czwartek, 7 maja 2009

Szacunek do siebie i koszt alternatywny

Koszt alternatywny, cytując wikipedię to:
W ekonomii koszt alternatywny danego dobra to ilość innego dobra, z której trzeba zrezygnować, aby możliwe stało się wytworzenie dodatkowej jednostki tego pierwszego.

Koszt alternatywny w wielu podręcznikach z zakresu ekonomii jest również definiowany jako koszt potencjalnie utraconych możliwości (lub jako koszt utraconych korzyści). Można to tłumaczyć w następujący sposób: Załóżmy, że otwieramy przedsiębiorstwo. Naszym głównym celem jest osiąganie jak najwyższych obrotów, ale może się zdarzyć sytuacja, w której nasze przedsiębiorstwo nie zarobi nic - właśnie wtedy tracimy potencjalny zysk, jaki moglibyśmy zarobić, gdybyśmy zatrudnili się u innego przedsiębiorcy i to właśnie jest koszt alternatywny.

Inaczej mówiąc, koszt alternatywny jest to wartość najlepszej z możliwych korzyści utraconej w wyniku dokonanego wyboru. Zatem koszt alternatywny:
jest zawsze ponoszony przez osobę podejmującą decyzję,
jest określony w chwili dokonywania wyboru,
ma charakter subiektywny.

Przykład

Kosztem alternatywnym Twojej edukacji jest to, czego nie zarobisz wtedy, gdy się uczysz.


pozostawiam Cię na chwilę z tą teorią..

Przejdę do szacunku. Szacunek do samego siebie. Do własnej osoby. To, w jaki sposób traktujesz siebie na tle innych.. Na ile tolerujesz to, że inni decydują za Ciebie. Na ile jesteś bierny w swoich działaniach.. Ile realnie zyskujesz a ile tracisz możliwości robiąc to co robisz teraz..

Krótki termin czy długie lata... Jaka perspektywa? Czego chcesz i co możesz? Co sprzedajesz i dlaczego tak tanio... ?

piątek, 24 kwietnia 2009

Dążysz do celu, czy cel jest dążony do Ciebie?

A może to i to jednocześnie?

Na forum nlppolska w temacie "Oszustwo stulecia - pewnosc siebie" zainspirowały mnie teksty Mateusza Grzesiaka, a jeszcze bardziej wypowiedź Jana.

Cytuję jej fragment:

Zaczyna się wtedy przeżywać taką jedność ze światem, bycie jego integralną częścią, częścią jakiejś zajebistej całości. Jakość i forma doświadczeń przestają mieć znaczenie, co ciekawe, doświadczanie samo w sobie przestaje mieć znaczenie. Bo zanika pierwotne poczucie konieczności posiadania celu. To jest ciekawe, co? Tak jak pisze MG: jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany.

Nie wiem jak można dobrze opisać stan w którym słowo cel traci znaczenie, bo przecież jak pisze Daniel Pieńkowski - istotny jest postęp, a postęp realizuje się poprzez wytyczanie sobie celów, zmianę, dążenie do doskonałości. Ludzie zajmujący się NLP są w większości orędownikami powiedzenia "Człowiek jest kowalem własnego losu", lub rożnych jego wariacji. Bierzesz siebie w garść i jak plastelinę - przekształcasz.
Tak, ale właśnie - wyobraź sobie taki stan umysłu, który raz że trwa stale, nieprzerwanie, a dwa że daje ci poczucie całkowitego spełnienia i sensu niezależnie od tego co robisz, a przede wszystkim przy zachowaniu poczucia twojej 100% autentyczności masz absolutną wręcz metafizyczna pewność że cokolwiek by się nie stało, i tak wszystko będzie super OK.
Celem jest wtedy egzystencja.


I ja miałem ostatnio podobne przebłyski. Podobne odczucia i obrazy.. Zacząłem rozumieć pewne sprawy w inny sposób. W inny to znaczy w jaki? Co konkretnie?

Otóż:

1. Świat Cię non stop uczy - zgodnie z tym czego oczekujesz

Masz cele, masz marzenia. Dążysz do pewnych rzeczy. Pewnie zauważyłeś, że niektóre rzeczy osiągasz łatwiej, inne trudniej. Ja mam wspaniałą żonę, cudowną miłość i ciepło w życiu uczuciowym, mam zdrowie i młodość. Marzę o kasie i dostatnim życiu, o podróżach i wielu wspaniałych przygodach. Są tacy, których celem jest to, co ja już mam. Są tacy, którzy nawet o takiej rzeczywistości nawet nie marzą.. Są i też tacy, którzy osiągnęli to co ja zawsze chciałem. I od tych będę się uczył. Mimo wszystkiego co chcesz się nauczyć sam, życie i tak nauczy Cię więcej niż byś chciał.
Piszę to o moich doświadczeniach i moich fragmentach rzeczywistości.

Gdzieś na górze kieruje mną niezależna ode mnie mądrość, która za wczasu wie jak wszystko poustawiać, jak zorganizować, abym osiągnął (jeśli to dla mnie dobre), lub nie osiągnął (jeśli mogłyby wiązać się z tym jakieś negatywne konsekwencje). Ta mądrość otacza mnie doświadczeniami w kierunku, który sam chcę osiągnąć, ucząc wszystkiego co niezbędne do osiągnięcia tego celu.

Ciekawa historia z moją edukacją. Kończąc szkołę średnią, byłem ze wspaniałą kobietą, zaręczyliśmy się. Chciałem studiować, chciałem się dalej edukować. Byłem przekonany o tym, że studia architektury we wrocławiu będą dla mnie rozwojowe i mądre. I teraz: Gdybym postanowił, że jest to mój cel i bezwzględnie dążył do jego realizacji to pewnie by mi się to udało, ale...
No właśnie. Wszystko wyjaśniło się później. Próbowałem dostać się na Politechnikę Rzeszowską i studiować "dziennie" informatykę. Niestety, o dostaniu się na ten kierunek decydowała średnia 5.6 wzwyż.
Złożyłem dokumenty na WSiZ w Rzeszowie (uczelnia niepaństwowa, płatna). Od początku szkoły średniej krytykowałem tę szkołę, że kupowanie wykształcenia, że komercja, że to nie szkoła tylko firma i mnóstwo innych bzdurnych argumentów. Zacząłem studiować w systemie zaocznym.
W międzyczasie miłość mojego życia, zgodziła się być moją żoną, wspólne mieszkanie, radość życia.. miodek :-)
Dziś, kiedy widzę jakość przekazywanej wiedzy na mojej uczelni, stale podnoszony standard, stale rozwijane kierunki i non stop unowocześnianie uczelni. Kiedy widzę, że państwowe uczelnie są lata świetlne za WSiZ ze względu na wykształcenie i doświadczenie wykładowców - doceniam i jestem wdzięczny tej nieograniczonej mądrości, że zaplanowała te pięć lat lepiej niż sam mógłbym to zrobić.
Mógłbym przecież sobie to wszystko wymyślić i realizować konsekwentnie. Mógłbym, ale jestem pewien, że ta mądrość i tak zorganizowałaby wszystko jeszcze lepiej.

