piątek, 11 maja 2012

Co to jest wytrwałość?

Ogólnie mówiąc wytrwałość to cierpliwe, konsekwentne dążenie do czegoś bez zrażania się trudnościami i przeciwnościami

Ale gdyby tak wejść w temat nieco głębiej, aby uchwycić tę subtelną granicę pomiędzy słomianym zapałem, wytrwałością i głupotą.

Einstein mówił, że szaleństwem jest robić ciągle to samo i oczekiwać innych rezultatów. Edison, kiedy go spytano dlaczego po 5000 prób nie przestał poszukiwać rozwiązania dla żarówki powiedział, że odkrył 5000 metod jak tego nie robić w przyszłości.

Za to, że mówimy o kimś jako mało lub bardzo wytrwałym odpowiada moim zdaniem perspektywa obserwatora. Jeśli spojrzysz na bardzo krótki odcinek czasu wydaje Ci się, że ten człowiek skacze z kwiatka na kwiatek, bez ładu i zamysłu. A teraz odjeżdżając kamerą w tył widzisz coraz więcej i więcej. Niekiedy potwierdzi się, że ta niewytrwałość wynika z krótkowzroczności i braku inteligencji tej osoby, ale czasem może być i tak, że dopiero wtedy zrozumiesz całość.

Posłużę się przykładem z mojego doświadczenia (zawsze mamy ubaw z żoną, kiedy jej o tym wspominam). W młodości byłem bardzo "kochliwy", ale mimo to nie miałem dziewczyny dłużej niż trzy tygodnie. Wtedy nie byłem może aż tak świadomy, ale mniej lub bardziej wiedziałem czego poszukuję. I udało się. Odnalazłem kobietę mojego życia.

Podobnie jest z moją karierą zawodową. Jestem często atakowany i krytykowany za brak wytrwałości. Czasem też oskarżają mnie, że skoro pracowałem w tylu miejscach to jestem złym pracownikiem. Przestałem już dawno na to zwracać uwagę, bo zazwyczaj ludzie ci skupiają się na fragmentach mojego życia. Skończyłem 28 lat i mam w swoim doświadczeniu wiele miejsc, w których pracowałem, wiele firm z którymi pracowałem i osób dla których wykonywałem różne rzeczy. Miałem swoją firmę w Polsce i Niemczech. Wszystko to wygląda jak brak wytrwałości i zdecydowania dopóki nie zrozumiesz, że od osiągnięcia dorosłości buduję swój biznes - jednoosobową spółkę z o. o.
Od kiedy dawno temu zrozumiałem, że nie prowadzę firmy tylko to ja jestem firmą wszystko się zmieniło. Sprzedaję swój czas i umiejętności na różne sposoby, jestem wybierany przez różnych klientów do różnych zadań. Mam swoją logikę, cele i motywy. Wiem co robię i dokąd chcę podążać. Owszem - popełniam błędy. Nie jestem także jasnowidzem i nie wiem co będę robił za rok.

A więc czym jest ta wytrwałość?

Wytrwałość to nie jest robienie ciągle tych samych rzeczy w dążeniu do perfekcji (chyba że taki jest Twój cel). Wytrwałość - to cierpliwe, spokojne i świadome zmierzanie w wyznaczonym przez siebie kierunku. Wytrwałość to jedna z dostępnych metod.

Jeszcze jeden przykład. Jesteś w Gdyni i chcesz do Zakopanego. Jedną z najprostszych metod jest pójście na piechotę. Stawiasz krok, po nim następny i tak sobie idziesz do celu, wytrwale, cierpliwie i uparcie. Wielu powie: O! ten człowiek jest wytrwały w dążeniu do celu! Może tak, a może nie. Teraz idąc drogą machasz do kierowców, aby autostopem podwieźli Cię dalej. Albo wsiadasz w pociąg do Wrocławia (bo akurat pasuje Ci zobaczenie tamtejszego dworca kolejowego) I teraz w scenariuszu pojawiają się krytykanci, że nie wiadomo gdzie jedziesz, że skaczesz z kwiatka na kwiatek, że nie jesteś wytrwały. Ale Ty wiesz co robisz. Inni nie muszą. Ty decydujesz o tym kiedy chcesz być na miejscu (może być i tak, że piechotą dojdziesz szybciej). Ty określasz priorytety np. czas, ilość zasobów, pieniędzy i innych wartości. Ty jesteś tym, który wyznacza kierunek kursu i metody zmierzania w jego celu.

Bądź więc świadom tego kierunku w każdym momencie swojego życia. Poznawaj metody, które działają i nie działają. Bądź sobą. I niech to będzie przygoda Twojego życia - w końcu to Twoje życie.
Twoje - rozumiesz?

środa, 16 lutego 2011

Wiosenne porządki

Mimo, że mamy środek zimy postanowiłem przygotować się do nadejścia wiosny... Sezon ogrodowy często zaczyna się od podcięcia gałęzi drzew, które przeszkadzają mu się rozwijać. I choć nieraz te gałęzie wydawały co nie co owoców - uszkodzone, schorowane i popękane konary muszą zostać usunięte. Powtarzając brzydko za moim znajomym: "najlepiej po samej dupie".

Znasz zasadę Pareto? 80/20?

Te 80 % gałęzi, przynosiło tylko 20% owoców z całego drzewa. A wymagają tyle samo czasu, pielęgnacji i życiowej siły drzewa co te pozostałe 20% generujące ponad połowę dochodów.

Niby chodzi tylko o jabłka, ale nie do końca. Odzyskanie sił witalnych, drzewo będzie reinwestowało w zdrowie, obfitość i jakość wydawanych przez nie owoców...

Zatem: Wiosenne porządki czas zacząć. I zacząłem. Wracam też do organizacji i samokontroli. Dyscyplina? Niekoniecznie... Komfort życiowy - jak najbardziej. I wcale nie po najniższej linii oporu. Wracając znów do metafor: Czasem w rowerze wystarczy wymienić dynamo na elektroniczne światełko lub dynamo w piaście koła. Efekt ten sam, a ile lżej...

niedziela, 19 grudnia 2010

Ile porażki jest w porażce?

Dokonałem w życiu już tak wiele "niezrealizowania planów", że chyba mogę nazwać się "doświadczonym" w nieosiąganiu celów - w przeciwieństwie do wielu coachów, trenerów i innej maści "nauczycieli", którzy są skuteczni w realizacji marzeń... UWAGA! Zastanów się czy warto czytać dalej... wszak z kim przystajesz takim się stajesz..

