3 miesiące minęło od ostatniego wpisu.
Miało mnie tu już nie być. Blog miał umrzeć śmiercią naturalną. Jednak mój ekshibicjonistyczny styl myślenia i pokazywania światu co myślę wziął górę.
Być może kiedyś pośmieję się z tego tak jak dziś śmieję się czytając moje pierwsze wpisy. Ale.. Gdyby nie one.. Nie byłoby wczoraj i dzisiaj. Wciąż miałbym mnóstwo marzeń - które przeplatają się z rzeczywistością w iluzjonistyczny obraz.
Rok temu wymyśliłem sobie firmę "Utopię" - w 99% było do zrobienia i zarobienia to co sobie zaplanowałem, ale... No właśnie. "ALE"
ale1: wybrałem okrężną drogę i tak jak ktoś kiedyś wspominał zacząłem od dupy strony. Wszystko nie tak jak do końca należało.
"Mierz siły na zamiary nie zamiar podług sił" - pisał Mickiewicz. A ja chciałem mu pokazać że wiem lepiej...
ale2: stworzyłem firmę "warzywko", które tylko ssie ze mnie pieniądze. Byłem nawet tak naiwny żeby pożyczyć dodatkowo na jej utrzymanie podczas gdy ona mnie ściąga w dół i jest moim balastem.
ale3: dałem się złapać w pułapkę ZUSowską o kryptonimie "zniżka składki dla młodych przedsiębiorców". To jest jak nałóg. Myślenie typu "zatrzymam jeszcze działalność póki mam zniżkę bo potem będzie 800 zł do płacenia" a na pytanie po co - odpowiedź: "A jeśli trafi się ważny klient, albo będę miał większą sprzedaż to bez działalności może być z tym kłopot" albo: "A jeśli w ciągu miesiąca szybko powiększę i rozwinę działalność, albo wreszcie znajdę sposób na generowanie dużego dochodu?"
Znowu myślenie okrężną drogą...
ale4: mało myślenia, mało liczenia, mało działania dużo gadania..
ale5: dałem dupy.. i tyle
Co nie znaczy, że nigdy więcej nie będę prowadził działalności. Będę - ale na zupełnie innych zasadach. Przede wszystkim to nie ja będę utrzymywał działalność - tylko ona mnie. A reszta przyjdzie sama.
Póki co pracuję w urzędzie. Praca jest dobra, bezstresowa i wygodna. Płaca sypie solą po oczach, ale jest jakiś konkret. (Przy okazji: mój znajomy (i on wie, że to właśnie o nim piszę ;-) ) polecił mi umieszczenie na monitorze w pracy karteczki z napisem "stała pensja").
Studia potrwają jeszcze rok. Więc dobrze będzie mieć czas, siły i chęci by zabrac się do pracy magisterskiej.
W piątek wybieram się z wnioskami o rozwiązanie działalności gospodarczej. Już dawno powinienem był to zrobić.
A potem? Potem się zobaczy.....:-)
PS. Dzięki że jesteś
środa, 27 sierpnia 2008
sobota, 3 maja 2008
Jakie to uczucie kiedy zawodzi człowiek..
Najgorzej kiedy tym człowiekiem jest się samemu... Mówią: Nie chodzi o to jak silno potrafisz uderzyć - chodzi o to jak mocny cios jesteś w stanie znieść i nadal się trzymać na nogach... ALe każdy kiedyś padnie. Każdy kiedyś dostanie cios, który go powali.. I choc w środku popiół marzeń jest jeszcze ciepły płomienie zgasły bezpowrotnie.. I choć w glowie myśl by iść dalej już nie ma sił by się podnieść.. Ile trzeba przyjąć żeby wiara skonała.. Ile by już nie mieć siły wstać po kolejny cios.
Jakie to uczucie kiedy zawiodłem innych i samego siebie... Nie chcesz wiedzieć. Kiedy cała wiara, którą w sobie masz jest zbyt słaba by cię utrzymać na nogach nie ma już szans. Nokaut.
ciąg dalszy nie nastąpi...
Jakie to uczucie kiedy zawiodłem innych i samego siebie... Nie chcesz wiedzieć. Kiedy cała wiara, którą w sobie masz jest zbyt słaba by cię utrzymać na nogach nie ma już szans. Nokaut.
ciąg dalszy nie nastąpi...
piątek, 18 kwietnia 2008
Praca nad sklepami
Długo już tu nie wnosiłem nic nowego, a dzieje sie sporo :-)
Przede wszystkim ruszyły dwa poważne projekty:
Pierwszy z nich to StolicaWikliny.pl
A o drugim na razie nie będę informował :-)
Sklep StolicaWikliny.pl powoli zaczyna nabierać odpowiedniej formy. Nawiązałem już współpracę z producentami oraz zbudowałem platformę do sprzedaży.
Teraz tylko muszę się skupić na:
- zorganizowaniu najlepszej formy wysyłki
- osiągnięciu pełnej funkcjonalności sklepu
- wrzuceniu odpowiednich kategorii produktów
- promocji i public relations
Niech się stanie. To lub coś o niebo lepszego :-)
Przede wszystkim ruszyły dwa poważne projekty:
Pierwszy z nich to StolicaWikliny.pl
A o drugim na razie nie będę informował :-)
Sklep StolicaWikliny.pl powoli zaczyna nabierać odpowiedniej formy. Nawiązałem już współpracę z producentami oraz zbudowałem platformę do sprzedaży.
Teraz tylko muszę się skupić na:
- zorganizowaniu najlepszej formy wysyłki
- osiągnięciu pełnej funkcjonalności sklepu
- wrzuceniu odpowiednich kategorii produktów
- promocji i public relations
Niech się stanie. To lub coś o niebo lepszego :-)
wtorek, 25 marca 2008
POWER!!
Dzisiaj dwa filmiki.
Gdyby móc wziąć cząstkę tej mocy, pomnożyć ją przez nieskończoność i dodać do wieczności wtedy mielibyśmy jakieś małe pojęcie czym jest pasja..
Dzięki Freddie :-) jeśli miałbym się czegoś nauczyć od niego to posiadania tak ogromnej energii, entuzjazmu, mocy, ekscytacji moją pracą i tym co uwielbiam robić.
We are the champions!! :-)
Gdyby móc wziąć cząstkę tej mocy, pomnożyć ją przez nieskończoność i dodać do wieczności wtedy mielibyśmy jakieś małe pojęcie czym jest pasja..
Dzięki Freddie :-) jeśli miałbym się czegoś nauczyć od niego to posiadania tak ogromnej energii, entuzjazmu, mocy, ekscytacji moją pracą i tym co uwielbiam robić.
We are the champions!! :-)
sobota, 15 marca 2008
marzec - projekty z pasją
No to ruszyły z kopyta projekty.
Wiele razy już wymyślając coś nowego zderzałem się z różnymi sytuacjami. Często bywało, że ktoś zadając mi kilka bezpośrednich pytań odnośnie mojego pomysłu skutecznie zbił moją euforię.. I słusznie..
Mam wrażenie, że przechodzę wzorcową edukację biznesową. Czy Ty też masz takie uczucie? Mianowicie: problemy, wyzwania, z którymi się zmierzam powstają w moim życiu po to, bym nauczywszy się go przekraczać - mógł osiągnąć jeszcze więcej.
Np. kiedyś pomysły wiązały się z jednodniową euforią. To było fantastyczne doświadczenie, bo wyzwalało niesamowite pokłady energii.
Szkoda tylko, że ta energia spalała się tak szybko...
To było kilka lat temu, ale mnie nauczylo, że aby coś osiągnąć, jakoś zrealizować mój pomysł muszę go umieć zaplanować. Dziś kiedy powstaje pomysł i plan, już nie ma może takiej euforii, ale w jej miejsce pojawia się pewne nowe uczucie. Może ktoś nazwie to inaczej ale w mojej terminologii to uczucie to pasja..
Skad pasja? Ano dlatego, że rozwija się powoli. Np. aktualne projekty nad którymi pracuję. Pomysły powstały na początku lutego. Minął miesiąc, a przez ten czas pomysł zamiast wypalić się - nakręca mnie coraz bardziej.
Coś się we mnie przekręciło i ludzie, którzy zadają pytania - czasem krytyczne, czasem obiektywne, czasem nawet złośliwe - stają się moimi przewodnikami. Bo jeśli ktoś dostrzega w tym coś "niespójnego" to znaczy że ten właśnie element potrzebuje w tej chwili pracy.
Troche to zamotane, ale jednocześnie spójne i skupione. :-)
Aktualnie rozwijam dwa projekty, o których będzie głośno (może teraz, może za miesiąc a może dopiero za rok lub dwa), w każdym razie projekty te zmienią na zawsze rzeczywistość moją i innych współprzyczyniających się do powodzenia tych przedsięwzięć.
Działka
To w ogóle jest fantastyczny temat. Trzy lata temu, mój były pracodawca "zaraził mnie" ideą działki.
- Inwestowania i zarabiania ucz się na działce - powiedział
I wiecie co? Miał rację. Nie tylko zarabiania, inwestowania można się nauczyć pracując z Matką Naturą - przede wszystkim pokory, konsekwencji, determinacji i umiejętność realizowania swoich planów. Krok po kroku. Każdego dnia. Bez ustanku i sprzeciwów. Owoce pracy będą tym lepsze im lepiej tę pracę zaplanuję, zorganizuję i przede wszystkim wykonam.
Głęboko w krew weszło mi, że samym gadaniem o zbudowaniu "skalniaka" czy przekopania ogródka niewiele zdziałam. Motywacja też jest potrzebna. Chociaż zauważyłem, ze sama motywacja do tego by mieć swoje marchewki - jest jakimś mało atrakcyjnym celem. Kiedy jednak wcielam w myśl, że ta działka jest moim nauczycielem działania i osiągania - nie potrzebuję się motywować do wykonywania pewnych rzeczy. Po prostu działam i już. Każda kolejna myśl, co zrobić dalej przychodzi automatycznie. Bez wysiłku. Mam tylko wyznaczony ogólny cel do którego zmierzam, ogólny pomysł na działkę a każda kolejna rzecz, którą muszę wykonać wymyślana jest na bieżąco.
Działka uczy mnie hartu ducha i ciała. Wytrwałości i pomysłowości, a także myślenia strategicznego.
Np. Rok temu kupiłem łopatę za 18 zł. Zwykły "szpadel" :-) z hartowanej stali. Złamał się po kilku tygodniach. W tym roku zainwestowałem w łopatę firmy FISKARS - wyłożyłem na nią 60 zł - i myślę że warto. Jest nie do zdarcia i prawie sama za mnie kopie :-) Kolejne wnioski...
Tak czy siak mój były szef miał rację. Przez te trzy lata wyrobiłem w sobie pewne nawyki, które dzisiaj zaczynam dostrzegać, a które nieustannie utrzymują mnie na drodze do realizacji marzeń..
