miło. Tym razem nawet więcej bo 700 zł.
Jestem dzieckiem szczęścia i wszechświata. Czuję opiekę nad moją osobą. Czuję oddech mojego Anioła Stróża, który utwierdza mnie, że idę dobrą drogą, że Wszechświat daje mi jeszcze kredyt zaufania.
Może to śmieszne, ale byłem już w strasznym dołku. Myślałem o tym wszystkim w bardzo ciemnych kolorach. Stanąłem przed swiadomością przyznania się gdyby mi się nie udało. Byłem przerażony wizją szyderstwa innych z mojego pomysłu. Na dodatek skończyła się kasa, którą pożyczyłem od siostry w sierpniu i zaczynało robić się gorąco.
Nagle okazało się że nie płaciłem za telewizję kablową od lipca - i za nic nie mogłem dojść jak to możliwe. Przecież jakiś czas temu byłem z tą fakturą w banku. No ale nie miałem kopii więc musiałem wysupłać 240 zł za 3 miesiące abonamentu.
Było strasznie.
A tu dzisiaj taka pomoc. Dziękuję Wszechświecie :-)
a co do mojego celu. Zostało kilka dni. Tylko cuda mogą mnie doprowadzić teraz do takiego rezultatu. Może zagram jutro w totka :-)a może nie. Czas pokaże.
Postanowiłem wierzyć gorąco w to że zdobędę mój upragniony kapitał, a za każdym razem kiedy w mojej głowie pojawi się jakaś wątpliwość robię 10 pompek :-D O dziwo coraz mniej wątpliwości mam mimo tak krótkiego czasu. (to pewnie przez zakwasy)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Stan konta: 1610 zł :-D
Jestem dzieckiem szczęścia i wszechświata. Czuję opiekę nad moją osobą. Czuję oddech mojego Anioła Stróża, który utwierdza mnie, że idę dobrą drogą, że Wszechświat daje mi jeszcze kredyt zaufania.
Może to śmieszne, ale byłem już w strasznym dołku. Myślałem o tym wszystkim w bardzo ciemnych kolorach. Stanąłem przed swiadomością przyznania się gdyby mi się nie udało. Byłem przerażony wizją szyderstwa innych z mojego pomysłu. Na dodatek skończyła się kasa, którą pożyczyłem od siostry w sierpniu i zaczynało robić się gorąco.
Nagle okazało się że nie płaciłem za telewizję kablową od lipca - i za nic nie mogłem dojść jak to możliwe. Przecież jakiś czas temu byłem z tą fakturą w banku. No ale nie miałem kopii więc musiałem wysupłać 240 zł za 3 miesiące abonamentu.
Było strasznie.
A tu dzisiaj taka pomoc. Dziękuję Wszechświecie :-)
a co do mojego celu. Zostało kilka dni. Tylko cuda mogą mnie doprowadzić teraz do takiego rezultatu. Może zagram jutro w totka :-)a może nie. Czas pokaże.
Postanowiłem wierzyć gorąco w to że zdobędę mój upragniony kapitał, a za każdym razem kiedy w mojej głowie pojawi się jakaś wątpliwość robię 10 pompek :-D O dziwo coraz mniej wątpliwości mam mimo tak krótkiego czasu. (to pewnie przez zakwasy)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Stan konta: 1610 zł :-D
sobota, 13 października 2007
wtorek, 9 października 2007
poniedziałek, wtorek 8-9 października 2007 - biorę się do pracy!
Dużo chaosu miałem w tych moich planach. Musiałem to wszystko usystematyzować.
Generalnie mam 4 projekty.
Firma, doradztwo oraz 2 produkty. Aby to sobie usystematyzować podzieliłem to na zadania
produkt1
- przygotować mapę gmin
- przygotować wzór scenariusza rozmowy
- zadzwonić do odp. gmin i umówić się lub pojechać od razu
- przedstawić produkt i sprzedać
- zebrać zamówienie z kilku gmin
- odwiedzić instytucje EFS, Regionalną Izbę Gospodarczą aby dowiedziec się wszystkiego na temat organizacji dofinansowania dla kilku gmin
- przygotować wnioski
- wykonać projekt
produkt2
- uzyskać pomoc od osoby zajmującej się podobnymi projektami na mojej uczelni
- przekonać go do pomysłu
- zdobyć gotówkę i przygotować prototyp (kurczę, ale by się przydało te 10 000 :-) )
- sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać.
produkt1 i produkt2 będę przedstawiał jako możliwość wyboru.
doradztwo
- dzwonić, umawiać się i spotykać z klientami
- zacząć w końcu sprzedawać skutecznie
a co do firmy (oczywiście poza tymi 2 produktami)
- przejrzeć oferty pracy - mogę zaoferować swoje usługi niektórym firmom. Zamiast zatrudnić pracownika łatwiej będzie im zlecić to jednoosobowej firmie. Na pewno taniej i wygodniej.
- sprecyzować do granic możliwości moją ofertę
- wystartować ze stroną www
To by było na razie tyle co do organizacji. Wiem co i jak mam krok po kroku wykonywać. Teraz tylko działanie i trochę szczęścia może mnie przybliżyć do mojego celu.
Dziś tj. 9 października
- odwiedziłem odpowiednie osoby, które mogą mi pomóc. Udało mi się jakąś pomoc uzyskać i pomysł sprzedałem - pozostaje jeszcze jego skuteczna realizacja. Czekam teraz na kontakt osoby z którą mam dalej rozmawiać i działać.
Następny krok jaki muszę wykonać podczas czekania na kontakt odnośnie produktu1 to zająć się realizacją projektu2. Odwiedzaniem gmin i zebraniem informacji odnośnie dofinansowania gmin. Zdobywaniem klientów dla mojej firmy oraz Polskiego Doradztwa Finansowego.
Nie wiem jeszcze jak - ale osiągnę mój cel. Zdobędę te 10 000 zł :-)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
Pozdrawiam
PS. A zrozumialem kolejną banalną rzecz, której jakoś tak świadomie nie mogłem zobaczyć: JEŚLI JAKIEŚ ZADANIE WYDAJE MI SIĘ NIE DO OSIĄGNIĘCIA TO NIE ZNACZY ŻE NIE JEST DO OSIĄGNIĘCIA ALE MOŻE ZNACZYĆ ŻE JEST PO PROSTU ZA DUŻE JAK NA JEDEN RAZ.
Kurczę. Przecież to takie proste. Od teraz jeśli nie będzie mi się chciało wykonać czegoś (z różnych powodów) będę dzielił ten cel na mniejsze kroczki dotąd aż ten maluteńki kroczek będzie tak malutki, że wstyd byłoby go nie wykonać.
Generalnie mam 4 projekty.