Tę część mojego doświadczenia pokrywa się z tym o czym pisał Mateusz Grzesiak,
"jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany".

Wyznaczamy kierunki, w których chcemy się rozwijać.

2. Chcieć doświadczyć - zamiast "będę szczęśliwy jak to osiągnę"

Trudno byłoby być jednocześnie w tym samym czasie muzułmaninem i katolikiem, sportowcem i żulem, biednym i bogatym, dającym i biorącym. Wybierasz pewne konteksty, pewne fragmenty doświadczeń w których jesteś jednym, a w innych jesteś kimś innym. To tak jak te dwie energie.. kobieca i męska. Przeplatają się w zajemnie... Współgrają i tworzą ruch. Bycie 100% męską energią w absolutnie każdej sekundzie życia jest niemożliwe. Czasem jest więcej energii kobiecej, czasem męskiej.

Teraz. Wybierając sobie kierunek. Np. Chcę podróżować, chcę mieć dużo forsy, żeby zaspokajać wszystkie swoje potrzeby (dawanie innym też jest moją potrzebą) życie skieruje mnie do takich doświadczeń, które będą pomagały mi to osiągnąć.

Czy te wnioski burzą moje wszystkie wcześniejsze wnioski na temat planowania swojego czasu? ABSOLUTNIE NIE! Jeśli sobie zaplanuję, że chcę studiować, jeśli sobie zaplanuję, że zrobię to i to w ciągu następnych pięciu lat to życie mi pomoże w realizacji tego planu. Co ciekawe poskreśla niektóre punkty planu, wykroi pewną rzeczywistość z tej listy. Stworzy pewną nową alternatywę, której nawet nie bierzemy teraz pod uwagę.

Go with the flow... Tak, ale planuj kierunki, w którym to flow ma podążać. A nawet jeśli życie pozmienia i pogmatwa te plany, zastanów się chwilę o ile dalej Cię zaniosło i ile więcej Cię nauczyło niż pierwotnie planowałeś? Fale na oceanie mogą Cię rzucać w promieniu kilku kilometrów i przez całe życie dryfujesz w tym obrębie, ale kiedy siądziesz do wioseł, mimo fal znoszących i wiatrów, będziesz płynął tam gdzie chcesz (przynajmniej będzesz w tym kierunku sterował swoim dziobem ;-)

Ostatnio zaciekawiłem się fraktalami. W mojej głowie zaroiło się od obrazów porównawczych. Np. atom, układ słoneczny, galaktyki, neurony w głowie, mózg, małpa, przyroda, planeta, układ słoneczny, atom, komórka, mózg, człowiek.. itd. Fraktale nie są stałe, za każdym razem zmienia się jakiś pierwiastek. Po pewnych powtórzeniach fraktal zmienia się w zupełnie nowy wzór..

Ucząc się z doświadczenia innych, wyciągając jego kompletny model i tak zrobimy coś innego, ktoś inny zrobi coś jeszcze innego.. Potem społeczeństwo ucząc się tego wszystkiego wymyśli coś jeszcze innego. Kolejny wzór fraktalu... abstrakcja.

Ale co z tego wyciągnąłem?


Planując coś, życie dołoży coś nowego, stworzy nowy wzór tego co planowałeś. Zaplanuje dla Ciebie ścieżki, których nawet się nie spodziewasz. Będziesz pędzony i uczony w Twoim życiu w kierunkach, które pierwotnie chciałeś, ale które doprowadzą Cię do całkiem nowych kierunków.

Planuj więc, pamiętając o tym wszystkim co wyżej napisałem. Mimo nie osiągnięcia 100% tego co zaplanowałeś nauczysz się od siebie więcej niż mógłbyś to sobie wymarzyć, nawet jeśli nie będą to tylko przyjemne doświadczenia...

Nie chcę żebyś się z tym zgadzał. Broń się przed przyjmowaniem tego za jakąś teorię, czy wiedzę, która jest super obiektywnie mądra. Jest tylko flowem mojego umysłu i moją nauką dla siebie samego. Będę szczęśliwy, jeśli dzięki temu będzie Ci w życiu lżej i łatwiej będziesz osiągał poziomy świadomości o jakich marzysz. Weź fragment tego co chciałem Ci przekazać.. oczywiście jeśli tego chcesz. Sam wyznaczasz kierunki rozwoju swoich fraktali..

czwartek, 16 kwietnia 2009

Zarodki pomysłów

Kiedyś napisałem to na GoldenLine, ale znikło.. Wracam do tematu i wrzucam go tutaj:





Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się." Albert Einstein

Niezaprzeczalnie Einstein był geniuszem o ogromnej wyobraźni. W swoich przemyśleniach nigdy nie ograniczał się jedynie do świata jaki znał. Jego wyobraźnia pozwalała mu zbadać wszechświat mający więcej niż 3 wymiary. (Np. wyobrażał sobie jak w skórzanej kurtce pędzi na promieniu świetlnym, obserwując inne promienie).
Żeby zrozumieć jego podejście musimy wyjść poza to co wydaje nam się znajome.

Musimy wyrwać się z reguł, które nami teraz rządzą, które krępują nasz sposób myślenia o bogactwie. Nie twierdzę, że nasze stare reguły myślenia były dobre czy złe, ale skoro nie mamy jeszcze upragnionego miliona znaczy że myślenie nie było aż tak skuteczne.

I tak jak z głębokiego rowu, lub bagna raczej trudno wydostać się bez pomocy drugiej osoby, tak samo potrzebujemy pomysłu z zewnątrz, aby zerwać z regułową rutyną. Pomogą nam w tym zarodki pomysłów. Zarodki te pomogą nam oderwać uwagę od bezużytecznych reguł, którymi kierowaliśmy się do tej pory rozwiązując nasz problem.

O co chodzi? Czym jest zarodek pomysłu?

Zarodek pomysłu jest absurdem, najlepiej gdyby miał niewiele wspólnego z naszym problemem. Pomysł całkowicie oderwany od naszego aktualnego sposobu myślenia pomoże nam spojrzeć na nasze wyzwanie (czyli zdobycie upragnionego miliona) z zupełnie nowych punktów widzenia.

To co proponuję tutaj to fantastyczna zabawa jakiej możesz doświadczyć podczas wymyślania zarodków pomysłów. Chcę żebyś przestał/a myśleć logicznie najbardziej jak to tylko możliwe. Einstein wymyślił teorię względności wybierając się na przejażdżkę po promieniu świetlnym. Chcesz być równie kreatywny wymyślając sposób zdobycia naszego miliona.
Ludzie często czują się głupio rozmyślając o gwoździach kiedy myślą o rozwiązaniu problemu zdobycia miliona albo zlikwidowaniu głodu na świecie. Dlatego często lepiej jeśli ktoś nam narzuci z góry ustalony, głupi pomysł, który będzie naszym zarodkiem pomysłu.
I tu moja propozycja: włącz telewizor, wybierz dowolny program lub otwórz słownik w 4 różnych miejscach i zapisz sobie 5 zarodków pomysłów.