Jeżeli jednak nie wątpisz w swoje umiejętności i jeden artykuł nie zmieni Twojego życia to zapraszam do lektury...

Co to jest porażka?

To takie pytanie na początek. Dla Ciebie. Jeśli masz ochotę to je sobie zadaj. Ja to zrobiłem.. Zacząłem zastanawiać się po tym jak po raz któryś z kolei coś mi się nie udało. Zacząłem rozmyślać o tym, co to takiego ta "porażka". Pierwsze skojarzenie jakie miałem to - niezrealizowane zamierzenie. Ale zaraz potem, wyuczony i nasiąknięty "mądrością rozwoju osobistego" umysł podsunął mi myśl, że przecież to ogromna szansa nauki..

Ok. Jest trop. Porażka daje "mądrość", może wiedzę, może umiejętności... Jakkolwiek by na to nie patrzeć to za negatywnymi doświadczeniami kryje się jakaś nauka... Niby tak. Ale jaka?
Jaką naukę niesie niezrealizowanie swojego planu? Być może rozważania na temat tego co i jak poszło nie tak może przyczynić się do uświadomienia sobie błędów...

Ale co mi da wiedza na temat popełnionych błędów?

Niektórzy ludzie mówią, że nauka wyniesiona z błędów pomoże uniknąć ich powtórzenia w przyszłości...
Doprawdy? A co z powiedzeniem, że nie wchodzimy dwa razy do tej samej rzeki?? W teoretycznych eksperymentach moglibyśmy uznać to za prawdę... Ale to jest życie, a tu takie same okoliczności, takie same warunki, taka sama synchronizacja czasowa... to chyba bajki co?

W takim razie odrzućmy na chwilę na bok to (i inne także) przekonanie, niech sobie poczeka chwilę i jeśli w to wierzysz to pewnie za chwilę i tak wróci. Odzierając porażkę z tej pierwszej warstwy wchodzimy głębiej... W emocje.. Oj to już głęboko... Ty wiesz jak to jest jak coś nie idzie po myśli.. Mały plan, mały żal. Wielkie plany... wielki zawód. Zostajesz sam na sam ze swoimi uczuciami... Jesteś tylko Ty i Twój niezrealizowany cel.. To wszystko wzbudza emocje.. Czasem smutek i żal, czasem agresję i wrogość aż do całkowitego zniechęcenia. Czasem są to salwy śmiechu i dzikie brechty "o jaki ja byłem głupi"...

Co jest wyznacznikiem porażki?

Emocja? Chwilowo tak to wygląda.. Wsłuchując się jeszcze bardziej.. dochodzi do kolejnego zapytania.. A co jest za emocją? Odsuwając je teraz nieco - przechodząc do bardziej matematycznego rozumowania: byliśmy w punkcie A - chcieliśmy do B a w rzeczywistości znaleźliśmy się w -34. Nawet nie w C czy D. Tylko w punkcie -34. To zupełnie inny poziom. Nie inny punkt na  linii. Nie inny punkt na płaszczyźnie. Ale w zupełnie innym wymiarze. Przeszliśmy od punktu A do punktu -34

W pewnym sensie sam byłem zszokowany takim rozumowaniem i zacząłem zastanawiać się czy to nie jakieś problemy z głową... Może. W każdym razie poprosiłem ją o więcej...  :--) [wyjaśnień]

Podsumowując to co do tej pory zostało napisane: Na początku były przekonania, wytłumaczenia (kto chce szuka sposobu itp) - głębiej były emocje. Co czujesz w stosunku do tego co się dzieje.. A potem przyszły chłodne kalkulacje.

Czym więc jest ta porażka?

A czy jest ona w ogóle czymś? Czy sukces jest jakimś czymś? Wróćmy z powrotem do przekonań.. W jakim horyzoncie czasowym coś jest porażką, a w jakim nią nie jest? W perspektywie całego życia, porażki mogą być uznane jako "drobne niepowodzenia" - ale przecież potem to że coś nie wyszło sprawiło że wydarzyło się coś innego... Kiedy się to działo nasze myślenie było nieco inne.. Przepełnione emocjami i przekonaniami. Ale kiedy naciśniesz stop. Właśnie teraz. STOP.

Jesteś teraz. Tylko jesteś. I nic więcej. Jesteś... punktem w którymkolwiek z wymiarów. Nie sferą, nie płaszczyzną, nie linią - jesteś punktem. Wtedy... właściwie nic nie istnieje... Wszystko jest w jednym i jedno we wszystkim. (hehe nie sfiksowałem - bez obaw :-) )

Nie byłem usatysfakcjonowany tą odpowiedzią mojego umysłu. Zadałem sobie pytanie po raz kolejny: Czym jest porażka?

A wtedy przypłynęła myśl: A jakie to ma znaczenie?

i wtedy zrozumiałem...

Pytanie: Czy to co napisałem jest przez Ciebie zrozumiane? Jeśli tak. Ok. Jeśli nie - czy to porażka? Przecież chciałem być w innym miejscu rzeczywistości, gdzie moje doświadczenia niosą pomoc innym, a czy inni tej pomocy chcą, oczekują i czy to w ogóle jest pomoc innym. Widzisz teraz? To wszystko nie ma znaczenia. Po prostu jest... I Ty jesteś. Teraz. Bądź.

Dziękuję

wtorek, 7 grudnia 2010

freelancing - dobry sposób na pieniądze, czy po prostu sposób na dobre życie

Dla odmiany odpowiem od razu: ani to ani to. I dodam jeszcze wykrzyknik, o: !

Jakkolwiek bym o tym nie myślał do tej pory, po tylu latach (bo robię to już od szkoły sredniej) docieram do kresu swojej wytrzymałości w tym "stylu". Dość już. I chociaż to napisałem. I chociaż to wykrzyczałem - to w środku rodzi się niepokój. A co z niedokończoną pracą, którą mam do zrobienia?? Przecież obiecałem. Przecież jestem uczciwy i solidny. Przecież... 

Przecież to właśnie jest ten łańcuch, który mnie ciągle trzyma na uwięzi. Nie masz czasu na życie, nie masz czasu dla rodziny, nie masz czasu na sen - a o rozrywce już nie wspominam. 

