W jakimś mailu odnośnie Klubu Rozwoju Liderów znalazłem:
"Co ważniejsze dla sukcesu: talent czy pracowitość?
A co ważniejsze w rowerze: przednie czy tylne koło?"
Co o tym myślisz?
czwartek, 11 grudnia 2008
środa, 10 grudnia 2008
Zestawienie finansowe i podsumowanie roku
Od końca sierpnia postanowiłem zadbać lepiej o swoje finanse. Postanowiłem kontrolować przepływ gotówki, monitorować jej przypływy i odpływy. I...
Nie. Nie skończyło się tylko na postanowieniach. Liczę pieniądze każdego dnia podsumowując je na koniec miesiąca. A Ty? Ciekaw jestem ile osób również postępuje jak ja. Uważasz, że nie warto? A może to przerost formy nad treścią, przecież wszystko można policzyć w głowie...
Odkąd zacząłem monitoring cashu nie zauważyłem szczególnych cudów, poza tym, że wiem dokładnie ile gotówki mogę przeznaczyć i na co, żeby na koniec miesiąca nie pożyczać, a jeszcze odkładać do oddania. Hmm... Więc może ma to w sobie jakąś siłę...
Mamy grudzień. Rok 2008 powoli zbliża się do końca. Warto sobie czasem zrobić "rachunek sumienia" z minionych wydarzeń. Już od kilku lat praktykuję "podsumowanie roku". Pod koniec grudnia poświęcamy z żoną ok. 2-3 godziny na spokojne przemyślenie tegorocznych dokonań, wydarzeń, zrealizowanych i niezrealizownych pomysłów.. Spisujemy także cele na przyszły rok. Mniej lub bardziej ambitne. Mniej lub bardziej realne, lub proste jak np. zakończenie sesji w pierwszym terminie.
Każdego roku coraz bardziej jestem zdumiony potęgą tego procesu. Każdego roku realizujemy coraz więcej zamierzeń. Staje się to wszystko ukierunkowane i spójne. Coraz więcej radości i mocy czuję. Coraz większe poczucie, że przecież zrobiłem to i to, więc mogę bez problemu zrobić tamto. Tego się nie da słowami..
Na początku pisałem o rzeczach kosmicznych dla mnie w tamtym czasie.. np. w wieku 18 lat: posiadanie firmy przynoszącej 100 tys. miesięcznego dochodu nie mając pojęcia o działalności gospodarczej i biznesie... ALe wiesz co? To i tak się rozwija, bo nie mogę powstrzymać wewnętrznego pędu do realizacji tego przedsięwzięcia :-)
Fajnie jest móc wybierać swoją przyszłość. Nie można też żyć w strefie marzeń, ale to że coś się nie spełni za miesiąc czy dwa nie może się spełnić za 5 lat.. Zdecyduj czy warto robić takie podsumowanie. To nic nie kosztuje, a wiele dokonań z czasem się zapomina. Zapominając tracisz pęd i moc jaką daje to doświadczenie..
Nie próbowałem robić takiego minipodsumowania co miesiąc. Może warto... :-)
Nie. Nie skończyło się tylko na postanowieniach. Liczę pieniądze każdego dnia podsumowując je na koniec miesiąca. A Ty? Ciekaw jestem ile osób również postępuje jak ja. Uważasz, że nie warto? A może to przerost formy nad treścią, przecież wszystko można policzyć w głowie...
Odkąd zacząłem monitoring cashu nie zauważyłem szczególnych cudów, poza tym, że wiem dokładnie ile gotówki mogę przeznaczyć i na co, żeby na koniec miesiąca nie pożyczać, a jeszcze odkładać do oddania. Hmm... Więc może ma to w sobie jakąś siłę...
Mamy grudzień. Rok 2008 powoli zbliża się do końca. Warto sobie czasem zrobić "rachunek sumienia" z minionych wydarzeń. Już od kilku lat praktykuję "podsumowanie roku". Pod koniec grudnia poświęcamy z żoną ok. 2-3 godziny na spokojne przemyślenie tegorocznych dokonań, wydarzeń, zrealizowanych i niezrealizownych pomysłów.. Spisujemy także cele na przyszły rok. Mniej lub bardziej ambitne. Mniej lub bardziej realne, lub proste jak np. zakończenie sesji w pierwszym terminie.
Każdego roku coraz bardziej jestem zdumiony potęgą tego procesu. Każdego roku realizujemy coraz więcej zamierzeń. Staje się to wszystko ukierunkowane i spójne. Coraz więcej radości i mocy czuję. Coraz większe poczucie, że przecież zrobiłem to i to, więc mogę bez problemu zrobić tamto. Tego się nie da słowami..
Na początku pisałem o rzeczach kosmicznych dla mnie w tamtym czasie.. np. w wieku 18 lat: posiadanie firmy przynoszącej 100 tys. miesięcznego dochodu nie mając pojęcia o działalności gospodarczej i biznesie... ALe wiesz co? To i tak się rozwija, bo nie mogę powstrzymać wewnętrznego pędu do realizacji tego przedsięwzięcia :-)
Fajnie jest móc wybierać swoją przyszłość. Nie można też żyć w strefie marzeń, ale to że coś się nie spełni za miesiąc czy dwa nie może się spełnić za 5 lat.. Zdecyduj czy warto robić takie podsumowanie. To nic nie kosztuje, a wiele dokonań z czasem się zapomina. Zapominając tracisz pęd i moc jaką daje to doświadczenie..
Nie próbowałem robić takiego minipodsumowania co miesiąc. Może warto... :-)
piątek, 14 listopada 2008
Napieraj, napieraj, napieraj
Przeczekałem chwilę żeby przekonać się czy nawyk rozwinął się na tyle mocno...
Pewnego dnia przeczytałem książkę, o której często się ostatnio pisze. Polecam ją gorąco, tym bardziej że jest dostępna za darmo na http://www.czarodzieje.com.pl/
Książka niezwykła... Magiczna... Cudotwórcza...
Po jej przeczytaniu coś mi się w głowie zaczarowało i otworzyła się jakaś klapka.
Pewnie doskonale zdajesz sobie sprawę, zeby realizować swoje marzenia trzeba coś w tym kierunku robić. Ba! Może nawet masz plan dotarcia do punktu docelowego. Wsiadłeś w ten samochód i chcesz dojechać na miejsce. Tylko, że samochód nie zawsze jedzie tam gdzie chcesz... Tak to jest kiedy się wsiada jako pasażer...
Kiedy ja narysowałem sobie mój cel - 10 000 zł w miesiąc miałem w głowie obraz czegoś niewyobrażalnie wielkiego. Wielka góra do zdobycia. Z lekkim przerażeniem patrzyłem na to i mówiłem sobie "jakoś dam radę.. coś wymyślę". W międzyczasie pojawiło się kilka szans. Może nie na 10000, ale gdyby je rozwinąć... Co najmniej połowę mógłbym szybko zrobić...
Nabyłem pewnego nawyku, którego wtedy było mi brak. Gdy miałem zrealizować jakieś zadanie. Np. zrobić stronę internetową - siadałem przez pół nocy, by zrobić 1/4. Potem miałem awersję i ogromną niechęć do jakiejkolwiek pracy, ale po kilku dniach znów siadałem. Czasem robiłem dużo czasem mało, a czasem nie zrobiłem nic. Realizacja zadania trwała dość długo... (biorąc pod uwagę liczbę przerw pomiędzy działaniem)
Nowy nawyk nie polega na tym by od razu robić całość - bo czasem to niewykonalne. Nigdy nie podobało mi się podejście pracoholiczne do biznesu...
Szukałem jakiegoś rozwiązania, które byłoby skrojone dla mnie. I znalazłem. Akurat dla mnie jest dobry i skuteczny właśnie teraz. Może w przyszłości będę robił to inaczej. Teraz jednak stale napieram na swoje cele.
I choćby to była drobnostka jak np. wykonanie tylko jednego punktu z 10 zaplanowanych do realizacji - muszę ją wykonać. Cały czas czuję potrzebę do realizacji choć drobnego kroczku. Czasem z rozpędu robię więcej, ale najważniejsze by każdego dnia, czy choćby co kilka godzin wykonać coś co przybliży do finału.
Czasem jest tak, że patrzysz na "stertę" zadań do zrobienia i w środku odzywa się taki (jak to było w reklamie PLUS GSM) "wewnętrzny fuj".
Wtedy jest tylko jeden sposób do pokonania go.
Namówić się do zrobienia największej rzeczy na jaką byłbyś się w stanie teraz zgodzić. Czasem jest to pół projektu a czasem tylko zmniejszenie zdjęć czy przeniesienie plików... Ale coś robisz by sfinalizować to dzialanie.
Kiedy zaczniesz do tego podchodzić w ten sposób, może zauważysz, a może nie, że zawsze jesteś w stanie zgodzić się na jakąś mikroskopijną drobnostkę... A z czasem zaczyna się magia...
Jeden z trenerów NLP, którego bardzo cenię, uczył, żeby w dążeniu do celu, w każdym działaniu zawsze zostawiać sobie niedosyt. To będzie tworzyło naturalne "ssanie". Czasem warto jest zrobić mniej niż zamierzasz, bo za każdym następnym razem łatwiej i chętniej przystąpisz do działania... Wyobraź sobie jak by było fajnie gdybyś z łatwością zabierał się do każdego zadania.. :-)
(przykład dla wyjątkowo i ekstremalnie leniwych :-))
Załóżmy że zadaniem jest wrzucenie galerii zdjęć na stronę www. Trzeba zacząć od skopiowania i edycji zdjęć, które dostajesz na płycie. I odzywa się ten wewnętrzny fuj... Niechęć do robienia czegokolwiek.. Jestem pewien że wiesz co to za stan :-)
No to umówmy się że teraz tylko zajmę się edycją zdjęć... i dalej ten fuj..
W takim razie tylko skopiuję fotki na dysk... Ok to nie zajmie długo. Dam radę.
Ale żeby pozostawić niedosyt tylko otworzę folder ze zdjęciami.. (Zawsze mogłem tylko włożyć płytę do napędu albo wyjąć ją z koperty ;p ... Już widzę Twój uśmiech na twarzy, ale bawmy się dalej...)
Do czego zmierzam?
Dochodzimy w pewnym momencie do dna, do czynności, która jest wręcz śmieszna by jej nie zrobić. No bo jeśli już wrzuciłem tą płytkę do napędu to idiotyczne byłoby nie skopiowanie ich na dysk... A kiedy już mam na dysku to chociaż je obejrzę. A potem za godzinę edytuję chociaż jedno.. I tak tworzy się niedosyt. Ssanie, które rozwija się coraz bardziej i bardziej i bardziej.. A po kilku dniach mikroskopijną rzeczą już nie jest włożenie płyty do napędu, tylko edycja jednego zdjęcia...
I nie chodzi tu już o szczegóły i idiotyczność lenistwa, czy wewnętrznego fuja. Stwarzasz sobie atmosferę do realizacji celu.
Co jest ważne?
Przede wszystkim systematyczność. Ale nie narzucona przez kogoś czy nawet przez Ciebie samego.
Mała rzecz a cieszy
Systematyczność wywołana przez to ssanie, które zmienia pogląd na wszystko co do tej pory robiłeś. Z realizacją każdego kroczku przychodzi coraz większa moc, entuzjazm i siła. Z początku jest to tak mikroskopijne jak czynności, które wykonujesz.. a potem przychodzi zdumienie, że realizacja poszła szybciej niż planowałeś...
Do tego koktajlu dolejemy jeszcze trochę alkoholu, żeby było bardziej ekscytująco. Zazwyczaj nie jedna sprawa a tysiące czeka na realizację. Przeploty pomiędzy mikro zadaniami czynią wszystko bardziej sympatycznym do przełknięcia. Niesamowita szybkość realizacji kroczków i ssanie wywołują pewien ciekawy entuzjazm...
Sprawdź to.. użyj.. oceń czy to ma dla Ciebie sens.. a Jeśli masz wielką ochotę na kwiecisty komentarz zacznij od kropki.. potem będzie już lżej :-)
Pewnego dnia przeczytałem książkę, o której często się ostatnio pisze. Polecam ją gorąco, tym bardziej że jest dostępna za darmo na http://www.czarodzieje.com.pl/
Książka niezwykła... Magiczna... Cudotwórcza...
Po jej przeczytaniu coś mi się w głowie zaczarowało i otworzyła się jakaś klapka.
Pewnie doskonale zdajesz sobie sprawę, zeby realizować swoje marzenia trzeba coś w tym kierunku robić. Ba! Może nawet masz plan dotarcia do punktu docelowego. Wsiadłeś w ten samochód i chcesz dojechać na miejsce. Tylko, że samochód nie zawsze jedzie tam gdzie chcesz... Tak to jest kiedy się wsiada jako pasażer...
Kiedy ja narysowałem sobie mój cel - 10 000 zł w miesiąc miałem w głowie obraz czegoś niewyobrażalnie wielkiego. Wielka góra do zdobycia. Z lekkim przerażeniem patrzyłem na to i mówiłem sobie "jakoś dam radę.. coś wymyślę". W międzyczasie pojawiło się kilka szans. Może nie na 10000, ale gdyby je rozwinąć... Co najmniej połowę mógłbym szybko zrobić...
Nabyłem pewnego nawyku, którego wtedy było mi brak. Gdy miałem zrealizować jakieś zadanie. Np. zrobić stronę internetową - siadałem przez pół nocy, by zrobić 1/4. Potem miałem awersję i ogromną niechęć do jakiejkolwiek pracy, ale po kilku dniach znów siadałem. Czasem robiłem dużo czasem mało, a czasem nie zrobiłem nic. Realizacja zadania trwała dość długo... (biorąc pod uwagę liczbę przerw pomiędzy działaniem)
Nowy nawyk nie polega na tym by od razu robić całość - bo czasem to niewykonalne. Nigdy nie podobało mi się podejście pracoholiczne do biznesu...
Szukałem jakiegoś rozwiązania, które byłoby skrojone dla mnie. I znalazłem. Akurat dla mnie jest dobry i skuteczny właśnie teraz. Może w przyszłości będę robił to inaczej. Teraz jednak stale napieram na swoje cele.
I choćby to była drobnostka jak np. wykonanie tylko jednego punktu z 10 zaplanowanych do realizacji - muszę ją wykonać. Cały czas czuję potrzebę do realizacji choć drobnego kroczku. Czasem z rozpędu robię więcej, ale najważniejsze by każdego dnia, czy choćby co kilka godzin wykonać coś co przybliży do finału.