Jako pojedynczy zarodek pomysłu zapisz sobie 4 rzczy:
1. Osoba
2. Miejsce
3. Rzecz
4. Czynność

Zapisz sobie 5 takich zarodków a następnie wyobraź sobie każdą sytuację oraz sposób w jaki może to rozwiązać nasz problem (zdobycie miliona)

Np. w wyniku mojego surfowania zapisałem;

1. Siatkarki
2. Plaża w Turcji
3. Futro
4. Szokować

Wyobraziłem sobie jak na przeraźliwie upalnej plaży w Turcji ma rozpocząć się mecz siatkarek. W ostatnim momencie ktoś zarządził że będą grały w futrach z norek. Kibice są tak zszokowani jak tylko to możliwe. Siedzą z rozdziawionymi gębami a facet, który robił wtedy zdjęcia, jako jedyny fotograf zainteresowany tym meczem inkasuje milion dolarów od czasopism za zdjęcia podczas niego zrobione.

Prawda że szalone? I o to właśnie chodzi!

Starodawnym schematem myślenia pewnie myślałbym że trzeba mieć pieniądze żeby włożyć na fundusz inwestycyjny a po 20 latach będę miał milion, albo kupić nieruchomości, albo założyć firmę itp.

Pamiętaj, że zarodek pomysłu może nie dostarczyć nam poszukiwanego rozwiązania. Jest tylko i wyłącznie punktem wyjścia do wymyślania twórczych idei. Kiedy z każdej strony obejrzysz wyimaginowaną sytuację możesz dostrzec coś interesującego i wnikliwego. Zarodek pomysłu ma za zadanie rozbudzić naszą wyboraźnię do tworzenia błyskotliwych rozwiązań.

I tu kolejna fajna rzecz, która następnie się pojawia: Pytania

Einstein zadawał sobie pytania typu: "Jak będę jechał na tym promieniu to czy zniknie moje odbicie w lustrze?"
Czy gdyby te siatkarki wyszły w futrach to media same zainteresowałyby się tym faktem? A co, gdyby jeszcze na tych futrach pewna firma umieściła swoją reklamę? Czy dałoby to kolejny milion? itp. Te pytania mogą sprawić że w Twojej głowie zabłyśnie wyjątkowa myśl, która doprowadzi Cię do miliona.

Bardzo ważne w całym naszym rozważaniu jest dokładne zdefiniowanie problemu (wyzwania). W naszym przypadku jest to zdobycie miliona (złotych, euro, dolarów, funtów?). W jakim czasie? W jakiej postaci? (bilon, banknoty, sztaby złota, domy, obroty w firmie?)
kto go osiągnie (ja, cała rodzina, ludzie z forum GL - wszyscy razem czy każdy z osobna?).

Zapraszam do pisania tu swoich zarodków pomysłów i sposobów w jaki mogą one pomóc nam osiągnąć nasz cel: miliona zł
Włącz telewizor i skocz po przypadkowych programach. zapisz sobie osobę, miejsce, rzecz i czynność, a potem włącz wyobraźnię, przymróż jedno oko, lewą ręką trzymaj się za prawą kostkę u nogi, prawą drap się po głowie (ta pozycja pozwoli Ci na uwolnienie dodatkowej porcji humoru i kreatywności ) i podziel się z nami swoimi zarodkami

Pozdrawiam. Żyj świadomie



PS. Artykuł napisałem po przeczytaniu książki "myśleć jak Einstein" autorstwa Scott'a Thorpe. Polecam tę wybitną książkę!

środa, 1 kwietnia 2009

Tworzenie zestawienia finansowego - Umiejętność liczenia

"Chciałbym zadać ci proste pytanie. Czy możesz zarobić
dwa razy więcej, niż zarabiasz obecnie, poświęcając na pracę do­
kładnie tyle samo czasu? Czy mógłbyś zarobić trzy razy tyle?
Dziesięć razy tyle? Czy jest możliwe, żebyś w tym samym czasie
zarabiał tysiąc razy więcej niż obecnie?" Anthony Robbins

W artykule o tworzeniu zestawienia finansowego z 1 października 2008 umieściłem listę rzeczy, od których muszę zacząć, by osiągnąć moje cele finansowe.

Dla przypomnienia:

1. Kontrolowanie samego siebie.
2. Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
3. Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
4. Nadzorowanie podatków.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie


1. Punkt pierwszy mówi o kontrolowaniu siebie. Jak to wygląda w rzeczywistości finansowej?

Od września (a nawet od połowy sierpnia)zajmuję się organizacją swoich finansów. Proste monitorowanie wydatków. Program w komórce do którego mogę wpisywać bieżące wydatki zaraz po ich dokonaniu.. Świetna sprawa. Następnie wrzucam je wszystkie do arkusza kalkulacyjnego, wg wzoru, który podałem w tym artykule. Chociaż.. Od tego czasu mój arkusz nieco ewoluował... Ale o tym dlaczego i jak za chwilę.

Poniżej przedstawiam aktualny arkusz zestawień:




2. Tu przechodzimy do punktu drugiego: Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.

Po prawie 8 miesiącach samoobserwacji doszedłem do momentu, w którym mogę mniej więcej oszacować moje miesięczne koszty w różnych kategoriach a tym samym zaplanować wydatki na przyszłość.
Dlatego też moje zestawienie finansowe ewoluowało o nowe kolumny: "szacunkowo"

Mając te dane planuję swój budżet na kolejne 2-3 miesiące. Dzięki temu mam możliwość i wiedzę już teraz ile mogę spokojnie przeznaczyć na budowanie kolumny aktywów. Zarządzam swoim budżetem, monitoruję stosunek przychodów i rozchodów oraz aktywów i pasywów. Do tej pory mocno skupiałem się na tym pierwszym zestawieniu. Od tej pory chcę skupić się na zarządzaniu aktywami i pasywami, gdyż to jest tak naprawdę kluczem do skutecznej organizacji finansów.

3. Kolejny element układanki: Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.

Nadzorowanie, a więc kontrolowanie działań na drodze do jakiegoś celu w określonym czasie z określoną strategią.

Na tym etapie trzeba już więcej niż tylko spisywania i sumiennego notowania. Potrzeba celu, planu i strategii.

Ten etap dopiero się przede mną otworzył.. choć otwiera się już kilka lat :-) Jeszcze kiedy pracowałem jako doradca wiedziałem, że muszę taki plan posiadać. To, że "TA" firma się nie wywiązała z umowy i takiego planu do dzisiaj nie mam to nie jest żaden powód, by takiego planu sobie nie zrobić samemu. Bez żadnych pseudodoradców na jakiego sam się kształciłem :-)

Zacząłem od budowania planu długookresowego na co najmniej 10 lat, następnie skupiłem się na planach rocznych (o czym można poczytać w dziale "cel plan strategia"). Teraz zaś (od listopada 2008) zacząłem planować trzymiesięczne okresy. W takim okresie jest dużo łatwiej wyznaczyć priorytetowe cele do osiągnięcia. Dzięki temu otrzymuję szybkość, spójność i klarowność w realizacji własnych koncepcji. To co do tej pory planowałem na rok zamykam w dwóch kwartałach. Więcej efektów... Więcej sukcesów... Więcej satysfakcji... Spirala dobrych rzeczy :-)

4. Czwarty etap czyli nadzorowanie podatków

Ten etap jest dla mnie jeszcze trochę tematem tabu. Nie do końca zrozumiałym i klarownym. Potrzeba poznania środowiska podatków wydaje się być nieodzowna. Nawet jeśli nie będę w stanie sam wszystkiego wyliczyć i policzyć to jednak ta dziedzina powinna mnie bardziej zainteresować. Trzeba wiedzieć co można, co jest legalne, a co można odpisać i jak. Dopiszę to do mojego planu 3miesięcznego.