Firma, doradztwo oraz 2 produkty. Aby to sobie usystematyzować podzieliłem to na zadania
produkt1
- przygotować mapę gmin
- przygotować wzór scenariusza rozmowy
- zadzwonić do odp. gmin i umówić się lub pojechać od razu
- przedstawić produkt i sprzedać
- zebrać zamówienie z kilku gmin
- odwiedzić instytucje EFS, Regionalną Izbę Gospodarczą aby dowiedziec się wszystkiego na temat organizacji dofinansowania dla kilku gmin
- przygotować wnioski
- wykonać projekt
produkt2
- uzyskać pomoc od osoby zajmującej się podobnymi projektami na mojej uczelni
- przekonać go do pomysłu
- zdobyć gotówkę i przygotować prototyp (kurczę, ale by się przydało te 10 000 :-) )
- sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać.
produkt1 i produkt2 będę przedstawiał jako możliwość wyboru.
doradztwo
- dzwonić, umawiać się i spotykać z klientami
- zacząć w końcu sprzedawać skutecznie
a co do firmy (oczywiście poza tymi 2 produktami)
- przejrzeć oferty pracy - mogę zaoferować swoje usługi niektórym firmom. Zamiast zatrudnić pracownika łatwiej będzie im zlecić to jednoosobowej firmie. Na pewno taniej i wygodniej.
- sprecyzować do granic możliwości moją ofertę
- wystartować ze stroną www
To by było na razie tyle co do organizacji. Wiem co i jak mam krok po kroku wykonywać. Teraz tylko działanie i trochę szczęścia może mnie przybliżyć do mojego celu.
Dziś tj. 9 października
- odwiedziłem odpowiednie osoby, które mogą mi pomóc. Udało mi się jakąś pomoc uzyskać i pomysł sprzedałem - pozostaje jeszcze jego skuteczna realizacja. Czekam teraz na kontakt osoby z którą mam dalej rozmawiać i działać.
Następny krok jaki muszę wykonać podczas czekania na kontakt odnośnie produktu1 to zająć się realizacją projektu2. Odwiedzaniem gmin i zebraniem informacji odnośnie dofinansowania gmin. Zdobywaniem klientów dla mojej firmy oraz Polskiego Doradztwa Finansowego.
Nie wiem jeszcze jak - ale osiągnę mój cel. Zdobędę te 10 000 zł :-)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
Pozdrawiam
PS. A zrozumialem kolejną banalną rzecz, której jakoś tak świadomie nie mogłem zobaczyć: JEŚLI JAKIEŚ ZADANIE WYDAJE MI SIĘ NIE DO OSIĄGNIĘCIA TO NIE ZNACZY ŻE NIE JEST DO OSIĄGNIĘCIA ALE MOŻE ZNACZYĆ ŻE JEST PO PROSTU ZA DUŻE JAK NA JEDEN RAZ.
Kurczę. Przecież to takie proste. Od teraz jeśli nie będzie mi się chciało wykonać czegoś (z różnych powodów) będę dzielił ten cel na mniejsze kroczki dotąd aż ten maluteńki kroczek będzie tak malutki, że wstyd byłoby go nie wykonać.
niedziela, 7 października 2007
piątek sobota niedziela 5-7.10.2007 Wyzwania
Rozmyślałem o tym jak rozwiązać mój problem. Co powinienem zrobić aby ten cel osiągnąć. Szukałem rozwiązania w jaki sposób zacząć wreszcie zarabiać. Jak znaleźć klientów??
Dziś, tj. w niedzielę przyszło oświecenie. Tak banalne i tak proste,że nawet głupio mi dopiero teraz to rozumieć. Ale lepiej późno niż wcale.
Mianowicie zaraz po przebudzeniu zadałem sobie dziś pytanie: A czy to nie jest tak, że jeżeli chcę sprzedawać przedstawicielstwo handlowe to czy nie powinienem zacząć od siebie? Czy nie powinienem właśnie zacząć od swojej własnej firmy???/
Dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem. To całkiem zmieniło mój punkt widzenia. Postanowiłem przekształcić ten problem w wyzwanie i zrealizować mój cel zdobycia 10 000 zł.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
Dziś, tj. w niedzielę przyszło oświecenie. Tak banalne i tak proste,że nawet głupio mi dopiero teraz to rozumieć. Ale lepiej późno niż wcale.
Mianowicie zaraz po przebudzeniu zadałem sobie dziś pytanie: A czy to nie jest tak, że jeżeli chcę sprzedawać przedstawicielstwo handlowe to czy nie powinienem zacząć od siebie? Czy nie powinienem właśnie zacząć od swojej własnej firmy???/
Dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem. To całkiem zmieniło mój punkt widzenia. Postanowiłem przekształcić ten problem w wyzwanie i zrealizować mój cel zdobycia 10 000 zł.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
piątek, 5 października 2007
czwartek 04 października 2007 - Kolejna kasa
Tym razem z uczelni
Zapłacili mi 160 zł za to że jestem starostą - zwrot kosztów. Tyle, że ja wydałem w ciągu całego semestru dwa razy tyle kasy na paliwo żeby pozałatwiać sprawy "urzędowe" jako starosta. Ehh Dobra jest. Zawsze to kasa, która powiększa mój zysk.
Na koncie jest już 910 zł i jakby nie liczyć to już prawie 10% (9,1% gdyby ciężko było policzyć :-) ).
Dzisiaj mija 14 dni od początku eksperymentu. Połowa czasu. Zdobyłem 10% to oznacza, że muszę się sprężyć i zacząć generować jakoś pieniądze, żeby w ciągu tego okresu przyciągnąć pozostałe 90%. Uda mi się?
Ja w to wierzę. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Zapłacili mi 160 zł za to że jestem starostą - zwrot kosztów. Tyle, że ja wydałem w ciągu całego semestru dwa razy tyle kasy na paliwo żeby pozałatwiać sprawy "urzędowe" jako starosta. Ehh Dobra jest. Zawsze to kasa, która powiększa mój zysk.
Na koncie jest już 910 zł i jakby nie liczyć to już prawie 10% (9,1% gdyby ciężko było policzyć :-) ).
Dzisiaj mija 14 dni od początku eksperymentu. Połowa czasu. Zdobyłem 10% to oznacza, że muszę się sprężyć i zacząć generować jakoś pieniądze, żeby w ciągu tego okresu przyciągnąć pozostałe 90%. Uda mi się?
Ja w to wierzę. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
czwartek, 4 października 2007
Raport z wtorku i środy 2-3 października 2007
wtorek
Załatwiłem "przedostatnie" formalności w ZUS-ie. Teraz już zostało tylko konto bankowe i po sprawie. Wciąż nie mam pomysłu od czego zacząć.
środa
Miałem pewien kłopot z ludźmi, którzy mnie otaczają. Ciągle "ktoś" organizował mój czas prosząc mnie o to czy o tamto. Moje otoczenie uważa, że skoro nie pracuję dla kogoś min. 8 godzin - nie chodzę od rana do zakładu to znaczy że nie pracuję. To że jestem w domu nie oznacza dla nich pracy - wydaje im się że siedzę przed telewizorem i czekam na to aż spadnie deszcz pieniędzy. Wytykają mi że nie ma efektów mojej pracy (oczywiście logicznie potwierdzając że pracując na etacie po miesiącu już jakiś efekt w postaci wypłaty widać). A u mnie nic. Zero.
Miałem nawet o to małą sprzeczkę z żoną i wtedy przyszła mi do głowy historia tego gościa, który kupił sopie łopatę i napierdzielał dziury przez cały dzień. Zupełnie bez celu. Mówił przy tym każdemu że jest bardzo zajęty.