Czasem jest tak, że patrzysz na "stertę" zadań do zrobienia i w środku odzywa się taki (jak to było w reklamie PLUS GSM) "wewnętrzny fuj".
Wtedy jest tylko jeden sposób do pokonania go.
Namówić się do zrobienia największej rzeczy na jaką byłbyś się w stanie teraz zgodzić. Czasem jest to pół projektu a czasem tylko zmniejszenie zdjęć czy przeniesienie plików... Ale coś robisz by sfinalizować to dzialanie.
Kiedy zaczniesz do tego podchodzić w ten sposób, może zauważysz, a może nie, że zawsze jesteś w stanie zgodzić się na jakąś mikroskopijną drobnostkę... A z czasem zaczyna się magia...
Jeden z trenerów NLP, którego bardzo cenię, uczył, żeby w dążeniu do celu, w każdym działaniu zawsze zostawiać sobie niedosyt. To będzie tworzyło naturalne "ssanie". Czasem warto jest zrobić mniej niż zamierzasz, bo za każdym następnym razem łatwiej i chętniej przystąpisz do działania... Wyobraź sobie jak by było fajnie gdybyś z łatwością zabierał się do każdego zadania.. :-)
(przykład dla wyjątkowo i ekstremalnie leniwych :-))
Załóżmy że zadaniem jest wrzucenie galerii zdjęć na stronę www. Trzeba zacząć od skopiowania i edycji zdjęć, które dostajesz na płycie. I odzywa się ten wewnętrzny fuj... Niechęć do robienia czegokolwiek.. Jestem pewien że wiesz co to za stan :-)
No to umówmy się że teraz tylko zajmę się edycją zdjęć... i dalej ten fuj..
W takim razie tylko skopiuję fotki na dysk... Ok to nie zajmie długo. Dam radę.
Ale żeby pozostawić niedosyt tylko otworzę folder ze zdjęciami.. (Zawsze mogłem tylko włożyć płytę do napędu albo wyjąć ją z koperty ;p ... Już widzę Twój uśmiech na twarzy, ale bawmy się dalej...)
Do czego zmierzam?
Dochodzimy w pewnym momencie do dna, do czynności, która jest wręcz śmieszna by jej nie zrobić. No bo jeśli już wrzuciłem tą płytkę do napędu to idiotyczne byłoby nie skopiowanie ich na dysk... A kiedy już mam na dysku to chociaż je obejrzę. A potem za godzinę edytuję chociaż jedno.. I tak tworzy się niedosyt. Ssanie, które rozwija się coraz bardziej i bardziej i bardziej.. A po kilku dniach mikroskopijną rzeczą już nie jest włożenie płyty do napędu, tylko edycja jednego zdjęcia...
I nie chodzi tu już o szczegóły i idiotyczność lenistwa, czy wewnętrznego fuja. Stwarzasz sobie atmosferę do realizacji celu.
Co jest ważne?
Przede wszystkim systematyczność. Ale nie narzucona przez kogoś czy nawet przez Ciebie samego.
Mała rzecz a cieszy
Systematyczność wywołana przez to ssanie, które zmienia pogląd na wszystko co do tej pory robiłeś. Z realizacją każdego kroczku przychodzi coraz większa moc, entuzjazm i siła. Z początku jest to tak mikroskopijne jak czynności, które wykonujesz.. a potem przychodzi zdumienie, że realizacja poszła szybciej niż planowałeś...
Do tego koktajlu dolejemy jeszcze trochę alkoholu, żeby było bardziej ekscytująco. Zazwyczaj nie jedna sprawa a tysiące czeka na realizację. Przeploty pomiędzy mikro zadaniami czynią wszystko bardziej sympatycznym do przełknięcia. Niesamowita szybkość realizacji kroczków i ssanie wywołują pewien ciekawy entuzjazm...
Sprawdź to.. użyj.. oceń czy to ma dla Ciebie sens.. a Jeśli masz wielką ochotę na kwiecisty komentarz zacznij od kropki.. potem będzie już lżej :-)
poniedziałek, 3 listopada 2008
nowa praca - tak, ale po co?
Coś się we mnie skrzywiło..
Za namową jednego znajomego próbowałem dziś wypełnić formularz o pracę do jednej z ciekawszych firm w okolicy Rzeszowa jako handlowiec. O ile jeszcze przez CV udało mi się przebrnąć - to list motywacyjny mnie powalił (a niestety było to pole obowiązkowe).
Ściągnąłem sobie gotowca z pracuj.pl. Masakra. Takie włazidupstwo. Jakoś nie mogłem przełknąć że będę dyspozycyjny i lojalny wobec firmy...
Szukanie pracy.. Przecież tyle piszę o biznesie. O działalności gospodarczej... o kreatywnym podejściu do zarabiania pieniędzy... A tu nagle podanie o pracę. Blee.
Coś pojawiło się w myśleniu, które zmienia całe podejście do tego wszystkiego. Ja nie chcę pracować dla kogoś. Chcę pracować z kimś. A to jest różnica. Nie chcę być ich robolem w zamian za coś co w skrócie można nazwać "etat" - chcę współpracować na takich warunkach jakie mnie odpowiadają.
Może to wybujałe poczucie własnej wartości a może świadomość korzyści jakie mogą dać: moja wiedza+doświadczenie+charakter+umiejętności. Nie chcę ich oddawać za pozorne bezpieczeństwo finansowe. A tak naprawdę uzależnione w każdym momencie życia od widzimisie jakiegoś człowieczka nazywanego prezesem.
Chciałbym, żeby ta firma nauczyła mnie skutecznej sprzedaży w zamian za mój czas, ambicję, chęci, pracę i efekty. Chciałbym przy tym zarobić przyzwoite pieniądze...
Więc pytanie jak w temacie: Nowa praca - tak, ale po co?
Czy to tylko wymówka dla braku umiejętności, asertywności, determinacji i jaj do robienia biznesu? Chyba nad tym należałoby popracować a nie nad pisaniem CV. Sama niewiedza jak robić pieniądze także w niczym nie usprawiedliwia...
Odbiegając od tematu: miałem sen. Śniło mi się, że osiągnąłem to co chciałem. Miałem fantastyczny dom, ogród.. na podjeździe stał Jaguar XJR a żonka machała do mnie radośnie z tarasu. I wtedy przyszło olśnienie... Jakiś głos.. A najprawdopodobniej to moje własne myśli powiedziały, że aby osiągnąć to co chcę muszę stale naciskać. Stale chcieć i stale robić coś aby to osiągnąć. W tekscie wygląda to dziwnie ale to nie były tylko słowa. To było też pewne uczucie. Takie "aha", które zmieniło mój pogląd i już teraz jest inaczej...
Tak jak wpadnie się nagle na jakieś rozwiązanie zadania, taki przebłysk. Takie fajne uczucie, że zrozumiałem...
Za namową jednego znajomego próbowałem dziś wypełnić formularz o pracę do jednej z ciekawszych firm w okolicy Rzeszowa jako handlowiec. O ile jeszcze przez CV udało mi się przebrnąć - to list motywacyjny mnie powalił (a niestety było to pole obowiązkowe).
Ściągnąłem sobie gotowca z pracuj.pl. Masakra. Takie włazidupstwo. Jakoś nie mogłem przełknąć że będę dyspozycyjny i lojalny wobec firmy...
Szukanie pracy.. Przecież tyle piszę o biznesie. O działalności gospodarczej... o kreatywnym podejściu do zarabiania pieniędzy... A tu nagle podanie o pracę. Blee.
Coś pojawiło się w myśleniu, które zmienia całe podejście do tego wszystkiego. Ja nie chcę pracować dla kogoś. Chcę pracować z kimś. A to jest różnica. Nie chcę być ich robolem w zamian za coś co w skrócie można nazwać "etat" - chcę współpracować na takich warunkach jakie mnie odpowiadają.
Może to wybujałe poczucie własnej wartości a może świadomość korzyści jakie mogą dać: moja wiedza+doświadczenie+charakter+umiejętności. Nie chcę ich oddawać za pozorne bezpieczeństwo finansowe. A tak naprawdę uzależnione w każdym momencie życia od widzimisie jakiegoś człowieczka nazywanego prezesem.
Chciałbym, żeby ta firma nauczyła mnie skutecznej sprzedaży w zamian za mój czas, ambicję, chęci, pracę i efekty. Chciałbym przy tym zarobić przyzwoite pieniądze...
Więc pytanie jak w temacie: Nowa praca - tak, ale po co?
Czy to tylko wymówka dla braku umiejętności, asertywności, determinacji i jaj do robienia biznesu? Chyba nad tym należałoby popracować a nie nad pisaniem CV. Sama niewiedza jak robić pieniądze także w niczym nie usprawiedliwia...
Odbiegając od tematu: miałem sen. Śniło mi się, że osiągnąłem to co chciałem. Miałem fantastyczny dom, ogród.. na podjeździe stał Jaguar XJR a żonka machała do mnie radośnie z tarasu. I wtedy przyszło olśnienie... Jakiś głos.. A najprawdopodobniej to moje własne myśli powiedziały, że aby osiągnąć to co chcę muszę stale naciskać. Stale chcieć i stale robić coś aby to osiągnąć. W tekscie wygląda to dziwnie ale to nie były tylko słowa. To było też pewne uczucie. Takie "aha", które zmieniło mój pogląd i już teraz jest inaczej...
Tak jak wpadnie się nagle na jakieś rozwiązanie zadania, taki przebłysk. Takie fajne uczucie, że zrozumiałem...
środa, 29 października 2008
podsumowanie października
Jest dobrze :-) Październik mnie zaskoczył.
Trzy miesiące temu stałem nad przepaścią. Brak kasy, brak perspektyw, brak pomysłów i działania, za to ogromny strach i poczucie winy, że sam do tego doprowadziłem. Wielkie udawanie, że "mam własną firmę". Brak umiejętności kontrolowania samego siebie, brak jakiegokolwiek zarządzania pieniędzmi. Bo czym tu było zarządzać skoro trzeba było wybierać czy kupić jedzenie czy zapłacić za prąd.
Zaburzenie płynności finansowej to już było nie tylko zadłużenie u rodziny, ale niemożność zapłacenia czynszu i rachunków za następny miesiąc... Porażka?
Wcale nie. Brutalna i twarda nauka.
Dziś, kiedy patrzę wstecz, kiedy powoli zaczyna się poprawiać czuję wielką ulgę. Odzyskałem płynność, zapłaciłem wszystkie rachunki, stać mnie na jedzenie i wreszcie mam możliwość odkładania gotówki, którą jestem winien rodzinie. To dobre uczucie, kiedy wiem, ze naprawiam to co pops.... zaraz zaraz. Nieczego nie zepsułem bo życia nie da się zepsuć... Otrzymałem rezultat działań, które podejmowałem wcześniej.. Feedback.
Kontrolowanie samego siebie
Pisałem o tym w tym artykule: Tworzenie zestawienia finansowego
Zapraszam wszystkich do fantastycznej przygody jaką jest kontrola własnych wydatków. Do tej pory wszystko miałem "rozlaźnięte", niezorganizowane a gotówka płynęła jak chciała. I choć dziś nie jestem jakimś skąpcem, to jednak dzięki obserwacji samego siebie wiem na co wydaję i wiem gdzie mogę znaleźć oszczędności. To prawdziwa magia.
Należy też uważać żeby nie wpaść w pułapkę nadmiernej kontroli. Nie da się kontrolować wszystkiego i wszystkich. Trzeba zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Jednakże warto znać jak najdokładniejsze kwoty by móc wyraźnie zaobserwować przepływ kapitału.
Zarządzanie swoimi finansami zacząłem bardzo dawno temu, jeszcze w czasach podstawówki pisałem w zeszycie ile mi dziś pieniędzy przybyło, ile ubyło (najczęściej były to pieniądze, które zostawały z wyjścia do sklepu :-)). Sumowałem przychody, pisałem na co wydane pieniądze, rysowałem wykresy... :-) Potem przestałem... zmieniły się nawyki. Próbowałem kiedyś wrócić ale po miesiącu dałem sobie spokój..
Najciekawsze w tym wszystkim były efekty. Ze zdziwieniem zawsze obserwowałem, że im więcej i bardziej organizuję swoją gotówkę tym jakimś cudem miałem więcej pieniędzy. Nagle rodzina była bardziej hojna, nagle zacząłem zarabiać na drobnych pracach przy komputerze...
Nie dostrzegałem powiązania. Dziś zaczynam myśleć inaczej i kiedy na nowo wziąłem się za zarządzanie kapitałem - sytuacja się klaruje. Coś w tym musi być....
Trzy miesiące temu stałem nad przepaścią. Brak kasy, brak perspektyw, brak pomysłów i działania, za to ogromny strach i poczucie winy, że sam do tego doprowadziłem. Wielkie udawanie, że "mam własną firmę". Brak umiejętności kontrolowania samego siebie, brak jakiegokolwiek zarządzania pieniędzmi. Bo czym tu było zarządzać skoro trzeba było wybierać czy kupić jedzenie czy zapłacić za prąd.
Zaburzenie płynności finansowej to już było nie tylko zadłużenie u rodziny, ale niemożność zapłacenia czynszu i rachunków za następny miesiąc... Porażka?
Wcale nie. Brutalna i twarda nauka.
Dziś, kiedy patrzę wstecz, kiedy powoli zaczyna się poprawiać czuję wielką ulgę. Odzyskałem płynność, zapłaciłem wszystkie rachunki, stać mnie na jedzenie i wreszcie mam możliwość odkładania gotówki, którą jestem winien rodzinie. To dobre uczucie, kiedy wiem, ze naprawiam to co pops.... zaraz zaraz. Nieczego nie zepsułem bo życia nie da się zepsuć... Otrzymałem rezultat działań, które podejmowałem wcześniej.. Feedback.
Kontrolowanie samego siebie
Pisałem o tym w tym artykule: Tworzenie zestawienia finansowego
Zapraszam wszystkich do fantastycznej przygody jaką jest kontrola własnych wydatków. Do tej pory wszystko miałem "rozlaźnięte", niezorganizowane a gotówka płynęła jak chciała. I choć dziś nie jestem jakimś skąpcem, to jednak dzięki obserwacji samego siebie wiem na co wydaję i wiem gdzie mogę znaleźć oszczędności. To prawdziwa magia.
Należy też uważać żeby nie wpaść w pułapkę nadmiernej kontroli. Nie da się kontrolować wszystkiego i wszystkich. Trzeba zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Jednakże warto znać jak najdokładniejsze kwoty by móc wyraźnie zaobserwować przepływ kapitału.