Niech się stanie! :-)
Wiele razy już wymyślając coś nowego zderzałem się z różnymi sytuacjami. Często bywało, że ktoś zadając mi kilka bezpośrednich pytań odnośnie mojego pomysłu skutecznie zbił moją euforię.. I słusznie..
Mam wrażenie, że przechodzę wzorcową edukację biznesową. Czy Ty też masz takie uczucie? Mianowicie: problemy, wyzwania, z którymi się zmierzam powstają w moim życiu po to, bym nauczywszy się go przekraczać - mógł osiągnąć jeszcze więcej.
Np. kiedyś pomysły wiązały się z jednodniową euforią. To było fantastyczne doświadczenie, bo wyzwalało niesamowite pokłady energii.
Szkoda tylko, że ta energia spalała się tak szybko...
To było kilka lat temu, ale mnie nauczylo, że aby coś osiągnąć, jakoś zrealizować mój pomysł muszę go umieć zaplanować. Dziś kiedy powstaje pomysł i plan, już nie ma może takiej euforii, ale w jej miejsce pojawia się pewne nowe uczucie. Może ktoś nazwie to inaczej ale w mojej terminologii to uczucie to pasja..
Skad pasja? Ano dlatego, że rozwija się powoli. Np. aktualne projekty nad którymi pracuję. Pomysły powstały na początku lutego. Minął miesiąc, a przez ten czas pomysł zamiast wypalić się - nakręca mnie coraz bardziej.
Coś się we mnie przekręciło i ludzie, którzy zadają pytania - czasem krytyczne, czasem obiektywne, czasem nawet złośliwe - stają się moimi przewodnikami. Bo jeśli ktoś dostrzega w tym coś "niespójnego" to znaczy że ten właśnie element potrzebuje w tej chwili pracy.
Troche to zamotane, ale jednocześnie spójne i skupione. :-)
Aktualnie rozwijam dwa projekty, o których będzie głośno (może teraz, może za miesiąc a może dopiero za rok lub dwa), w każdym razie projekty te zmienią na zawsze rzeczywistość moją i innych współprzyczyniających się do powodzenia tych przedsięwzięć.
Działka
To w ogóle jest fantastyczny temat. Trzy lata temu, mój były pracodawca "zaraził mnie" ideą działki.
- Inwestowania i zarabiania ucz się na działce - powiedział
I wiecie co? Miał rację. Nie tylko zarabiania, inwestowania można się nauczyć pracując z Matką Naturą - przede wszystkim pokory, konsekwencji, determinacji i umiejętność realizowania swoich planów. Krok po kroku. Każdego dnia. Bez ustanku i sprzeciwów. Owoce pracy będą tym lepsze im lepiej tę pracę zaplanuję, zorganizuję i przede wszystkim wykonam.
Głęboko w krew weszło mi, że samym gadaniem o zbudowaniu "skalniaka" czy przekopania ogródka niewiele zdziałam. Motywacja też jest potrzebna. Chociaż zauważyłem, ze sama motywacja do tego by mieć swoje marchewki - jest jakimś mało atrakcyjnym celem. Kiedy jednak wcielam w myśl, że ta działka jest moim nauczycielem działania i osiągania - nie potrzebuję się motywować do wykonywania pewnych rzeczy. Po prostu działam i już. Każda kolejna myśl, co zrobić dalej przychodzi automatycznie. Bez wysiłku. Mam tylko wyznaczony ogólny cel do którego zmierzam, ogólny pomysł na działkę a każda kolejna rzecz, którą muszę wykonać wymyślana jest na bieżąco.
Działka uczy mnie hartu ducha i ciała. Wytrwałości i pomysłowości, a także myślenia strategicznego.
Np. Rok temu kupiłem łopatę za 18 zł. Zwykły "szpadel" :-) z hartowanej stali. Złamał się po kilku tygodniach. W tym roku zainwestowałem w łopatę firmy FISKARS - wyłożyłem na nią 60 zł - i myślę że warto. Jest nie do zdarcia i prawie sama za mnie kopie :-) Kolejne wnioski...
Tak czy siak mój były szef miał rację. Przez te trzy lata wyrobiłem w sobie pewne nawyki, które dzisiaj zaczynam dostrzegać, a które nieustannie utrzymują mnie na drodze do realizacji marzeń..
Niech się stanie! :-)
czwartek, 28 lutego 2008
praca praca praca
Witajcie
Ostatnio dużo a nawet bardzo dużo wysiłku włożyłem w naukę. Dziękuję przede wszystkim tym, którzy pomagają mi w mojej edukacji i cierpliwie wyjaśniają, udzielają się, poprawiają, pokazują błędy i konstruktywnie krytykują.
Dziękuję :-)
Dziękuję wszystkim, którzy napisali te setki tutoriali, które przerabiałem i wałkowałem. Dziękuję Piotrowi Petrusowi: z jego strony: http://perfectionorvanity.com/ nauczyłem się najwięcej.
Postanowiłem podnieść swoje standardy i nauczyć się projektować strony zgodnie z dzisiejszą technologią. I oto jestem. :-) Jeszcze długa droga przede mną ale przez największe chaszcze CSS'a już się przedarłem.
Były chwile kiedy chciałem się poddać. Dać sobie spokój z tymi divami i zrobić wszystko jak dawniej... na tabelkach.. prawie bez css... :-) (aż wstyd się przyznać)
Za każdym razem jednak coś ciągło mnie by jednak ukończyć aktualny projekt ( Demo tutaj - jeszcze nie ukończone ) według najnowszych standardów. I pewnie jeszcze znajdą się jakieś pozostałości i drobne niedopracowania, ale dla mnie to był krok miloooooooooooowy :-)
Fascynujący projekt
O tym więcej opowiem Wam następnym razem. Dziś zapowiem tylko, że to będzie rewolucja na rynku, zarówno lokalnym, jak i krajowym, ba, może nawet światowym. Ale na razie ciii... :-)
Biorę się do pracy bo perspektywy są fenomenalne :-D
Niech się stanie!
Ostatnio dużo a nawet bardzo dużo wysiłku włożyłem w naukę. Dziękuję przede wszystkim tym, którzy pomagają mi w mojej edukacji i cierpliwie wyjaśniają, udzielają się, poprawiają, pokazują błędy i konstruktywnie krytykują.
Dziękuję :-)
Dziękuję wszystkim, którzy napisali te setki tutoriali, które przerabiałem i wałkowałem. Dziękuję Piotrowi Petrusowi: z jego strony: http://perfectionorvanity.com/ nauczyłem się najwięcej.
Postanowiłem podnieść swoje standardy i nauczyć się projektować strony zgodnie z dzisiejszą technologią. I oto jestem. :-) Jeszcze długa droga przede mną ale przez największe chaszcze CSS'a już się przedarłem.
Były chwile kiedy chciałem się poddać. Dać sobie spokój z tymi divami i zrobić wszystko jak dawniej... na tabelkach.. prawie bez css... :-) (aż wstyd się przyznać)
Za każdym razem jednak coś ciągło mnie by jednak ukończyć aktualny projekt ( Demo tutaj - jeszcze nie ukończone ) według najnowszych standardów. I pewnie jeszcze znajdą się jakieś pozostałości i drobne niedopracowania, ale dla mnie to był krok miloooooooooooowy :-)
Fascynujący projekt
O tym więcej opowiem Wam następnym razem. Dziś zapowiem tylko, że to będzie rewolucja na rynku, zarówno lokalnym, jak i krajowym, ba, może nawet światowym. Ale na razie ciii... :-)
Biorę się do pracy bo perspektywy są fenomenalne :-D
Niech się stanie!
piątek, 15 lutego 2008
podsumowanie półrocza
Mniej więcej pół roku temu - 20 sierpnia 2007 - przestałem pracować w młynie.
Miałem w ręce biznesplan na wspaniałą firmę, marzenia, cele, pasję, szczęście...
Jak to gdzieś przeczytałem: "Zaczynasz z pełnym workiem szczęścia i pustym workiem na doświadczenie. Cała sztuka, to napełnić worek na doświadczenie zanim worek ze szczęściem się opróżni."
Minęło pół roku. Co się przez ten czas wydarzyło? Posłuchajcie...

sierpień - rzuciłem pracę. Czekałem na wyniki konkursu na najlepszy biznesplan organizowany przez Raiffeissen Bank oraz Gazeta.pl - nie doczekałem się :-)
Pożyczyłem u rodziny 3000 zł żeby jakoś wystartować...
Nie ruszyłem z kopyta :/
Raczej:

"Najpierw powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła maszyna po szynach ospale
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem
I kręci się kręci, koło za kołem..." Jak to szeptał Julian Tuwim.
wrzesień - sielanka? Odpoczynek? Też... Aczkolwiek trochę pojeździłem - trochę pozałatwiałem. Założyłem działalność gospodarczą. Stworzyłem swoją stronę internetową, zamówiłem pieczątkę i wizytówki(!).. Robiłem jeszcze inne arcyważne rzeczy związane z biurokracją (REGON, NIP etc.) - wszystko to oczywiście nie przynosi żadnych dochodów - ale firma pełną gębą.
Od tej chwili mogłem nazywać się prezesem, CEO, właścicielem firmy:
No dobra. Nie liczy się rozmiar... :-)
Ale co zrobić kiedy i rozmiar i jakość jakoś nie dają znaku życia...
Nawiedzony tajemną wiedzą motywacyjną, wiedzą "bogatego i biednego ojca", wiedzą wszystkich mądrych pięknych i bogatych wymyśliłem "miesiąc cudów". Motywacja kipiała i wrzała we mnie. Byłem tak zdeterminowany, że zdobyłem tylko jednego klienta...
Ale:
- wstawałem codziennie o 5.00
- wyrobiłem w sobie nawyk czytania (i praktykowania) godzinę dziennie - codzienna porcja nowej wiedzy i umiejętności z dziedziny grafiki i tworzenia stron
- nauczyłem się dyscypliny, pracy nad sobą, zarządzania czasem (czasem nim dobrze zarządzam :-] )
psss... - świeczka przycichła
*/ takie wtrącenie - samokrytyka jest mi potrzebna. Nie po to żebyś czytając śmiał się, ale po to by przejaskrawiając pewne schematy, dać do myślenia wszystkim nad wszystkim i "przed" (a nie "po") wszystkim.. */

Potem przyszła znów nadzieja. Znów uwierzyłem. Znów miałem siłę, motywację, chęci, moc... Znów nagrania audio, video, książki i jeszcze większa siła... + odrobinę więcej działania.
Telefony telefony... Czasem ktoś miał czas dla mnie, czasem ktoś się spieszył... Fantastyczne wydarzenie: dzwonię do jednego z przedsiębiorców w Rudniku z propozycją strony www. Pyta czy z Rudnika jestem. Ja na to że tak. "A to jak z Rudnika to zapraszam". No i z wielką przyjemnością przygotowałem dla niego wizytówkę www.