I moim zdaniem taki ktoś potrzebuje, żeby ktoś inny mu powiedział o braku wyników tej pracy. Że kopie bez celu itd.
ALE:
Jest druga wersja tegoż samego zdarzenia. W drugiej wersji kopiący ma wizję. Chce wykopać duże oczko wodne, wyłożyć je folią, obsypać żwirem, wpuścić rybki, posadzić roślinki a ponieważ nie miał innego pomysłu jak zaczęcia od łopaty to wziął się do kopania. Czy taki facet potrzebuje ciągłych komentarzy "po co to robisz", "to bezcelowe", "udajesz że jesteś zajęty" i tym podobne)Przecież on dobrze wie o tym że nie ma jeszcze efektów. Że jest tylko kawałek dziury w ziemi i nic więcej.
On potrzebuje pomocy, kogoś doświadczonego, który powie mu
"słuchaj, wynajmij koparkę, sprzedaj żwir i za sprzedany żwir opłacisz ją i jeszcze Ci zostanie na folię" i tego typu podobne rady będą mu użyteczne.
Nie wszyscy od razu potrzebują żeby ich zje.. znaczy ochrzanić że nie ma efektów ich pracy. Czasem ta osoba może nie mieć siły ciągle tłumaczyć swojej wizji.
Co do mojego celu: Zdobędę te 10 000 - Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
PS. Złapałem kontakt na stronę :-)
Załatwiłem "przedostatnie" formalności w ZUS-ie. Teraz już zostało tylko konto bankowe i po sprawie. Wciąż nie mam pomysłu od czego zacząć.
środa
Miałem pewien kłopot z ludźmi, którzy mnie otaczają. Ciągle "ktoś" organizował mój czas prosząc mnie o to czy o tamto. Moje otoczenie uważa, że skoro nie pracuję dla kogoś min. 8 godzin - nie chodzę od rana do zakładu to znaczy że nie pracuję. To że jestem w domu nie oznacza dla nich pracy - wydaje im się że siedzę przed telewizorem i czekam na to aż spadnie deszcz pieniędzy. Wytykają mi że nie ma efektów mojej pracy (oczywiście logicznie potwierdzając że pracując na etacie po miesiącu już jakiś efekt w postaci wypłaty widać). A u mnie nic. Zero.
Miałem nawet o to małą sprzeczkę z żoną i wtedy przyszła mi do głowy historia tego gościa, który kupił sopie łopatę i napierdzielał dziury przez cały dzień. Zupełnie bez celu. Mówił przy tym każdemu że jest bardzo zajęty.
I moim zdaniem taki ktoś potrzebuje, żeby ktoś inny mu powiedział o braku wyników tej pracy. Że kopie bez celu itd.
ALE:
Jest druga wersja tegoż samego zdarzenia. W drugiej wersji kopiący ma wizję. Chce wykopać duże oczko wodne, wyłożyć je folią, obsypać żwirem, wpuścić rybki, posadzić roślinki a ponieważ nie miał innego pomysłu jak zaczęcia od łopaty to wziął się do kopania. Czy taki facet potrzebuje ciągłych komentarzy "po co to robisz", "to bezcelowe", "udajesz że jesteś zajęty" i tym podobne)Przecież on dobrze wie o tym że nie ma jeszcze efektów. Że jest tylko kawałek dziury w ziemi i nic więcej.
On potrzebuje pomocy, kogoś doświadczonego, który powie mu
"słuchaj, wynajmij koparkę, sprzedaj żwir i za sprzedany żwir opłacisz ją i jeszcze Ci zostanie na folię" i tego typu podobne rady będą mu użyteczne.
Nie wszyscy od razu potrzebują żeby ich zje.. znaczy ochrzanić że nie ma efektów ich pracy. Czasem ta osoba może nie mieć siły ciągle tłumaczyć swojej wizji.
Co do mojego celu: Zdobędę te 10 000 - Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
PS. Złapałem kontakt na stronę :-)
poniedziałek, 1 października 2007
Komu ja mogę dzisiaj doradzać jako doradca finansowy?
Co muszę/ co chcę zrobić, aby móc absolutnie spójnie być osobą skutecznie doradzającą.
Zgłosiłem się z moim pomysłem do Fryderyka bo on coś osiągnął i przeszedł już ten proces który ja chcę przejść. Wie co mnie może spotkać po drodze bo on już tam doszedł. To czyni go osobą kompetentną do tego aby doradzać innym zarządzanie kapitałem. Nie poszedłem z tym do Mietka z drugiej klatki, który nie ma o biznesie seledynowego ani tym bardziej zielonego pojęcia i choć może czasem coś rozsądnego i mądrego powiedzieć nie będzie dla mnie najlepszym doradcą.
Co mogłoby mi jednak pozwolić na to abym do takiego klienta mógł podejść z jak najlepszej strony? Jakim sposobem mógłbym znaleźć to „coś”, które decydowałoby o mojej wyjątkowości nawet jeśli czegoś jeszcze nie osiągnąłem?
Czy występując w roli aktora, który udaje pięknie wyuczone teksty, który ma wspaniałe podejście, który ma jaja do tego aby sprzedać SOFI mogę być wiarygodnym doradcą?
Czy tym czymś nie jest autorytet?
W takim razie jak go zdobyć? Jak osoba, która do tej pory borykała się ze swoimi finansami może być doradcą ludzi zamożniejszych? Jak Mietek może mi doradzać w prowadzeniu firmy???
Traktowałbym go z przymrużeniem oka jako mojego pomocnika od miotły i dźwigania – pewnie tylko wtedy gdyby jego obecność przynosiła mi szczęście.
Czy powtarzając słowa innych – podobnie jak Nikoś Dyzma – mógłbym zrobić karierę? Ale nawet Nikoś miał w sobie pewną uczciwość i spójność.
Nie jest to regułą żeby człowiek bogaty doradzał biednemu, ale absolutną przewrotnością jest kiedy biedny chce uczyć zamożnego zdobywania bogactwa. Błędem byłoby traktowanie ludzi „z góry”, sztucznie wywyższając się w takich sytuacjach.
Kiedy pracowałem jako sprzedawca w młynie, najpierw nie byłem traktowany poważnie – czas mojej pracy w tej firmie utwierdzał ludzi że posiadam kompetencje do tego aby rozsądnie podać im to czego oczekują. Wynikało to pewnie z prostego założenia, że mam doświadczenie i chcąc nie chcąc, muszę wiedzieć pewne rzeczy.
Jakie założenia w takim razie mają ludzie co do doradców finansowych? Jakie przesądy mają wobec kogoś, kto ma im pomóc? Jakie ja mam przesądy wobec tego co myślą o mnie klienci?
Czy nie jest tak, że klient wybierze osobę, która coś osiągnęła? Po czym to pozna? Po samochodzie? Po garniturze? Ile muszę mieć kasy aby stanowić autorytet? Tyle samo czy więcej niż klient? Jeśli więcej to ile? – bo przecież każdy klient ma różne kwoty w różnych momentach.
Kiedy osoba – obca osoba – zaczyna myśleć „ czy ten facet już coś osiągnął że chce mi doradzać?” Jaki to moment i jakimi cechami charakterystycznymi się zdradza? Jakie gesty wykonuje?