I choćbyś nie wiem jak był zdyscyplinowany, a uwierz mi że w tej materii potrafię być - nie dasz rady zrealizować wszystkiego. Nie w takim czasie w jakim tego oczekują. Zginiesz z głodu zanim dostaniesz pieniądze, albo jeszcze wcześniej padniesz z wycieńczenia... Po rodzinie zostanie gdzieś na półce zakurzone zdjęcie...

A kiedy żyć? 

Kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że pracuje po 10-12 godzin, to się tylko uśmiecham ironicznie. Nie wobec nich i nie z nich - ale z samego siebie. 14-16 godzin pracy to normalny tryb dnia. (zostaje 8-10h na sen i jedzenie oraz inne czynności domowe). 

A gdzie jest k...(rde) :-) kasa?????  

Na pewno pieniądze nie rodzą się z pracy, bo byłbym milionerem już dawno.  Im bardziej jestem rzetelny, solidny, układny i najlepszy w tym co robię. tym więcej pracuję, tym mniej czasu mam dla rodziny i życia. 

Czy przychodząc do domu po pracy o 18.00 (tak się tu pracuje) miałbyś jeszcze ochotę na pracę do 23-24? Ile by to musiało kosztować??? Zajrzałem w czeluści Internetu i oczom moim ukazało się:
Za pracę w godzinach nadliczbowych, oprócz normalnego wynagrodzenia, przysługuje dodatek w wysokości:
100% wynagrodzenia - za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających:
Nie należy się dodatek, jeśli pracownik w zamian za pracę ponad normę otrzymał inny dzień wolny
w niedziele i święta niebędące dla pracownika dniami pracy, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy
w dniu wolnym od pracy udzielonym pracownikowi w zamian za pracę w niedzielę lub w święto, zgodnie z obowiązującym go rozkładem czasu pracy,
50% wynagrodzenia - za pracę w godzinach nadliczbowych przypadających w każdym innym dniu niż określony powyżej. Orzecznictwo
„Przez normalne wynagrodzenie należy rozumieć takie wynagrodzenie, które pracownik otrzymuje stale i systematycznie, a więc obejmujące zarówno wynagrodzenie zasadnicze wynikające ze stawki osobistego zaszeregowania, jak i dodatkowe składniki wynagrodzenia o charakterze stałym, jeżeli na podstawie obowiązujących w zakładzie pracy przepisów płacowych pracownik ma prawo do takich dodatkowych składników" (wyrok SN z 3 czerwca 1986 r., I PRN 40/86; OSNC z 1987 r. nr 9, poz. 140).
 Jeśli chcesz poczytać więcej zapraszam na źródło tego cytatu: http://msp.money.pl/wiadomosci/kadry/artykul/wynagrodzenie;za;godziny;nadliczbowe,214,0,231638.html

Więc gdybym tak zarobił 10zł/h na etacie to po pracy muszę liczyć 15. W soboty i niedziele 20 (przy spełnieniu określonych wymogów). Ale.. jako freelancer. Opłacając koszty księgowej i ubezpieczenie. Biorąc na siebie dużo większe ryzyko ta stawka powinna być nieco chyba wyższa co? No chyba nie po to się zakłada firmę, żeby zarabiać mniej niż na etacie.... ?

A ja dalej robię na odwrót... W imię czego? Myślisz, że jak coś dla kogoś robisz dobrze to ten ktoś Cię będzie lubił? Zrób coś źle to szybko się przekonasz jaka jest prawda...

Chyba stanę się wredny dla innych. Do tej pory nie byłem aż tak świadomy, jak bardzo wredny byłem dla rodziny i siebie samego. Bez wytchnienia. Bez odpoczynku. Z oczami przyklejonymi do tylnej części czaszki i przerażonym głosem wewnętrznym - no przecież ono się pogniewa... Umawialiśmy się przecież...

Tak. Umawialiśmy się. I sam sobie tym dałem kopa we własne cztery litery.  Jedynie do siebie mógłbym mieć pretensje... Ale nie mam. Bo dzięki temu zrozumiałem, a zrozumienie... to tak jak byś się obudził

Do roboty!

 

sobota, 4 grudnia 2010

Dawać czy nie dawać.... Oto jest pytanie

Jakiekolwiek myśli pojawiły się w Twojej głowie po przeczytaniu tytułu, oznacza to, że być może zastanawiasz się czasem nad tym gdzie leży granica pomiędzy dawaniem, a braniem i co to wszystko oznacza...

Na koniec posta będzie mały prezent, ale najpierw chciałbym Cię zaprosić na stronę Master Mind Training ( http://www.mtraining.pl/ ). Już nie pamiętam jak Michał Jankowiak i Irek Julkowski (przy pomocy innych nie znanych mi ludzi, którym także dziękuję) zaprosili mnie na bezpłatne szkolenie odnośnie Core Transformations (wyjaśnienie znajdziesz na pewno gdzieś w sieci, być może nawet w linkach gdzieś obok po prawej stronie :-) ).

A teraz..

Zanim przejdę do wniosków i nauki płynącej z ćwiczeń jakie wykonałem - zadam Ci pytanie, albo zadaj je sobie samodzielnie: Co daje Ci więcej szczęścia, radości i dobrych emocji: dawanie czy branie?

Nie odpowiadaj od razu. (Choć i tak wiem, że już masz gotową odpowiedź :-) ) Zostaw to na kiedy indziej. Może kiedy będziesz miał chwilę zamyślenia, albo kiedy jadąc autem będziesz patrzeć na mijające krajobrazy i wtedy się to przypomni... Co jest dla Ciebie przyjemniejsze: dawanie, czy branie?

Jakiś czas temu. Pewien człowiek o nazwisku Balzac pisał, że miłość to dawanie, wszystkiego tego co masz w sobie najlepsze drugiej osobie. Największą miłością nazywał dawanie siebie samego innym.

Wszedłem na śliski grunt. Wiem o tym. Ocieram się o wartość nie opisywalną i nie dającą zamknąć się w pojęciowym pudełku, jaką jest miłość. Ale.. poglądy są właśnie takimi tymczasowymi pudełkami, etykietkami  przekazywanych myśli. Niczego nie kwestionuję...