5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.

Wiedza wynikająca z poprzednich etapów daje moc, daje skupienie, daje bystrość umysłu potrzebną do skutecznego zarabiania na aktywach. Nikt nie mówi, że bez tej wiedzy nie można kupować nieruchomości czy jednostek funduszu inwestycyjnego. Nikt nie mówi, że wiedza i plan jest niezbędna do stania się bogatym. Myślę, że liczne przypadki z życia różnych bogatych osób są w stanie udowodnić, że nie jest ona niezbędna.

Po co więc dbałość o te wszystkie szczegóły?

Są znachorzy i lekarze. Są wróżki i przedsiębiorcy. Są malarze, ale nie wszyscy z nich to artyści.

Sam zdecyduj czy w Twoim życiu, na Twojej drodze wiedza tu przedstawiona się przyda. Przecież potrafisz to zrobić prawda? Podejmij samodzielną decyzję o tym jak bardzo to jest istotne.

6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie

A tutaj szepnę za Biblią "Niech prawa ręka Twoja nie wie co czyni lewa" kiedy chcesz rozdać swoje 10%. Wtedy dopiero będzie to miało sens i moc pomnażania dochodów.

A co do odkładania 10% dla siebie... Chyba zasłużyłeś swoją pracą, wysiłkiem i wytrwałością, by te 10% absolutnie rozrzucić na czyste przyjemności prawda? Im więcej zarabiasz tym więcej przyjemności... :D

Niech się stanie :-)

wtorek, 31 marca 2009

Jak zmienić słabości w mocne strony? (cz.2)

Dziś może nie tyle o słabościach, co o osłabiających przekonaniach. Dokonałem w tej kwesti kilku odkryć.. No może zbyt dużo powiedziane. Po prostu sobie uswiadomiłem pewne rzeczy :-)

1. Dążenie do celu jest bardziej przyjemne niż jego osiągnięcie

Do tej pory myślałem o tym w ten sposób, że samo dążenie jest już przyjemne, że samo dążenie jest trochę celem samym w sobie.. Wielcy myśliciele często podkreślają, że liczy się działanie na drodze do celu, sam proces osiągania, a nie tylko zwieńczenie sukcesem.
Jakoś przywykłem do myślenia o tym w ten sposób. Uwierzyłem, że trzeba się skupić na procesie a nie na sukcesie.

Jakie skutki? Ano takie, że mam mnóstwo rozpoczętych spraw, niedokończonych i "o zgrozo" nie sfinansowanych projektów. Skupiłem się na realizacji zamierzeń. Skupiłem się na dążeniu, na procesie.. Zabrakło trochę skupienia na finalizacji.

Ponoć prawdziwych facetów poznaje się po tym jak kończą... No właśnie. Nie działanie, ale finalizacja zamyka projekt. Sukces ubiera działanie w sens.

2. Pomaganie innym

Kiedyś... Ba! Całkiem niedawno jeszcze. W moich programach rocznych zakładałem, że chcę pomagać ludziom... Szlachetne. Wzniosłe i dobre.. ale dla kogo?

Zacząłem baczniej obserwować siebie i otaczającą rzeczywistość. Coraz mniej czasu dla siebie. Coraz więcej zajęć i działań. A efekty coraz mniejsze... No może tylko podziękowań więcej... Bywało gorzej, kiedy nie potrafiłem odmówić pomocy kosztem bieżących realizowanych projektów...

Cały szkopuł w tym, aby odnaleźć własną równowagę pomiędzy byciem chamem i odmawianiem pomocy, a byciem frajerem, który robi wszystko dla wszystkich. Tak nie można! Nie da się robić wszystkiego dla czystej satysfakcji, że pomogłem.. ani tym bardziej unikając poczucia winy, że nie pomogłem... W sklepie przysług mi nie robią za dziękuję... :(

Z drugiej strony nie pomaganie nikomu jest też bez sensu. Przecież sam czasem proszę o pomoc. Trzeba by znaleźć złoty środek. Jakiś system wymiany dóbr i usług. Patent na współpracę, która będzie ewidentnie korzystna dla obu stron a nie tylko dla jednej z nich..

3. Uległość

Mówienie "tak", kiedy myślę "zdecydowanie nie". Brak wierności własnym poglądom i przekonaniom. Brak otwartości w wyrażaniu własnych reguł.

Dlaczego mam być uległy bardziej innym niż samemu sobie? Jak to jest, że ktoś może wymagać więcej ode mnie niż ja sam od siebie wymagam? Bo co?

4. Zdecydowanie

Ale skoro miałem pisać o słabościach to mówimy o braku zdecydowania... Co to jest zdecydowanie?

Działanie typu: "przeforsuję wszystko, bo ma być po mojemu" lub "postawię na swoim i będę się upierał" czy może "zamknę oczy i na pochybel"?

Wydaje mi się, że najbardziej chodzi w tym wszystkim o umiejętność podejmowania decyzji. Doprowadzenia do sytuacji kiedy muszę wybrać "wóz albo przewóz". Wahanie jest potrzebnym uczuciem, ale tylko do momentu kiedy rozważy sie wszystkie za i przeciw. Kiedy się już podejmie jedną decyzję to już nie ma dwa kroki w przód i jeden w tył. Ale zaraz...

No właśnie o tym mówię.. Nie ma żadnego: "ale zaraz". Albo uważam coś za słuszne, albo nie.

5. Konsekwencja

Czasem się zdarza, że przez chwilę mamy dobry nastrój a jakaś wredna istota ludzka nam go popsuje.. (jeśli jej na to pozwolimy). Czy już do końca dnia powinienem konsekwentnie być zły? Czy może radosny bo wcześniej było lepiej... Co to takiego konsekwencja i dlaczego może być sprzyjającym przekonaniem?

Tu zostawiam miejsce na Twój komentarz...

To właśnie niekonsekwencja. Skoro już zacząłem opisywać głębiej co myślę, to nie powinienem teraz przerywać i pozostawiać tego do dyspozycji czytelnika.. Będę niekonsekwentny, ale zdecydowany. Koniec wpisu :-)

wtorek, 24 marca 2009

Już jest!



Nowy numer Millionaire Magazine. A w nim mnóstwo jak zwykle ciekawych i motywujących artykułów. Dużo wiedzy na temat budowania biznesu oraz zdobywania finansów.

Pozwoliłem sobie zaprojektować okładkę do tego numeru oraz napisać artykuł o planowaniu. Sukces jednak należy przypisać całej załodze Millionaire Magazine.