Zarządzanie swoimi finansami zacząłem bardzo dawno temu, jeszcze w czasach podstawówki pisałem w zeszycie ile mi dziś pieniędzy przybyło, ile ubyło (najczęściej były to pieniądze, które zostawały z wyjścia do sklepu :-)). Sumowałem przychody, pisałem na co wydane pieniądze, rysowałem wykresy... :-) Potem przestałem... zmieniły się nawyki. Próbowałem kiedyś wrócić ale po miesiącu dałem sobie spokój..
Najciekawsze w tym wszystkim były efekty. Ze zdziwieniem zawsze obserwowałem, że im więcej i bardziej organizuję swoją gotówkę tym jakimś cudem miałem więcej pieniędzy. Nagle rodzina była bardziej hojna, nagle zacząłem zarabiać na drobnych pracach przy komputerze...
Nie dostrzegałem powiązania. Dziś zaczynam myśleć inaczej i kiedy na nowo wziąłem się za zarządzanie kapitałem - sytuacja się klaruje. Coś w tym musi być....
poniedziałek, 27 października 2008
"JAK ZDOBYĆ DOWOLNĄ ILOŚĆ GOTÓWKI W DOWOLNIE OKREŚLONYM PRZEZ SIEBIE CZASIE."
Zabawne, że w rok po zakończeniu mojego eksperymentu "Miesiąc cudów" znalazłem inną osobę, która posiada podobny punkt widzenia.
Zapraszam na blog Pawła Rudnickiego
Rok temu podjąłem się zarobienia 10 000 zł w miesiąc czasu. Zarobienia, a może lepiej bym to ujął: przyciągnięcia w dowolny sposób tej kwoty do swojego życia.
Mimo tych wszystkich podpunktów, które wypisał Paweł Rudnicki - mało tego miałem jeszcze inne, które także sumiennie wypełniałem nie udało się mojego celu osiągnąć.
Bez sensu byłoby wypisywanie powodów. Sens za to ma napisanie jaką naukę z tego odebrałem.
W owym czasie, gdy się podejmowałem tego przedsięwzięcia 10 tys zł to była dla mnie ogromna suma. Innymi słowy: realne było dla mnie zarobienie 1000 zł (realne = namacalne i tak proste jak zawiązanie buta), natomiast 10tys... to już wyższa szkoła jazdy.
Dziś myślę, że zarobienie 3000 tysięcy jest całkiem łatwe i potrafię to robić (szkoda że jednocześnie prawie tyle wynoszą wydatki, ale i to ogarnę).
Ale do rzeczy: moim zdaniem w tym całym procesie ważny jest też sposób myślenia jak osoba, która tą dychę potrafi zarobić. Ważne, by choć trochę zbliżyć swoją świadomość do świadomości osoby, która to potrafi. Kiedy będziemy świadomi tego, że jest to proste - wtedy się takie stanie.
Oklepany przykład o rowerze - dla pięciolatka jazda jest niewątpliwie trudna. Ale dorosły mając świadomość że jest to proste nie myśli nawet o trudnościach balansowania i równowagi.
Kiedy to poczucie kompetencji przeniesiemy na grunt finansów to dopiero wtedy będziemy mogli zdobyć tę "dowolną" sumę...
Zapraszam na blog Pawła Rudnickiego
Rok temu podjąłem się zarobienia 10 000 zł w miesiąc czasu. Zarobienia, a może lepiej bym to ujął: przyciągnięcia w dowolny sposób tej kwoty do swojego życia.
Mimo tych wszystkich podpunktów, które wypisał Paweł Rudnicki - mało tego miałem jeszcze inne, które także sumiennie wypełniałem nie udało się mojego celu osiągnąć.
Bez sensu byłoby wypisywanie powodów. Sens za to ma napisanie jaką naukę z tego odebrałem.
W owym czasie, gdy się podejmowałem tego przedsięwzięcia 10 tys zł to była dla mnie ogromna suma. Innymi słowy: realne było dla mnie zarobienie 1000 zł (realne = namacalne i tak proste jak zawiązanie buta), natomiast 10tys... to już wyższa szkoła jazdy.
Dziś myślę, że zarobienie 3000 tysięcy jest całkiem łatwe i potrafię to robić (szkoda że jednocześnie prawie tyle wynoszą wydatki, ale i to ogarnę).
Ale do rzeczy: moim zdaniem w tym całym procesie ważny jest też sposób myślenia jak osoba, która tą dychę potrafi zarobić. Ważne, by choć trochę zbliżyć swoją świadomość do świadomości osoby, która to potrafi. Kiedy będziemy świadomi tego, że jest to proste - wtedy się takie stanie.
Oklepany przykład o rowerze - dla pięciolatka jazda jest niewątpliwie trudna. Ale dorosły mając świadomość że jest to proste nie myśli nawet o trudnościach balansowania i równowagi.
Kiedy to poczucie kompetencji przeniesiemy na grunt finansów to dopiero wtedy będziemy mogli zdobyć tę "dowolną" sumę...
wtorek, 21 października 2008
Cel -> strategia -> narzędzia
Wielu ludzi nie jest tego świadomych. Co z tego, że o tym dobrze wiedzą. Nie są ŚWIADOMI..
Moim zdaniem nie narzędzie, ale strategia jest najważniejsza w inwestowaniu.
Logicznie podchodząc do tematu pieniędzy:
1. zakładamy sobie jakiś cel - np. 1000 zł pasywnego dochodu miesięcznego za 20 lat
2. Musimy być świadomi naszej obecnej sytuacji (a więc cashflow) - ile jesteśmy w stanie przeznaczyć na jego osiągnięcie.
3. I dopiero teraz, mając przed oczami cel i nasze możliwości, wybieramy strategie inwestycyjne aby ten cel osiągnąć.
Ale strategie to jeszcze nie fundusze, czy nieruchomości - strategia to system dróg dotarcia do założonego celu. I tu mamy narzędzia:
- fundusze
- akcje
- nieruchomości
- waluty
- biznes
- itd.
Cel jest nadrzędnym priorytetem inwestowania.
Trzeba wiedzieć co się chce osiągnąć a nie inwestować dla samego inwestowania.
Jak wiesz "co", to jesteś w stanie sięgnąć po różne strategie.
Jak masz strategię to wiesz jakich narzędzi użyć.
Jak masz narzędzia - to musisz wiedzieć jak ich używać, żeby sobie krzywdy nimi nie zrobić.
Ot. Cała filozofia.
Moim zdaniem nie narzędzie, ale strategia jest najważniejsza w inwestowaniu.
Logicznie podchodząc do tematu pieniędzy:
1. zakładamy sobie jakiś cel - np. 1000 zł pasywnego dochodu miesięcznego za 20 lat
2. Musimy być świadomi naszej obecnej sytuacji (a więc cashflow) - ile jesteśmy w stanie przeznaczyć na jego osiągnięcie.
3. I dopiero teraz, mając przed oczami cel i nasze możliwości, wybieramy strategie inwestycyjne aby ten cel osiągnąć.
Ale strategie to jeszcze nie fundusze, czy nieruchomości - strategia to system dróg dotarcia do założonego celu. I tu mamy narzędzia:
- fundusze
- akcje
- nieruchomości
- waluty
- biznes
- itd.
Cel jest nadrzędnym priorytetem inwestowania.
Trzeba wiedzieć co się chce osiągnąć a nie inwestować dla samego inwestowania.
Jak wiesz "co", to jesteś w stanie sięgnąć po różne strategie.
Jak masz strategię to wiesz jakich narzędzi użyć.
Jak masz narzędzia - to musisz wiedzieć jak ich używać, żeby sobie krzywdy nimi nie zrobić.
Ot. Cała filozofia.
poniedziałek, 20 października 2008
"Nagroda za przedsiębiorczość..."
Zastanawiam się już od rana jak pokonać rozgoryczenie związane z działalnością gospodarczą...
Ewidentnie dałem dupy i to moja wina. Nawarzyłem piwa i teraz muszę go wypić. Brutalne państwo, które karze przedsiębiorczych... - mnóstwo tego typu frazesów przebiega mi przez głowę - ale nic to nie zmieni... 120 zł nie majątek, ale... No właśnie. zabolało.. I to mocno. Szpila wymierzona z jej wysokości urzędu...
Dlaczego? Likwidując działalność nie dostarczyłem dokumentu 7 dni przed jej zakończeniem. 3 dni przed zakończeniem kwalifikuje już do mandatu.. Brak papiera, albo odpowiednich cyferek na dacie jest powodem do bicia...
Pi...ę takie państwo i takie przepisy, w których karze się za przedsiębiorczość. Ok. Niewiedza kosztuje. Masz rację... Teraz i ja już wiem...
Chciałbym mieć możliwość wyboru narodowości przed moimi narodzinami. Nie chcę uczestniczyć w takim państwie. Wezmę co swoje i zniknę stąd...
Kara za marzenia? "Nagroda" za przedsiębiorczość?
A mówili "jak będziesz wychodził spod stołu to uważaj żebyś się w blat nie uderzył".. Stało się.. Trudno. Nie ma co rozpaczać. W tym kraju się nie chce uczciwych i prawych. Naucz się kombinować albo spier.. Ewolucja.. Takie życie.
Kiedy o tym myślałem jeszcze wczoraj uspokoiła mnie dopiero myśl płynąca głęboko z duszy: "nie ważne jaka będzie decyzja - i tak wpłynie na twój rozwój. Sprawi, że zwielokrotnią się Twoje umiejętności, doświadczenie i przychody w przyszłości.."
Wyniosłem z tego lekcję. I trzy słowa dla skarbówki (a właściwie to 4)...
Ewidentnie dałem dupy i to moja wina. Nawarzyłem piwa i teraz muszę go wypić. Brutalne państwo, które karze przedsiębiorczych... - mnóstwo tego typu frazesów przebiega mi przez głowę - ale nic to nie zmieni... 120 zł nie majątek, ale... No właśnie. zabolało.. I to mocno. Szpila wymierzona z jej wysokości urzędu...
Dlaczego? Likwidując działalność nie dostarczyłem dokumentu 7 dni przed jej zakończeniem. 3 dni przed zakończeniem kwalifikuje już do mandatu.. Brak papiera, albo odpowiednich cyferek na dacie jest powodem do bicia...
Pi...ę takie państwo i takie przepisy, w których karze się za przedsiębiorczość. Ok. Niewiedza kosztuje. Masz rację... Teraz i ja już wiem...
Chciałbym mieć możliwość wyboru narodowości przed moimi narodzinami. Nie chcę uczestniczyć w takim państwie. Wezmę co swoje i zniknę stąd...
Kara za marzenia? "Nagroda" za przedsiębiorczość?
A mówili "jak będziesz wychodził spod stołu to uważaj żebyś się w blat nie uderzył".. Stało się.. Trudno. Nie ma co rozpaczać. W tym kraju się nie chce uczciwych i prawych. Naucz się kombinować albo spier.. Ewolucja.. Takie życie.
Kiedy o tym myślałem jeszcze wczoraj uspokoiła mnie dopiero myśl płynąca głęboko z duszy: "nie ważne jaka będzie decyzja - i tak wpłynie na twój rozwój. Sprawi, że zwielokrotnią się Twoje umiejętności, doświadczenie i przychody w przyszłości.."
Wyniosłem z tego lekcję. I trzy słowa dla skarbówki (a właściwie to 4)...
czwartek, 16 października 2008
Jak powiększyć kolumnę aktywów bez wydawania pieniędzy na ich zakup
Zacznę przewrotnie: Gdybyś dostał teraz 10 000 zł - co byś z nimi zrobił?
Załóżmy, że je otrzymałeś w promocji, wygrałeś na loterii bądź z innego jeszcze darmowego źródła. Co robisz?
Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy w moim przypadku: kupiłbym sobie nowe auto, bo akurat żadnego chwilowo nie posiadam... Ale za 10 tys... No jakieś autko by było.. Może lepiej by było wziąć jeszcze 2000 kredytu i kupić to lepsze, które mniej pali a przy tym daje większy komfort. A może lepiej kupić taniuśkie a kasę oddać wierzycielom.. To chyba byłoby najrozsądniejsze.. Ale przecież już miałem taniuśkie auto, które wysysało ze mnie wszelkie pieniądze... Więc może jednak...
Nie wiem co Ty pomyślałeś, ale czuję, że wielu z nas wykorzystało by darmowe pieniądze na jakąś przyjemność - bo w sumie jaka może być przyjemność z samego posiadania gotówki?
Po pewnym czasie, kiedy emocje przestają igrać z moim umysłem zaczynam rozważać opcje zakupu akcji, obligacji, funduszy inwestycyjnych a może nawet zastosować dźwignię w nieruchomościach i z małym wkładem kupić jakąś "chałupkę"... A może nawet zbudować jakiś biznes...
Po pewnym kolejnym czasie gdy te parę kropel oleju w głowie rozgrzało się - pojawia się myśl, żeby przekazać je jakiemuś brokerowi czy doradcy finansowemu, który się na tym lepiej zna.. A on być może Ci doradzi, żeby wpłacić to na lokatę a wziąć 20000 kredytu z zabezpieczeniem tego cashu i kupić lepsze auto, a jak spłacisz kredyt to masz i auto i gotówkę...
Więc jak? Co byś zrobił z nagle otrzymaną kasą? Nie jest to pięć milionów w totka, ale 10000 na "coś". Bezzwrotna kasa.. Marzenie.
A teraz inaczej:
Masz ochotę kupić sobie nowy samochód. Z Twojego zestawienia finansowego wynika, że masz 400 zł miesięcznie wolnej gotówki. Przy tym poziomie niektóre banki dadzą 20000 na 84 miesiące w kredycie samochodowym (a może i udałoby się więcej). Tak czy siak.. Stać Cię na nowe auto.. Kupujesz?
I tu włącza się nowe myślenie, którego do tej pory nie znałem. Dopiero ludzie, którzy kładą mi do głowy różne mądre rzeczy pokazali inny sposób myślenia..
A gdyby tak zamiast wcześniejszych rozwiązań zająć się tworzeniem nowych aktywów, które dadzą 400 miesięcznie. Wtedy kredyt jest spłacany nie z Twojej wypłaty ale z tych aktywów. Potem masz i auto i aktywa..
Brzmi nieźle.. Łatwo powiedzieć i napisać. Ale jak to zrobić?
Jak stworzyć aktywa, które będą co miesiąc wkładać gotówkę do mojej kieszeni bez konieczności wydawania pieniędzy na ich zakup?