Jeszcze :-)

Wyobraziłem sobie pokój a w nim okrągły stół. W tym śnie usiadłem obok samego siebie i zaczęliśmy rozmawiać:

Ja>Słuchaj, nie jest dobrze. Pracujemy po 16 godzin. Godzimy się na wszystkie warunki stawiane przez ludzi. Odkładamy wszystko co się da, żeby zrealizować nasze ambicje. Zostawiliśmy rodzinę. Zostawiliśmy gdzieś po drodze całego siebie... W imię czego? 

Ten Drugi Ja > milczy

Ja> Robimy dla innych tak dużo, że o przyjemnościach prawie nie ma mowy. Owszem. Zdarza się. Kiedy z wyczerpania nie możemy już patrzeć na wykonywaną pracę. Zgadza się. A jeśli są wyjątki to powstają też reguły. Hej. Zastanówmy się wspólnie, dlaczego tak się dzieje, że mimo poczucia krzywdy, żalu, upokorzenia dalej i z permanentną uporczywością powtarzamy ten sam schemat. Nie ma znaczenia czy w Polsce, czy w Niemczech, czy na etacie, czy mając firmę. To się powtarza ciągle i ciągle. 

TDJ > zaczyna się tłumaczyć

J> Powiedz mi proszę: Jaką masz pozytywną intencję w tym co robimy?

TDJ (po chwili zastanowienia) > Zależy mi na tym, żeby druga strona była zadowolona ze współpracy

J> Ok. W porządku. Ale co Ci to daje?

TDJ> Jeśli jest zadowolony to dobrze o mnie myśli

J> A więc daje Ci to poczucie dowartościowania? (TDJ kiwa głową na tak), Ale co daje Ci poczucie dowartościowania? 

TDJ> Jestem potrzebny światu? 

J> W jakim celu? Co Ci to daje?

TDJ> Spełnienie, szczęście, miłość..

oho... znowu robi się ślisko.. Ale... Czegoś z tego snu się już zaczynałem rozumieć. 
A potem był drugi sen... trochę inny... Jakby odwrotny:

J> Czy będąc szczęśliwym, będąc w miłości do innych ludzi wzbogaca to Twoje poczucie bycia potrzebnym?


TDJ> Jak najbardziej. Jeśli jestem szczęśliwy i czuję miłość do innych to chcę się tym podzielić i przekazać innym, że też mogą być szczęśliwi. Ludzie potrzebują o tym wiedzieć.


J> Ok. A czy będąc szczęśliwym, będąc w miłości do innych ludzi wzbogaca to Twoje poczucie dowartościowania?


TDJ> Jasne. Przecież chcę im dać najwyższą i największą wartość jaką mam - miłość i siebie. 


 J> Czy będąc szczęśliwym, będąc w miłości do innych ludzi wzbogaca to Twoje poczucie, że druga strona jest zadowolona ze współpracy?


TDJ>   Tak. Rodzi się dobry kontakt. Zrozumienie. Empatia. Sprawa klienta staje się moją misją.

I znów się przebudziłem.. I już czułem.. I już miałem pomysły. I już domyślałem się do czego to zmierza i czego mnie to nauczyło, ale jeszcze nie byłem przekonany... wtem zapadłem znów w sen:

J> Komu Ty jesteś potrzebny do szczęścia i komu jest potrzebna Twoja miłość?

TDJ (po długich rozważaniach i rozlicznych próbach wymienienia wszystkich, kwituje) > właściwie to my, (Ty i Ja) jesteśmy jednocześnie źródłem i potrzebą miłości

J> Kto jest wartościującym, a kto wartościowanym w tej relacji? Czy ludzie potrzebują abyś ich wartościował, czy ty potrzebujesz tego doświadczenia? Kto jest braniem, a kto dawaniem?

TDJ> Wygląda na to, że ja chcę wartościowania, za to, że innym daję priorytet

J> Trochę to jak wahadło zegara.. Nie uważasz? Na jednym biegunie Ty - na drugim Oni. Nie wydaje Ci się, że to męczące dla wahadła ciągle utrzymywać się po jednej stronie i siłować z grawitacją? Spójrz jakie to proste: Puść... Tik... tak.... tik... tak...tik... tak...
 Ostatnie pytanie: Kto jest i kto ma tak naprawdę być zadowolonym ze współpracy? Czy będąc szczęśliwym, będąc w miłości do innych ludzi wzbogaca to Twoje poczucie, że TYLKO druga strona jest zadowolona ze współpracy? Czy nie jest tak przypadkiem, że tak głęboko wchodzisz w temat, tak głęboko siedzisz w butach innych ludzi, że zapominasz o wcześniejszych i przyszłych historiach?

Dostałem swoją odpowiedź. Dostałem wiele więcej odpowiedzi. A uświadomiłem sobie jeszcze więcej rzeczy. Mały szok po ich pojawieniu się w świadomości...
Ty też spróbuj. Jeśli chcesz. Masz przecież wolną wolę i swoją wolność. 

Wrócę teraz do wstępu artykułu (jeśli przewinąłeś większość i przeoczyłeś to trudno, Twój wybór, aczkolwiek z jakiegoś powodu jednak tutaj.. teraz.. czytasz nadal chcąc więcej :-) ) 

Co było motorem do napisania tego artykułu? Dawanie? (może się wydawać, że chcę przekazać swoje wnioski dla innych ludzi, aby mogli skorzystać) A może jednak to jest Branie? (Przecież jeśli mnie ładnie pogłaszczesz to będę dowartościowany, a jeśli w komentarzach zmieszasz z błotem za odsłonięcie swojej intymnej części duszy to będę miał motyw do szukania kolejnych odpowiedzi i rozwoju). 

Co było motorem tego, że zainwestowałaś ułamek życia w zestawienie wielu liter ułożonych w wyrazy i zdania, które krok po kroku wywoływały myśli.. a może i jakieś emocje?

Tik... tak... tik.. tak...

Obiecany prezent :-)

Rozgadałem się. Zwierzyłem ze swoich snów. Odsłoniłem swoje myślenie i siebie.. Ale co tam.. Niech żyje :-)


Pamiętacie kabaret TEY? Z przerażającą dokładnością pokazuje jak w życiu, np w biznesie (zleceniodawca - zleceniobiorca), albo w pracy (pracodawca - pracownik), albo w polityce (rząd - społeczeństwo) - zachowują się obie strony:  






A teraz: Do pracy! :-)

czwartek, 4 listopada 2010

Nie wiem co się dzieje

Mam wrażenie, ze... A dobra co będę owijał w bawełnę. Jest jak jest. Chcesz, to poczytaj... Może na moich błędach nauczysz się czegoś dobrego i ułatwisz sobie życie.