Grudzień - Nowi klienci, Nowe doświadczenia, Nowa krew na mojej podłodze. Znów leżę na deskach. 3 tygodnie pracy dla jednego z "poważnych" klientów. Tysiące telefonów i maili z poprawkami.. Godziny przed komputerem i... psss kasy jak nie było tak nie ma... :/ - może inaczej: otrzymałem tylko część głodowego wręcz honorarium... A prąd... A moja praca i energia... A to że innym w tym czasie odmówiłem? Kogo to obchodzi...
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pewnego dnia:
Puk puk do drzwi...
- Ty "robisz" sklepy internetowe? - no i stało się. W niewyjaśnionych okolicznościach człowiek ten stał się moim najlepszym klientem. Nie wiem do końca skąd się wziął.. Jak mnie znalazł...
Styczeń - minął pod znakiem dziwnych wydarzeń. Uporządkowania dziedzin mojego życia. Nowych projektów. Nowych ludzi. W ogóle kosmos. O tym że mógł się skończyć tragicznie nie wiem czy pisać...
Jako doradca klienta w pewnej firmie doradztwa finansowego - byłem chyba jedynym, który nie miał zrobionego planu finansowego. Ja. Taki "wielki" prezes nie mam spisanej i czysto matematycznie wyliczonej strategii finansowej. No to zawarłem umowę z moim menadżerem i...
tego dnia popsuł się samochód. Najpierw były problemy z kołem - nagle zeszło powietrze. O 22 w nocy w tesco kupiłem wspaniałą pompkę (fantastycznie pompuje - polecam kupowanie pompki w tesco - to nie jest ironia ale uczciwie mówię, że dokonałem dobrego zakupu ;-))
/* Wiem że długi ten post strasznie. Czuję że połowę przewinąłeś... I wiesz co? masz rację. Ja to piszę dla siebie. Sam siebie podsumowuję dlatego nie wymagam od Ciebie sumiennego czytania moich postów, chyba że sam stwierdzisz o wartości intelektualnej moich wniosków */
Wracając do samochodu...
Jak to kiedyś przeczytałem na jakiejś aukcji allegro: (przepraszam za wulgaryzm) benzynożercze kurwiszcze.. :-)
A z resztą nie tylko benzyno- ale także finansowo- płynochłodnicowo- płynohamulcowo- mechanikowo- (i inne tego typu przedrostki) - żerne (!)
Popsuł się. Jechał. pośliznął się. I po tym jak się przewrócił na dach już nie wyszedł z tego poślizgu cało. Na szczęście wraz z moją żoną uszliśmy bez szwanku.
Do dziś mam pretensje do siebie, ze dałem ciała, że mogłem być ostrożniejszy, że mogłem zrobić to i tamto. Trudno.. stało się
Jak przeczytałem kilka dni później w pewnej książce:
"Wydarzyło się wszystko co miało się wydarzyć, a jednocześnie nie stało się nic.."
Koniec końców: mam o połowę kosztów mniej w styczniu. No i chudnę szybciej na rowerze.. :-)
Ale co ze strategią? Tego chyba nawet sami doradcy w tej firmie nie wiedzą... hehe Tyle natłukli mi do głowy że to całe doradztwo jest po to, żeby takim ludziom jak ja wyznaczyć drogę od miejsca gdzie się znajduję teraz do miejsca w przyszłości kiedy moje cele są zrealizowane. Ja wiem, że mój przypadek jest wyjątkowo wyjątkowy, bo jak można wyznaczyć strategię finansową komuś, kto oficjalnie jest "gołodupcem". Zgodnie z umową po 14 dniach powinienem tę strategię otrzymać, a jeśli zbyt mało zarabiam: pełne wyliczenie ile muszę zarabiać żeby zrealizować te zamierzenia w określonym czasie.
W excelu za pomocą solvera policzyłbym to szybko i za darmo. W tej 'rzetelnej' firmie czekam nadal.. od 9 stycznia to już chyba 2 razy minęło 14 dni.. Co tam maile, co tam telefony: - "nadal czekam" - napisałem "to czekaj" - otrzymałem.
I zajebiście. (znów wulgaryzm) Nie ma to jak znów na deskach leżeć...
Jak to dobrze, że zaufałem intuicji i na własnej skórze wypróbowałem jakość ich usług. Strach się bać co by było gdybym ufnie przyprowadził moich najlepszych znajomych.. Oszczędziłem kilka przyjaźni
/* Jeśli czytasz już tu to musisz być niesamowicie zdeterminowany :-) To jeszcze nie koniec bo pasek przewiajania pokazuje kolejne wersy... :-) Podsumowanie to podsumowanie i nie ta się tego streścić w osiem wersów... Dziękuję, że jesteś */
Mimo wszystko to dobrze, ze nie zostanę doradcą. To nie jest droga, którą chcę iść. Zamiast być gołodupnym (gołosłownym, gołodoświadczeniowym) doradcą chcę mieć najlepszych doradców wokół siebie - praktyków z doświadczeniem.
To czego nauczyłem się w tej firmie nie zastąpi żadna szkoła, żadne studia MBA, Oxford i Yale. Podczas tej rocznej przygody nauczyłem się: sprzedaży, negocjacji, planowania (finansów, czasu) a przede wszystkim nabrałem pewnej ogłady w tym wszystkim.
Dobra. Tyle o doradztwie
Nie wiem czy powinienem pisać o otwartych projektach, żeby nie zapeszać.. :-) Hehe a co tam. Jak się przewrócę to się znów podniosę.
Ktoś powiedział, że "człowiek jest trochę jak piłka. Im mocniej Cię kopną tym wyżej i dalej polecisz". Biorę go za słowo i lecę. :-)
W każdym razie rozpocząłem współpracę ze wspaniałym człowiekiem. Osoba ta jest moim coachem i nauczycielem. W niesamowicie zręczny sposób sortuje mi w głowie mrzonki i realistyczne zamierzenia. Pokazuje mi podejścia i punkty widzenia, które do tej pory były dla mnie niedostępne. Jestem mu niesamowicie wdzięczny za tę współpracę i wspólny wysiłek dla zrealizowania głównie moich celów. Dziękuję
Luty - no właśnie. Luty. a właściwie już druga jego połowa. To jeszcze nie meta.
Ale już na pewno nie start. Zdecydowanie nie początek mety, ale na pewno koniec startu :-)
Czas na efekty. Zgodnie z zasadą "Albo Cezarem, albo nikim" - jeśli w najbliższym czasie nie osiągnę wyników - znacznie przewyższających te otrzymane do tej pory (na poziomie 2 lub 3 krotnie większym) - rezygnuję z prowadzenia działalności. Słyszysz Intelight systems? Albo dasz owoce albo Cię zlikwiduję :-) i nie żartuję. Mówię poważnie.
Nie traktuję już tego w kategoriach poddania się podczas walki - bo do tej pory tak to sobie tłumaczyłem. Trzeba chwycić byka za rogi i działać. A jak te moje działania przyniosą znów prawy sierpowy to już nie wstaję z desek. Pi....ę nie robię. Ot co.
Całe podsumowanie.
Dziękuję, że tu jesteś. Właśnie dałeś cząstkę siebie co wróci do Ciebie spotęgowane i zwielokrotnione. Jesteś fantastycznym człowiekiem. A to (lub coś o niebo lepszego) o czym marzysz niech się spełni. Baw się.
Miałem w ręce biznesplan na wspaniałą firmę, marzenia, cele, pasję, szczęście...
Jak to gdzieś przeczytałem: "Zaczynasz z pełnym workiem szczęścia i pustym workiem na doświadczenie. Cała sztuka, to napełnić worek na doświadczenie zanim worek ze szczęściem się opróżni."
Minęło pół roku. Co się przez ten czas wydarzyło? Posłuchajcie...

sierpień - rzuciłem pracę. Czekałem na wyniki konkursu na najlepszy biznesplan organizowany przez Raiffeissen Bank oraz Gazeta.pl - nie doczekałem się :-)
Pożyczyłem u rodziny 3000 zł żeby jakoś wystartować...
Nie ruszyłem z kopyta :/
Raczej:

"Najpierw powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła maszyna po szynach ospale
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem
I kręci się kręci, koło za kołem..." Jak to szeptał Julian Tuwim.
wrzesień - sielanka? Odpoczynek? Też... Aczkolwiek trochę pojeździłem - trochę pozałatwiałem. Założyłem działalność gospodarczą. Stworzyłem swoją stronę internetową, zamówiłem pieczątkę i wizytówki(!).. Robiłem jeszcze inne arcyważne rzeczy związane z biurokracją (REGON, NIP etc.) - wszystko to oczywiście nie przynosi żadnych dochodów - ale firma pełną gębą.
Od tej chwili mogłem nazywać się prezesem, CEO, właścicielem firmy:
No dobra. Nie liczy się rozmiar... :-)
Ale co zrobić kiedy i rozmiar i jakość jakoś nie dają znaku życia...
Nawiedzony tajemną wiedzą motywacyjną, wiedzą "bogatego i biednego ojca", wiedzą wszystkich mądrych pięknych i bogatych wymyśliłem "miesiąc cudów". Motywacja kipiała i wrzała we mnie. Byłem tak zdeterminowany, że zdobyłem tylko jednego klienta...
Ale:
- wstawałem codziennie o 5.00
- wyrobiłem w sobie nawyk czytania (i praktykowania) godzinę dziennie - codzienna porcja nowej wiedzy i umiejętności z dziedziny grafiki i tworzenia stron
- nauczyłem się dyscypliny, pracy nad sobą, zarządzania czasem (czasem nim dobrze zarządzam :-] )
psss... - świeczka przycichła
*/ takie wtrącenie - samokrytyka jest mi potrzebna. Nie po to żebyś czytając śmiał się, ale po to by przejaskrawiając pewne schematy, dać do myślenia wszystkim nad wszystkim i "przed" (a nie "po") wszystkim.. */

Ale potem...
Potem przyszła znów nadzieja. Znów uwierzyłem. Znów miałem siłę, motywację, chęci, moc... Znów nagrania audio, video, książki i jeszcze większa siła... + odrobinę więcej działania.
Telefony telefony... Czasem ktoś miał czas dla mnie, czasem ktoś się spieszył... Fantastyczne wydarzenie: dzwonię do jednego z przedsiębiorców w Rudniku z propozycją strony www. Pyta czy z Rudnika jestem. Ja na to że tak. "A to jak z Rudnika to zapraszam". No i z wielką przyjemnością przygotowałem dla niego wizytówkę www.
Grudzień - Nowi klienci, Nowe doświadczenia, Nowa krew na mojej podłodze. Znów leżę na deskach. 3 tygodnie pracy dla jednego z "poważnych" klientów. Tysiące telefonów i maili z poprawkami.. Godziny przed komputerem i... psss kasy jak nie było tak nie ma... :/ - może inaczej: otrzymałem tylko część głodowego wręcz honorarium... A prąd... A moja praca i energia... A to że innym w tym czasie odmówiłem? Kogo to obchodzi...
Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Pewnego dnia:
Puk puk do drzwi...