Czym temu zaradzić?
A jeśli klient reaguje podobnie jak mój były szef – który nie podejmie współpracy tylko dlatego, że przyszedł ktoś bystrzejszy i pomysł nie pochodzi od niego samego?
Jak wtedy pokierować?
Chciałbym, aby klient czuł się komfortowo z tym, że rozmawiam z nim o tym o czym nikt nie chce z nim rozmawiać. Nie muszę posiadać ogromnego stanu konta żeby to robić.
Chcę, żeby klient czuł się przy mnie dobrze i ciepło. Chcę nauczyć się aby tacy klienci mieli poczucie, że to oni są inicjatorami, a jednocześnie tak mądrze kierować rozmową aby nie myśleli o tym że jestem „cieniasem” z niskim poczuciem wartości. Chcę asertywnie kierować dyskusją tak aby wydawało mu się, że to on kieruje – ale to ja będę miał inicjatywę.
W takim razie jaką mam mieć postawę wobec klientów? Czy to nie jest tak jak na budowie, że pomocnik musi robić najwięcej? Czy powinienem wziąć na siebie ciężar i pokazać, że potrafię? Czy w taki sposób zbuduję sobie autorytet?
A może są jakieś inne sposoby?
Z pewnością ludzie z innych miejscowości, którzy mnie nie znają nie będą patrzeć na mnie przez filtr moich osiągnięć. Spojrzą na mnie przez filtr chwili obecnej. Tego co sobą reprezentuję tu i teraz. Jakim samochodem przyjechałem i w jaki sposób ich traktuję.
Idąc dalej. Jak chcę ich traktować? Jak klienci chcą być traktowani?
Złamię regułę i zamiast patrzeć na siebie oczami klienta spojrzę z perspektywy psa leżącego pod stołem obserwującego całą sytuację :-)
Gdybym był psem klienta, co bym sobie pomyślał? Jako pies o doskonałym węchu natychmiast wyczułbym tchórza i oszusta, a jak jeszcze facet przychodzi z walizką to mam wrażenie że to listonosz i mam ochotę go ugryźć. No ale zobaczymy co powie mojemu panu. Na razie szef każe mi być cicho więc pewnie ufa temu doradcy. Zobaczymy jak ten doradca wykorzysta tę szansę.
Po chwili widzę, że pan coraz bardziej mu ufa, bo zbliża się do niego i śmieją się. Atmosfera jest miła. Doradca zachowuje się spokojnie, jest pewny siebie i nie wykonuje żadnych nerwowych ruchów. Mój pan uważnie go słucha więc, wykonują podobne gesty i obaj spokojnie rozmawiają. Mogę się zdrzemnąć – to przyjaciel.
A jak ja bym potraktował doradcę, który przyszedł do mnie na spotkanie? Czy to nie jest trochę tak jak w tej anegdocie:
Siedzi sobie zadowolony rybak nad jeziorkiem i leniwie wyciąga kolejne rybki. Przygląda się temu jakiś odziany w krawat i garniturek konsultant i doradza:
- na Twoim miejscu zacząłbym łowić więcej zamiast tak leniwie się wpatrywać w spławik, zacząłbym sprzedawać nadwyżki, a za zarobione pieniądze kupiłbym kuter i łowił jeszcze więcej. Potem otworzył filię i zarabiałbym jeszcze więcej – i wtedy stać by mnie było by w końcu robić to, co kocham robić i wreszcie cieszyć się życiem.
Na to rybak - A jak myślisz, co robię w tej chwili?” :)
Od razu nasuwa się powiedzenie „przygarniał kocioł garnkowi”. Jak wykorzystać tę anegdotkę dla mnie i mojej pracy – nie tylko doradcy finansowego ale także szefa Intelight systems? Jak mógłbym się zgłosić do klienta, aby chciał tego słuchać. Czy to że wędkarz jest zadowolony oznacza, że już musi do końca życia to robić co robi? A z drugiej strony czy potrzebuje nowych rewolucyjnych rozwiązań? Czy potrzebuje pieniędzy? Jak dotrzeć do takich, którzy chcą i potrzebują?
Czy podejście wspólnej nauki z klientem mogłoby zaowocować? Czy lepiej od razu założyć że to ja jestem nauczycielem i to ja doradzam. Kiedy nie jestem ekspertem – to czy warto ryzykować swoją reputację i udawać że potrafię coś czego nie potrafię?
Jak wykorzystać „bycie sobą”, w spójnym kreowaniu swojego wizerunku jako doradcy finansowego? Czym mogę zainteresować klienta?
Gdybym powiedział do niego na przykład tak:
- Zdaję sobie sprawę, że na dzień dzisiejszy to ja mogę się uczyć od Pana zarabiania pieniędzy, ale już teraz mogę dać Panu to czego wszyscy mamy tyle samo - czasu. Mogę wyręczyć pana przy organizacji spraw finansowo – urzędowych by swój czas mógł przeznaczyć pan na rozrywkę i przyjemności. Czy gdyby dzięki doradcy finansowemu miał pan mniej obowiązkowych formalności a więcej czasu dla siebie to czy byłby pan zadowolony?
Czy to dobry kierunek? Gdzieś w głębi duszy czuję że właśnie od tego powinienem zacząć jako 23-letni doradca. Komu w takim razie mógłbym zaoferować taką pomoc – gdzie znajdę ludzi, którzy potrzebują więcej czasu dla siebie a mniej czasu dla urzędów i banków. Kto chciałby skorzystać z takiej pomocy?
Wydaje mi się to bardziej spójne od głupiego udawania, że jestem mądrzejszy i wiem lepiej. Czuję i wiem, że to w tej niszy stanę się ekspertem. Każdy w swojej branży musi zacząć od "czarnej roboty". Trzeba stać się od niej specjalistą. Klienci pojawią się sami.
Jaką jeszcze pomoc mogę zaoferować klientom aby czuli się komfortowo we współpracy ze mną, tak żeby nawet myśl o cenie czy moich kompetencjach nie przyszła im do głowy, zamiast tego mając obraz mnie jako niezbędnego narzędzia i pomocy. Jak sprawić, żeby stać się przyjacielem klientów, doradcą który pomoże w każdej chwili i w każdej sprawie ale jednocześnie nie wpaść w pułapkę bezradności klienta i mojej niezastępowalności? Jak sprawić żeby „używał” moich umiejętności i zasobów w absolutnie niezbędnych sytuacjach?
Chcę nauczyć się wzbudzać zaufanie i szacunek wobec mojej osoby – co może wydawać się nieco dziwne, ale tak samo jak ja chcę szanować klientów pragnę aby i oni szanowali mnie i mój czas.
Jak znaleźć klientów którzy chcą mnie jako swojego doradcę – nie jako zadufany głos, który mówi co, jak i gdzie zainwestować, ale cały zespół wspomagający jego finanse. Jak znaleźć klientów, dla których mógłbym stać się finansowymi oczami, uszami i głosami. Jak sprawić żebym stał się ich osobistym ministrem finansów? Jak sprawić aby chcieli i potrzebowali moich usług?
Gdzie znaleźć takich ludzi? Co zrobić, co powiedzieć aby ich zaciekawić i zainteresować? Czym wzbudzić ich zainteresowanie i ciekawość. Od czego zacząć i w jakich miejscach szukać?