Dość zrozumiałe jest, kiedy człowiek wchodzi w jakiś nurt (biznes, praca, finanse - nazwij to sobie jak chcesz) często zdarza się na początku płacić "frycowe". I wszystko jest ok, jeśli człowiek nauczony na błędzie już go nie powtarza. Z reguły i ja taki jestem, że dwa razy nie wchodzę do tej samej rzeki. Dosłownie i w przenośni. Mało kto jednak mówi o tym, że rzeczywistość jest tak zmienna, oraz że warunki i otoczenie jest tak dynamiczne iż zrobienie tego samego błędu jest praktycznie niemożliwe.. Za każdym razem jednak uczysz się czegoś nowego.

W moim przypadku wygląda to tak... Najczęściej znów popełniam błąd, który słono piecze. (sól też potrafi piec - wysyp kilka ziarenek na otwartą ranę to się przekonasz co to jest słone pieczenie).

2 miesiące temu postanowiłem znaleźć tu (Monachium, Niemcy) miejsce dla naszej rodziny. Stwierdziłem, że po tym co widzę i czego doświadczyłem - będzie nam łatwiej wystartować. Tymczasem jest nieco inaczej, ale wrócę do tego za chwilę.
Wypisałem sobie 3 proste cele. Znaleźć pracę, znaleźć mieszkanie, sprowadzić tu rodzinę.

Takie proste... Takie łatwe zadanie. Niejeden z Was śmieje się czytając to, no bo jakie tu można napotkać problemy... Szczerze mówiąc nie czuję urazy jeżeli Cię to bawi. Lepsze to niż udawane współczucie i nieżyciowe porady. Nie szukam głaskania, ani się nie żalę. Chcesz to poczytaj i weź z tego dla siebie co tylko może Ci się przydać.

1. Znalezienie pracy w Niemczech

  • Przez miesiąc czasu wysyłałem 30-40 ofert, cv itp - tygodniowo do różnych firm ogłaszających nabór w moim zawodzie - sporadyczne odpowiedzi negatywne
  • Znalazłem pracę przy montażu mebli dla IKEI. Potrzeba założyć działalność gosp. inaczej nie ma współpracy. Nie mam zameldowania. Wynająć pokój. (ale żeby wynająć pokój trzeba mieć jakąś kasę prawda?). 
  • Zorganizowałem meldunek. Założyłem działalność. Teraz czeka mnie ubezpieczenie. Mija piąty tydzień pracy, a ja mam zapłacone dopiero 2 (z 5) rachunków przez tą firmę. Kicha nie? I co wysyłać dalej oferty pracy?
2. Znalezienie mieszkania
  • Wydzwoniłem sporo pieniędzy. Przejrzałem setki ogłoszeń w Internecie, gazetach, czasem na słupach ogłoszeniowych. Ci, którzy tu mieszkają pewnie znają tę sytuację. Dla tych, którzy nie byli, a chcą piszę wyjaśnienie:

    Aby wynająć mieszkanie przez Internet trzeba liczyć się z 3 miesięczną kaucją + prowizja dla maklera 2,38 netto z opłaty czynszowej. Przy założeniu, że szczęśliwym trafem udało Ci się znaleźć mieszkanie 2pokojowe za 500Euro wychodzi to następująco:

    3MM (Monats Mieten - czynsze miesięczne) = 1500 Euro.
    2.38 Provision * 500 = 1190 Euro
    Razem:  2690 Euro na dzień dobry

    Nie wspominam już o tym, ze bardzo ważny jest czas kiedy wynajmujesz mieszkanie, bo jeśli okres płacenia czynszu przypada na "za chwilę" często trzeba doliczyć kolejne 500

    Jeżeli znajdziesz mieszkanie bez prowizji to jesteś o ponad tysiąc Euro do przodu

    Często jednak (żeby nie powiedzieć - w większości przypadków) prywatni najemcy żądają 3miesięcznych dochodów jakie osiągasz (etat) lub rocznego rozliczenia (w przypadku dz. gospodarczej)

    Jak już widzisz sprawa mieszkania tutaj nie wygląda różowo.

    Pozostaje szukanie ogłoszeń wynajmowania pokoju (najlepiej z możliwością meldunku) aż do czasu spełnienia wymagań stawianych przez właścicieli mieszkań.
3. Sprowadzenie tu rodziny

  • ok. Przyjechać nie jest trudno. Na życie też nie potrzeba wiele, bo za jedną dniówkę można kupić tyle co po tygodniu pracy w Polsce. Poza tym Kindergeld wynosi 184 Euro. Pieluchy kosztują ok. 12-20 Euro (z dużym naddatkiem) za 80 szt. Mleko w zależności od marki: od 3-10Euro. Policz ile można za to kupić. Dla porównania powiem Ci, że w Polsce świadczenie rodzinne wynosi 68 zł... I to jeśli nie przekroczysz progu dochodowego.... A pieluchy kosztują 40-60 zł za podobną ilość sztuk. 
  • Cudze chwalicie - zgadza się. Chwalimy. Ale 80 mln ludzi, ogromna ilość forsy jaka została zainwestowana w Niemcy po II WŚ robi swoje. Standard życia jest zdecydowanie wyższy i chyba nie ma co nad tym dużo dyskutować.
     
Jak więc widzisz. Prosty plan. Trzy punkty. A po drodze tyle ostrych zakrętów. Serpentyny wydają się nie mieć końca. Brak pobocza i balustrady sprawia, że co chwilę stajesz nad urwiskiem i zastanawiasz się co dalej.

Przestałem już marzyć o wielkich pieniądzach. Zszedłem na ziemię. Chciałbym po prostu normalnie i w miarę dostatnio żyć. Utopią jest zakładać, że osiągnę życie bez stresujących sytuacji.

Życzyłbym tego sobie, jak i Tobie drogi czytelniku, abyś miał łatwiej w życiu. Łatwiej - to znaczy więcej powodzenia, więcej relaksujących sytuacji, więcej niespodziewanie korzystnych zbiegów okoliczności, więcej przyjemności z bycia sobą. Życzę nam wszystkim, aby nauka przychodząca z życia była na tyle łaskawa, abyś nie musiał co chwilę podnosić się z desek - ale łatwo, przyjemnie i bezpiecznie dążył przez to doświadczenie jakim jest życie.