- Ty "robisz" sklepy internetowe? - no i stało się. W niewyjaśnionych okolicznościach człowiek ten stał się moim najlepszym klientem. Nie wiem do końca skąd się wziął.. Jak mnie znalazł...
Styczeń - minął pod znakiem dziwnych wydarzeń. Uporządkowania dziedzin mojego życia. Nowych projektów. Nowych ludzi. W ogóle kosmos. O tym że mógł się skończyć tragicznie nie wiem czy pisać...
Jako doradca klienta w pewnej firmie doradztwa finansowego - byłem chyba jedynym, który nie miał zrobionego planu finansowego. Ja. Taki "wielki" prezes nie mam spisanej i czysto matematycznie wyliczonej strategii finansowej. No to zawarłem umowę z moim menadżerem i...
tego dnia popsuł się samochód. Najpierw były problemy z kołem - nagle zeszło powietrze. O 22 w nocy w tesco kupiłem wspaniałą pompkę (fantastycznie pompuje - polecam kupowanie pompki w tesco - to nie jest ironia ale uczciwie mówię, że dokonałem dobrego zakupu ;-))
/* Wiem że długi ten post strasznie. Czuję że połowę przewinąłeś... I wiesz co? masz rację. Ja to piszę dla siebie. Sam siebie podsumowuję dlatego nie wymagam od Ciebie sumiennego czytania moich postów, chyba że sam stwierdzisz o wartości intelektualnej moich wniosków */
Wracając do samochodu...Jak to kiedyś przeczytałem na jakiejś aukcji allegro: (przepraszam za wulgaryzm) benzynożercze kurwiszcze.. :-)
A z resztą nie tylko benzyno- ale także finansowo- płynochłodnicowo- płynohamulcowo- mechanikowo- (i inne tego typu przedrostki) - żerne (!)
Popsuł się. Jechał. pośliznął się. I po tym jak się przewrócił na dach już nie wyszedł z tego poślizgu cało. Na szczęście wraz z moją żoną uszliśmy bez szwanku.
Do dziś mam pretensje do siebie, ze dałem ciała, że mogłem być ostrożniejszy, że mogłem zrobić to i tamto. Trudno.. stało się
Jak przeczytałem kilka dni później w pewnej książce:
"Wydarzyło się wszystko co miało się wydarzyć, a jednocześnie nie stało się nic.."
Koniec końców: mam o połowę kosztów mniej w styczniu. No i chudnę szybciej na rowerze.. :-)
Ale co ze strategią? Tego chyba nawet sami doradcy w tej firmie nie wiedzą... hehe Tyle natłukli mi do głowy że to całe doradztwo jest po to, żeby takim ludziom jak ja wyznaczyć drogę od miejsca gdzie się znajduję teraz do miejsca w przyszłości kiedy moje cele są zrealizowane. Ja wiem, że mój przypadek jest wyjątkowo wyjątkowy, bo jak można wyznaczyć strategię finansową komuś, kto oficjalnie jest "gołodupcem". Zgodnie z umową po 14 dniach powinienem tę strategię otrzymać, a jeśli zbyt mało zarabiam: pełne wyliczenie ile muszę zarabiać żeby zrealizować te zamierzenia w określonym czasie.
W excelu za pomocą solvera policzyłbym to szybko i za darmo. W tej 'rzetelnej' firmie czekam nadal.. od 9 stycznia to już chyba 2 razy minęło 14 dni.. Co tam maile, co tam telefony: - "nadal czekam" - napisałem "to czekaj" - otrzymałem.
I zajebiście. (znów wulgaryzm) Nie ma to jak znów na deskach leżeć...
Jak to dobrze, że zaufałem intuicji i na własnej skórze wypróbowałem jakość ich usług. Strach się bać co by było gdybym ufnie przyprowadził moich najlepszych znajomych.. Oszczędziłem kilka przyjaźni
/* Jeśli czytasz już tu to musisz być niesamowicie zdeterminowany :-) To jeszcze nie koniec bo pasek przewiajania pokazuje kolejne wersy... :-) Podsumowanie to podsumowanie i nie ta się tego streścić w osiem wersów... Dziękuję, że jesteś */
Mimo wszystko to dobrze, ze nie zostanę doradcą. To nie jest droga, którą chcę iść. Zamiast być gołodupnym (gołosłownym, gołodoświadczeniowym) doradcą chcę mieć najlepszych doradców wokół siebie - praktyków z doświadczeniem.
To czego nauczyłem się w tej firmie nie zastąpi żadna szkoła, żadne studia MBA, Oxford i Yale. Podczas tej rocznej przygody nauczyłem się: sprzedaży, negocjacji, planowania (finansów, czasu) a przede wszystkim nabrałem pewnej ogłady w tym wszystkim.
Dobra. Tyle o doradztwie
Nie wiem czy powinienem pisać o otwartych projektach, żeby nie zapeszać.. :-) Hehe a co tam. Jak się przewrócę to się znów podniosę.
Ktoś powiedział, że "człowiek jest trochę jak piłka. Im mocniej Cię kopną tym wyżej i dalej polecisz". Biorę go za słowo i lecę. :-)
W każdym razie rozpocząłem współpracę ze wspaniałym człowiekiem. Osoba ta jest moim coachem i nauczycielem. W niesamowicie zręczny sposób sortuje mi w głowie mrzonki i realistyczne zamierzenia. Pokazuje mi podejścia i punkty widzenia, które do tej pory były dla mnie niedostępne. Jestem mu niesamowicie wdzięczny za tę współpracę i wspólny wysiłek dla zrealizowania głównie moich celów. Dziękuję
Luty - no właśnie. Luty. a właściwie już druga jego połowa. To jeszcze nie meta.

Ale już na pewno nie start. Zdecydowanie nie początek mety, ale na pewno koniec startu :-)
Czas na efekty. Zgodnie z zasadą "Albo Cezarem, albo nikim" - jeśli w najbliższym czasie nie osiągnę wyników - znacznie przewyższających te otrzymane do tej pory (na poziomie 2 lub 3 krotnie większym) - rezygnuję z prowadzenia działalności. Słyszysz Intelight systems? Albo dasz owoce albo Cię zlikwiduję :-) i nie żartuję. Mówię poważnie.
Nie traktuję już tego w kategoriach poddania się podczas walki - bo do tej pory tak to sobie tłumaczyłem. Trzeba chwycić byka za rogi i działać. A jak te moje działania przyniosą znów prawy sierpowy to już nie wstaję z desek. Pi....ę nie robię. Ot co.
Całe podsumowanie.
Dziękuję, że tu jesteś. Właśnie dałeś cząstkę siebie co wróci do Ciebie spotęgowane i zwielokrotnione. Jesteś fantastycznym człowiekiem. A to (lub coś o niebo lepszego) o czym marzysz niech się spełni. Baw się.
środa, 23 stycznia 2008
Coś się zaczęło dziać...
Tak mało o tym piszę żeby nie zapeszać .. ale kiedy obawiam się zapeszania to tak jakbym to przyciągał... W końcu jednak po przemyśleniu: "cały świat sprzyja mi całą swoją mocą, więc przyciągam tylko dobre rzeczy"
Do rzeczy:
Ostatnio czytałem na blogu Katarzyny Szafranowskiej (zapraszam na www.ksiazkimocy.blogspot.com) historię o księdzu, który kasował stare sprasowane bilety. (oszust jeden :-) ) Nie wiadomo czy to czy jeszcze co innego było powodem tego że nie osiagnął swoich marzeń - faktem jest natomiast to że "jeśli jego podświadomość miała przekonanie, że nie stać go na bilety, to jak mogło go stać na nowy samochód?". Aby przeczytać więcej zapraszam na blog Katarzyny.
Otrzymałem gdzieś z sieci linka do innego bloga na którym są fragmenty audiobooków.( kliknij tutaj) Z wielką chęcią ściągnąłem wszystkie pliki. Najbardziej spodobała mi się publikacja Tomasza Woźnego "tydzień z milionerem" (gdybys był zainteresowany zakupem: kliknij tutaj )
Stanąłem przed dylematem. Najpierw wrzuciłem google i zacząłem szukać darmowych wersji w necie... Potem ugryzłem się w język i uszczypnąłem w łokieć.
Jak niby mam zostać milionerem próbując egoistycznie zgarnąć wszystko dla siebie. Jak chcę być bogaty nie pomagając innym takimi się stawać?...
No i go mam.
Wierzę że kupując go za własne pieniądze wspieram nie tylko finansowo autora tej publikacji, ale przede wszystkim wspieram siebie samego w spójnym dążeniu do realizacji marzeń.
Dzięki Katarzyno za Twojego Bloga. Dzięki Tomaszu za Twój wkład w moją edukację.
Pozdrawiam ciepło
Do rzeczy:
Ostatnio czytałem na blogu Katarzyny Szafranowskiej (zapraszam na www.ksiazkimocy.blogspot.com) historię o księdzu, który kasował stare sprasowane bilety. (oszust jeden :-) ) Nie wiadomo czy to czy jeszcze co innego było powodem tego że nie osiagnął swoich marzeń - faktem jest natomiast to że "jeśli jego podświadomość miała przekonanie, że nie stać go na bilety, to jak mogło go stać na nowy samochód?". Aby przeczytać więcej zapraszam na blog Katarzyny.
Otrzymałem gdzieś z sieci linka do innego bloga na którym są fragmenty audiobooków.( kliknij tutaj) Z wielką chęcią ściągnąłem wszystkie pliki. Najbardziej spodobała mi się publikacja Tomasza Woźnego "tydzień z milionerem" (gdybys był zainteresowany zakupem: kliknij tutaj )
Stanąłem przed dylematem. Najpierw wrzuciłem google i zacząłem szukać darmowych wersji w necie... Potem ugryzłem się w język i uszczypnąłem w łokieć.
Jak niby mam zostać milionerem próbując egoistycznie zgarnąć wszystko dla siebie. Jak chcę być bogaty nie pomagając innym takimi się stawać?...
No i go mam.
Wierzę że kupując go za własne pieniądze wspieram nie tylko finansowo autora tej publikacji, ale przede wszystkim wspieram siebie samego w spójnym dążeniu do realizacji marzeń.
Dzięki Katarzyno za Twojego Bloga. Dzięki Tomaszu za Twój wkład w moją edukację.
Pozdrawiam ciepło
piątek, 21 grudnia 2007
Spójność
Spójność, spójność, spójność... I powtórzę to raz jeszcze: spójność.
Czy też tak czasem masz że czujesz to uczucie, kiedy odnosisz wrażenie że jesteś jak laser?
Tak naprawdę to jedyna droga.. Albo będę w pełni spójny w dążeniu do realizacji celu albo rozbiegany chaos działań znów rozproszy moją energię. Spójność jest tym co może doprowadzić mnie do moich celów.
Czasem czuję że wszystkie części mojego ducha i ciała razem ze mną ustawiają się w kierunku o jakim marzę.