Cała ta filozofia wydaje się być logiczna i prawidłowa. No ba! Jest logiczna i jest prawidłowa. Cały szkopuł tkwi w tym co zrobić żeby mieć ten pasywny przychód...
Sposobów jest podobno wiele.. Czekam na sugestie i propozycje. Odrzucamy opcje zakupu funduszy inwestycyjnych czy nieruchomości. Szukamy pomysłu jak STWORZYĆ coś co będzie wkładało forsę do naszej kieszeni..
Załóżmy, że je otrzymałeś w promocji, wygrałeś na loterii bądź z innego jeszcze darmowego źródła. Co robisz?
Pierwsza myśl jaka przychodzi do głowy w moim przypadku: kupiłbym sobie nowe auto, bo akurat żadnego chwilowo nie posiadam... Ale za 10 tys... No jakieś autko by było.. Może lepiej by było wziąć jeszcze 2000 kredytu i kupić to lepsze, które mniej pali a przy tym daje większy komfort. A może lepiej kupić taniuśkie a kasę oddać wierzycielom.. To chyba byłoby najrozsądniejsze.. Ale przecież już miałem taniuśkie auto, które wysysało ze mnie wszelkie pieniądze... Więc może jednak...
Nie wiem co Ty pomyślałeś, ale czuję, że wielu z nas wykorzystało by darmowe pieniądze na jakąś przyjemność - bo w sumie jaka może być przyjemność z samego posiadania gotówki?
Po pewnym czasie, kiedy emocje przestają igrać z moim umysłem zaczynam rozważać opcje zakupu akcji, obligacji, funduszy inwestycyjnych a może nawet zastosować dźwignię w nieruchomościach i z małym wkładem kupić jakąś "chałupkę"... A może nawet zbudować jakiś biznes...
Po pewnym kolejnym czasie gdy te parę kropel oleju w głowie rozgrzało się - pojawia się myśl, żeby przekazać je jakiemuś brokerowi czy doradcy finansowemu, który się na tym lepiej zna.. A on być może Ci doradzi, żeby wpłacić to na lokatę a wziąć 20000 kredytu z zabezpieczeniem tego cashu i kupić lepsze auto, a jak spłacisz kredyt to masz i auto i gotówkę...
Więc jak? Co byś zrobił z nagle otrzymaną kasą? Nie jest to pięć milionów w totka, ale 10000 na "coś". Bezzwrotna kasa.. Marzenie.
A teraz inaczej:
Masz ochotę kupić sobie nowy samochód. Z Twojego zestawienia finansowego wynika, że masz 400 zł miesięcznie wolnej gotówki. Przy tym poziomie niektóre banki dadzą 20000 na 84 miesiące w kredycie samochodowym (a może i udałoby się więcej). Tak czy siak.. Stać Cię na nowe auto.. Kupujesz?
I tu włącza się nowe myślenie, którego do tej pory nie znałem. Dopiero ludzie, którzy kładą mi do głowy różne mądre rzeczy pokazali inny sposób myślenia..
A gdyby tak zamiast wcześniejszych rozwiązań zająć się tworzeniem nowych aktywów, które dadzą 400 miesięcznie. Wtedy kredyt jest spłacany nie z Twojej wypłaty ale z tych aktywów. Potem masz i auto i aktywa..
Brzmi nieźle.. Łatwo powiedzieć i napisać. Ale jak to zrobić?
Jak stworzyć aktywa, które będą co miesiąc wkładać gotówkę do mojej kieszeni bez konieczności wydawania pieniędzy na ich zakup?
Cała ta filozofia wydaje się być logiczna i prawidłowa. No ba! Jest logiczna i jest prawidłowa. Cały szkopuł tkwi w tym co zrobić żeby mieć ten pasywny przychód...
Sposobów jest podobno wiele.. Czekam na sugestie i propozycje. Odrzucamy opcje zakupu funduszy inwestycyjnych czy nieruchomości. Szukamy pomysłu jak STWORZYĆ coś co będzie wkładało forsę do naszej kieszeni..
środa, 15 października 2008
Edukacja biznesowa - umiejętność sprzedaży
Jak ważny jest to temat w moim życiu? Czy w ogóle sprzedaż jest dla mnie ważna? W jaki sposób umiejętności sprzedaży wpływają na jakość mojego życia? Czy istnieje jakaś zależność? Po co mi umiejętność sprzedaży?
Te i wiele innych pytań chodzi mi po głowie od czasu gdy zainteresowałem się tematem sprzedaży.
Sprzedawcami jesteśmy od dziecka. Kiedy byliśmy tak mali, że nie potrafiliśmy jeszcze mówić, płaczem sprzedawaliśmy nasze emocje, aby wywołać określone reakcje rodziców. Z czasem te umiejętności w nas wygasły, zostaliśmy stłumieni myśleniem typu "nie możesz dostać wszystkiego czego sobie życzysz"
Brak umiejętności sprzedaży jest jedną z przyczyną ludzkiego ubóstwa.
Dlaczego? A no dlatego, że nie umiemy sprzedać własnej wartości, nie umiemy sprzedać własnych umiejętności za rozsądną cenę. Obawiamy się odmowy i wyśmiania. Sprzedajemy tylko wtedy gdy jesteśmy do tego zmuszeni. Pracując na etacie sprzedajemy nasz drogocenny czas. Biorąc kredyt sprzedajemy nasze jutro i jutrzejszą pracę. Całe nasze życie jest jedną wielką sprzedażą siebie.
Jak to jest z tą sprzedażą w moim przypadku?
Zaczęło się od pracy w zwykłym sklepie. Kontakt z klientami. Przezwyciężanie pewnych obaw i lęków. Zdobyłem pewien mikroskopijny poziom asertywnego kontaktu z innymi. Przestałem się obawiać rozmowy z obcymi ludźmi, mało tego - nauczyłem się podstaw konwersacji, żartów, dyskusji. Zdobywałem podstawy tego co Mateusz Grzesiak (www.nlppolska.pl) nazywa inteligencją socjalną - która jest niczym innym jak umiejętnością sprzedaży własnej osoby w społeczeństwie.
Kiedy pracowałem jako doradca finansowy (a dokładnie jako kandydat na doradcę) nauczono mnie wspaniałych i nowych umiejętności. Dopiero dziś otworzyły mi się oczy jak bardzo pomaga mi w życiu wiedza, którą stamtąd wyniosłem (Dziękuję Ci Prezesie :-) ). Nie byłem wystarczająco asertywny i gotowy na to by zacząć przygodę ze sprzedażą na dobre i po początkowych niepowodzeniach podkuliłem ogon. Uciekłem od sprzedaży. Nie próbowałem zderzać się z kolejnymi odmowami. Nie próbowałem szukać odmów...
Dlaczego miałbym to robić? Przecież to głupota dzwonić do ludzi i słuchać ich odmowy...
NIE! Nie głupota! Nauka. Sama nauka w najczystszej jej formie... Odmowa->korekta, odmowa->korekta, odmowa->korekta, dotąd aż się odniesie sukces...
Wróciłem do bezpieczeństwa pracy na etacie i sprzedaży każdej z ośmiu godzin mojej doby za kilka marnych złotych...
Wow. To daje po twarzy. Jak kubeł zimnej wody...
Sprzedaż... Czego się powinienem jeszcze nauczyć, zeby stać się świetnym sprzedawcą?
Odmowy. Umiejętności dążenia do celu pomimo niej. Inteligencji emocjonalnej i sztuki negocjacji. Życiowej "twardości" i nieugiętości..
Czas coś zmienić...
Dzięki że jesteś :-)
Te i wiele innych pytań chodzi mi po głowie od czasu gdy zainteresowałem się tematem sprzedaży.
Sprzedawcami jesteśmy od dziecka. Kiedy byliśmy tak mali, że nie potrafiliśmy jeszcze mówić, płaczem sprzedawaliśmy nasze emocje, aby wywołać określone reakcje rodziców. Z czasem te umiejętności w nas wygasły, zostaliśmy stłumieni myśleniem typu "nie możesz dostać wszystkiego czego sobie życzysz"
Brak umiejętności sprzedaży jest jedną z przyczyną ludzkiego ubóstwa.
Dlaczego? A no dlatego, że nie umiemy sprzedać własnej wartości, nie umiemy sprzedać własnych umiejętności za rozsądną cenę. Obawiamy się odmowy i wyśmiania. Sprzedajemy tylko wtedy gdy jesteśmy do tego zmuszeni. Pracując na etacie sprzedajemy nasz drogocenny czas. Biorąc kredyt sprzedajemy nasze jutro i jutrzejszą pracę. Całe nasze życie jest jedną wielką sprzedażą siebie.
Jak to jest z tą sprzedażą w moim przypadku?
Zaczęło się od pracy w zwykłym sklepie. Kontakt z klientami. Przezwyciężanie pewnych obaw i lęków. Zdobyłem pewien mikroskopijny poziom asertywnego kontaktu z innymi. Przestałem się obawiać rozmowy z obcymi ludźmi, mało tego - nauczyłem się podstaw konwersacji, żartów, dyskusji. Zdobywałem podstawy tego co Mateusz Grzesiak (www.nlppolska.pl) nazywa inteligencją socjalną - która jest niczym innym jak umiejętnością sprzedaży własnej osoby w społeczeństwie.
Kiedy pracowałem jako doradca finansowy (a dokładnie jako kandydat na doradcę) nauczono mnie wspaniałych i nowych umiejętności. Dopiero dziś otworzyły mi się oczy jak bardzo pomaga mi w życiu wiedza, którą stamtąd wyniosłem (Dziękuję Ci Prezesie :-) ). Nie byłem wystarczająco asertywny i gotowy na to by zacząć przygodę ze sprzedażą na dobre i po początkowych niepowodzeniach podkuliłem ogon. Uciekłem od sprzedaży. Nie próbowałem zderzać się z kolejnymi odmowami. Nie próbowałem szukać odmów...
Dlaczego miałbym to robić? Przecież to głupota dzwonić do ludzi i słuchać ich odmowy...
NIE! Nie głupota! Nauka. Sama nauka w najczystszej jej formie... Odmowa->korekta, odmowa->korekta, odmowa->korekta, dotąd aż się odniesie sukces...
Wróciłem do bezpieczeństwa pracy na etacie i sprzedaży każdej z ośmiu godzin mojej doby za kilka marnych złotych...
Wow. To daje po twarzy. Jak kubeł zimnej wody...
Sprzedaż... Czego się powinienem jeszcze nauczyć, zeby stać się świetnym sprzedawcą?
Odmowy. Umiejętności dążenia do celu pomimo niej. Inteligencji emocjonalnej i sztuki negocjacji. Życiowej "twardości" i nieugiętości..
Czas coś zmienić...
Dzięki że jesteś :-)
wtorek, 14 października 2008
Edukacja biznesowa - odpowiedzialność za błędy
Pewnie wielu z Was doświadczyło sytuacji kiedy pretensje za czyjąś niewykonaną pracę spływają na nas... I nie ważne ile (i czy w ogóle) naszej winy w tym było... To my jesteśmy celem ataku.. Wczoraj miałem sytuację, kiedy ktoś dając przy okazji upust swym emocjom przekazywał mi jak bardzo źle się z nami współpracuje, jak bardzo ma żal do nas za nieterminowe wykonanie pracy, pokreślając co chwilę, że nic do mnie nie ma ale do osoby, która nie dopilnowała terminów.
Ale po co o tym piszę?
Nie po to żeby się skarżyć :-) Ostatnio pisałem na temat cech przedsiębiorcy. O tym jak zmienić swoje słabości w swoje mocne strony. Pisałem o delegowaniu zadań i oto z przykrego doświadczenia przyszła nauka.
Czego można się nauczyć, kiedy ktoś nas "opiernicza" za czyjeś niekompetencje i niedbalstwo?
Odwróćmy nieco sytuację. Załóżmy, że prowadzę działalność w ramach tych pięciu cech przedsiębiorcy. Zamiast robić wszystko samemu postanowiłem delegować zadania innym, aby oni mogli się wykazać i zarobić a ja wziąłbym tylko swoją prowizję.. Niech ta osoba wykaże się niekompetencją, niedbalstwem, lub jeszcze gorszymi cechami. Kto za to oberwie?
Odpowiedź wydaje się oczywista: ja.
Zdarzyło Ci się tak, że poleciłeś kogoś w dobrej wierze i straciłeś zaufanie przyjaciół kiedy polecona osoba "dała ciała"? Polecając kogoś bierzemy na siebie odpowiedzialność za to czy ta osoba wykona dobrze czy źle polecone zadanie.
Wniosek z tych rozmyślań, a także wczorajszej sytuacji dał mi nową wiedzę:
NAUCZ SIĘ ZARZĄDZAĆ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ
Wniosek ciekawy, ale jak to zrealizować od strony praktycznej. Przecież nie można zrzucać winy i perswadować przyjacielowi, że powinien się lepiej zastanowić. Nie można się odcinać od odpowiedzialności. Zawsze można się przyznać, porozmawiać.. dojść do jakiegoś porozumienia. OK Raz. A jeśli chcę prowadzić biznes gdzie do zadań będę polecał określonych specjalistów?
Potrzebny jest jakiś system zarządzania odpowiedzialnością. Jakiś sposób, w który będzie można sterować procesem tak, abym to ja był najmniej odpowiedzialny za realizację...
Jakieś pomysły?
Najważniejsze jest to, że zrozumiałem istotę tego problemu. Zamiast się frustrować i obwiniać znalazłem w tym jakiś "bonus", który pomoże mi zbudować lepszy biznes.
Wnioski:
1. Przedstawić klientowi kilka alternatyw, aby on sam mógł dokonać wyboru (przejmując część odpowiedzialności). Warunkiem jest posiadanie portfolio i zakresu umiejętności, a także opinni o efektach pracy moich specjalistów.
2. Specjalista, z którym współpracuję musi reprezentować własną markę, własną firmę i własną osobę - tak aby to jemu zależało na perfekcyjnym wykonaniu pracy i zdobyciu nowych poleceń.
3. Zabezpieczenie strony prawnej procesu. To chyba jeden z najistotniejszych punktów tego toku rozumowania. Odpowiedzialność za wykonanie pracy, bądź jej finansowanie nie może w żaden sposób spoczywać na mnie.
4. Moją odpowiedzialnością jest zarządzanie procesem kontaktu dwóch podmiotów, które chcą zawrzeć biznes.
Jest pewnie jeszcze wiele innych kwestii, których tu nie poruszyłem. Jednak myślę, że zlapałem sedno sprawy. Nie daj się wrobić w odpowiedzialność. Pod żadnym pozorem.