Do następnego razu.

PS. Pamiętaj. Jeśli spodobało Ci się to co tu piszę, albo masz chęć przeczytania czegoś nowego, innego spojrzenia na świat - zostaw jakiś ślad po sobie w komentarzu.

piątek, 1 października 2010

co się dzieje w "miesiącu cudów"

Przez chwilę był czas zwątpienia, a nawet chciałem już wracać. Trudne chwile przewijają się razem z tymi lepszymi. Postanowiłem dać sobie jeszcze dwa tygodnie do końca realizacji "miesiąca cudów".

Spotkałem się z pewną firmą w sprawie pracy. Jeżeli wszystko pójdzie ok to od poniedziałku zacznę pracować. To wiąże się też z założeniem działalności, ale innej opcji nie ma ;/ a czekanie na zatrudnienie jako pracownik... może przeciągnąć mój pobyt tutaj. I wszystko byłoby w porządku gdybym miał własne mieszkanie i stać było mnie na własne przeżycie... Co innego będąc gościnnie u rodziny. Termin wyznaczony i do tego czasu muszę być zorganizowany tak jak należy. Potem jestem zdany na siebie...

Czas pokaże jak to się rozwinie. Nie mam w sobie zachwytu, a zwątpienie zostawiłem tuż za rogiem. Nastawiam się pozytywnie (no bo gdybym chciał negatywnie to pewnie nie ruszyłbym się w życiu z miejsca :-)

Zatem działam ze wzrokiem wbitym w cel, z wyznaczonym terminem i pewną garścią nadziei na lepsze jutro.

czwartek, 23 września 2010

Skakanie na głęboką wodę

Jak to zwykle bywa, życie i rzeczywistość jest najlepszym nauczycielem. Chyba nie ma większego mentora, tylko trzeba mieć oczy i uszy otwarte :-) Obserwować znaki - jak to można przeczytać w "Alchemiku" P. Coelho

Wczoraj leciał film. Nie chciałem go oglądać, bo od samego początku wywoływał emocje, których nie lubię. I jeszcze na dodatek na autentycznych faktach...

Na tym filmie, grupa przyjaciół wybrała się w rejs jachtem. Było pięknie. Wesoło. Humory dopisywały. Skoczyli sobie popływać. Na statku została matka z małym dzieckiem i jeden z przyjaciół. Kobieta ta miała ogromną fobię przed wodą (ze względu na to, że gdy była mała utonął przy niej ojciec).

Gdy dziecko smacznie spało "przyjaciel" postanowił pomóc jej wyleczyć się z tej traumy. Wziął ją na ręce i wskoczyli do wody. Terapia szokowa, czasem pomaga, a czasem wyrządza więcej szkód...

I wszystko pewnie by się dobrze skończyło gdyby nie to... że zapomnieli rozwinąć drabinkę...

A do burty było wysoko, bo to duży jacht...

Nie będę opowiadał jak tragicznie się to skończyło, bo i po co. Film nazywał się "Ocean strachu II" więc jeśli nie widziałeś/aś a chcesz to zapraszam do wypożyczalni :-)

Przez bardzo niepożądane emocje wświdrowało się bardzo głęboko we mnie przekonanie - i taka płynie nauka z tego filmu

Jeśli skaczesz na głęboką wodę najpierw upewnij się, że zostawiłeś sobie drabinkę...

środa, 15 września 2010

Miesiąc cudów - wrzesień 2009 - etapy realizacji i propozycja

Mam pewną propozycję, dla wszystkich, którzy prowadzą jakieś kursy online czy dystrybuują ebooki. Ale o propozycji za chwilę.

Poprzednie miesiące cudów kończyły się na mówieniu o robieniu.. Teraz jest nieco inaczej i mimo, iż jest jeszcze trochę mówienia to zdecydowanie więcej jest akcji.

Co dzisiaj zrobiłem dla realizacji celów? 

Pierwszym etapem jest znalezienie pracy. Wysłałem kilka ofert (ok. 20) do różnych firm projektujących strony www, wraz z adresem mojego portfolio. Odzew jest niewielki. Samo "nie poddawanie się" nie wystarczy. Potrzeba elastyczności. Te kilka ofert, które wysłałem daje pewną informację, że coś jest nie tak jak by chcieli - dlatego trzeba zmodyfikować działanie. Zrobić coś innego. Teraz przygotowuję portfolio w jęz. niemieckim i polskim (angielskie już jest). Będę też nieco inaczej pisał zgłoszenie oferty pracy. Zobaczymy jakie efekty to przyniesie.
Byłem dziś w niemieckim urzędzie pracy. Interesowały mnie nie tylko oferty, ale także kwestia pozwolenia na pracę. Co się okazało: wystarczy znaleźć firmę, która mnie zatrudni na cały, bądź pół etatu, a z pozwoleniem nie powinno mieć problemu. Wiadomość jest dobra, ale zobaczymy jak wyjdzie to wszystko w praktyce..

Wracając do propozycji

Piszesz jakieś darmowe kursy? Napisałeś ebooka "jak zrobić cośtam"? Chcesz zweryfikować przedstawione idee? Zleć to mnie :-) Zapiszę się na Twój kurs, będę starał się go sumiennie wypełniać, a na koniec dam Ci informację zwrotną co z tego wyszło. Czego chcę w zamian?
Efektów. Sprawdzę na sobie Twoje teorie :-) Oczywiście nie jestem w stanie robić wszystkiego naraz, wobec czego pozostawiam sobie prawo do wyboru zgłoszonych kursów. Bawmy się :-) Co o tym myślisz?

wtorek, 14 września 2010

strategie... a co jeśli

Marzyłem o tym, by się wznieść. Nie w niebo, nie jak ptak... już przestałem marzyć o lataniu :( Chciałem wstać z podłogi i znów dostałem twarz w lekko uniesioną głowę. A przecież nie tak miało być.
Brak szczęścia? Brak wiary? Brak myślenia? - na pewno wszystkiego po trochu. Szkoda tylko, że frycowe takie bolesne.