Jak zabezpieczyć klientów przed moją własną nachalnością – żeby nie zrobić tak jak w filmie „pogoda na jutro” gdzie Jerzy Stuhr zatrzymując się koło szpitala – rozpłakał się ze wzruszenia i za moment podszedł facet z wizytówką zakładu pogrzebowego :-)
Musi istnieć jakaś granica, ale gdzie i jak? Czy potrzeba jakąś w ogóle tworzyć?
Chcę działać, i to od zaraz!
Od jakiego miejsca zacząć szukać osób potrzebujących pomocnika finansowego. Ile ja sam dałbym za to żeby ktoś za mnie pojechał do ZUSu czy na uczelnię w sprawach formalnych (apropo uczelni... :-D to chyba dobre miejsce..). Gdzie szukać klientów? – o moich kolejnych pomysłach napiszę zaraz jak tylko powstaną :D
Póki co dziękuję Ci wszechświecie za wszelkie cuda, których ciągle doświadczam. A co do mojego celu: Niech się stanie – to lub coś o niebo lepszego :-)
Zgłosiłem się z moim pomysłem do Fryderyka bo on coś osiągnął i przeszedł już ten proces który ja chcę przejść. Wie co mnie może spotkać po drodze bo on już tam doszedł. To czyni go osobą kompetentną do tego aby doradzać innym zarządzanie kapitałem. Nie poszedłem z tym do Mietka z drugiej klatki, który nie ma o biznesie seledynowego ani tym bardziej zielonego pojęcia i choć może czasem coś rozsądnego i mądrego powiedzieć nie będzie dla mnie najlepszym doradcą.
Co mogłoby mi jednak pozwolić na to abym do takiego klienta mógł podejść z jak najlepszej strony? Jakim sposobem mógłbym znaleźć to „coś”, które decydowałoby o mojej wyjątkowości nawet jeśli czegoś jeszcze nie osiągnąłem?
Czy występując w roli aktora, który udaje pięknie wyuczone teksty, który ma wspaniałe podejście, który ma jaja do tego aby sprzedać SOFI mogę być wiarygodnym doradcą?
Czy tym czymś nie jest autorytet?
W takim razie jak go zdobyć? Jak osoba, która do tej pory borykała się ze swoimi finansami może być doradcą ludzi zamożniejszych? Jak Mietek może mi doradzać w prowadzeniu firmy???
Traktowałbym go z przymrużeniem oka jako mojego pomocnika od miotły i dźwigania – pewnie tylko wtedy gdyby jego obecność przynosiła mi szczęście.
Czy powtarzając słowa innych – podobnie jak Nikoś Dyzma – mógłbym zrobić karierę? Ale nawet Nikoś miał w sobie pewną uczciwość i spójność.
Nie jest to regułą żeby człowiek bogaty doradzał biednemu, ale absolutną przewrotnością jest kiedy biedny chce uczyć zamożnego zdobywania bogactwa. Błędem byłoby traktowanie ludzi „z góry”, sztucznie wywyższając się w takich sytuacjach.
Kiedy pracowałem jako sprzedawca w młynie, najpierw nie byłem traktowany poważnie – czas mojej pracy w tej firmie utwierdzał ludzi że posiadam kompetencje do tego aby rozsądnie podać im to czego oczekują. Wynikało to pewnie z prostego założenia, że mam doświadczenie i chcąc nie chcąc, muszę wiedzieć pewne rzeczy.
Jakie założenia w takim razie mają ludzie co do doradców finansowych? Jakie przesądy mają wobec kogoś, kto ma im pomóc? Jakie ja mam przesądy wobec tego co myślą o mnie klienci?
Czy nie jest tak, że klient wybierze osobę, która coś osiągnęła? Po czym to pozna? Po samochodzie? Po garniturze? Ile muszę mieć kasy aby stanowić autorytet? Tyle samo czy więcej niż klient? Jeśli więcej to ile? – bo przecież każdy klient ma różne kwoty w różnych momentach.
Kiedy osoba – obca osoba – zaczyna myśleć „ czy ten facet już coś osiągnął że chce mi doradzać?” Jaki to moment i jakimi cechami charakterystycznymi się zdradza? Jakie gesty wykonuje?
Czym temu zaradzić?
A jeśli klient reaguje podobnie jak mój były szef – który nie podejmie współpracy tylko dlatego, że przyszedł ktoś bystrzejszy i pomysł nie pochodzi od niego samego?
Jak wtedy pokierować?
Chciałbym, aby klient czuł się komfortowo z tym, że rozmawiam z nim o tym o czym nikt nie chce z nim rozmawiać. Nie muszę posiadać ogromnego stanu konta żeby to robić.
Chcę, żeby klient czuł się przy mnie dobrze i ciepło. Chcę nauczyć się aby tacy klienci mieli poczucie, że to oni są inicjatorami, a jednocześnie tak mądrze kierować rozmową aby nie myśleli o tym że jestem „cieniasem” z niskim poczuciem wartości. Chcę asertywnie kierować dyskusją tak aby wydawało mu się, że to on kieruje – ale to ja będę miał inicjatywę.
W takim razie jaką mam mieć postawę wobec klientów? Czy to nie jest tak jak na budowie, że pomocnik musi robić najwięcej? Czy powinienem wziąć na siebie ciężar i pokazać, że potrafię? Czy w taki sposób zbuduję sobie autorytet?
A może są jakieś inne sposoby?
Z pewnością ludzie z innych miejscowości, którzy mnie nie znają nie będą patrzeć na mnie przez filtr moich osiągnięć. Spojrzą na mnie przez filtr chwili obecnej. Tego co sobą reprezentuję tu i teraz. Jakim samochodem przyjechałem i w jaki sposób ich traktuję.
Idąc dalej. Jak chcę ich traktować? Jak klienci chcą być traktowani?
Złamię regułę i zamiast patrzeć na siebie oczami klienta spojrzę z perspektywy psa leżącego pod stołem obserwującego całą sytuację :-)
Gdybym był psem klienta, co bym sobie pomyślał? Jako pies o doskonałym węchu natychmiast wyczułbym tchórza i oszusta, a jak jeszcze facet przychodzi z walizką to mam wrażenie że to listonosz i mam ochotę go ugryźć. No ale zobaczymy co powie mojemu panu. Na razie szef każe mi być cicho więc pewnie ufa temu doradcy. Zobaczymy jak ten doradca wykorzysta tę szansę.
Po chwili widzę, że pan coraz bardziej mu ufa, bo zbliża się do niego i śmieją się. Atmosfera jest miła. Doradca zachowuje się spokojnie, jest pewny siebie i nie wykonuje żadnych nerwowych ruchów. Mój pan uważnie go słucha więc, wykonują podobne gesty i obaj spokojnie rozmawiają. Mogę się zdrzemnąć – to przyjaciel.