Nie czynię szczególnych zabiegów, by zachęcić Cię do czytania, bo pewnie już dawno przekonałeś się, że wiedza tam zawarta jest cenna i wartościowa. Sam decydujesz jak duży wpływ będzie miała na Twoje życie i ile dobrego możesz wykorzystać do realizacji swoich celów.

poniedziałek, 9 marca 2009

Coś mi się porobiło ;-)

Nie wiem dokładnie co.. Czuję zmianę... Czuję pozytywną zmianę... Trochę bólu i żalu ostatnio mnie wzmocniło. Zima wzbogaciła mnie lepszą organizację ciepła wewnętrznego..

Wszechświata całego nie ogrzejesz otwierając okna, co najwyżej zmarzniesz... Ot taki wniosek. Chcesz to sobie go spodobaj :-)

Kolejny: Im więcej dajesz z siebie za darmo tym mniej Cię cenią... Hej no przecież to logiczne. Im bardziej zbliżasz swoją wartość do 0 to czego innego się spodziewasz?

Chcę się nauczyć tak, żeby dawali mi więcej niż chcę za to co robię :-)

PS. dziś także zrozumiałem, że chcę nauczyć się brać tyle ile dają, nawet jeśli to więcej niż tego chciałem..

wtorek, 3 marca 2009

Splatanie nawyków

"Początek każdego nawyku jest jak niewidzialna nić, jednak ilekroć powtarzamy swoje działania, wzmacniamy tę nić, dodajemy do niej kolejny splot, aż staje się potężną liną i oplątuje nas więzami nie do zerwania - więzami myśli i czynów" Orison Swett Marden


Cytat pochodzi z książki Anthony'ego Robbinsa "Obudź w sobie olbrzyma"

poniedziałek, 2 marca 2009

To co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu

... Jak napisał Exupery w "Małym księciu".


Jak bardzo to prawdziwe ostatnio przekonuję się coraz częściej. Dla przykładu: programowanie stron internetowych. Zajmuję się redagowaniem i administrowaniem strony naszej gminy (rudnik.pl). Kiedy przyszedłem do pracy był to czysty kod html. Według standardów html 4.0 Tagi jeszcze opisane każdy z osobna. Bez styli, bez css'a.
Zmieniłem silnik strony. Zbudowałem stronę zbliżoną do standardów (wszystkich plików z kilku tysięcy html'i nie byłem w stanie przerobić. Skupiłem się tylko na aktualnych plikach oraz głównych częściach witryny. Projektu graficznego bardzo nie ruszałem, nieco go zmodyfikowałem i rozjaśniłem. Zbudowałem stronę z użyciem css oraz skryptów php do sprytnego ładowania zawartości. Pracy było dużo, a efektu widać nie było.

Ostatnio poświęciłem wiele czasu na naukę programowania obiektowego. Dzięki zdobytej wiedzy znów zmodyfikowałem kod strony, tak żeby był jeszcze sprytniejszy i jeszcze szybciej ładował elementy. Grafiki nie ruszałem. Poświęciłem temu trochę czasu i pracy a efekt? Dla użytkowników niewidoczny gołym okiem...

Przyspieszy ładowanie strony i zminimalizuje znacząco czas umieszczania postów na stronie.

Przykład z życia:
Nauczyłem się czegoś nowego. Poznałem nowe sposoby myślenia i wreszcie uświadomiłem sobie pewne prawdy.. a efektu gołym okiem nie widać..

I tak sobie myślę... Wszyscy ludzie są tacy sami. Zbudowani z prawie takich samych związków chemicznych (kwestia zawartości to już inna sprawa). A to co jest w ich głowach jest tak naprawdę niewidoczne dla oczu. TO czyni ich bogatymi, biednymi. To czyni ich prawnikami, lekarzami, nauczycielami. To co niewidoczne dla oczu, to co tak najtrudniej dostrzec jest celem poznania i nauki..

I patrzysz na ten post... I widzisz, że nie jest mega odkrywczy... Nic nowego nie powiedziałem...

A to co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu....

piątek, 27 lutego 2009

mapa myśli - mapa realizacji zamierzeń

Ostatnio umieściłem post na temat projektowania mapy myśli. Ciekaw jestem czy to zrobiłeś? Narysowałeś własną mapę?

Nie będę starał się przekonać Cię o tym, że warto jest taki plan sobie narysować. Sam musisz sobie na to odpowiedzieć. W moim życiu mapy myśli i planowanie w ten sposób zmieniły bardzo wiele. Zacząłem skuteczniej realizować swoje plany, a przede wszystkim pozwala trzymać się ustalonej trajektorii i wypełniać po kolei wszystko zamiast miotać się w chaosie i dezorganizacji.

Sprawdź to. Przetestuj na własnej skórze. :-)

środa, 11 lutego 2009

FreeMind - mapy myśli na komputerze

Autor: Jakub Ujejski
www.dochodowo.pl

W czasie prac nad Dochodowo.pl miałem do ogarnięcia mnóstwo spraw związanych z serwisem. Musiałem zaplanować rozmieszczenie zawartości, ogarnąć stronę techniczną, grafikę. Jako człowiek przyzwyczajony do notowania nielinearnego tworzyłem mapy myśli.

Na zasadzie skojarzeń przychodziły mi do głowy coraz to nowe pomysły (współpraca, promocja w internecie) – przybywało nowych map myśli a stare się rozrastały. Wraz z upływem czasu wiele rzeczy się zmieniało. Zmieniały się również moje mapy myśli. Czasem musiałem przerysowywać całe mapy od nowa!. Pomyślałem sobie wtedy, że dobrze byłoby mieć to wszystko na twardym dysku.

Zacząłem sie rozglądać za oprogramowaniem umożliwiającym tworzenie map myśli. Szukałem czegoś, co pozwoli mi szybko zapisywać pomysły i jednocześnie nie będzie drogie. Po pewnym czasie znalazłem aplikację spełniającą oba warunki. Jest nią FreeMind, program OpenSource, który można za darmo ściągnąć z Internetu. Od tamtego momentu stał się on jedną z podstawowych aplikacji, których codziennie używam.
FreeMind vs. Odręczne Mapy Myśli

Zdania na temat programów wspomagających tworzenie map myśli są różne. Przeciwnicy twierdzą, że programy te nie angażują naszego umysłu tak bardzo jak tworzenie map na papierze. Ciężko też jest zrobić odręczny rysunek ilustrujący jakieś zagadnienie. Być może istnieje taki program, dzięki któremu można mapy myśli ozdabiać odręcznymi rysunkami, jednak tworzenie ich za pomocą myszki wymaga dużej wprawy.

Z drugiej strony programy do tworzenia map myśli mają też swoją przewagę nad klasycznymi, papierowymi mapami myśli. Do największych zalet należy prostota wprowadzania zmian i reorganizacja mapy myśli. Istotna jest również szybkość notowania (przy zachowaniu przejrzystości) i brak ograniczeń rozmiarami kartki.

Więcej o instalacji i pracy z programem FreeMind znajdziesz na stronie www.dochodowo.pl. Zapraszam

poniedziałek, 9 lutego 2009

Priorytety

Przygotowując plan działania na ten rok znalazłem kartkę, którą pisałem w październiuku.

Namalowałem sobie na niej mapę myśli, priorytety, które muszę zrealizować w najbliższym czasie poukładane w różne kategorie. Był tam biznes, szkoła, rodzina, finanse etc. W każdej kategorii miałem kilka zadań do zrealizowania.