Chciałem dobrze. Zrobiłem stronę. Podpisałem umowę o dzieło z dniem 1 września - a jak mnie wcześniej informowali w Urzędzie Pracy - od tego dnia zostanę wyrejestrowany z bezrobocia. Brałem to pod uwagę, że przepadnie mi ostatni miesiąc zasiłku. Ale... na umowie było napisane, że została zawarta 15 lipca. To że odbiór był 31 sierpnia nie ma znaczenia. Pani, która mnie informowała nie przyszło do głowy, że umowa została zawarta wcześniej niż jej wykonanie, dlatego też dała informację, że dzień 1 września będzie ok.

I teraz... zostaję wyrejestrowany od 15 lipca a kasę za półtora miesiąca trzeba zwrócić ;/ Koniec końców wychodzi na to, że nie dość nic nie zarabiając to jej zawarcie kosztowało mnie dodatkowe 450 zł. Zajebisty ze mnie biznesmen... ;/

Samokrytyka. I wskazówki dla innych na przyszłość, żeby się tak nie wkopać...

Rozwijając dzisiejszy tytuł "Strategie... a co jeśli" to chyba dobry temat na dziś. Bo gdybym przed przystąpieniem do pracy pomyślał: a co jeśli umowę podpiszę wcześniej niż odbiorę zapłatę, a co jeśli będę musiał zwrócić składki, a co jeśli ... właśnie. Zawsze trzeba mieć strategie w przód.. kilka wyjść z awaryjnych sytuacji.
Wiadomo - nie ma co bez sensu ich planować i przyciągać niepotrzebnych sytuacji. Zbędny pesymizm też niewskazany, ale z optymizmem dajmy sobie spokój...

poniedziałek, 13 września 2010

Miesiąc cudów - plan na najbliższe 30 dni (do 13 października 2010)

Uruchomiłem znowu miesiąc cudów. Pora by spisać wszystkie marzenia, które chcę zamienić w plan, a plan ten zrealizować działaniem w ciągu najbliższego miesiąca

1. Znaleźć pracę

Po opublikowaniu portfolio i ogłoszenia na mypolacy.de odezwało się kilka osób. Z jedną firmą postanowiłem współpracować, ale nie jest to jeszcze "praca", która pozwoli na utrzymanie. Traktuję ją w kategoriach pracy dodatkowej i myślę, że coś z tego będzie.

Co do tej pory już zrobiłem? 

- przygotowałem portfolio i cv w jęz. angielskim
- oferowałem się na polskich portalach,
- pytałem znajomych o pracę,
- wysłałem cv do agencji reklamowych (w tamtym tygodniu)
- dzisiaj wysłałem cv do różnych firm, które działają w branży marketingowej, internetowej, handlowej, a które poszukują pracowników z jęz. polskim ( :-) )
- jutro wybieram się do tutejszego urzędu pracy - może tam znajdę ofertę, która będzie skrojona dla mnie. Dowiem się także o wszelkie formalności urzędowe związane z legalną pracą.
- Być może pozwolenie na pracę nie będzie przyznane więc będę musiał rozejrzeć się za sposobami prowadzenia działalności gospodarczej (już sporo wiem, ale... :-) )

Możliwe zadania podwykonawcze do realizacji tego procesu:

- Załatwić pieniądze na mieszkanie (praca, współpraca)
- Zorganizować księgową do rozliczeń
- Zameldować się
- Zgłosić wniosek o założenie działalności gospodarczej

 Jest jeszcze opcja żeby znaleźć zajęcie typu malowanie, przeprowadzki - żeby była kasa na mieszkanie i bieżące wydatki. Kroki konieczne to:

- W przypadku działalności kroki jak wyżej
- W przypadku etatu, po meldunku złożyć wniosek o pozwolenie na pracę.

2. Znaleźć mieszkanie

Nie za duże, nie za małe. Takie dla nas w sam raz. Z moich obserwacji wynika, że za 500 Euro miesięcznie znajdę już coś dobrego, w odpowiednim dla nas miejscu w Monachium. Jak to zrobię? Świadome sposoby jakie mi teraz przychodzą na myśl to poszukanie na mypolacy.de, w gazetach, albo dowiedzieć się od znajomych. Być może są jeszcze inne sposoby? :-)

3. Przyjechać tu z Ewką i Ineczką

Kiedy już zagwarantuję dochód i mieszkanie będę mógł wrócić na chwilę do Polski. Wywieziemy gdzieś wszystkie meble. Spakujemy się. Podziękujemy Czesi za dobrą współpracę i w drogę. Rozpocząć nowe życie.

To byłoby tyle na ten miesiąc. Niech się stanie - a swoim działaniem i dobrą myślą, całą mocą będę uczestniczył w realizacji tego przedsięwzięcia.

PS. Jeśli coś jeszcze mogę zrobić, a czego chwilowo nie jestem jeszcze świadomy: daj znać w komentarzu :-) Dziękuję

czwartek, 9 września 2010

Kim w ogóle jestem :-)

Zaraz po przyjeździe tutaj, do Monachium miałem natchnienie :-) Uwielbiam to uczucie, kiedy w mojej głowie pojawia się pomysł... Przyspiesza bicie serca.. Nie da się usiedzieć w miejscu.. Człowiekowi robi się tak jakoś lekko na duszy...
Kiedyś wyglądało to tak, że pomysł spisałem na kartce, komuś pokazałem próbując zafascynować drugą stronę równie mocno jak mnie samego i.... zonk. Prawie zawsze zostałem zmieciony z powierzchni... No bo w sumie jak ja bym się zachował, gdyby ktoś pokazał mi nieprzemyślane strzępki jakiegoś pomysłu...
 Albo nawet jeśli już udało się kogoś przekonać to zwykle na tych dobrych emocjach się kończyło... Czar gdzieś pryskał, a działanie... jak to działanie. Praca to nie wąchanie gotowych kwiatków. Praca to dobre przygotowanie, pielęgnacja, plewienie, podlewanie, znowu plewienie i jeszcze więcej podlewania.. Przy spełnieniu dobrze tego obowiązku uda się nacieszyć oczy i węch pięknym kwiatem...


Ale teraz nauczony, że faceta nie poznaje się po tym jak rozpoczyna... robię nieco inaczej. Zamiast poświęcać swoją moc na przekonywanie i entuzjazmowanie kogoś swoją ideą biorę się do dzieła. A potem sam cieszę się z wykonanej pracy i szczerze mówiąc... średnio zależy mi na tym czy ktoś czuje taki sam entuzjazm do tego jak ja :-) A duma z ukończonego dzieła daje mi siłę i kompetencję do skutecznego zamykania kolejnych etapów..