A jak ja bym potraktował doradcę, który przyszedł do mnie na spotkanie? Czy to nie jest trochę tak jak w tej anegdocie:
Siedzi sobie zadowolony rybak nad jeziorkiem i leniwie wyciąga kolejne rybki. Przygląda się temu jakiś odziany w krawat i garniturek konsultant i doradza:
- na Twoim miejscu zacząłbym łowić więcej zamiast tak leniwie się wpatrywać w spławik, zacząłbym sprzedawać nadwyżki, a za zarobione pieniądze kupiłbym kuter i łowił jeszcze więcej. Potem otworzył filię i zarabiałbym jeszcze więcej – i wtedy stać by mnie było by w końcu robić to, co kocham robić i wreszcie cieszyć się życiem.
Na to rybak - A jak myślisz, co robię w tej chwili?” :)
Od razu nasuwa się powiedzenie „przygarniał kocioł garnkowi”. Jak wykorzystać tę anegdotkę dla mnie i mojej pracy – nie tylko doradcy finansowego ale także szefa Intelight systems? Jak mógłbym się zgłosić do klienta, aby chciał tego słuchać. Czy to że wędkarz jest zadowolony oznacza, że już musi do końca życia to robić co robi? A z drugiej strony czy potrzebuje nowych rewolucyjnych rozwiązań? Czy potrzebuje pieniędzy? Jak dotrzeć do takich, którzy chcą i potrzebują?
Czy podejście wspólnej nauki z klientem mogłoby zaowocować? Czy lepiej od razu założyć że to ja jestem nauczycielem i to ja doradzam. Kiedy nie jestem ekspertem – to czy warto ryzykować swoją reputację i udawać że potrafię coś czego nie potrafię?
Jak wykorzystać „bycie sobą”, w spójnym kreowaniu swojego wizerunku jako doradcy finansowego? Czym mogę zainteresować klienta?
Gdybym powiedział do niego na przykład tak:
- Zdaję sobie sprawę, że na dzień dzisiejszy to ja mogę się uczyć od Pana zarabiania pieniędzy, ale już teraz mogę dać Panu to czego wszyscy mamy tyle samo - czasu. Mogę wyręczyć pana przy organizacji spraw finansowo – urzędowych by swój czas mógł przeznaczyć pan na rozrywkę i przyjemności. Czy gdyby dzięki doradcy finansowemu miał pan mniej obowiązkowych formalności a więcej czasu dla siebie to czy byłby pan zadowolony?
Czy to dobry kierunek? Gdzieś w głębi duszy czuję że właśnie od tego powinienem zacząć jako 23-letni doradca. Komu w takim razie mógłbym zaoferować taką pomoc – gdzie znajdę ludzi, którzy potrzebują więcej czasu dla siebie a mniej czasu dla urzędów i banków. Kto chciałby skorzystać z takiej pomocy?
Wydaje mi się to bardziej spójne od głupiego udawania, że jestem mądrzejszy i wiem lepiej. Czuję i wiem, że to w tej niszy stanę się ekspertem. Każdy w swojej branży musi zacząć od "czarnej roboty". Trzeba stać się od niej specjalistą. Klienci pojawią się sami.
Jaką jeszcze pomoc mogę zaoferować klientom aby czuli się komfortowo we współpracy ze mną, tak żeby nawet myśl o cenie czy moich kompetencjach nie przyszła im do głowy, zamiast tego mając obraz mnie jako niezbędnego narzędzia i pomocy. Jak sprawić, żeby stać się przyjacielem klientów, doradcą który pomoże w każdej chwili i w każdej sprawie ale jednocześnie nie wpaść w pułapkę bezradności klienta i mojej niezastępowalności? Jak sprawić żeby „używał” moich umiejętności i zasobów w absolutnie niezbędnych sytuacjach?
Chcę nauczyć się wzbudzać zaufanie i szacunek wobec mojej osoby – co może wydawać się nieco dziwne, ale tak samo jak ja chcę szanować klientów pragnę aby i oni szanowali mnie i mój czas.
Jak znaleźć klientów którzy chcą mnie jako swojego doradcę – nie jako zadufany głos, który mówi co, jak i gdzie zainwestować, ale cały zespół wspomagający jego finanse. Jak znaleźć klientów, dla których mógłbym stać się finansowymi oczami, uszami i głosami. Jak sprawić żebym stał się ich osobistym ministrem finansów? Jak sprawić aby chcieli i potrzebowali moich usług?
Gdzie znaleźć takich ludzi? Co zrobić, co powiedzieć aby ich zaciekawić i zainteresować? Czym wzbudzić ich zainteresowanie i ciekawość. Od czego zacząć i w jakich miejscach szukać?
Jak zabezpieczyć klientów przed moją własną nachalnością – żeby nie zrobić tak jak w filmie „pogoda na jutro” gdzie Jerzy Stuhr zatrzymując się koło szpitala – rozpłakał się ze wzruszenia i za moment podszedł facet z wizytówką zakładu pogrzebowego :-)
Musi istnieć jakaś granica, ale gdzie i jak? Czy potrzeba jakąś w ogóle tworzyć?
Chcę działać, i to od zaraz!
Od jakiego miejsca zacząć szukać osób potrzebujących pomocnika finansowego. Ile ja sam dałbym za to żeby ktoś za mnie pojechał do ZUSu czy na uczelnię w sprawach formalnych (apropo uczelni... :-D to chyba dobre miejsce..). Gdzie szukać klientów? – o moich kolejnych pomysłach napiszę zaraz jak tylko powstaną :D
Póki co dziękuję Ci wszechświecie za wszelkie cuda, których ciągle doświadczam. A co do mojego celu: Niech się stanie – to lub coś o niebo lepszego :-)
Raport z piątku, soboty, niedzieli 28-30 września 2007
Co tu raportować skoro nic nie robię konkretnego w kierunku mojego celu??? Martwię się trochę, ale jednocześnie motywuje i nakręca mnie to działania - tylko że ciągle nie nakręciłem się do tego stopnia aby faktycznie zacząć działać.
Za to pomysłów mam miliony. Dobrze że będę je sprzedawał :-)
Za to pomysłów mam miliony. Dobrze że będę je sprzedawał :-)
czwartek, 27 września 2007
Raport ze środy i czwartku 26-27 września
Kolejna kasiorka. Tak jak mówiłem - tata pomógł mi i podesłał 500 zł.
To by było już razem 750 zł :-)
Wtorek nazwałbym "lazy day" - to jeden z tych dni kiedy się nic nie chce. Postanowiłem nic nie robić skoro mi się nie chce. Pod wieczór przyszła wena. Już jakiś czas temu stworzyliśmy z Pawłem pomysł na rewelacyjny i innowacyjny produkt. Dłuuuugo dyskutowaliśmy wczoraj nad jego realizacją i wdrożeniem, nad tym komu sprzedać i jak rozmawiać.
Wydarzyły się również 2 ciekawe i trochę śmieszne zdarzenia:
1. wczoraj położyłem się spać tak po 22.30. I leżę, i leżę, i leżę...... już prawie zasypiam a tu łup - pomysł automatycznego systemu biznesu, pomysł rozmowy z klientem i jeszcze wiele innych
i koniec
pospane
musiałem wstać i wszystko dokładnie przemyśleć i opisać.