Byłem zdumiony, kiedy większość z tych priorytetów miałem już zrealizowane, bądź są na etapie finiszu.

Postanowiłem, że będę robił takie plany co trzy miesiące. Plany ekstremalnie realne :-)

Przejrzałem swoje marzenia i plany z lat poprzednich. Z uśmiechem w oku przeczytałem, że chciałem mieć własny hotel, czy jaguara i jacht. :-) Z roku na rok coraz bardziej schodziłem na ziemię. Plan na każdy kolejny był bardziej realny i więcej udało się z tego osiągnąć.

Kiedyś uczyli mnie: "Na długi okres planuj i marz, rzeczy niewyobrażalnie wielkie i teoretycznie nie do osiągnięcia, ale roczny plan stwórz tak, abyś wszystko umiał zrealizować". Plan 3miesięczny musi być jeszcze bardziej precyzyjny i realizowalny. Tak też zrobiłem plan na kolejne miesiące. Na początku maja będę pewnie zdumiony, że udało mi się wszystko zrealizować.. :-)

Jak się tylko polepszy to się zaraz pop....

Gdzieś to usłyszałem ostatnio. "Nie można być tak negatywnie nastawionym" pomyślałem wtedy.

Minęło kilka dni i przyznaję się, że uległem wpływowi tej wróżby. Dałem się wciągnąć w wir różnych gier i polityk. Winowajcą jestem ja sam.
Tłumaczę sobie, że tak się dzieje kiedy człowiek zbyt dużo pragnie, zbyt mocno chce wstać spod stołu. Nauka na przyszłość: Jeśli za mocno się starasz nie tylko zostanie to niedocenione, ale jeszcze cię ściągną do parteru.

Więc co? Nie starać się? Mieć wszystko gdzieś i robić minimum?

Co z tym fantem zrobić?

Rocky mówił (w ostatnim, VI z serii filmów), że prawdziwego boksera nie wyróżnia to jak mocno potrafi przyłożyć. Prawdziwego boksera poznaje się po tym jak silny cios jest w stanie wytrzymać i nadal stać na nogach...

1.........2........3........4......... Wstaję

czwartek, 11 grudnia 2008

cytat

W jakimś mailu odnośnie Klubu Rozwoju Liderów znalazłem:

"Co ważniejsze dla sukcesu: talent czy pracowitość?
A co ważniejsze w rowerze: przednie czy tylne koło?"

Co o tym myślisz?

środa, 10 grudnia 2008

Zestawienie finansowe i podsumowanie roku

Od końca sierpnia postanowiłem zadbać lepiej o swoje finanse. Postanowiłem kontrolować przepływ gotówki, monitorować jej przypływy i odpływy. I...

Nie. Nie skończyło się tylko na postanowieniach. Liczę pieniądze każdego dnia podsumowując je na koniec miesiąca. A Ty? Ciekaw jestem ile osób również postępuje jak ja. Uważasz, że nie warto? A może to przerost formy nad treścią, przecież wszystko można policzyć w głowie...

Odkąd zacząłem monitoring cashu nie zauważyłem szczególnych cudów, poza tym, że wiem dokładnie ile gotówki mogę przeznaczyć i na co, żeby na koniec miesiąca nie pożyczać, a jeszcze odkładać do oddania. Hmm... Więc może ma to w sobie jakąś siłę...

Mamy grudzień. Rok 2008 powoli zbliża się do końca. Warto sobie czasem zrobić "rachunek sumienia" z minionych wydarzeń. Już od kilku lat praktykuję "podsumowanie roku". Pod koniec grudnia poświęcamy z żoną ok. 2-3 godziny na spokojne przemyślenie tegorocznych dokonań, wydarzeń, zrealizowanych i niezrealizownych pomysłów.. Spisujemy także cele na przyszły rok. Mniej lub bardziej ambitne. Mniej lub bardziej realne, lub proste jak np. zakończenie sesji w pierwszym terminie.

Każdego roku coraz bardziej jestem zdumiony potęgą tego procesu. Każdego roku realizujemy coraz więcej zamierzeń. Staje się to wszystko ukierunkowane i spójne. Coraz więcej radości i mocy czuję. Coraz większe poczucie, że przecież zrobiłem to i to, więc mogę bez problemu zrobić tamto. Tego się nie da słowami..

Na początku pisałem o rzeczach kosmicznych dla mnie w tamtym czasie.. np. w wieku 18 lat: posiadanie firmy przynoszącej 100 tys. miesięcznego dochodu nie mając pojęcia o działalności gospodarczej i biznesie... ALe wiesz co? To i tak się rozwija, bo nie mogę powstrzymać wewnętrznego pędu do realizacji tego przedsięwzięcia :-)

Fajnie jest móc wybierać swoją przyszłość. Nie można też żyć w strefie marzeń, ale to że coś się nie spełni za miesiąc czy dwa nie może się spełnić za 5 lat.. Zdecyduj czy warto robić takie podsumowanie. To nic nie kosztuje, a wiele dokonań z czasem się zapomina. Zapominając tracisz pęd i moc jaką daje to doświadczenie..

Nie próbowałem robić takiego minipodsumowania co miesiąc. Może warto... :-)

piątek, 14 listopada 2008

Napieraj, napieraj, napieraj

Przeczekałem chwilę żeby przekonać się czy nawyk rozwinął się na tyle mocno...

Pewnego dnia przeczytałem książkę, o której często się ostatnio pisze. Polecam ją gorąco, tym bardziej że jest dostępna za darmo na http://www.czarodzieje.com.pl/
Książka niezwykła... Magiczna... Cudotwórcza...

Po jej przeczytaniu coś mi się w głowie zaczarowało i otworzyła się jakaś klapka.

Pewnie doskonale zdajesz sobie sprawę, zeby realizować swoje marzenia trzeba coś w tym kierunku robić. Ba! Może nawet masz plan dotarcia do punktu docelowego. Wsiadłeś w ten samochód i chcesz dojechać na miejsce. Tylko, że samochód nie zawsze jedzie tam gdzie chcesz... Tak to jest kiedy się wsiada jako pasażer...

Kiedy ja narysowałem sobie mój cel - 10 000 zł w miesiąc miałem w głowie obraz czegoś niewyobrażalnie wielkiego. Wielka góra do zdobycia. Z lekkim przerażeniem patrzyłem na to i mówiłem sobie "jakoś dam radę.. coś wymyślę". W międzyczasie pojawiło się kilka szans. Może nie na 10000, ale gdyby je rozwinąć... Co najmniej połowę mógłbym szybko zrobić...

Nabyłem pewnego nawyku, którego wtedy było mi brak. Gdy miałem zrealizować jakieś zadanie. Np. zrobić stronę internetową - siadałem przez pół nocy, by zrobić 1/4. Potem miałem awersję i ogromną niechęć do jakiejkolwiek pracy, ale po kilku dniach znów siadałem. Czasem robiłem dużo czasem mało, a czasem nie zrobiłem nic. Realizacja zadania trwała dość długo... (biorąc pod uwagę liczbę przerw pomiędzy działaniem)
Nowy nawyk nie polega na tym by od razu robić całość - bo czasem to niewykonalne. Nigdy nie podobało mi się podejście pracoholiczne do biznesu...