Nie wolno jednak jej unikać. Ważne jest, by nie brać jej za innych.
Im więcej bierzesz na siebie odpowiedzialności za kogoś innego tym więcej kłopotów możesz na siebie ściągnąć. Więc to co myślisz o tym artykule, Twoim biznesie, Twoim życiu jest Twoją sprawą. Jeśli używasz tylko moich wskazówek do budowania biznesu - Twoja "broszka" :-) Sam jesteś odpowiedzialny za to czego mozesz się dowiedzieć zarówno ode mnie, jak i od innych, a także z własnego doświadczenia.
I to by było na tyle..
Dzięki że jesteś :-)
Ale po co o tym piszę?
Nie po to żeby się skarżyć :-) Ostatnio pisałem na temat cech przedsiębiorcy. O tym jak zmienić swoje słabości w swoje mocne strony. Pisałem o delegowaniu zadań i oto z przykrego doświadczenia przyszła nauka.
Czego można się nauczyć, kiedy ktoś nas "opiernicza" za czyjeś niekompetencje i niedbalstwo?
Odwróćmy nieco sytuację. Załóżmy, że prowadzę działalność w ramach tych pięciu cech przedsiębiorcy. Zamiast robić wszystko samemu postanowiłem delegować zadania innym, aby oni mogli się wykazać i zarobić a ja wziąłbym tylko swoją prowizję.. Niech ta osoba wykaże się niekompetencją, niedbalstwem, lub jeszcze gorszymi cechami. Kto za to oberwie?
Odpowiedź wydaje się oczywista: ja.
Zdarzyło Ci się tak, że poleciłeś kogoś w dobrej wierze i straciłeś zaufanie przyjaciół kiedy polecona osoba "dała ciała"? Polecając kogoś bierzemy na siebie odpowiedzialność za to czy ta osoba wykona dobrze czy źle polecone zadanie.
Wniosek z tych rozmyślań, a także wczorajszej sytuacji dał mi nową wiedzę:
NAUCZ SIĘ ZARZĄDZAĆ ODPOWIEDZIALNOŚCIĄ
Wniosek ciekawy, ale jak to zrealizować od strony praktycznej. Przecież nie można zrzucać winy i perswadować przyjacielowi, że powinien się lepiej zastanowić. Nie można się odcinać od odpowiedzialności. Zawsze można się przyznać, porozmawiać.. dojść do jakiegoś porozumienia. OK Raz. A jeśli chcę prowadzić biznes gdzie do zadań będę polecał określonych specjalistów?
Potrzebny jest jakiś system zarządzania odpowiedzialnością. Jakiś sposób, w który będzie można sterować procesem tak, abym to ja był najmniej odpowiedzialny za realizację...
Jakieś pomysły?
Najważniejsze jest to, że zrozumiałem istotę tego problemu. Zamiast się frustrować i obwiniać znalazłem w tym jakiś "bonus", który pomoże mi zbudować lepszy biznes.
Wnioski:
1. Przedstawić klientowi kilka alternatyw, aby on sam mógł dokonać wyboru (przejmując część odpowiedzialności). Warunkiem jest posiadanie portfolio i zakresu umiejętności, a także opinni o efektach pracy moich specjalistów.
2. Specjalista, z którym współpracuję musi reprezentować własną markę, własną firmę i własną osobę - tak aby to jemu zależało na perfekcyjnym wykonaniu pracy i zdobyciu nowych poleceń.
3. Zabezpieczenie strony prawnej procesu. To chyba jeden z najistotniejszych punktów tego toku rozumowania. Odpowiedzialność za wykonanie pracy, bądź jej finansowanie nie może w żaden sposób spoczywać na mnie.
4. Moją odpowiedzialnością jest zarządzanie procesem kontaktu dwóch podmiotów, które chcą zawrzeć biznes.
Jest pewnie jeszcze wiele innych kwestii, których tu nie poruszyłem. Jednak myślę, że zlapałem sedno sprawy. Nie daj się wrobić w odpowiedzialność. Pod żadnym pozorem.
Nie wolno jednak jej unikać. Ważne jest, by nie brać jej za innych.
Im więcej bierzesz na siebie odpowiedzialności za kogoś innego tym więcej kłopotów możesz na siebie ściągnąć. Więc to co myślisz o tym artykule, Twoim biznesie, Twoim życiu jest Twoją sprawą. Jeśli używasz tylko moich wskazówek do budowania biznesu - Twoja "broszka" :-) Sam jesteś odpowiedzialny za to czego mozesz się dowiedzieć zarówno ode mnie, jak i od innych, a także z własnego doświadczenia.
I to by było na tyle..
Dzięki że jesteś :-)
piątek, 3 października 2008
Jak zmienić słabości w mocne strony
Gdybym miał taką moc.. A wiem, że ją mam.. Chciałbym.. Chcę.. Zmienię swoje słabości w moje mocne strony.
Pierwszym punktem będzie świadomość tych rzekomych "słabości"
Zacznę od tego co ludzie mądrzy i bogaci zazwyczaj wytykają mi (aby pomóc mi się rozwijać):
1. "Słomiany ogień"
No tak. Po początkowym okresie megamotywacji i megadeterminacji, zapału, emocji, energii.. wszystko zaczyna gasnąć.. Rozbija się o ścianę negatywnych opinii, ograniczeń i braku analitycznego podejścia do sprawy.
Łatwo rozpalam się do realizacji wspaniałych pomysłów, ale szybko "onieśmielam" się gdy napotykam opór.
Jak więc to zmienić? Jak można uczynić słomiany zapał cechą pozytywną, mało tego uczynić to mocną stroną??
Wydaje się to być niemożliwe, ale za chwilę może jakoś do tego dojdę..
2. Zaczynam przedsięwzięcia i brakuje mocy na zakończenie
To jakby uzupełnienie tego słomianego zapału... Nawet jeśli coś zacznę i robię przez jakiś czas zazwyczaj przy końcu już nie mam siły by to sfinalizować.
Tak metaforycznie:
Kiedyś z jednym z moich dobrych przyjaciół wchodziliśmy po schodach. Byłem już tak zmęczony że na przedostatnim stopniu przed 3 piętrem oznajmiłem, że dalej nie idę - oczywiście dla żartu. Mój znajomy odpowiedział, że zazwyczaj poddaję się przed końcem
sprawy.. I to mnie poraziło jak grom z nieba.. :-) W sensie pozytywnym. Wiedzieć coś co się robi, zdawać sobie z tego sprawę, rozumieć - to jedno - ale być świadomym tego że jest możliwość wyboru to już krok naprzód. Więc postawiłem ten krok i dokończyłem wchodzenie po schodach.. :-) Od tej pory w przypadku pojawienia się myśli o rezygnacji włącza mi się to uczucie, którego wtedy doznałem, że istnieje wybór:
- pozostania w miejscu gdzie się stoi, bądź powrotu
- albo postawienia tego jeszcze jednego kroku do realizacji celu
3. Jeden z moich nauczycieli powiedział mi półżartem, że szukam "Murzyna do pracy" - Nic nie mam do ludzi o ciemnym kolorze skóry, szanuję każdą narodowość i każdego człowieka. Określenie sprawy w ten sposób nawiązuje do brzydkich i okropnych czasów niewolnictwa. W taki sam brzydki sposób miało mnie to motywować do samodzielnego działania a nie szukania kogoś kto zrobi to za mnie.
W istocie. Jest to i jakaś słabość, ale wiem, że może się to stać moją silną stroną. Znajdę sposób, by to wykorzystać.
4. Jadąc dalej z tymi słabościami. Przedstawiam Wam kolejną słabość: brak talentu w jakiejś określonej dziedzinie.
Kiedy piszę, że mi brak talentu - nie chcę wyrażać tu przekonania dołująco desperackiego - typu nic mi w życiu nie wychodzi. NIE! Mam talentów różnych po trochę. To umiem trochę, tamto umiem trochę... Dużo rzeczy umiem, ale w żadnej szczególnej dziedzinie się nie wybijam. Nie wykazuję jakichś szczególnych predyspozycji do bycia megautalentowanym grafikiem, malarzem, księgowym, językoznawcą, lekarzem, nauczycielem... Powiedziałbym raczej, że mam wiedzę ogólną, która pozwala mi porozumieć się z każdym.. Ale o tym za chwilę
5. Aby zbytnio nie rozżalać się nad sobą ostatnią moją rozważaną słabością jest: rozpoczynanie zbyt wielu spraw w stosunku do tego na ilu jestem w stanie się naraz skupić.
Zaczęło się od książek. Nie potrafię inaczej niż czytać ich kilka na raz. Kiedyś próbowałem czytać kolejną książkę po skończeniu pierwszej. Nie mogę jej wtedy ukończyć. Nie umiem się skupić i uwaga mi się rozpływa. Zazwyczaj czytam kilka na raz i wtedy się czuję dobrze. Oczywiście nie czytam wszystkich jednocześnie i w tym samym czasie, bo to fizycznie niemożliwe... :-)
Czytam fragment jednej.. Innym razem czytam fragment innej, potem jeszcze innej. Czasem przeczytam 90% jednej gdy sięgam po następną, a czasem odkładam książkę po kilku minutach by wrócić do niej za tydzień.
Słabość? Nie wiem. Tak mi najwygodniej po prostu i z takim sposobem najlepiej się czuję.
Dość tych gorzkich żali. Czas na słodkie wnioski. Słodkie ze względu na pozytywny aspekt wyciągany z tych doświadczeń. Słodka będzie świadomość i wolność wyboru.. :-)
Szybki skrót "słabostek" ;-)
1. "Słomiany ogień"
2. Brak zakończenia
3. "Murzyn do pracy"
4. Brak specyficznego talentu
5. Zbyt wiele spraw naraz
A teraz: Gdyby znaleźć taki sposób życia, w którym te wszystkie cechy byłyby moją siłą i najmocniejszymi aktywami osobowości...
Jedyne co mi wychodzi z tego równania to... Powiem to szeptem :-) przedsiębiorca
Ale słowo przedsiębiorca ma wiele znaczeń. Ogólnie jest to osoba, która decyduje się na jakieś "przedsięwzięcia", aby się stało "coś".
Jaki więc przedsiębiorca mógłby być ze mnie? A przy okazji - przecież już próbowałem nim być wcześniej...
Żeby być takim przedsiębiorcą o jakim teraz myślę potrzebuję pozmieniać trochę swoje priorytety. Jeden najważniejszy: zamiast udawać, że wszystko wiem i najlepiej potrafię, zamiast udowadniać samemu sobie, że wszystkiego się mogę nauczyć - może lepiej zacząć to zlecać komu innemu... Hmm
Analizując pod tym kątem moje słabości nabiera to wszystko zupełnie nowego koloru:
1. Słomiany zapał (czy ogień jak kto woli) - Oznacza mnóstwo energii na początku, mnóstwo determinacji i powera. Oznacza, że potrafię wyzwolić z siebie wulkan motywacji...
Wniosek1 Nauczyc się oddziaływać tym entuzjazmem na innych, aby i oni złapali odrobinę ciepła tej nowej mocy. Działać na ludzi, którym emocje opadają w stosunku do przedsięwzięcia. Nauczyć się jak motywować ludzi.
2. Brak zakończenia - i tu znów uzupełnienie to słomianego zapału:
Wniosek2Mieć w zespole osobę, która zapewni ciągłość rozpoczętego przeze mnie działania. Osobę, która potrafi sfinalizować i zakończyć pomysł doprowadzając do jego sukcesu. Z tego wniosek kolejny: Zbudować działalność, rozwinąć ją i sprzedać udziały...
3. Murzyn do pracy - Oznacza, że wolę, kiedy ktoś wykonuje coś za mnie. Daleko mi od uważania siebie za jedyną osobę, która potrafi coś zrobić.
Wniosek3Zbudować zespół ludzi. Zamiast stawać na jego czele - motywować zespół do osiągnięcia sukcesu.
4. Brak specyficznego talentu - a tym samym umiejętność "dogadania się" z każdym ułatwia sprawę. Brak ograniczenia w kwesti "wszystko robię najlepiej sam".
Wniosek4Otoczyć się utalentowanymi ludźmi. Znaleźć sposób aby umożliwić im osiągnięcie swoich sukcesów. Zapewnić im możliwości rozwoju w kwestiach, które najbardziej ich interesują. Wniosek kolejny: zamiast napastnikiem - zostać pomocnikiem. Wypracowywać drogę do bramki, aby najbardziej utalentowani mieli szansę "strzelenia gola".
5. Zbyt wiele spraw naraz - rozwijając wielowątkowość mam szansę stania się właścicielem wielu biznesów i wielu inwestycji.
Wniosek5Nauczyć się priorytetowania spraw i zarządzania realizacją projektami. Zbudować wiele zespołów do zarządzania biznesami - albo inaczej - stworzyć wiele samodzielnych dobrze funkcjonujących organizmów
Świadomość tego wszystkiego stała się oświeceniem... Dziękuję za to mojej Opatrzności :-)
A Ty? Czy masz jakieś słabości, które da się zmienic w mocne strony?
PS. Są ludzie, którzy bardziej wierzą we własne ograniczenia niż w nieograniczoność wszechświata... Żal mi ich ;-)
Pierwszym punktem będzie świadomość tych rzekomych "słabości"
Zacznę od tego co ludzie mądrzy i bogaci zazwyczaj wytykają mi (aby pomóc mi się rozwijać):
1. "Słomiany ogień"
No tak. Po początkowym okresie megamotywacji i megadeterminacji, zapału, emocji, energii.. wszystko zaczyna gasnąć.. Rozbija się o ścianę negatywnych opinii, ograniczeń i braku analitycznego podejścia do sprawy.
Łatwo rozpalam się do realizacji wspaniałych pomysłów, ale szybko "onieśmielam" się gdy napotykam opór.
Jak więc to zmienić? Jak można uczynić słomiany zapał cechą pozytywną, mało tego uczynić to mocną stroną??
Wydaje się to być niemożliwe, ale za chwilę może jakoś do tego dojdę..
2. Zaczynam przedsięwzięcia i brakuje mocy na zakończenie
To jakby uzupełnienie tego słomianego zapału... Nawet jeśli coś zacznę i robię przez jakiś czas zazwyczaj przy końcu już nie mam siły by to sfinalizować.