Wczoraj wydarzyły się różne wydarzenia, które wywołały we mnie właśnie takie uczucie. Gdzieś to czytałem w "jednominutowym milionerze" że pod wpływem wizualizacji i stałego przyciągania swoich celów cały nasz świat przeorganizowuje się i my sami się przeorganizowujemy. Ukierunkowujemy nasze myśli w jedną stronę. To trochę tak jak cząsteczki w metalu są rozłożone w różne strony i dlatego metal nie przyciąga. Magnes jest inny. Jest ukierunkowany. Jego cząsteczki zwrócone są w jednym kierunku (w zależności czy to magnes jedno- czy dwubiegunowy) i przyciąga dzięki temu inne metale.
Spójność. To jest to czego teraz mi trzeba. Tego pragnę i dążę by być absolutnie spójnym w dążeniu do moich celów.
Z każdą sekundą życia, z każdym nowym doświadczeniem i wydarzeniem zauważam, ze wszystko dzieje się w tym kierunku, zaczyna układać się w jedną całość. Początkowo mgliste marzenia, zamienione w cele, konkretne plany stają się rzeczywistością. Nabierają klarowności, puzzle układają się na swoich miejscach. Spójność..
Niech wszystkie części mojej koncentracji w maksymalnym stopniu skupią się na realizacji celu - a wtedy nic mnie nie powstrzyma. Wręcz przeciwnie - cały wszechświat będzie mi pomagał - bo WIEM CZEGO CHCĘ :-)
Niech się stanie to o czym marzę - to lub coś o niebo lepszego..
A Ty? Jesteś spójny w tym do czego dążysz?
Czy też tak czasem masz że czujesz to uczucie, kiedy odnosisz wrażenie że jesteś jak laser?
Tak naprawdę to jedyna droga.. Albo będę w pełni spójny w dążeniu do realizacji celu albo rozbiegany chaos działań znów rozproszy moją energię. Spójność jest tym co może doprowadzić mnie do moich celów.
Czasem czuję że wszystkie części mojego ducha i ciała razem ze mną ustawiają się w kierunku o jakim marzę.
Wczoraj wydarzyły się różne wydarzenia, które wywołały we mnie właśnie takie uczucie. Gdzieś to czytałem w "jednominutowym milionerze" że pod wpływem wizualizacji i stałego przyciągania swoich celów cały nasz świat przeorganizowuje się i my sami się przeorganizowujemy. Ukierunkowujemy nasze myśli w jedną stronę. To trochę tak jak cząsteczki w metalu są rozłożone w różne strony i dlatego metal nie przyciąga. Magnes jest inny. Jest ukierunkowany. Jego cząsteczki zwrócone są w jednym kierunku (w zależności czy to magnes jedno- czy dwubiegunowy) i przyciąga dzięki temu inne metale.
Spójność. To jest to czego teraz mi trzeba. Tego pragnę i dążę by być absolutnie spójnym w dążeniu do moich celów.
Z każdą sekundą życia, z każdym nowym doświadczeniem i wydarzeniem zauważam, ze wszystko dzieje się w tym kierunku, zaczyna układać się w jedną całość. Początkowo mgliste marzenia, zamienione w cele, konkretne plany stają się rzeczywistością. Nabierają klarowności, puzzle układają się na swoich miejscach. Spójność..
Niech wszystkie części mojej koncentracji w maksymalnym stopniu skupią się na realizacji celu - a wtedy nic mnie nie powstrzyma. Wręcz przeciwnie - cały wszechświat będzie mi pomagał - bo WIEM CZEGO CHCĘ :-)
Niech się stanie to o czym marzę - to lub coś o niebo lepszego..
A Ty? Jesteś spójny w tym do czego dążysz?
wtorek, 18 grudnia 2007
Jakość, Prestiż, Pasja, Innowacyjność
To cele i zadania.
Powstałem by się z nimi zmierzyć...
Mierzalność?
Pokaże to zasób portfela...
Pierwszy miesiąc cudów - był fantastycznym przeżyciem w moim życiu. Miesiącem wytężonej pracy. Musiałem zaorać swoje przekonania, wykopać wszystkie kamienie i niepotrzebne korzenie. Zasiałem mnóstwo dobrych intencji... Poznałem tak fantastycznych ludzi, że nawet w najbardziej wymarzonych marzeniach nie wymarzyłem sobie takich przyjaciół. Dziękuję Wam serdecznie (i Ty wiesz dobrze, że do Ciebie to piszę..:-) )
......
Drugi miesiąc.
Płacz i zgrzytanie zębów. Dlaczego nic się nie dzieje.. Skąd wziąć pieniądze na życie.. Może iść do pracy?
......
Trzeci miesiąc
Zaczynają wyrastać jakieś małe kiełki. Takie delikatne i kruche. Potrzebują pielęgnacji i dobrych warunków. Potem już wichry ich nie powstrzymają...
Stawiam na te cztery barwy: Jakość, Prestiż, Pasję oraz Innowacyjność. Niech staną się moimi standardami we współpracy z klientem...
Powstałem by się z nimi zmierzyć...
Mierzalność?
Pokaże to zasób portfela...
Pierwszy miesiąc cudów - był fantastycznym przeżyciem w moim życiu. Miesiącem wytężonej pracy. Musiałem zaorać swoje przekonania, wykopać wszystkie kamienie i niepotrzebne korzenie. Zasiałem mnóstwo dobrych intencji... Poznałem tak fantastycznych ludzi, że nawet w najbardziej wymarzonych marzeniach nie wymarzyłem sobie takich przyjaciół. Dziękuję Wam serdecznie (i Ty wiesz dobrze, że do Ciebie to piszę..:-) )
......
Drugi miesiąc.
Płacz i zgrzytanie zębów. Dlaczego nic się nie dzieje.. Skąd wziąć pieniądze na życie.. Może iść do pracy?
......
Trzeci miesiąc
Zaczynają wyrastać jakieś małe kiełki. Takie delikatne i kruche. Potrzebują pielęgnacji i dobrych warunków. Potem już wichry ich nie powstrzymają...
Stawiam na te cztery barwy: Jakość, Prestiż, Pasję oraz Innowacyjność. Niech staną się moimi standardami we współpracy z klientem...
czwartek, 6 grudnia 2007
Wyostrzam zmysły
Zamilkłem... Zaniemówiłem...
Podniosłem się..
Teraz będzie już tylko lepiej. :-)
Umieściłem sobie takie mądrości na ścianie tuż pod moją tablicą marzeń:
"Opowiedz światu o swych zamierzonych dokonaniach, ale najpierw je wykonaj"
"Dokonaj wewnętrznego bilansu, sprawdź, czy jakieś resztki lęku nie stoją ci jeszcze na drodze do powodzenia. Myśl odważnie i dąż naprzód, ponieważ nic - absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać Cię na obranej drodze życiowej"
"Gdy myślisz, że możesz lub nie możesz - w obu przypadkach masz rację" (H. Ford)
"Za 20 lat będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś. Więc przekrocz granice, żegluj daleko od bezpiecznych zatok. Złap wiatr w żagle. Poznawaj, marz, odkrywaj!" (M.Twain)
"Dziś jestem lepszy niż wczoraj. Jutro - będę jeszcze lepszy!"
"Wszyscy geniusze jakich spotkałem mieli iskrę w oczach, zajebiste poczucie humoru, robili masę różnych rzeczy. Robili - a nie mówili o robieniu" (R. Bandler)
Dlatego ja na razie nie piszę o robieniu. Robię. O efektach poinformuję cały świat bo wierzę że będą ogromną gratyfikacją mojej determinacji.
Pozdrawiam Mikołajowo
a tak dla ciekawostki: spotkałem mikołaja "rockmana" :-)))
http://www.groovy-xmas.com/view.php?c=bfa52b5c2ab53eddf82e843405b5290f
Podniosłem się..
Teraz będzie już tylko lepiej. :-)
Umieściłem sobie takie mądrości na ścianie tuż pod moją tablicą marzeń:
"Opowiedz światu o swych zamierzonych dokonaniach, ale najpierw je wykonaj"
"Dokonaj wewnętrznego bilansu, sprawdź, czy jakieś resztki lęku nie stoją ci jeszcze na drodze do powodzenia. Myśl odważnie i dąż naprzód, ponieważ nic - absolutnie nic nie jest w stanie powstrzymać Cię na obranej drodze życiowej"
"Gdy myślisz, że możesz lub nie możesz - w obu przypadkach masz rację" (H. Ford)
"Za 20 lat będziesz bardziej żałował rzeczy, których nie zrobiłeś. Więc przekrocz granice, żegluj daleko od bezpiecznych zatok. Złap wiatr w żagle. Poznawaj, marz, odkrywaj!" (M.Twain)
"Dziś jestem lepszy niż wczoraj. Jutro - będę jeszcze lepszy!"
"Wszyscy geniusze jakich spotkałem mieli iskrę w oczach, zajebiste poczucie humoru, robili masę różnych rzeczy. Robili - a nie mówili o robieniu" (R. Bandler)
Dlatego ja na razie nie piszę o robieniu. Robię. O efektach poinformuję cały świat bo wierzę że będą ogromną gratyfikacją mojej determinacji.
Pozdrawiam Mikołajowo
a tak dla ciekawostki: spotkałem mikołaja "rockmana" :-)))
http://www.groovy-xmas.com/view.php?c=bfa52b5c2ab53eddf82e843405b5290f
sobota, 3 listopada 2007
sobota 3 listopad
Dzięki Ci Rocklin za słowa otuchy i wiarę :-)
Trwam nadal przy swoim celu. Jeśli nie w 30 to w 40 dni go przyciągnę, albo w 42 jeśli trzeba. ALe wiem że to zrobię. Ten okres pierwszych 30 dni potraktowałem jako okres siewu i podlewania. Teraz powinienem czekać na owoce swojej pracy.
Zauważyłem już mnóstwo zmian w moim życiu. Odczuwam wdzięczność i radość kiedy te wszystkie oferty zaczynają na mnie spływać.
Tylko przez ostatnie 3 dni miałem kilka poważnych ofert współpracy. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie. Nauczony doświadczeniem już nie wpadam w euforię za każdym razem, gdy ktoś zaproponuje mi jakiś sposób na pieniądze, lub złoży ofertę współpracy. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie.
Freeman Dyson powiedział "Nie ma innego sposobu na wyłonienie najlepszego z projektów niż wypróbowanie ich jak najwięcej i odrzucenie nieudanych"
Dlatego i ja muszę sprawdzić najwięcej propozycji ile jestem w stanie. Wierzę, że sam pomysł "miesiąca cudów" będzie najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.
A i przypomniało mi się jeszcze jedno: "Największe pieniądze robi się po trzeciej odmowie" (Jednominutowy Milioner). Więc jakże mógłbym się poddać po pierwszej? Wkładam w to nowy - jeszcze potężniejszy pałer i entuzjazm. Moja wiara doprowadzi mnie do momentu, kiedy zarobienie 10 000 to będzie kwestia jednego telefonu, bądź nawet kwestia kilku sekund.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Trwam nadal przy swoim celu. Jeśli nie w 30 to w 40 dni go przyciągnę, albo w 42 jeśli trzeba. ALe wiem że to zrobię. Ten okres pierwszych 30 dni potraktowałem jako okres siewu i podlewania. Teraz powinienem czekać na owoce swojej pracy.