Szukałem jakiegoś rozwiązania, które byłoby skrojone dla mnie. I znalazłem. Akurat dla mnie jest dobry i skuteczny właśnie teraz. Może w przyszłości będę robił to inaczej. Teraz jednak stale napieram na swoje cele.

I choćby to była drobnostka jak np. wykonanie tylko jednego punktu z 10 zaplanowanych do realizacji - muszę ją wykonać. Cały czas czuję potrzebę do realizacji choć drobnego kroczku. Czasem z rozpędu robię więcej, ale najważniejsze by każdego dnia, czy choćby co kilka godzin wykonać coś co przybliży do finału.

Czasem jest tak, że patrzysz na "stertę" zadań do zrobienia i w środku odzywa się taki (jak to było w reklamie PLUS GSM) "wewnętrzny fuj".
Wtedy jest tylko jeden sposób do pokonania go.
Namówić się do zrobienia największej rzeczy na jaką byłbyś się w stanie teraz zgodzić. Czasem jest to pół projektu a czasem tylko zmniejszenie zdjęć czy przeniesienie plików... Ale coś robisz by sfinalizować to dzialanie.

Kiedy zaczniesz do tego podchodzić w ten sposób, może zauważysz, a może nie, że zawsze jesteś w stanie zgodzić się na jakąś mikroskopijną drobnostkę... A z czasem zaczyna się magia...

Jeden z trenerów NLP, którego bardzo cenię, uczył, żeby w dążeniu do celu, w każdym działaniu zawsze zostawiać sobie niedosyt. To będzie tworzyło naturalne "ssanie". Czasem warto jest zrobić mniej niż zamierzasz, bo za każdym następnym razem łatwiej i chętniej przystąpisz do działania... Wyobraź sobie jak by było fajnie gdybyś z łatwością zabierał się do każdego zadania.. :-)

(przykład dla wyjątkowo i ekstremalnie leniwych :-))
Załóżmy że zadaniem jest wrzucenie galerii zdjęć na stronę www. Trzeba zacząć od skopiowania i edycji zdjęć, które dostajesz na płycie. I odzywa się ten wewnętrzny fuj... Niechęć do robienia czegokolwiek.. Jestem pewien że wiesz co to za stan :-)

No to umówmy się że teraz tylko zajmę się edycją zdjęć... i dalej ten fuj..

W takim razie tylko skopiuję fotki na dysk... Ok to nie zajmie długo. Dam radę.

Ale żeby pozostawić niedosyt tylko otworzę folder ze zdjęciami.. (Zawsze mogłem tylko włożyć płytę do napędu albo wyjąć ją z koperty ;p ... Już widzę Twój uśmiech na twarzy, ale bawmy się dalej...)

Do czego zmierzam?

Dochodzimy w pewnym momencie do dna, do czynności, która jest wręcz śmieszna by jej nie zrobić. No bo jeśli już wrzuciłem tą płytkę do napędu to idiotyczne byłoby nie skopiowanie ich na dysk... A kiedy już mam na dysku to chociaż je obejrzę. A potem za godzinę edytuję chociaż jedno.. I tak tworzy się niedosyt. Ssanie, które rozwija się coraz bardziej i bardziej i bardziej.. A po kilku dniach mikroskopijną rzeczą już nie jest włożenie płyty do napędu, tylko edycja jednego zdjęcia...

I nie chodzi tu już o szczegóły i idiotyczność lenistwa, czy wewnętrznego fuja. Stwarzasz sobie atmosferę do realizacji celu.

Co jest ważne?

Przede wszystkim systematyczność. Ale nie narzucona przez kogoś czy nawet przez Ciebie samego.

Mała rzecz a cieszy

Systematyczność wywołana przez to ssanie, które zmienia pogląd na wszystko co do tej pory robiłeś. Z realizacją każdego kroczku przychodzi coraz większa moc, entuzjazm i siła. Z początku jest to tak mikroskopijne jak czynności, które wykonujesz.. a potem przychodzi zdumienie, że realizacja poszła szybciej niż planowałeś...

Do tego koktajlu dolejemy jeszcze trochę alkoholu, żeby było bardziej ekscytująco. Zazwyczaj nie jedna sprawa a tysiące czeka na realizację. Przeploty pomiędzy mikro zadaniami czynią wszystko bardziej sympatycznym do przełknięcia. Niesamowita szybkość realizacji kroczków i ssanie wywołują pewien ciekawy entuzjazm...

Sprawdź to.. użyj.. oceń czy to ma dla Ciebie sens.. a Jeśli masz wielką ochotę na kwiecisty komentarz zacznij od kropki.. potem będzie już lżej :-)

poniedziałek, 3 listopada 2008

nowa praca - tak, ale po co?

Coś się we mnie skrzywiło..

Za namową jednego znajomego próbowałem dziś wypełnić formularz o pracę do jednej z ciekawszych firm w okolicy Rzeszowa jako handlowiec. O ile jeszcze przez CV udało mi się przebrnąć - to list motywacyjny mnie powalił (a niestety było to pole obowiązkowe).

Ściągnąłem sobie gotowca z pracuj.pl. Masakra. Takie włazidupstwo. Jakoś nie mogłem przełknąć że będę dyspozycyjny i lojalny wobec firmy...

Szukanie pracy.. Przecież tyle piszę o biznesie. O działalności gospodarczej... o kreatywnym podejściu do zarabiania pieniędzy... A tu nagle podanie o pracę. Blee.

Coś pojawiło się w myśleniu, które zmienia całe podejście do tego wszystkiego. Ja nie chcę pracować dla kogoś. Chcę pracować z kimś. A to jest różnica. Nie chcę być ich robolem w zamian za coś co w skrócie można nazwać "etat" - chcę współpracować na takich warunkach jakie mnie odpowiadają.

Może to wybujałe poczucie własnej wartości a może świadomość korzyści jakie mogą dać: moja wiedza+doświadczenie+charakter+umiejętności. Nie chcę ich oddawać za pozorne bezpieczeństwo finansowe. A tak naprawdę uzależnione w każdym momencie życia od widzimisie jakiegoś człowieczka nazywanego prezesem.
Chciałbym, żeby ta firma nauczyła mnie skutecznej sprzedaży w zamian za mój czas, ambicję, chęci, pracę i efekty. Chciałbym przy tym zarobić przyzwoite pieniądze...

Więc pytanie jak w temacie: Nowa praca - tak, ale po co?

Czy to tylko wymówka dla braku umiejętności, asertywności, determinacji i jaj do robienia biznesu? Chyba nad tym należałoby popracować a nie nad pisaniem CV. Sama niewiedza jak robić pieniądze także w niczym nie usprawiedliwia...




Odbiegając od tematu: miałem sen. Śniło mi się, że osiągnąłem to co chciałem. Miałem fantastyczny dom, ogród.. na podjeździe stał Jaguar XJR a żonka machała do mnie radośnie z tarasu. I wtedy przyszło olśnienie... Jakiś głos.. A najprawdopodobniej to moje własne myśli powiedziały, że aby osiągnąć to co chcę muszę stale naciskać. Stale chcieć i stale robić coś aby to osiągnąć. W tekscie wygląda to dziwnie ale to nie były tylko słowa. To było też pewne uczucie. Takie "aha", które zmieniło mój pogląd i już teraz jest inaczej...