Tak metaforycznie:
Kiedyś z jednym z moich dobrych przyjaciół wchodziliśmy po schodach. Byłem już tak zmęczony że na przedostatnim stopniu przed 3 piętrem oznajmiłem, że dalej nie idę - oczywiście dla żartu. Mój znajomy odpowiedział, że zazwyczaj poddaję się przed końcem
sprawy.. I to mnie poraziło jak grom z nieba.. :-) W sensie pozytywnym. Wiedzieć coś co się robi, zdawać sobie z tego sprawę, rozumieć - to jedno - ale być świadomym tego że jest możliwość wyboru to już krok naprzód. Więc postawiłem ten krok i dokończyłem wchodzenie po schodach.. :-) Od tej pory w przypadku pojawienia się myśli o rezygnacji włącza mi się to uczucie, którego wtedy doznałem, że istnieje wybór:
- pozostania w miejscu gdzie się stoi, bądź powrotu
- albo postawienia tego jeszcze jednego kroku do realizacji celu
3. Jeden z moich nauczycieli powiedział mi półżartem, że szukam "Murzyna do pracy" - Nic nie mam do ludzi o ciemnym kolorze skóry, szanuję każdą narodowość i każdego człowieka. Określenie sprawy w ten sposób nawiązuje do brzydkich i okropnych czasów niewolnictwa. W taki sam brzydki sposób miało mnie to motywować do samodzielnego działania a nie szukania kogoś kto zrobi to za mnie.
W istocie. Jest to i jakaś słabość, ale wiem, że może się to stać moją silną stroną. Znajdę sposób, by to wykorzystać.
4. Jadąc dalej z tymi słabościami. Przedstawiam Wam kolejną słabość: brak talentu w jakiejś określonej dziedzinie.
Kiedy piszę, że mi brak talentu - nie chcę wyrażać tu przekonania dołująco desperackiego - typu nic mi w życiu nie wychodzi. NIE! Mam talentów różnych po trochę. To umiem trochę, tamto umiem trochę... Dużo rzeczy umiem, ale w żadnej szczególnej dziedzinie się nie wybijam. Nie wykazuję jakichś szczególnych predyspozycji do bycia megautalentowanym grafikiem, malarzem, księgowym, językoznawcą, lekarzem, nauczycielem... Powiedziałbym raczej, że mam wiedzę ogólną, która pozwala mi porozumieć się z każdym.. Ale o tym za chwilę
5. Aby zbytnio nie rozżalać się nad sobą ostatnią moją rozważaną słabością jest: rozpoczynanie zbyt wielu spraw w stosunku do tego na ilu jestem w stanie się naraz skupić.
Zaczęło się od książek. Nie potrafię inaczej niż czytać ich kilka na raz. Kiedyś próbowałem czytać kolejną książkę po skończeniu pierwszej. Nie mogę jej wtedy ukończyć. Nie umiem się skupić i uwaga mi się rozpływa. Zazwyczaj czytam kilka na raz i wtedy się czuję dobrze. Oczywiście nie czytam wszystkich jednocześnie i w tym samym czasie, bo to fizycznie niemożliwe... :-)
Czytam fragment jednej.. Innym razem czytam fragment innej, potem jeszcze innej. Czasem przeczytam 90% jednej gdy sięgam po następną, a czasem odkładam książkę po kilku minutach by wrócić do niej za tydzień.
Słabość? Nie wiem. Tak mi najwygodniej po prostu i z takim sposobem najlepiej się czuję.
Dość tych gorzkich żali. Czas na słodkie wnioski. Słodkie ze względu na pozytywny aspekt wyciągany z tych doświadczeń. Słodka będzie świadomość i wolność wyboru.. :-)
Szybki skrót "słabostek" ;-)
1. "Słomiany ogień"
2. Brak zakończenia
3. "Murzyn do pracy"
4. Brak specyficznego talentu
5. Zbyt wiele spraw naraz
A teraz: Gdyby znaleźć taki sposób życia, w którym te wszystkie cechy byłyby moją siłą i najmocniejszymi aktywami osobowości...
1+2+3+4+5= ?????????
Jedyne co mi wychodzi z tego równania to... Powiem to szeptem :-) przedsiębiorca
Ale słowo przedsiębiorca ma wiele znaczeń. Ogólnie jest to osoba, która decyduje się na jakieś "przedsięwzięcia", aby się stało "coś".
Jaki więc przedsiębiorca mógłby być ze mnie? A przy okazji - przecież już próbowałem nim być wcześniej...
Żeby być takim przedsiębiorcą o jakim teraz myślę potrzebuję pozmieniać trochę swoje priorytety. Jeden najważniejszy: zamiast udawać, że wszystko wiem i najlepiej potrafię, zamiast udowadniać samemu sobie, że wszystkiego się mogę nauczyć - może lepiej zacząć to zlecać komu innemu... Hmm
Analizując pod tym kątem moje słabości nabiera to wszystko zupełnie nowego koloru:
1. Słomiany zapał (czy ogień jak kto woli) - Oznacza mnóstwo energii na początku, mnóstwo determinacji i powera. Oznacza, że potrafię wyzwolić z siebie wulkan motywacji...
Wniosek1 Nauczyc się oddziaływać tym entuzjazmem na innych, aby i oni złapali odrobinę ciepła tej nowej mocy. Działać na ludzi, którym emocje opadają w stosunku do przedsięwzięcia. Nauczyć się jak motywować ludzi.
2. Brak zakończenia - i tu znów uzupełnienie to słomianego zapału:
Wniosek2Mieć w zespole osobę, która zapewni ciągłość rozpoczętego przeze mnie działania. Osobę, która potrafi sfinalizować i zakończyć pomysł doprowadzając do jego sukcesu. Z tego wniosek kolejny: Zbudować działalność, rozwinąć ją i sprzedać udziały...
3. Murzyn do pracy - Oznacza, że wolę, kiedy ktoś wykonuje coś za mnie. Daleko mi od uważania siebie za jedyną osobę, która potrafi coś zrobić.
Wniosek3Zbudować zespół ludzi. Zamiast stawać na jego czele - motywować zespół do osiągnięcia sukcesu.
4. Brak specyficznego talentu - a tym samym umiejętność "dogadania się" z każdym ułatwia sprawę. Brak ograniczenia w kwesti "wszystko robię najlepiej sam".
Wniosek4Otoczyć się utalentowanymi ludźmi. Znaleźć sposób aby umożliwić im osiągnięcie swoich sukcesów. Zapewnić im możliwości rozwoju w kwestiach, które najbardziej ich interesują. Wniosek kolejny: zamiast napastnikiem - zostać pomocnikiem. Wypracowywać drogę do bramki, aby najbardziej utalentowani mieli szansę "strzelenia gola".
5. Zbyt wiele spraw naraz - rozwijając wielowątkowość mam szansę stania się właścicielem wielu biznesów i wielu inwestycji.
Wniosek5Nauczyć się priorytetowania spraw i zarządzania realizacją projektami. Zbudować wiele zespołów do zarządzania biznesami - albo inaczej - stworzyć wiele samodzielnych dobrze funkcjonujących organizmów
Świadomość tego wszystkiego stała się oświeceniem... Dziękuję za to mojej Opatrzności :-)
A Ty? Czy masz jakieś słabości, które da się zmienic w mocne strony?
PS. Są ludzie, którzy bardziej wierzą we własne ograniczenia niż w nieograniczoność wszechświata... Żal mi ich ;-)
środa, 1 października 2008
Tworzenie zestawienia finansowego
Otrzymałem w prezencie listę rzeczy, od których muszę zacząć by osiągnąć moje finansowe cele. (Przy okazji: dziękuję Ci Dobry Człowieku :-) - i Ty wiesz, że to o Tobie piszę :-))))
1. Kontrolowanie samego siebie.
2. Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
3. Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
4. Nadzorowanie podatków.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie
Z tym ostatnim chyba będzie najwięcej kłopotów :p
Ad.1 W każdym razie pierwszy punkt tego planu zacząłem już realizować. Od końcówki sierpnia na bieżąco monitoruję swoje wydatki. Każda, nawet najdrobniejsza kwota nie wypływa z mojego portfela bez odnotowania.
Ad.2 Punkt pierwszy tego planu pozwolił mi na przejście do punktu drugiego czyli zestawienia finansowego. Wygląda on mniej więcej tak:

Pewnie rzucił Ci się w oczy tekst w kolumnie aktywów: "Jak stworzę aktywa w tej kolumnie bez konieczności wydawania pieniędzy na ich zakup?".
To pytanie zadaję sobie od wczoraj w każdej wolnej chwili. Im więcej nad tym rozmyślam tym więcej pomysłów przychodzi do głowy.. Właściwie.. TO było oświecenie...
Standardowo inwestorzy, którzy mają gotówkę do dyspozycji inwestują w aktywa (akcje, fundusze, nieruchomości etc) i powiększają (bądź nie) swoje przychody.
Ale co ma zrobić osoba taka jak ja, której zestawienie finansowe ewidentnie wskazuje na przepływ gotówki z przychodów poprzez pasywa?
Powtórzę pytanie: Jak "stworzyć" te AKTYWA, które będą powiększać moje przychody bez wydawania pieniędzy na ich zakup?
Sposobów jest sporo. A prawdziwym "odkryciem" było coś co leżało tuż przed moimi oczami...
Np. pisarze, albo właściciele stron internetowych zarabiają tantiemy za sprzedaż książki, lub procenty za udział w programie partnerskim. To jest tworzenie aktywów.
Budowanie działalności gospodarczej - to jest tworzenie aktywów. Aktorzy, piosenkarze, znani ludzie - tworzą aktywa.
Marek Kondrat mógłby w kolumnie aktywów wpisać swoją osobę - albo inaczej - jednostkę swojego czasu, w którym wystąpił w reklamie aby wygenerować honorarium.
W takim razie ja i Ty.. i każda inna osoba może siebie wpisać w kolumnie aktywów w zależności od tego w jaki sposób generuje pieniądze...
Jeśli spędzam 8h w pracy generując 6zł za każdą godzinę... Hmm No jest to jakieś aktywo. Ale.. Co zrobić żeby było lepiej? Bo na pewno nie jestem w stanie pracować więcej niż 24h/dobę...
Jakie aktywa umiem stworzyć żeby przynosiły dochody? Co umiem robić, aby wygenerować jakiś rodzaj pasywnego dochodu? Może tantiemy z posiadania sklepu internetowego, dochody z reklam, udział w programach partnerskich, może napisanie książki, ebooka...
A może wykorzystam dodatni cashflow i zainwestuję w jakieś fundusze? (ale zaraz... przecież miało być bez gotówki :-)
I tu rozpoczyna się punkt trzeci planu
Ad.3 Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
Nadzór nad zarządzaniem... Hmmm... Aby coś nadzorować - trzeba czymś najpierw zarządzać... Trochę to zamotane... ALe ok. Po kolei.
Aby zacząć inwestować w jakiekolwiek instrumenty, czy działania absolutnie koniecznie i ultraważne jest wykonanie planu. Cytując Foresta Gumpa "Jeśli nie wiesz dokąd idziesz to nigdy tam nie dojdziesz". Więc..
Plan to podstawa
Podstawa wszelkich podstaw
Albo jeszcze bardziej fundamentalna część podwalin pod fundamenty :-)
PLAN INWESTYCYJNY
Na szkoleniach z doradztwa finansowego uczyli:
A.............................................................B
Plan jest realizacją drogi od A do B. Proste prawda? :-) Nie! Nie proste. Ale bez obaw. Dojdziemy i do tego że stanie się proste.
/*Halo.. Czy Ty czasem nie za długo już czytasz? Nie powinieneś tworzyć właśnie własnego planu budowania aktywów? :-)
Więc kolejnym elementem układanki będzie plan.. Plan, którego do tej pory nie zrobiłem a powinienem był już dawno mieć go w kieszeni.. Plan, który będzie obejmował moje cele w formie finansowej. A potem?
potem przyjdzie czas na wymyślanie aktywów, które doprowadzą do realizacji tego planu...
CDN.
Wrzuć w Gwar
1. Kontrolowanie samego siebie.
2. Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
3. Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
4. Nadzorowanie podatków.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie
Z tym ostatnim chyba będzie najwięcej kłopotów :p
Ad.1 W każdym razie pierwszy punkt tego planu zacząłem już realizować. Od końcówki sierpnia na bieżąco monitoruję swoje wydatki. Każda, nawet najdrobniejsza kwota nie wypływa z mojego portfela bez odnotowania.
Ad.2 Punkt pierwszy tego planu pozwolił mi na przejście do punktu drugiego czyli zestawienia finansowego. Wygląda on mniej więcej tak:

Pewnie rzucił Ci się w oczy tekst w kolumnie aktywów: "Jak stworzę aktywa w tej kolumnie bez konieczności wydawania pieniędzy na ich zakup?".
To pytanie zadaję sobie od wczoraj w każdej wolnej chwili. Im więcej nad tym rozmyślam tym więcej pomysłów przychodzi do głowy.. Właściwie.. TO było oświecenie...
Standardowo inwestorzy, którzy mają gotówkę do dyspozycji inwestują w aktywa (akcje, fundusze, nieruchomości etc) i powiększają (bądź nie) swoje przychody.
Ale co ma zrobić osoba taka jak ja, której zestawienie finansowe ewidentnie wskazuje na przepływ gotówki z przychodów poprzez pasywa?
Powtórzę pytanie: Jak "stworzyć" te AKTYWA, które będą powiększać moje przychody bez wydawania pieniędzy na ich zakup?
Sposobów jest sporo. A prawdziwym "odkryciem" było coś co leżało tuż przed moimi oczami...
Np. pisarze, albo właściciele stron internetowych zarabiają tantiemy za sprzedaż książki, lub procenty za udział w programie partnerskim. To jest tworzenie aktywów.
Budowanie działalności gospodarczej - to jest tworzenie aktywów. Aktorzy, piosenkarze, znani ludzie - tworzą aktywa.
Marek Kondrat mógłby w kolumnie aktywów wpisać swoją osobę - albo inaczej - jednostkę swojego czasu, w którym wystąpił w reklamie aby wygenerować honorarium.
W takim razie ja i Ty.. i każda inna osoba może siebie wpisać w kolumnie aktywów w zależności od tego w jaki sposób generuje pieniądze...
Jeśli spędzam 8h w pracy generując 6zł za każdą godzinę... Hmm No jest to jakieś aktywo. Ale.. Co zrobić żeby było lepiej? Bo na pewno nie jestem w stanie pracować więcej niż 24h/dobę...