2. Czytałem o tym, że kiedy człowiek zwraca się do wszechświata z prośbą o przyciągnięcie jakiegoś celu zawsze dostaje odpowiedź - jakiś mały cud, który będzie odpowiedzią wszechświata typu "OK" albo "Zrozumiałem" albo "przyjąłem do realizacji". I mogą to być małe cuda takie jak np. znajdowanie pieniędzy na ulicy. Do tej pory nie zdarzało mi się to aż tak często jak teraz. Jeśli znalazłem 10 groszy, 5 groszy albo 50 to jeszcze można by było to nazwać przypadkiem, ale kiedy w ciągu dwóch dni znajduję prawie 2 zł w drobnym bilonie (po 1 gr, czasem 50 gr czasem 20 gr) to trudno mi to uznać za przypadek - ba nawet pragnę żeby to nie był przypadek a właśnie moja odpowiedź dotycząca manifestacji moich 10 000 zł. :-)
A jeszcze ciekawszą rzeczą, która mi się przytrafiła dzisiaj było odkrycie, że miesiąc cudów nie jest moim pierwszym "miesiącem aktywnego przyciągania". Przeglądałem moje notatki z czerwca kiedy stworzyłem "harmonogram procesu planowania". Miałem zamiar podjąć decyzję o starcie własnej firmy. Było to rozłożone mniej więcej tak:
15-17 czerwiec
Powstanie pomysłu, główne idee i założenia
18-21 czerwiec
"Organizacja procesu planowania, zarys przedsięwzięcia,
zbieranie podstawowych informacji (o rynku,
o klientach, konkurencji), organizacja danych
motywy"
22-30 czerwiec
"Planowanie i organizacja strategii finansowej
Planowanie i organizacja strategii marketingowej
wymyślenie logo, wizytówek, projekt strony www i reklamy"
LIPIEC
01-05 lipiec
przygotowanie biznesplanu
06-11 lipiec
"źródła finansowania (przygotowanie wniosków,
wstępne rozmowy itp.)"
12-14 lipiec
"Skrupulatny przegląd i obiektywna ocena pomysłu,
biznesplanu itp."
15 lipiec
Podjęcie decyzji
Kurczę, całkiem o tym zapomniałem :-) W takim razie tym łatwiej mi będzie zrealizować mój cel. Nie przecieram nowego dla mnie szlaku - idę tą samą drogą tylko inny obrałem cel. Rewelacja! Jeszcze bardziej wierzę że przyciągnę 10 000 zł.
Niech się stanie - to lub coś lepszego :-)
PS. Dziękuję Ci Wszechświecie :-)))))
To by było już razem 750 zł :-)
Wtorek nazwałbym "lazy day" - to jeden z tych dni kiedy się nic nie chce. Postanowiłem nic nie robić skoro mi się nie chce. Pod wieczór przyszła wena. Już jakiś czas temu stworzyliśmy z Pawłem pomysł na rewelacyjny i innowacyjny produkt. Dłuuuugo dyskutowaliśmy wczoraj nad jego realizacją i wdrożeniem, nad tym komu sprzedać i jak rozmawiać.
Wydarzyły się również 2 ciekawe i trochę śmieszne zdarzenia:
1. wczoraj położyłem się spać tak po 22.30. I leżę, i leżę, i leżę...... już prawie zasypiam a tu łup - pomysł automatycznego systemu biznesu, pomysł rozmowy z klientem i jeszcze wiele innych
i koniec
pospane
musiałem wstać i wszystko dokładnie przemyśleć i opisać.
2. Czytałem o tym, że kiedy człowiek zwraca się do wszechświata z prośbą o przyciągnięcie jakiegoś celu zawsze dostaje odpowiedź - jakiś mały cud, który będzie odpowiedzią wszechświata typu "OK" albo "Zrozumiałem" albo "przyjąłem do realizacji". I mogą to być małe cuda takie jak np. znajdowanie pieniędzy na ulicy. Do tej pory nie zdarzało mi się to aż tak często jak teraz. Jeśli znalazłem 10 groszy, 5 groszy albo 50 to jeszcze można by było to nazwać przypadkiem, ale kiedy w ciągu dwóch dni znajduję prawie 2 zł w drobnym bilonie (po 1 gr, czasem 50 gr czasem 20 gr) to trudno mi to uznać za przypadek - ba nawet pragnę żeby to nie był przypadek a właśnie moja odpowiedź dotycząca manifestacji moich 10 000 zł. :-)
A jeszcze ciekawszą rzeczą, która mi się przytrafiła dzisiaj było odkrycie, że miesiąc cudów nie jest moim pierwszym "miesiącem aktywnego przyciągania". Przeglądałem moje notatki z czerwca kiedy stworzyłem "harmonogram procesu planowania". Miałem zamiar podjąć decyzję o starcie własnej firmy. Było to rozłożone mniej więcej tak:
15-17 czerwiec
Powstanie pomysłu, główne idee i założenia
18-21 czerwiec
"Organizacja procesu planowania, zarys przedsięwzięcia,
zbieranie podstawowych informacji (o rynku,
o klientach, konkurencji), organizacja danych
motywy"
22-30 czerwiec
"Planowanie i organizacja strategii finansowej
Planowanie i organizacja strategii marketingowej
wymyślenie logo, wizytówek, projekt strony www i reklamy"
LIPIEC
01-05 lipiec
przygotowanie biznesplanu
06-11 lipiec
"źródła finansowania (przygotowanie wniosków,
wstępne rozmowy itp.)"
12-14 lipiec
"Skrupulatny przegląd i obiektywna ocena pomysłu,
biznesplanu itp."
15 lipiec
Podjęcie decyzji
Kurczę, całkiem o tym zapomniałem :-) W takim razie tym łatwiej mi będzie zrealizować mój cel. Nie przecieram nowego dla mnie szlaku - idę tą samą drogą tylko inny obrałem cel. Rewelacja! Jeszcze bardziej wierzę że przyciągnę 10 000 zł.
Niech się stanie - to lub coś lepszego :-)
PS. Dziękuję Ci Wszechświecie :-)))))
środa, 26 września 2007
Raport z wtorku 25 września 2007
Hurra! Nareszcie pierwsza zarobiona kasa.
Stworzyłem prosty serwis internetowy dla mojego znajomego i zarobiłem na tym 250 zł.
Rewelacja! Jeszcze tylko 9 750 zł :-)
Zastanawiałem się również nad tym czy jeśli np. ojciec da mi kasiorkę (np. 500 zł) czy to też sobie wliczyć do tej dychy. Stwierdziłem, że o ile tak naprawdę to nie chodzi tylko o zarobienie 10 000 zł co przyciągnięcia tej kwoty w moje życie - dlatego też każdy przypływ gotówki doliczę do sumy końcowej.
Póki co stan konta: 250 zł :-)
Wierzę, że przyciągnę 10 000 zł w ciągu 30 dni. Niech się stanie - to lub coś lepszego :-)
Stworzyłem prosty serwis internetowy dla mojego znajomego i zarobiłem na tym 250 zł.
Rewelacja! Jeszcze tylko 9 750 zł :-)
Zastanawiałem się również nad tym czy jeśli np. ojciec da mi kasiorkę (np. 500 zł) czy to też sobie wliczyć do tej dychy. Stwierdziłem, że o ile tak naprawdę to nie chodzi tylko o zarobienie 10 000 zł co przyciągnięcia tej kwoty w moje życie - dlatego też każdy przypływ gotówki doliczę do sumy końcowej.