Tak jak wpadnie się nagle na jakieś rozwiązanie zadania, taki przebłysk. Takie fajne uczucie, że zrozumiałem...

środa, 29 października 2008

podsumowanie października

Jest dobrze :-) Październik mnie zaskoczył.

Trzy miesiące temu stałem nad przepaścią. Brak kasy, brak perspektyw, brak pomysłów i działania, za to ogromny strach i poczucie winy, że sam do tego doprowadziłem. Wielkie udawanie, że "mam własną firmę". Brak umiejętności kontrolowania samego siebie, brak jakiegokolwiek zarządzania pieniędzmi. Bo czym tu było zarządzać skoro trzeba było wybierać czy kupić jedzenie czy zapłacić za prąd.
Zaburzenie płynności finansowej to już było nie tylko zadłużenie u rodziny, ale niemożność zapłacenia czynszu i rachunków za następny miesiąc... Porażka?

Wcale nie. Brutalna i twarda nauka.

Dziś, kiedy patrzę wstecz, kiedy powoli zaczyna się poprawiać czuję wielką ulgę. Odzyskałem płynność, zapłaciłem wszystkie rachunki, stać mnie na jedzenie i wreszcie mam możliwość odkładania gotówki, którą jestem winien rodzinie. To dobre uczucie, kiedy wiem, ze naprawiam to co pops.... zaraz zaraz. Nieczego nie zepsułem bo życia nie da się zepsuć... Otrzymałem rezultat działań, które podejmowałem wcześniej.. Feedback.

Kontrolowanie samego siebie

Pisałem o tym w tym artykule: Tworzenie zestawienia finansowego

Zapraszam wszystkich do fantastycznej przygody jaką jest kontrola własnych wydatków. Do tej pory wszystko miałem "rozlaźnięte", niezorganizowane a gotówka płynęła jak chciała. I choć dziś nie jestem jakimś skąpcem, to jednak dzięki obserwacji samego siebie wiem na co wydaję i wiem gdzie mogę znaleźć oszczędności. To prawdziwa magia.

Należy też uważać żeby nie wpaść w pułapkę nadmiernej kontroli. Nie da się kontrolować wszystkiego i wszystkich. Trzeba zachować w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Jednakże warto znać jak najdokładniejsze kwoty by móc wyraźnie zaobserwować przepływ kapitału.

Zarządzanie swoimi finansami zacząłem bardzo dawno temu, jeszcze w czasach podstawówki pisałem w zeszycie ile mi dziś pieniędzy przybyło, ile ubyło (najczęściej były to pieniądze, które zostawały z wyjścia do sklepu :-)). Sumowałem przychody, pisałem na co wydane pieniądze, rysowałem wykresy... :-) Potem przestałem... zmieniły się nawyki. Próbowałem kiedyś wrócić ale po miesiącu dałem sobie spokój..

Najciekawsze w tym wszystkim były efekty. Ze zdziwieniem zawsze obserwowałem, że im więcej i bardziej organizuję swoją gotówkę tym jakimś cudem miałem więcej pieniędzy. Nagle rodzina była bardziej hojna, nagle zacząłem zarabiać na drobnych pracach przy komputerze...

Nie dostrzegałem powiązania. Dziś zaczynam myśleć inaczej i kiedy na nowo wziąłem się za zarządzanie kapitałem - sytuacja się klaruje. Coś w tym musi być....

poniedziałek, 27 października 2008

"JAK ZDOBYĆ DOWOLNĄ ILOŚĆ GOTÓWKI W DOWOLNIE OKREŚLONYM PRZEZ SIEBIE CZASIE."

Zabawne, że w rok po zakończeniu mojego eksperymentu "Miesiąc cudów" znalazłem inną osobę, która posiada podobny punkt widzenia.

Zapraszam na blog Pawła Rudnickiego

Rok temu podjąłem się zarobienia 10 000 zł w miesiąc czasu. Zarobienia, a może lepiej bym to ujął: przyciągnięcia w dowolny sposób tej kwoty do swojego życia.

Mimo tych wszystkich podpunktów, które wypisał Paweł Rudnicki - mało tego miałem jeszcze inne, które także sumiennie wypełniałem nie udało się mojego celu osiągnąć.

Bez sensu byłoby wypisywanie powodów. Sens za to ma napisanie jaką naukę z tego odebrałem.

W owym czasie, gdy się podejmowałem tego przedsięwzięcia 10 tys zł to była dla mnie ogromna suma. Innymi słowy: realne było dla mnie zarobienie 1000 zł (realne = namacalne i tak proste jak zawiązanie buta), natomiast 10tys... to już wyższa szkoła jazdy.

Dziś myślę, że zarobienie 3000 tysięcy jest całkiem łatwe i potrafię to robić (szkoda że jednocześnie prawie tyle wynoszą wydatki, ale i to ogarnę).

Ale do rzeczy: moim zdaniem w tym całym procesie ważny jest też sposób myślenia jak osoba, która tą dychę potrafi zarobić. Ważne, by choć trochę zbliżyć swoją świadomość do świadomości osoby, która to potrafi. Kiedy będziemy świadomi tego, że jest to proste - wtedy się takie stanie.

Oklepany przykład o rowerze - dla pięciolatka jazda jest niewątpliwie trudna. Ale dorosły mając świadomość że jest to proste nie myśli nawet o trudnościach balansowania i równowagi.

Kiedy to poczucie kompetencji przeniesiemy na grunt finansów to dopiero wtedy będziemy mogli zdobyć tę "dowolną" sumę...

wtorek, 21 października 2008

Cel -> strategia -> narzędzia

Wielu ludzi nie jest tego świadomych. Co z tego, że o tym dobrze wiedzą. Nie są ŚWIADOMI..

Moim zdaniem nie narzędzie, ale strategia jest najważniejsza w inwestowaniu.

Logicznie podchodząc do tematu pieniędzy:

1. zakładamy sobie jakiś cel - np. 1000 zł pasywnego dochodu miesięcznego za 20 lat

2. Musimy być świadomi naszej obecnej sytuacji (a więc cashflow) - ile jesteśmy w stanie przeznaczyć na jego osiągnięcie.

3. I dopiero teraz, mając przed oczami cel i nasze możliwości, wybieramy strategie inwestycyjne aby ten cel osiągnąć.

Ale strategie to jeszcze nie fundusze, czy nieruchomości - strategia to system dróg dotarcia do założonego celu. I tu mamy narzędzia:

- fundusze
- akcje
- nieruchomości
- waluty
- biznes
- itd.

Cel jest nadrzędnym priorytetem inwestowania.
Trzeba wiedzieć co się chce osiągnąć a nie inwestować dla samego inwestowania.
Jak wiesz "co", to jesteś w stanie sięgnąć po różne strategie.
Jak masz strategię to wiesz jakich narzędzi użyć.
Jak masz narzędzia - to musisz wiedzieć jak ich używać, żeby sobie krzywdy nimi nie zrobić.
Ot. Cała filozofia.