Jakie aktywa umiem stworzyć żeby przynosiły dochody? Co umiem robić, aby wygenerować jakiś rodzaj pasywnego dochodu? Może tantiemy z posiadania sklepu internetowego, dochody z reklam, udział w programach partnerskich, może napisanie książki, ebooka...
A może wykorzystam dodatni cashflow i zainwestuję w jakieś fundusze? (ale zaraz... przecież miało być bez gotówki :-)
I tu rozpoczyna się punkt trzeci planu
Ad.3 Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
Nadzór nad zarządzaniem... Hmmm... Aby coś nadzorować - trzeba czymś najpierw zarządzać... Trochę to zamotane... ALe ok. Po kolei.
Aby zacząć inwestować w jakiekolwiek instrumenty, czy działania absolutnie koniecznie i ultraważne jest wykonanie planu. Cytując Foresta Gumpa "Jeśli nie wiesz dokąd idziesz to nigdy tam nie dojdziesz". Więc..
Plan to podstawa
Podstawa wszelkich podstaw
Albo jeszcze bardziej fundamentalna część podwalin pod fundamenty :-)
PLAN INWESTYCYJNY
Na szkoleniach z doradztwa finansowego uczyli:
A.............................................................B
Plan jest realizacją drogi od A do B. Proste prawda? :-) Nie! Nie proste. Ale bez obaw. Dojdziemy i do tego że stanie się proste.
/*Halo.. Czy Ty czasem nie za długo już czytasz? Nie powinieneś tworzyć właśnie własnego planu budowania aktywów? :-)
Więc kolejnym elementem układanki będzie plan.. Plan, którego do tej pory nie zrobiłem a powinienem był już dawno mieć go w kieszeni.. Plan, który będzie obejmował moje cele w formie finansowej. A potem?
potem przyjdzie czas na wymyślanie aktywów, które doprowadzą do realizacji tego planu...
CDN.
Wrzuć w Gwar
poniedziałek, 29 września 2008
Ulga za tracenie pieniędzy
Dostaję od Was różne maile, za co jestem wdzięczny :-)
Czytając niektóre przecieram oczy ze zdziwienia, inne są pouczające i inspirujące.
Ostatnio otrzymałem odpowiedź na wpis dotyczący ZUSu i jego fantastycznych zniżek :-)
Nadawca napisał mi o tym, że w końcu zmądrzałem w temacie ZUSu. Dotychczas traciłem miesięcznie 300 zł tylko po to żeby nie tracić 700... Innymi słowy dałem się złapać w pułapkę "ulgi za tracenie pieniędzy". Zniżki nie powstały po to by ułatwić obecnym przedsiębiorcom życie. One powstały po to, żeby Ci, którzy jeszcze nie mają działalności - założyli ją (no bo przecież teraz jest szansa, żeby mieć zniżkę). W człowieku zaczyna rodzić się myślenie: warto prowadzić działalność. Jest niższy ZUS, można odpisywać sobie koszty uzyskania przychodu, VAT... Sraty taty. Kończąc działalność i tak trzeba ten vat zwrócić.
Owszem. To jest jeden punkt widzenia. Ale, żeby wprowadzić pewien obiektywizm - są też inne sposoby widzenia tej sprawy:
Mianowicie...
PS. I tu jest miejsce dla Twojej wypowiedzi w komentarzu:
Czytając niektóre przecieram oczy ze zdziwienia, inne są pouczające i inspirujące.
Ostatnio otrzymałem odpowiedź na wpis dotyczący ZUSu i jego fantastycznych zniżek :-)
Nadawca napisał mi o tym, że w końcu zmądrzałem w temacie ZUSu. Dotychczas traciłem miesięcznie 300 zł tylko po to żeby nie tracić 700... Innymi słowy dałem się złapać w pułapkę "ulgi za tracenie pieniędzy". Zniżki nie powstały po to by ułatwić obecnym przedsiębiorcom życie. One powstały po to, żeby Ci, którzy jeszcze nie mają działalności - założyli ją (no bo przecież teraz jest szansa, żeby mieć zniżkę). W człowieku zaczyna rodzić się myślenie: warto prowadzić działalność. Jest niższy ZUS, można odpisywać sobie koszty uzyskania przychodu, VAT... Sraty taty. Kończąc działalność i tak trzeba ten vat zwrócić.
Owszem. To jest jeden punkt widzenia. Ale, żeby wprowadzić pewien obiektywizm - są też inne sposoby widzenia tej sprawy:
Mianowicie...
PS. I tu jest miejsce dla Twojej wypowiedzi w komentarzu:
piątek, 26 września 2008
Naucz się żyć bez pensji
Usłyszałem od jednego mądrego i bogatego, aby nauczyć się żyć bez pensji, by zwalczyć swoje uzależnienie od niej.
Byłem na odwyku przez rok czasu, ale wróciłem do nałogu..
Tak czy siak, mam już za sobą rok doświadczenia życia bez stałej wypłaty. Teraz już mniej się tego boję. Następnym razem będzie łatwiej :-)
Byłem na odwyku przez rok czasu, ale wróciłem do nałogu..
Tak czy siak, mam już za sobą rok doświadczenia życia bez stałej wypłaty. Teraz już mniej się tego boję. Następnym razem będzie łatwiej :-)
10 procent
Już o tym pisałem.. I pisali o tym wielcy finansisci i inni, którzy w życiu do czegoś doszli:
Odkładaj każde 10% z zarobionych pieniędzy. Każde..
Przez ten rok kiedy prawie nie miałem dochodów zaniechałem tego zwyczaju. Choć poznałem już jego moc wcześniej.
Postanowiłem do tego wrócić. 10% z każdej wypłaty zostaje nietknięte. Mało tego. Dodatkowo będzie sobie leżeć na skromnym oprocentowaniu, a kiedy uzbiera się więcej.. wtedy będzie czym inwestować :-)
Odkładaj każde 10% z zarobionych pieniędzy. Każde..
Przez ten rok kiedy prawie nie miałem dochodów zaniechałem tego zwyczaju. Choć poznałem już jego moc wcześniej.
Postanowiłem do tego wrócić. 10% z każdej wypłaty zostaje nietknięte. Mało tego. Dodatkowo będzie sobie leżeć na skromnym oprocentowaniu, a kiedy uzbiera się więcej.. wtedy będzie czym inwestować :-)
czwartek, 25 września 2008
Z ostatniej chwili
Przypomniał mi się widok psa, który chciał przejść przez drogę ekspresową w wielkim mieście. Wychylił głowę i już miał przechodzić przez pierwszy pas ruchu... Uciekł w ostatniej chwili przed nadjeżdżającym z groźnym trąbieniem samochód. Cofnął się na chodnik ale było widać że nadal chce przejść na drugą stronę.
Przeszedł pierwszy pas i wydarzyła się ponowna sytuacja, chciał cofnąć z powrotem, ale tam też klakson i auto. W końcu jakimś cudem przebiegł (z zamkniętymi oczami) na drugą stronę.
Trochę odnalazłem w nim siebie. A ileż nowej nauki to przyniosło...
Przeszedł pierwszy pas i wydarzyła się ponowna sytuacja, chciał cofnąć z powrotem, ale tam też klakson i auto. W końcu jakimś cudem przebiegł (z zamkniętymi oczami) na drugą stronę.
Trochę odnalazłem w nim siebie. A ileż nowej nauki to przyniosło...
BYĆ - ROBIĆ - MIEĆ
Tyle razy to czytałem... W książkach, na stronach internetowych, słyszałem na szkoleniach... Ale dopiero teraz te słowa nabrały dla mnie zupełnie nowego znaczenia.. Jakby coś we mnie otworzyły nowego... Jakby nagle były zupełnie inne niż do tej pory... A może i Tobie coś nowego powiedzą. Posłuchajcie...
“Cele należą do części mieć. Jak np. mieć ładne ciało, mieć idealny związek partnerski, mieć milion dolarów, mieć dobre zdrowie, cieszyć się
sławą. Większość ludzi, gdy już dojdzie do tego, jaki chce mieć cel, zaczyna wymieniać, co musi zrobić. Dlatego mają oni listę zatytułowaną do zrobienia. Ustanawiają swój cel i zaczynają robić [...]
Większość ludzi, gdy chce mieć taką sylwetkę, idzie na dietę, a potem chodzi na siłownię. Wytrzymują przez kilka tygodni i następnie większość z nich wraca do starej diety składającej się z francuskich bułeczek i pizzy, a zamiast chodzenia na siłownię oglądają baseball w telewizji. To jest przykład robienia, zamiast bycia.
To, co się liczy, to nie dieta, ale to kim masz być, stosując tę dietę. Każdego roku cztery miliony ludzi szuka perfekcyjnej diety, po której zastosowaniu będą szczupli. Skupieni są na tym, co mają robić, zamiast na tym, kim być powinni. Dieta nie pomoże, jeśli twoje myśli się nie zmienią [...]
Wielu ludzi kupuje nowy zestaw kijów golfowych w nadziei, że one polepszą ich grę, zamiast rozpocząć od zaadoptowania sposobu myślenia typowego dla zawodowego gracza. Gracz-lichota z nowym zestawem kijów golfowych wciąż jest lichotą [...]
Wielu ludzi myśli, że kupowanie akcji czy przystępowanie do funduszu powierniczego wzbogaci ich. Cóż. samo kupowanie akcji, przystępowanie do funduszu powierniczego czy kupowanie nieruchomości lub obligacji nie wzbogaci cię. Samo robienie tego, co robią profesjonalni inwestorzy, nie gwarantuje sukcesu finansowego. Osoba, która ma mentalność pokonanego, zawsze przegra - nieważne, jakie kupi akcje, obligacje czy nieruchomości”.
[Cytat pochodzi z książki "Kwadrant przepływu pieniędzy" Roberta Kiyosakiego]
Są jeszcze i tacy, którym się wydaje, że zakładając własną działalność gospodarczą, czy pisząc biznesplan albo starając się tylko przyciągnąć swoje cele, staną się bogaci. Dlatego tak wielu pisało mi o tym, żeby się wziąć do roboty. Ok. Ale jakiej?
Nie mogłem do tego dojść :-) I bynajmniej nie chodziło o sam etat, nie chodziło o poszukiwanie klientów do granic możliwości 24 godzin. Nie chodziło o to by na siłę sprzeciwiać się wszelkim niepomyślnościom. Chodziło o to, żeby zacząć stawać się osobą "rozsądną finansowo"...
Zamiast przyciągać miliony, samochody i fajne życie - które dla podświadomości nic nie znaczą - uważam, że trzeba przyciągać "sposób bycia" jaki chcemy mieć. Trzeba sobie wyobrażać nie tyle nowy pachnący i rwący do przodu samochód - co uczucie z jego posiadania, frajdy z jazdy itp. Trzeba przyciągać sposób myślenia osoby zamożnej.
Wow! Ale odkrycie. :-)
W jaki sposób myśli więc osoba wolna finansowo? Jakie sposoby myślenia mam przyciągać i na czym się skupić?
Trochę już poznałem sposobów myślenia ludzi, którzy do czegoś doszli, jednak jakoś... zawsze wydawało mi sie, że wiem lepiej.
Kiedy były pracodawca, znakomity nauczyciel i przyjaciel - rozważnie wykładał mi sposoby dojścia do pieniędzy miałem ochotę się z tego śmiać i uważałem, że to bardzo żmudne i mało kreatywne sposoby. Kiedy inny nauczyciel zadając mi pytania starał się nauczyć nowego sposobu myślenia zawsze miałem tendencje do wymądrzania się... Hmm niezła lekcja.. Trzeba było chwili aby to zrozumieć.
Na szczęście powoli wracam do sytuacji sprzed roku. Chociaż.. to znów bzdura. Nie wracam i nigdy nie powrócę do tamtej sytuacji. Teraz już wiem wiecej i mam więcej doświadczeń. Ale czy teraz zrobiłbym inaczej? Sam nie wiem..
A co dzięki tej nauce chcę teraz zmienić?
Od końcówki sierpnia zacząłem liczyć swoje wydatki. Odnalazłem w moim telefonie świetną aplikację, która czyni to tak prostym jak budowa reaktora atomowego ;-]
Po każdych zakupach wpisuję kwotę i kategorię wydatków. Dzięki temu na bieżąco monitoruję stan gotówki.
Od wczoraj zacząłem malować swój kwadrant przepływu gotówki. Przychody, rozchody, aktywa, pasywa.
/*Nawiasem mówiąc zapraszam na blog http://bogatystudent.blogspot.com/ gdzie można doczytać jak stworzyć taki diagram i policzyć cashflow - szkoda tylko, że blog umarł... */
Widzę, że coś się zaczyna pozytywnie zmieniać. Mój cashflow nareszcie stał się dotatni. Lada chwila będę w stanie spłacić swoje długi.
Czasem tak sobie myślę... Niektórzy znajomi jeżdżą fajnymi autkami, niektórzy nawet mają domy.. Wyglądają na zadowolonych i "bogatych" aczkolwiek mają ten łańcuch, który zaczyna się na kredycie a kończy na etacie. Jak to dobrze, że nie muszę być uzależniony od banku. Rękami i nogami bronię się by nie brać cudzych pieniędzy (banku) na własne wygody.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny, że mam żonę, która myśli podobnie. :-)
Jak napisał mi mój dobry przyjaciel: Dbaj o rodzinę bo ona jest najważniejsza. Będę :-)
Zacznę od budowania bezpieczeństwa finansowego. Pierwszym sukcesem będzie posiadanie bezpieczeństwa na poziomie 2 miesięcy (czyli będę mógł 2 miesiące nie pracować ale i tak mój poziom życia się nie zmieni). A potem... Potem półroczne i roczne zabezpieczenie.. A potem.. Potem się zobaczy :-) Chcę polubić liczby
PS. Jeśli czyta mój blog ktoś "zamożny" - który posiada sposób myślenia taki jaki chcę przyciągnąć proszę o skromny komentarz - jak mam myśleć, jaki mam się stać aby przyciągnąć finansową wolność?
Dzięki za wszystko. Niech się stanie... To lub coś o niebo lepszego ;-)
“Cele należą do części mieć. Jak np. mieć ładne ciało, mieć idealny związek partnerski, mieć milion dolarów, mieć dobre zdrowie, cieszyć się
sławą. Większość ludzi, gdy już dojdzie do tego, jaki chce mieć cel, zaczyna wymieniać, co musi zrobić. Dlatego mają oni listę zatytułowaną do zrobienia. Ustanawiają swój cel i zaczynają robić [...]