Póki co stan konta: 250 zł :-)
Wierzę, że przyciągnę 10 000 zł w ciągu 30 dni. Niech się stanie - to lub coś lepszego :-)
wtorek, 25 września 2007
Firma
Miałem tego jeszcze nie ujawniać, dopóki firma faktycznie nie ruszy ostro z miejsca (tj. pierwszego października! :-) ). Nie chcę, żeby ten blog traktowany był jako reklama mojej własnej firmy ale skoro pojawiło się takie pytanie chciałbym krótko Wam o niej napisać.
Najpierw chciałem instalować tylko inteligentne oświetlenie, potem ktoś ze znajomych powiedział mi że jestem dobrym handlowcem więc wpadłem na pomysł oferowania usług handlowych (przedstawicielstwo handlowe na zlecenie, copywriting) a ktoś jeszcze inny powiedział że przecież jestem doradcą finansowym. Natomiast mój były szef powiedział mi komplement że "jestem aż tak bardzo leniwy że wolę pracować głową zamiast rękami". (byłem młynarzem i bardzo często wymyślałem ułatwienia we wszystkim co robiłem)
Stąd pomysł aby takie ułatwienia sprzedawać. Takie kreatywne pomysły, które oszczędzą energię, zwiększą efektywność kapitału, wprowadzą masę nowego komfortu i wygody w życie klientów.
Stworzyłem pomysł na firmę działającą w marketingu sieciowym, częściowo także w e-biznesie.
Moje zadanie to poznać potrzebę klienta, wymyślić dla niego najlepszą strategię realizacji i zrobić to samemu lub zlecić to firmie (Partnerowi Finansowemu) - i wziąć za to prowizję.
na przykład:
Zwraca się do mnie klient o doradztwo finansowe. Ma jakiś cel (określony dokładnie w czasie i kwocie, sprecyzowany jak najdokładniej jest to możliwe). Przygotowuję mu Strategię Optymalizacji FInansów, z której jasno wynika, że jeżeli nie zmniejszy kosztów, albo nie zwiększy dochodów nie osiągnie celu w założonym okresie - tu kończyła się do tej pory rola doradcy finansowego. Trzeba było powiedzieć: "sorry, ale jesli nie zaczniesz więcej zarabiać to nie mamy o czym mówić" i trzeba było podziękować takiemu klientowi tracąc przeogromną i nadzwyczajną szansę, aby stał się on dla nas jednym z najważniejszych klientów. Dlatego ja idę dalej niż doradztwo (z czego wynika że podstawowym profilem działalności są finanse). Szukam strategii minimalizacji kosztów i osiągania przez klientów jeszcze lepszych zysków zaczynając od mniejszego zużycia energii (inteligentne systemy oświetleniowe) poprzez lepszą i skuteczniejszą strategię marketingową (przedstawicielstwo handlowe na zlecenie) a skończywszy na reklamie. Wynajduję sposób w jaki ten człowiek ma dostać się z miejsca gdzie jest teraz do określonego punktu w czasie, z określonym rezultatem dając mu tym samym nie tylko PLAN FINANSOWY tego jak ma to osiągnąć, ale również narzędzia, którymi to właśnie osiągnie.
Dlatego właśnie powstał ten blog, ponieważ ja sam jestem teraz moim klientem i mam zamiar, oraz pragnę gorąco tego by mój cel zrealizować. Największym moim kłopotem jest to, że wobec siebie samego nie znalazłem jeszcze narzędzi realizacji (to znaczy nie wiem czy te, które wybrałem są odpowiednie).
Czas wszystko pokaże. To tylko podstawowe założenia co do firmy i jej profilu działalności. Najważniejsze to podążać za intuicją :-)
Jestem wdzięczny wszystkim, którzy mnie w tym wspierają. Dziękuję za wiarę, że zarobię te 10 000 :-D
Niech się stanie - to lub coś lepszego :-)
Najpierw chciałem instalować tylko inteligentne oświetlenie, potem ktoś ze znajomych powiedział mi że jestem dobrym handlowcem więc wpadłem na pomysł oferowania usług handlowych (przedstawicielstwo handlowe na zlecenie, copywriting) a ktoś jeszcze inny powiedział że przecież jestem doradcą finansowym. Natomiast mój były szef powiedział mi komplement że "jestem aż tak bardzo leniwy że wolę pracować głową zamiast rękami". (byłem młynarzem i bardzo często wymyślałem ułatwienia we wszystkim co robiłem)
Stąd pomysł aby takie ułatwienia sprzedawać. Takie kreatywne pomysły, które oszczędzą energię, zwiększą efektywność kapitału, wprowadzą masę nowego komfortu i wygody w życie klientów.
Stworzyłem pomysł na firmę działającą w marketingu sieciowym, częściowo także w e-biznesie.
Moje zadanie to poznać potrzebę klienta, wymyślić dla niego najlepszą strategię realizacji i zrobić to samemu lub zlecić to firmie (Partnerowi Finansowemu) - i wziąć za to prowizję.
na przykład:
Zwraca się do mnie klient o doradztwo finansowe. Ma jakiś cel (określony dokładnie w czasie i kwocie, sprecyzowany jak najdokładniej jest to możliwe). Przygotowuję mu Strategię Optymalizacji FInansów, z której jasno wynika, że jeżeli nie zmniejszy kosztów, albo nie zwiększy dochodów nie osiągnie celu w założonym okresie - tu kończyła się do tej pory rola doradcy finansowego. Trzeba było powiedzieć: "sorry, ale jesli nie zaczniesz więcej zarabiać to nie mamy o czym mówić" i trzeba było podziękować takiemu klientowi tracąc przeogromną i nadzwyczajną szansę, aby stał się on dla nas jednym z najważniejszych klientów. Dlatego ja idę dalej niż doradztwo (z czego wynika że podstawowym profilem działalności są finanse). Szukam strategii minimalizacji kosztów i osiągania przez klientów jeszcze lepszych zysków zaczynając od mniejszego zużycia energii (inteligentne systemy oświetleniowe) poprzez lepszą i skuteczniejszą strategię marketingową (przedstawicielstwo handlowe na zlecenie) a skończywszy na reklamie. Wynajduję sposób w jaki ten człowiek ma dostać się z miejsca gdzie jest teraz do określonego punktu w czasie, z określonym rezultatem dając mu tym samym nie tylko PLAN FINANSOWY tego jak ma to osiągnąć, ale również narzędzia, którymi to właśnie osiągnie.
Dlatego właśnie powstał ten blog, ponieważ ja sam jestem teraz moim klientem i mam zamiar, oraz pragnę gorąco tego by mój cel zrealizować. Największym moim kłopotem jest to, że wobec siebie samego nie znalazłem jeszcze narzędzi realizacji (to znaczy nie wiem czy te, które wybrałem są odpowiednie).
Czas wszystko pokaże. To tylko podstawowe założenia co do firmy i jej profilu działalności. Najważniejsze to podążać za intuicją :-)
Jestem wdzięczny wszystkim, którzy mnie w tym wspierają. Dziękuję za wiarę, że zarobię te 10 000 :-D
Niech się stanie - to lub coś lepszego :-)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