Zauważyłem już mnóstwo zmian w moim życiu. Odczuwam wdzięczność i radość kiedy te wszystkie oferty zaczynają na mnie spływać.
Tylko przez ostatnie 3 dni miałem kilka poważnych ofert współpracy. Jeszcze nie wiem co z tego wyjdzie. Nauczony doświadczeniem już nie wpadam w euforię za każdym razem, gdy ktoś zaproponuje mi jakiś sposób na pieniądze, lub złoży ofertę współpracy. Czas pokaże co z tego wszystkiego wyjdzie.
Freeman Dyson powiedział "Nie ma innego sposobu na wyłonienie najlepszego z projektów niż wypróbowanie ich jak najwięcej i odrzucenie nieudanych"
Dlatego i ja muszę sprawdzić najwięcej propozycji ile jestem w stanie. Wierzę, że sam pomysł "miesiąca cudów" będzie najlepszym co mogło mi się w życiu przytrafić.
A i przypomniało mi się jeszcze jedno: "Największe pieniądze robi się po trzeciej odmowie" (Jednominutowy Milioner). Więc jakże mógłbym się poddać po pierwszej? Wkładam w to nowy - jeszcze potężniejszy pałer i entuzjazm. Moja wiara doprowadzi mnie do momentu, kiedy zarobienie 10 000 to będzie kwestia jednego telefonu, bądź nawet kwestia kilku sekund.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
wtorek, 23 października 2007
23 października 2007 - podsumowanie
Witam
Miesiąca cudów nigdy nie nazwę miesiącem porażek. Fakt, głównego celu - osiągnięcia (przyciągnięcia, otrzymania) 10 000 zł nie udało mi się osiągnąć. Nie robiłem też codziennie wpisów.
Za to w innych dziedzinach osiągnąłem wspaniałe rezultaty. Zacznę od pieniędzy: we wrześniu przypływ gotówki do mojego portfela wyniósł 150 zł. W Październiku 1610 zł. (dla porównania w lipcu, kiedy pracowałem w młynie zarabiałem 800 zł).
Z leniucha powoli robię się pracusiem. Postawiłem swój świat do góry nogami. Zamiast wstawać o 10 wstawałem o 5. Przez więcej niż godzinę dziennie każdego dnia zdobywałem nową wiedzę i chłonąłem nowe informacje. Wytworzyłem w sobie nawyki zorganizowanego działania, zarządzania czasem i z czego jestem najbardziej dumny (a miałem z tym ogromne problemy) wytworzyłem sobie nawyk robienia wszystkiego od razu.
Złamałem wiele reguł i schematów w których tkwiłem. Zacząłem od prostych rzeczy jak: kupowanie innego jedzenia, coraz częściej wybieram rower zamiast samochodu, pracuję w bardziej rzetelny i zorganizowany sposób. Wprowadziłem sobie zwyczaj planowania swoich działań - chociaż nie zawsze miałem czas żeby wszystko od A do Z zrealizować.
Było trochę przeszkód - w tym najwięksżą było moje lenistwo. Nie jest prawdą że nic nie robiłem. Co prawda nie pisałem o tym, ale klienci, z którymi nie udało mi się rozpocząć współpracy mogliby nie być zadowoleni gdybym opisywał to na blogu. Dlatego napisałem tylko o faktycznych realizacjach.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny wszystkim, którzy mnie czytali i wspierali. Życzę Wam, żeby Wasze marzenia spełniły się jeszcze szybciej niż się możecie tego spodziewać.
A co do "miesiąca cudów" i dalszych losów bloga.
Einstein powiedział, że "należy wszystko upraszczac jak to tylko możliwe, ale nie bardziej" - widać ja uprościłem cały proces bardziej niż należało. W związku z tym otrzymałem informację zwrotną, że czegoś zabrakło, jakiś krok pominąłem dlatego nie osiągnąłem w pełni mojego celu.
Może przyjąłem zbyt krótki okres czasu, może zbyt mało wysiłku włożyłem niż należało, a może po prostu stare schematy trzymały mnie jeszcze w starych koleinach myślenia.
Miesiąc cudów się nie skończył. Przede mną jeszcze sporo pracy. Aczkolwiek podchodzę do tego również w inny sposób:
Rolnik nie sieje zbierając jednocześnie - na owoce swojej pracy musi chwilę zaczekać. Tak i ja wiem, że dobrze pracowałem i efekty przyjdą w najlepszym dla nich okresie. To tylko kwestia czasu. Ja już zasiałem :-)
Dziękuję jeszcze raz i zapraszam w dalszym ciągu - ponieważ niezależnie od tego co się wydarzy - napiszę o tym. A wierzę, że prędzej czy później osiągnę swój cel. Teraz już jest z górki.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Miesiąca cudów nigdy nie nazwę miesiącem porażek. Fakt, głównego celu - osiągnięcia (przyciągnięcia, otrzymania) 10 000 zł nie udało mi się osiągnąć. Nie robiłem też codziennie wpisów.
Za to w innych dziedzinach osiągnąłem wspaniałe rezultaty. Zacznę od pieniędzy: we wrześniu przypływ gotówki do mojego portfela wyniósł 150 zł. W Październiku 1610 zł. (dla porównania w lipcu, kiedy pracowałem w młynie zarabiałem 800 zł).
Z leniucha powoli robię się pracusiem. Postawiłem swój świat do góry nogami. Zamiast wstawać o 10 wstawałem o 5. Przez więcej niż godzinę dziennie każdego dnia zdobywałem nową wiedzę i chłonąłem nowe informacje. Wytworzyłem w sobie nawyki zorganizowanego działania, zarządzania czasem i z czego jestem najbardziej dumny (a miałem z tym ogromne problemy) wytworzyłem sobie nawyk robienia wszystkiego od razu.
Złamałem wiele reguł i schematów w których tkwiłem. Zacząłem od prostych rzeczy jak: kupowanie innego jedzenia, coraz częściej wybieram rower zamiast samochodu, pracuję w bardziej rzetelny i zorganizowany sposób. Wprowadziłem sobie zwyczaj planowania swoich działań - chociaż nie zawsze miałem czas żeby wszystko od A do Z zrealizować.
Było trochę przeszkód - w tym najwięksżą było moje lenistwo. Nie jest prawdą że nic nie robiłem. Co prawda nie pisałem o tym, ale klienci, z którymi nie udało mi się rozpocząć współpracy mogliby nie być zadowoleni gdybym opisywał to na blogu. Dlatego napisałem tylko o faktycznych realizacjach.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny wszystkim, którzy mnie czytali i wspierali. Życzę Wam, żeby Wasze marzenia spełniły się jeszcze szybciej niż się możecie tego spodziewać.
A co do "miesiąca cudów" i dalszych losów bloga.
Einstein powiedział, że "należy wszystko upraszczac jak to tylko możliwe, ale nie bardziej" - widać ja uprościłem cały proces bardziej niż należało. W związku z tym otrzymałem informację zwrotną, że czegoś zabrakło, jakiś krok pominąłem dlatego nie osiągnąłem w pełni mojego celu.
Może przyjąłem zbyt krótki okres czasu, może zbyt mało wysiłku włożyłem niż należało, a może po prostu stare schematy trzymały mnie jeszcze w starych koleinach myślenia.
Miesiąc cudów się nie skończył. Przede mną jeszcze sporo pracy. Aczkolwiek podchodzę do tego również w inny sposób:
Rolnik nie sieje zbierając jednocześnie - na owoce swojej pracy musi chwilę zaczekać. Tak i ja wiem, że dobrze pracowałem i efekty przyjdą w najlepszym dla nich okresie. To tylko kwestia czasu. Ja już zasiałem :-)
Dziękuję jeszcze raz i zapraszam w dalszym ciągu - ponieważ niezależnie od tego co się wydarzy - napiszę o tym. A wierzę, że prędzej czy później osiągnę swój cel. Teraz już jest z górki.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
środa, 17 października 2007
17 październik 2007
Przede wszystkim chcę Ci podziękować anonimowy kolego/koleżanko (z komentarza w poprzednim poście) za uwagi, bo dzięki takowym mogę się rozwijać :-)
Nie wspominałem nic o dumie ani żadnych takich na moim blogu i tak naprawdę nie uważam by jakikolwiek przychód był mniej szlachetny od innego. Co do taty to całkiem ciekawa sprawa. Do tej pory nie przysyłał mi pieniędzy bo kiepsko było z jego finansami. Nie pomagał mi bo akurat miał mniej kasy przez ostatnie pół roku. A tu nagle w tym miesiącu pomógł mi już drugi raz. Jestem mu wdzięczny serdecznie i chciałbym ja jemu też w przyszłości pomagać jak tylko będę potrafił najlepiej.
Co ciekawe, wcale o tę pomoc nie prosiłem. Wcale nie opowiadałem mu o miesiącu cudów ani nie miał możliwości przeczytania tego bloga. A jednak jakimś ciekawym i fajnym zbiegiem okoliczności zarobił więcej i podzielił się ze mną. Czy to złe że dzieli sie ze mną a ja to przyjmuję?
Czy powinienem powiedzieć: Nie? Myślę, że to by było co najmniej głupie. Jestem wdzięczny że pomoc od wszechświata dociera do mnie również w taki sposób.
Co do mojej organizacji. Masz rację. W dziedzinie rachunków (a także jeszcze w kilku innych) nie byłem do tej pory odpowiednio zorganizowany. Co nie znaczy że nie mogę się zorganizować co też uczyniłem 2 dni temu. Teraz każda fakturka czy rachunek jest odpowiednio umiejscowiona chronologicznie w segregatorze i co jeszcze ciekawsze:
Moja kochana żona znalazła rachunki z lipca i sierpnia w jednej ze swoich wielu torebek (że też tam nie szukałem wcześniej). :-))
A po przeanalizowaniu całego roku 2007 okazało się że w maju powstała pewna nieścisłość. W maju zapłaciłem rachunek w terminie a w czerwcu okazało się że saldo jest ujemne. I to ujemne saldo ciągnęło się dalej. Nigdy do tej pory nie zapominałem płacić rachunków. Zawsze robiłem to w terminie. Dlatego do tej pory nie przywiązywałem do nich żadnej uwagi.
Czekam na odpowiedź operatora telewizji kablowej w tej sprawie. Jak wszystko szybko fajnie pójdzie to przeksięguję tę kwotę na listopad i do świąt będzie kablówka z głowy.
Jeszcze raz dziękuję za cenne rady, być może dzięki nim dokonałem wielkiego postępu w moim życiu.