Większość ludzi, gdy chce mieć taką sylwetkę, idzie na dietę, a potem chodzi na siłownię. Wytrzymują przez kilka tygodni i następnie większość z nich wraca do starej diety składającej się z francuskich bułeczek i pizzy, a zamiast chodzenia na siłownię oglądają baseball w telewizji. To jest przykład robienia, zamiast bycia.
To, co się liczy, to nie dieta, ale to kim masz być, stosując tę dietę. Każdego roku cztery miliony ludzi szuka perfekcyjnej diety, po której zastosowaniu będą szczupli. Skupieni są na tym, co mają robić, zamiast na tym, kim być powinni. Dieta nie pomoże, jeśli twoje myśli się nie zmienią [...]
Wielu ludzi kupuje nowy zestaw kijów golfowych w nadziei, że one polepszą ich grę, zamiast rozpocząć od zaadoptowania sposobu myślenia typowego dla zawodowego gracza. Gracz-lichota z nowym zestawem kijów golfowych wciąż jest lichotą [...]
Wielu ludzi myśli, że kupowanie akcji czy przystępowanie do funduszu powierniczego wzbogaci ich. Cóż. samo kupowanie akcji, przystępowanie do funduszu powierniczego czy kupowanie nieruchomości lub obligacji nie wzbogaci cię. Samo robienie tego, co robią profesjonalni inwestorzy, nie gwarantuje sukcesu finansowego. Osoba, która ma mentalność pokonanego, zawsze przegra - nieważne, jakie kupi akcje, obligacje czy nieruchomości”.
[Cytat pochodzi z książki "Kwadrant przepływu pieniędzy" Roberta Kiyosakiego]
Są jeszcze i tacy, którym się wydaje, że zakładając własną działalność gospodarczą, czy pisząc biznesplan albo starając się tylko przyciągnąć swoje cele, staną się bogaci. Dlatego tak wielu pisało mi o tym, żeby się wziąć do roboty. Ok. Ale jakiej?
Nie mogłem do tego dojść :-) I bynajmniej nie chodziło o sam etat, nie chodziło o poszukiwanie klientów do granic możliwości 24 godzin. Nie chodziło o to by na siłę sprzeciwiać się wszelkim niepomyślnościom. Chodziło o to, żeby zacząć stawać się osobą "rozsądną finansowo"...
Zamiast przyciągać miliony, samochody i fajne życie - które dla podświadomości nic nie znaczą - uważam, że trzeba przyciągać "sposób bycia" jaki chcemy mieć. Trzeba sobie wyobrażać nie tyle nowy pachnący i rwący do przodu samochód - co uczucie z jego posiadania, frajdy z jazdy itp. Trzeba przyciągać sposób myślenia osoby zamożnej.
Wow! Ale odkrycie. :-)
W jaki sposób myśli więc osoba wolna finansowo? Jakie sposoby myślenia mam przyciągać i na czym się skupić?
Trochę już poznałem sposobów myślenia ludzi, którzy do czegoś doszli, jednak jakoś... zawsze wydawało mi sie, że wiem lepiej.
Kiedy były pracodawca, znakomity nauczyciel i przyjaciel - rozważnie wykładał mi sposoby dojścia do pieniędzy miałem ochotę się z tego śmiać i uważałem, że to bardzo żmudne i mało kreatywne sposoby. Kiedy inny nauczyciel zadając mi pytania starał się nauczyć nowego sposobu myślenia zawsze miałem tendencje do wymądrzania się... Hmm niezła lekcja.. Trzeba było chwili aby to zrozumieć.
Na szczęście powoli wracam do sytuacji sprzed roku. Chociaż.. to znów bzdura. Nie wracam i nigdy nie powrócę do tamtej sytuacji. Teraz już wiem wiecej i mam więcej doświadczeń. Ale czy teraz zrobiłbym inaczej? Sam nie wiem..
A co dzięki tej nauce chcę teraz zmienić?
Od końcówki sierpnia zacząłem liczyć swoje wydatki. Odnalazłem w moim telefonie świetną aplikację, która czyni to tak prostym jak budowa reaktora atomowego ;-]
Po każdych zakupach wpisuję kwotę i kategorię wydatków. Dzięki temu na bieżąco monitoruję stan gotówki.
Od wczoraj zacząłem malować swój kwadrant przepływu gotówki. Przychody, rozchody, aktywa, pasywa.
/*Nawiasem mówiąc zapraszam na blog http://bogatystudent.blogspot.com/ gdzie można doczytać jak stworzyć taki diagram i policzyć cashflow - szkoda tylko, że blog umarł... */
Widzę, że coś się zaczyna pozytywnie zmieniać. Mój cashflow nareszcie stał się dotatni. Lada chwila będę w stanie spłacić swoje długi.
Czasem tak sobie myślę... Niektórzy znajomi jeżdżą fajnymi autkami, niektórzy nawet mają domy.. Wyglądają na zadowolonych i "bogatych" aczkolwiek mają ten łańcuch, który zaczyna się na kredycie a kończy na etacie. Jak to dobrze, że nie muszę być uzależniony od banku. Rękami i nogami bronię się by nie brać cudzych pieniędzy (banku) na własne wygody.
Jestem szczęśliwy i wdzięczny, że mam żonę, która myśli podobnie. :-)
Jak napisał mi mój dobry przyjaciel: Dbaj o rodzinę bo ona jest najważniejsza. Będę :-)
Zacznę od budowania bezpieczeństwa finansowego. Pierwszym sukcesem będzie posiadanie bezpieczeństwa na poziomie 2 miesięcy (czyli będę mógł 2 miesiące nie pracować ale i tak mój poziom życia się nie zmieni). A potem... Potem półroczne i roczne zabezpieczenie.. A potem.. Potem się zobaczy :-) Chcę polubić liczby
PS. Jeśli czyta mój blog ktoś "zamożny" - który posiada sposób myślenia taki jaki chcę przyciągnąć proszę o skromny komentarz - jak mam myśleć, jaki mam się stać aby przyciągnąć finansową wolność?
Dzięki za wszystko. Niech się stanie... To lub coś o niebo lepszego ;-)
środa, 24 września 2008
Po co ten blog cz.2
Przeglądałem ostatnio treści, które wpisałem do tego bloga. Po prawej stronie pod moją niesamowicie piękną (pff :-) ) fotą wrzuciłem coś takiego:
"Ten blog służy w celu monitorowania moich postępów w drodze realizacji założonych celów. Wierzę że jego lektura dostarczy Ci wiele radości, energii a przede wszystkim marzę o tym by zarazić Cię pasją do realizacji swoich marzeń"
Czujesz się już zarażony pasją do realizacji marzeń? :-) Czytając mojego bloga miałem wrażenie, że prędzej mogę zrazić niż zarazić realizacją marzeń. (znowu pff :-) )
Dlatego od dziś będzie nieco inaczej.. Będzie nieco ciekawiej.. będzie nieco co nie co bardziej a nawet lepiej niż bardziej :-) i więcej od tego co jest teraz.
Chcesz się przyłączyć do realizacji marzeń? No to jedziemy..
PS. Zdaję sobie sprawę, że ten blog jest publiczny. Zdaję sobie sprawę, ze wystawiam się na pośmiewisko, albo inaczej: daję siebie jako przykład rozwoju przekonań i zwiększania standardów. Wiem też, że tego bloga czytają oczy zarówno te, które powinny, które chcą i mogą się czegoś nauczyć - jak również te, które nie powinny... Te oczy nie wiedzą, że to o nich piszę - ale czuję ich obecność i nie mogę bluzgać bezkarnie na lewo i prawo :-)
Tak czy siak. Postanowiłem tu przelewać więcej swojej wiedzy, więcej pomysłów i więcej sposobów które znam, zamiast tylko rozgrzebywać swoje problemy.. No to ruszamy... ;-]
"Ten blog służy w celu monitorowania moich postępów w drodze realizacji założonych celów. Wierzę że jego lektura dostarczy Ci wiele radości, energii a przede wszystkim marzę o tym by zarazić Cię pasją do realizacji swoich marzeń"
Czujesz się już zarażony pasją do realizacji marzeń? :-) Czytając mojego bloga miałem wrażenie, że prędzej mogę zrazić niż zarazić realizacją marzeń. (znowu pff :-) )
Dlatego od dziś będzie nieco inaczej.. Będzie nieco ciekawiej.. będzie nieco co nie co bardziej a nawet lepiej niż bardziej :-) i więcej od tego co jest teraz.
Chcesz się przyłączyć do realizacji marzeń? No to jedziemy..
PS. Zdaję sobie sprawę, że ten blog jest publiczny. Zdaję sobie sprawę, ze wystawiam się na pośmiewisko, albo inaczej: daję siebie jako przykład rozwoju przekonań i zwiększania standardów. Wiem też, że tego bloga czytają oczy zarówno te, które powinny, które chcą i mogą się czegoś nauczyć - jak również te, które nie powinny... Te oczy nie wiedzą, że to o nich piszę - ale czuję ich obecność i nie mogę bluzgać bezkarnie na lewo i prawo :-)
Tak czy siak. Postanowiłem tu przelewać więcej swojej wiedzy, więcej pomysłów i więcej sposobów które znam, zamiast tylko rozgrzebywać swoje problemy.. No to ruszamy... ;-]
Po co ten blog
"Inteligencję człowieka można zobaczyć w tym, jak zarabia pieniądze, jego mądrość - w tym, jak je wydaje. Najistotniejszą sprawą naszego życia, jest odkryć i robić, to, co się najbardziej lubi, a nawet kocha. Daje to poczucie odnalezienia swojego miejsca w tym czasem dziwnym świecie. Człowiek, który robi to co lubi, pomaga przy tym innym i z głodu nie umiera, wie co to jest satysfakcja z życia i sukces. Taki człowiek niekoniecznie musi być obrzydliwie bogaty, ale na pewno jest szczęśliwy. Po tym można go poznać.
Między nami są ludzie, którym wszystko się udaje. Są i tacy, którym wydaje się wszystko iść jak pod górę. Tamci, po prostu, mają pewne predyspozycje, rodzaj działania i podejście do sprawy. Żeby wyrwać się ponad własną przeciętność, trzeba się nauczyć właśnie takiego podejścia i takiego działania. Inspiracją do przeżycia nadzwyczajnego życia jest pozbycie się poczucia wstydu, że właśnie tego się pożąda.
Nie każdemu człowiekowi jest przypisane zostać multimilionerem. Większość z nas wcale o tym nie marzy. Dla większości najważniejsze jest móc żyć godnie i w dobrobycie. Być wolnym, otwartym na nowe, zdobywać i wyznaczać sobie kolejne, ciekawe cele. Przecież rzeczywistość dzieje się podczas drogi życia, a nie u jej końca. Szczęście i jego rozwój wynika nie tyle z posiadania dóbr, co świadomości braku ograniczeń możliwości i niezwykłej, własnej, umiejętności ich tworzenia.
Bogactwo daje wolność, ale prawdziwa wolność wynika z niezależności od posiadania. Prawdziwa wolność wynika z odkrycia tajemnicy braku ograniczeń w tworzeniu własnego dobrostanu w każdej sytuacji. Prawdziwa wolność pozwala być lepszym i hojnym człowiekiem, wyrozumiałym i wspierającym. Mającym wpływ na otaczającą go rzeczywistość, niosącym swoim bliskim i innym ludziom, radość i szczęście.
"Inteligencję człowieka można zobaczyć w tym, jak zarabia pieniądze, jego mądrość - w tym, jak je wydaje."
Mało kto traktuje pieniądze jak żywą istotę, która ma duszę i własne uczucia. Pieniądz jest taką samą energią, jak wszystko co nas otacza i jaką sami również jesteśmy. Wymaga więc właściwego traktowania i zaspokajania potrzeb, podobnie jak my sami. Posiada swoją wrażliwość. Ma swoje humory, potrafi się obrazić i być otwartym, a najlepiej gdy jest przyjaznym. Jak myślisz, co musisz zrobić, byście stali się nierozłącznymi przyjaciółmi?
Zastanawiasz się czasem: jak traktować pieniądze?" [źródło: http://www.huna.net.pl/name-News-article-sid-531.html ]
Genialne.. Proste.. Weź to :-)
Między nami są ludzie, którym wszystko się udaje. Są i tacy, którym wydaje się wszystko iść jak pod górę. Tamci, po prostu, mają pewne predyspozycje, rodzaj działania i podejście do sprawy. Żeby wyrwać się ponad własną przeciętność, trzeba się nauczyć właśnie takiego podejścia i takiego działania. Inspiracją do przeżycia nadzwyczajnego życia jest pozbycie się poczucia wstydu, że właśnie tego się pożąda.
Nie każdemu człowiekowi jest przypisane zostać multimilionerem. Większość z nas wcale o tym nie marzy. Dla większości najważniejsze jest móc żyć godnie i w dobrobycie. Być wolnym, otwartym na nowe, zdobywać i wyznaczać sobie kolejne, ciekawe cele. Przecież rzeczywistość dzieje się podczas drogi życia, a nie u jej końca. Szczęście i jego rozwój wynika nie tyle z posiadania dóbr, co świadomości braku ograniczeń możliwości i niezwykłej, własnej, umiejętności ich tworzenia.
Bogactwo daje wolność, ale prawdziwa wolność wynika z niezależności od posiadania. Prawdziwa wolność wynika z odkrycia tajemnicy braku ograniczeń w tworzeniu własnego dobrostanu w każdej sytuacji. Prawdziwa wolność pozwala być lepszym i hojnym człowiekiem, wyrozumiałym i wspierającym. Mającym wpływ na otaczającą go rzeczywistość, niosącym swoim bliskim i innym ludziom, radość i szczęście.
"Inteligencję człowieka można zobaczyć w tym, jak zarabia pieniądze, jego mądrość - w tym, jak je wydaje."
Mało kto traktuje pieniądze jak żywą istotę, która ma duszę i własne uczucia. Pieniądz jest taką samą energią, jak wszystko co nas otacza i jaką sami również jesteśmy. Wymaga więc właściwego traktowania i zaspokajania potrzeb, podobnie jak my sami. Posiada swoją wrażliwość. Ma swoje humory, potrafi się obrazić i być otwartym, a najlepiej gdy jest przyjaznym. Jak myślisz, co musisz zrobić, byście stali się nierozłącznymi przyjaciółmi?
Zastanawiasz się czasem: jak traktować pieniądze?" [źródło: http://www.huna.net.pl/name-News-article-sid-531.html ]
Genialne.. Proste.. Weź to :-)
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)