A wracając do miesiąca cudów. Zmieniłem się w stosunku do poprzedniego miesiąca. Z rozespanego i zrzucającego na wszystkich odpowiedzialność leniucha stałem się zdyscyplinowany, odpowiedzialny za własne działania i myśli, a teraz jeszcze staram się zorganizować wszystko jak należy. Teraz chcę być nieposkromionym działaczem. Siadam na katapultę i przecinam linę... Nie ma już odwrotu :-)
A mój cel: zdobycie do soboty pozostalej kwoty 8390 zł. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego. Ufam i wierzę.
Nie wspominałem nic o dumie ani żadnych takich na moim blogu i tak naprawdę nie uważam by jakikolwiek przychód był mniej szlachetny od innego. Co do taty to całkiem ciekawa sprawa. Do tej pory nie przysyłał mi pieniędzy bo kiepsko było z jego finansami. Nie pomagał mi bo akurat miał mniej kasy przez ostatnie pół roku. A tu nagle w tym miesiącu pomógł mi już drugi raz. Jestem mu wdzięczny serdecznie i chciałbym ja jemu też w przyszłości pomagać jak tylko będę potrafił najlepiej.
Co ciekawe, wcale o tę pomoc nie prosiłem. Wcale nie opowiadałem mu o miesiącu cudów ani nie miał możliwości przeczytania tego bloga. A jednak jakimś ciekawym i fajnym zbiegiem okoliczności zarobił więcej i podzielił się ze mną. Czy to złe że dzieli sie ze mną a ja to przyjmuję?
Czy powinienem powiedzieć: Nie? Myślę, że to by było co najmniej głupie. Jestem wdzięczny że pomoc od wszechświata dociera do mnie również w taki sposób.
Co do mojej organizacji. Masz rację. W dziedzinie rachunków (a także jeszcze w kilku innych) nie byłem do tej pory odpowiednio zorganizowany. Co nie znaczy że nie mogę się zorganizować co też uczyniłem 2 dni temu. Teraz każda fakturka czy rachunek jest odpowiednio umiejscowiona chronologicznie w segregatorze i co jeszcze ciekawsze:
Moja kochana żona znalazła rachunki z lipca i sierpnia w jednej ze swoich wielu torebek (że też tam nie szukałem wcześniej). :-))
A po przeanalizowaniu całego roku 2007 okazało się że w maju powstała pewna nieścisłość. W maju zapłaciłem rachunek w terminie a w czerwcu okazało się że saldo jest ujemne. I to ujemne saldo ciągnęło się dalej. Nigdy do tej pory nie zapominałem płacić rachunków. Zawsze robiłem to w terminie. Dlatego do tej pory nie przywiązywałem do nich żadnej uwagi.
Czekam na odpowiedź operatora telewizji kablowej w tej sprawie. Jak wszystko szybko fajnie pójdzie to przeksięguję tę kwotę na listopad i do świąt będzie kablówka z głowy.
Jeszcze raz dziękuję za cenne rady, być może dzięki nim dokonałem wielkiego postępu w moim życiu.
A wracając do miesiąca cudów. Zmieniłem się w stosunku do poprzedniego miesiąca. Z rozespanego i zrzucającego na wszystkich odpowiedzialność leniucha stałem się zdyscyplinowany, odpowiedzialny za własne działania i myśli, a teraz jeszcze staram się zorganizować wszystko jak należy. Teraz chcę być nieposkromionym działaczem. Siadam na katapultę i przecinam linę... Nie ma już odwrotu :-)
A mój cel: zdobycie do soboty pozostalej kwoty 8390 zł. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego. Ufam i wierzę.
wtorek, 16 października 2007
16 październik 2007miłe zaskoczenie
Miłe zaskoczenie jak na koniec mojego miesiąca cudów. Chociaż zwykle tata przysyłał mi kasę na szkołę raz na miesiąc w październiku przysłał mi drugi raz. Miło. Tym razem nawet więcej bo 700 zł.
Jestem dzieckiem szczęścia i wszechświata. Czuję opiekę nad moją osobą. Czuję oddech mojego Anioła Stróża, który utwierdza mnie, że idę dobrą drogą, że Wszechświat daje mi jeszcze kredyt zaufania.
Może to śmieszne, ale byłem już w strasznym dołku. Myślałem o tym wszystkim w bardzo ciemnych kolorach. Stanąłem przed swiadomością przyznania się gdyby mi się nie udało. Byłem przerażony wizją szyderstwa innych z mojego pomysłu. Na dodatek skończyła się kasa, którą pożyczyłem od siostry w sierpniu i zaczynało robić się gorąco.
Nagle okazało się że nie płaciłem za telewizję kablową od lipca - i za nic nie mogłem dojść jak to możliwe. Przecież jakiś czas temu byłem z tą fakturą w banku. No ale nie miałem kopii więc musiałem wysupłać 240 zł za 3 miesiące abonamentu.
Było strasznie.
A tu dzisiaj taka pomoc. Dziękuję Wszechświecie :-)
a co do mojego celu. Zostało kilka dni. Tylko cuda mogą mnie doprowadzić teraz do takiego rezultatu. Może zagram jutro w totka :-)a może nie. Czas pokaże.
Postanowiłem wierzyć gorąco w to że zdobędę mój upragniony kapitał, a za każdym razem kiedy w mojej głowie pojawi się jakaś wątpliwość robię 10 pompek :-D O dziwo coraz mniej wątpliwości mam mimo tak krótkiego czasu. (to pewnie przez zakwasy)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Stan konta: 1610 zł :-D
Jestem dzieckiem szczęścia i wszechświata. Czuję opiekę nad moją osobą. Czuję oddech mojego Anioła Stróża, który utwierdza mnie, że idę dobrą drogą, że Wszechświat daje mi jeszcze kredyt zaufania.
Może to śmieszne, ale byłem już w strasznym dołku. Myślałem o tym wszystkim w bardzo ciemnych kolorach. Stanąłem przed swiadomością przyznania się gdyby mi się nie udało. Byłem przerażony wizją szyderstwa innych z mojego pomysłu. Na dodatek skończyła się kasa, którą pożyczyłem od siostry w sierpniu i zaczynało robić się gorąco.
Nagle okazało się że nie płaciłem za telewizję kablową od lipca - i za nic nie mogłem dojść jak to możliwe. Przecież jakiś czas temu byłem z tą fakturą w banku. No ale nie miałem kopii więc musiałem wysupłać 240 zł za 3 miesiące abonamentu.
Było strasznie.
A tu dzisiaj taka pomoc. Dziękuję Wszechświecie :-)
a co do mojego celu. Zostało kilka dni. Tylko cuda mogą mnie doprowadzić teraz do takiego rezultatu. Może zagram jutro w totka :-)a może nie. Czas pokaże.
Postanowiłem wierzyć gorąco w to że zdobędę mój upragniony kapitał, a za każdym razem kiedy w mojej głowie pojawi się jakaś wątpliwość robię 10 pompek :-D O dziwo coraz mniej wątpliwości mam mimo tak krótkiego czasu. (to pewnie przez zakwasy)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Stan konta: 1610 zł :-D
sobota, 13 października 2007
wtorek, 9 października 2007
poniedziałek, wtorek 8-9 października 2007 - biorę się do pracy!
Dużo chaosu miałem w tych moich planach. Musiałem to wszystko usystematyzować.
Generalnie mam 4 projekty.
Firma, doradztwo oraz 2 produkty. Aby to sobie usystematyzować podzieliłem to na zadania
produkt1
- przygotować mapę gmin
- przygotować wzór scenariusza rozmowy
- zadzwonić do odp. gmin i umówić się lub pojechać od razu
- przedstawić produkt i sprzedać
- zebrać zamówienie z kilku gmin
- odwiedzić instytucje EFS, Regionalną Izbę Gospodarczą aby dowiedziec się wszystkiego na temat organizacji dofinansowania dla kilku gmin
- przygotować wnioski
- wykonać projekt
produkt2
- uzyskać pomoc od osoby zajmującej się podobnymi projektami na mojej uczelni
- przekonać go do pomysłu
- zdobyć gotówkę i przygotować prototyp (kurczę, ale by się przydało te 10 000 :-) )
- sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać.
produkt1 i produkt2 będę przedstawiał jako możliwość wyboru.
doradztwo
- dzwonić, umawiać się i spotykać z klientami
- zacząć w końcu sprzedawać skutecznie
a co do firmy (oczywiście poza tymi 2 produktami)
- przejrzeć oferty pracy - mogę zaoferować swoje usługi niektórym firmom. Zamiast zatrudnić pracownika łatwiej będzie im zlecić to jednoosobowej firmie. Na pewno taniej i wygodniej.
- sprecyzować do granic możliwości moją ofertę
- wystartować ze stroną www
To by było na razie tyle co do organizacji. Wiem co i jak mam krok po kroku wykonywać. Teraz tylko działanie i trochę szczęścia może mnie przybliżyć do mojego celu.
Dziś tj. 9 października
- odwiedziłem odpowiednie osoby, które mogą mi pomóc. Udało mi się jakąś pomoc uzyskać i pomysł sprzedałem - pozostaje jeszcze jego skuteczna realizacja. Czekam teraz na kontakt osoby z którą mam dalej rozmawiać i działać.
Następny krok jaki muszę wykonać podczas czekania na kontakt odnośnie produktu1 to zająć się realizacją projektu2. Odwiedzaniem gmin i zebraniem informacji odnośnie dofinansowania gmin. Zdobywaniem klientów dla mojej firmy oraz Polskiego Doradztwa Finansowego.
Nie wiem jeszcze jak - ale osiągnę mój cel. Zdobędę te 10 000 zł :-)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
Pozdrawiam
PS. A zrozumialem kolejną banalną rzecz, której jakoś tak świadomie nie mogłem zobaczyć: JEŚLI JAKIEŚ ZADANIE WYDAJE MI SIĘ NIE DO OSIĄGNIĘCIA TO NIE ZNACZY ŻE NIE JEST DO OSIĄGNIĘCIA ALE MOŻE ZNACZYĆ ŻE JEST PO PROSTU ZA DUŻE JAK NA JEDEN RAZ.
Kurczę. Przecież to takie proste. Od teraz jeśli nie będzie mi się chciało wykonać czegoś (z różnych powodów) będę dzielił ten cel na mniejsze kroczki dotąd aż ten maluteńki kroczek będzie tak malutki, że wstyd byłoby go nie wykonać.
Generalnie mam 4 projekty.
Firma, doradztwo oraz 2 produkty. Aby to sobie usystematyzować podzieliłem to na zadania
produkt1
- przygotować mapę gmin
- przygotować wzór scenariusza rozmowy
- zadzwonić do odp. gmin i umówić się lub pojechać od razu
- przedstawić produkt i sprzedać
- zebrać zamówienie z kilku gmin
- odwiedzić instytucje EFS, Regionalną Izbę Gospodarczą aby dowiedziec się wszystkiego na temat organizacji dofinansowania dla kilku gmin
- przygotować wnioski
- wykonać projekt
produkt2
- uzyskać pomoc od osoby zajmującej się podobnymi projektami na mojej uczelni
- przekonać go do pomysłu
- zdobyć gotówkę i przygotować prototyp (kurczę, ale by się przydało te 10 000 :-) )
- sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać i jeszcze raz sprzedawać.
produkt1 i produkt2 będę przedstawiał jako możliwość wyboru.
doradztwo
- dzwonić, umawiać się i spotykać z klientami
- zacząć w końcu sprzedawać skutecznie
a co do firmy (oczywiście poza tymi 2 produktami)
- przejrzeć oferty pracy - mogę zaoferować swoje usługi niektórym firmom. Zamiast zatrudnić pracownika łatwiej będzie im zlecić to jednoosobowej firmie. Na pewno taniej i wygodniej.
- sprecyzować do granic możliwości moją ofertę
- wystartować ze stroną www
To by było na razie tyle co do organizacji. Wiem co i jak mam krok po kroku wykonywać. Teraz tylko działanie i trochę szczęścia może mnie przybliżyć do mojego celu.
Dziś tj. 9 października
- odwiedziłem odpowiednie osoby, które mogą mi pomóc. Udało mi się jakąś pomoc uzyskać i pomysł sprzedałem - pozostaje jeszcze jego skuteczna realizacja. Czekam teraz na kontakt osoby z którą mam dalej rozmawiać i działać.
Następny krok jaki muszę wykonać podczas czekania na kontakt odnośnie produktu1 to zająć się realizacją projektu2. Odwiedzaniem gmin i zebraniem informacji odnośnie dofinansowania gmin. Zdobywaniem klientów dla mojej firmy oraz Polskiego Doradztwa Finansowego.
Nie wiem jeszcze jak - ale osiągnę mój cel. Zdobędę te 10 000 zł :-)
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
Pozdrawiam
PS. A zrozumialem kolejną banalną rzecz, której jakoś tak świadomie nie mogłem zobaczyć: JEŚLI JAKIEŚ ZADANIE WYDAJE MI SIĘ NIE DO OSIĄGNIĘCIA TO NIE ZNACZY ŻE NIE JEST DO OSIĄGNIĘCIA ALE MOŻE ZNACZYĆ ŻE JEST PO PROSTU ZA DUŻE JAK NA JEDEN RAZ.
Kurczę. Przecież to takie proste. Od teraz jeśli nie będzie mi się chciało wykonać czegoś (z różnych powodów) będę dzielił ten cel na mniejsze kroczki dotąd aż ten maluteńki kroczek będzie tak malutki, że wstyd byłoby go nie wykonać.
niedziela, 7 października 2007
piątek sobota niedziela 5-7.10.2007 Wyzwania
Rozmyślałem o tym jak rozwiązać mój problem. Co powinienem zrobić aby ten cel osiągnąć. Szukałem rozwiązania w jaki sposób zacząć wreszcie zarabiać. Jak znaleźć klientów??
Dziś, tj. w niedzielę przyszło oświecenie. Tak banalne i tak proste,że nawet głupio mi dopiero teraz to rozumieć. Ale lepiej późno niż wcale.
Mianowicie zaraz po przebudzeniu zadałem sobie dziś pytanie: A czy to nie jest tak, że jeżeli chcę sprzedawać przedstawicielstwo handlowe to czy nie powinienem zacząć od siebie? Czy nie powinienem właśnie zacząć od swojej własnej firmy???/
Dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem. To całkiem zmieniło mój punkt widzenia. Postanowiłem przekształcić ten problem w wyzwanie i zrealizować mój cel zdobycia 10 000 zł.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
Dziś, tj. w niedzielę przyszło oświecenie. Tak banalne i tak proste,że nawet głupio mi dopiero teraz to rozumieć. Ale lepiej późno niż wcale.
Mianowicie zaraz po przebudzeniu zadałem sobie dziś pytanie: A czy to nie jest tak, że jeżeli chcę sprzedawać przedstawicielstwo handlowe to czy nie powinienem zacząć od siebie? Czy nie powinienem właśnie zacząć od swojej własnej firmy???/
Dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłem. To całkiem zmieniło mój punkt widzenia. Postanowiłem przekształcić ten problem w wyzwanie i zrealizować mój cel zdobycia 10 000 zł.
Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
piątek, 5 października 2007
czwartek 04 października 2007 - Kolejna kasa
Tym razem z uczelni
Zapłacili mi 160 zł za to że jestem starostą - zwrot kosztów. Tyle, że ja wydałem w ciągu całego semestru dwa razy tyle kasy na paliwo żeby pozałatwiać sprawy "urzędowe" jako starosta. Ehh Dobra jest. Zawsze to kasa, która powiększa mój zysk.
Na koncie jest już 910 zł i jakby nie liczyć to już prawie 10% (9,1% gdyby ciężko było policzyć :-) ).
Dzisiaj mija 14 dni od początku eksperymentu. Połowa czasu. Zdobyłem 10% to oznacza, że muszę się sprężyć i zacząć generować jakoś pieniądze, żeby w ciągu tego okresu przyciągnąć pozostałe 90%. Uda mi się?
Ja w to wierzę. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
Zapłacili mi 160 zł za to że jestem starostą - zwrot kosztów. Tyle, że ja wydałem w ciągu całego semestru dwa razy tyle kasy na paliwo żeby pozałatwiać sprawy "urzędowe" jako starosta. Ehh Dobra jest. Zawsze to kasa, która powiększa mój zysk.
Na koncie jest już 910 zł i jakby nie liczyć to już prawie 10% (9,1% gdyby ciężko było policzyć :-) ).
Dzisiaj mija 14 dni od początku eksperymentu. Połowa czasu. Zdobyłem 10% to oznacza, że muszę się sprężyć i zacząć generować jakoś pieniądze, żeby w ciągu tego okresu przyciągnąć pozostałe 90%. Uda mi się?
Ja w to wierzę. Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego :-)
czwartek, 4 października 2007
Raport z wtorku i środy 2-3 października 2007
wtorek
Załatwiłem "przedostatnie" formalności w ZUS-ie. Teraz już zostało tylko konto bankowe i po sprawie. Wciąż nie mam pomysłu od czego zacząć.
środa
Miałem pewien kłopot z ludźmi, którzy mnie otaczają. Ciągle "ktoś" organizował mój czas prosząc mnie o to czy o tamto. Moje otoczenie uważa, że skoro nie pracuję dla kogoś min. 8 godzin - nie chodzę od rana do zakładu to znaczy że nie pracuję. To że jestem w domu nie oznacza dla nich pracy - wydaje im się że siedzę przed telewizorem i czekam na to aż spadnie deszcz pieniędzy. Wytykają mi że nie ma efektów mojej pracy (oczywiście logicznie potwierdzając że pracując na etacie po miesiącu już jakiś efekt w postaci wypłaty widać). A u mnie nic. Zero.
Miałem nawet o to małą sprzeczkę z żoną i wtedy przyszła mi do głowy historia tego gościa, który kupił sopie łopatę i napierdzielał dziury przez cały dzień. Zupełnie bez celu. Mówił przy tym każdemu że jest bardzo zajęty.
I moim zdaniem taki ktoś potrzebuje, żeby ktoś inny mu powiedział o braku wyników tej pracy. Że kopie bez celu itd.
ALE:
Jest druga wersja tegoż samego zdarzenia. W drugiej wersji kopiący ma wizję. Chce wykopać duże oczko wodne, wyłożyć je folią, obsypać żwirem, wpuścić rybki, posadzić roślinki a ponieważ nie miał innego pomysłu jak zaczęcia od łopaty to wziął się do kopania. Czy taki facet potrzebuje ciągłych komentarzy "po co to robisz", "to bezcelowe", "udajesz że jesteś zajęty" i tym podobne)Przecież on dobrze wie o tym że nie ma jeszcze efektów. Że jest tylko kawałek dziury w ziemi i nic więcej.
On potrzebuje pomocy, kogoś doświadczonego, który powie mu
"słuchaj, wynajmij koparkę, sprzedaj żwir i za sprzedany żwir opłacisz ją i jeszcze Ci zostanie na folię" i tego typu podobne rady będą mu użyteczne.
Nie wszyscy od razu potrzebują żeby ich zje.. znaczy ochrzanić że nie ma efektów ich pracy. Czasem ta osoba może nie mieć siły ciągle tłumaczyć swojej wizji.
Co do mojego celu: Zdobędę te 10 000 - Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
PS. Złapałem kontakt na stronę :-)
Załatwiłem "przedostatnie" formalności w ZUS-ie. Teraz już zostało tylko konto bankowe i po sprawie. Wciąż nie mam pomysłu od czego zacząć.
środa
Miałem pewien kłopot z ludźmi, którzy mnie otaczają. Ciągle "ktoś" organizował mój czas prosząc mnie o to czy o tamto. Moje otoczenie uważa, że skoro nie pracuję dla kogoś min. 8 godzin - nie chodzę od rana do zakładu to znaczy że nie pracuję. To że jestem w domu nie oznacza dla nich pracy - wydaje im się że siedzę przed telewizorem i czekam na to aż spadnie deszcz pieniędzy. Wytykają mi że nie ma efektów mojej pracy (oczywiście logicznie potwierdzając że pracując na etacie po miesiącu już jakiś efekt w postaci wypłaty widać). A u mnie nic. Zero.
Miałem nawet o to małą sprzeczkę z żoną i wtedy przyszła mi do głowy historia tego gościa, który kupił sopie łopatę i napierdzielał dziury przez cały dzień. Zupełnie bez celu. Mówił przy tym każdemu że jest bardzo zajęty.
I moim zdaniem taki ktoś potrzebuje, żeby ktoś inny mu powiedział o braku wyników tej pracy. Że kopie bez celu itd.
ALE:
Jest druga wersja tegoż samego zdarzenia. W drugiej wersji kopiący ma wizję. Chce wykopać duże oczko wodne, wyłożyć je folią, obsypać żwirem, wpuścić rybki, posadzić roślinki a ponieważ nie miał innego pomysłu jak zaczęcia od łopaty to wziął się do kopania. Czy taki facet potrzebuje ciągłych komentarzy "po co to robisz", "to bezcelowe", "udajesz że jesteś zajęty" i tym podobne)Przecież on dobrze wie o tym że nie ma jeszcze efektów. Że jest tylko kawałek dziury w ziemi i nic więcej.
On potrzebuje pomocy, kogoś doświadczonego, który powie mu
"słuchaj, wynajmij koparkę, sprzedaj żwir i za sprzedany żwir opłacisz ją i jeszcze Ci zostanie na folię" i tego typu podobne rady będą mu użyteczne.
Nie wszyscy od razu potrzebują żeby ich zje.. znaczy ochrzanić że nie ma efektów ich pracy. Czasem ta osoba może nie mieć siły ciągle tłumaczyć swojej wizji.
Co do mojego celu: Zdobędę te 10 000 - Niech się stanie - to lub coś o niebo lepszego
PS. Złapałem kontakt na stronę :-)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