Podobnie było i z tym natchnieniem. Miałem napisać porządne CV i wysyłać je do pracodawców tu w Niemczech.. głównie z branży projektowania stron internetowych, więc logicznym następstwem było posiadanie własnego portfolio. W ułamku sekundy pojawił się obraz tego jak chciałbym żeby ono wyglądało. Odpaliłem program. Przygotowałem projekt. A potem trzy dni dopieszczałem każdy szczegół, aby moja wizytówka wyglądała tak jak to sobie zaplanowałem. I choć teraz już widzę pewne niedociągnięcia i niedopracowania - to jestem o dziesięć susów dalej niż gdybym tylko się ekscytował tym pomysłem.

Ot taki mały niewielki wycinek życia. Bardzo błahy. A ile dał mi edukacji i zrozumienia na różnych poziomach świadomości...

Chcesz? Zajrzyj na moje portfolio, klikając w obrazek poniżej. Odpowiedź na pytanie z tematu posta znajdziesz właśnie w mojej wizytówce :-)

Nowy "Miesiąc Cudów"

Otworzyłem nowy rozdział mojego życia.. Postanowiłem opuścić Ojczyznę, aby znaleźć swoje miejsce na ziemi.

Nowe środowisko, nowe zwyczaje, nowe miejsce - ale niezupełnie nowy świat. Nie jestem tu po raz pierwszy, ale zdecydowanie pierwszy raz podjąłem decyzję o przyjechaniu tu na dłużej niż wakacje. Czas zweryfikuje wszystkie postanowienia, plany i marzenia. Jak zawsze...

Co do zmian samego bloga. Wizualnie już widzisz zmianę. Blogger udostępnił nowe projekty szablonów i postanowiłem zachować obecną platformę blogową. (A już miałem się przenosić :-) )
Zmienił się też adres subskrypcji RSS - więc jeżeli chcesz - zapisz się, a zawsze dostaniesz świeżą porcję aktualizacji na swojego klienta RSS.

Formę bloga, artykuły, kategorie i niektóre elementy pozostawię, aczkolwiek zmieniło się moje myślenie. Więc czytając artykuły z 2007, 2008 czy 2009 roku miej świadomość, że dzisiaj mogę już myśleć nieco inaczej. Weryfikuj wszystko zgodnie ze swoją wolą i doświadczeniem. Komentuj, bo dzięki temu obie strony się rozwijają. Baw się procesem. Realizuj marzenia i dziel się informacją jak Ci idzie.
Jesteśmy częścią wszechświata, w której tak naprawdę jedyną ideą życia jest rozwój, a więc... Jedziemy! :-)

wtorek, 22 września 2009

Epilog i Posłowie pracy w urzędzie

Kończy się rozdział mojego życia pt. "Informatyk" w Urzędzie Gminy i Miasta.

Warto by było podsumować plusy, zbilansować minusy i w ogóle chwilę podumać nad tym co dobrego ta praca wniosła w moje życie.

Przede wszystkim jestem szczęśliwy za to, że mogłem tu pracować. Dużo się nauczyłem. Dużo zrozumiałem. Dużo odkryłem i dużo doświadczyłem.

Dlaczego więc kończy się ten rozdział? 

Ostatnio czytałem moją umowę i zakres obowiązków. Wszystkie zapisy i paragrafy wypełniałem uczciwie. Nie piszę, że nadgorliwie. Wypełniałem uczciwie. Zawsze dodając coś ekstra. Jakiś mały procencik więcej od standardowej staranności. Ba! Zrobiłem dla miasta nową stronę! Ot taki bonus. 

A dzięki nowej stronie mógłbym przeprowadzić badania nad tym w jaki sposób zmiana strony wpływa na liczbę odwiedzin i przy okazji napisać magistra. Poradziłbym sobie i bez nowej strony Rudnika, ale chociaż coś zrobiłbym pożytecznego na moim stanowisku.

Do powodów nie przedłużenia umowy można zaliczyć, że nie spełniałem wymagań. (Chociaż do naboru nowego informatyka wymagania obniżono - szukam mądrego, który mi to wyjaśni) Niestety, nie byłem także dyspozycyjny.. Chociaż w umowie nie było mowy o dyspozycyjności.. W wypłatach też jakoś nie widziałem docenienia pracy po godzinach.. 

Co dobrego wyciągnąłem z pracy w administracji?

Nauczyłem się.... Tego czego miałem się nauczyć. Teraz wiem więcej. :-) Nie wszyscy mówią to co myślą, niektórzy myślą nieco inaczej niż mówią, a jeszcze inni mówią czego nigdy nie pomyśleli, ale warto dzięki temu coś osiągnąć...

Jutro zaczynam nowe życie..

I nowy miesiąc cudów, ale o tym już niedługo...  

czwartek, 3 września 2009

Rady dla młodych mężczyzn od starego mężczyzny.

Znalezione na wykopie:

Rady dla młodych mężczyzn od starego mężczyzny. 

1. Nie wyżywaj się na młodszych, to niemoralne. Nie buraj do starszych, bo to głupie.

2. Przestań nienawidzić kobiety, to strata czasu.

3. Inwestuj w siebie. Dobra materialne zdobywają ci którzy się rozwijają. 

4. Jeśli musisz wdaj się w bójkę, nawet kiedy wiesz że przegrasz.

5. Jako byłemu żołnierzowi w jednej kwestji możesz mi zaufać. Nigdy nie wstępuj się do wojska no chyba że chcesz mieć odstrzelone jajca w imię ekonomicznych lub politycznych aspiracji obcych ludzi.

6. Jeżeli cokolwiek ma wpływ na korzystną sytuacje jednostki lub klasy społecznej, i teoretyczne, abstrakcyjne lub niejasne zyski dla całej reszty, musisz zdać sobie sprawę że beneficjentem jest sam interesant(proponujący) nie jego następca, nie daj sobie wcisnąć kitu za żadną cenę.

7. Nie bądź prawicowcem. Oni są zapatrzonymi w siebie oszustami bez żadnego poczucia honoru czy poczucia patriotyzmu wobec swoich obywateli. Jeżeli już musisz być prawicowcem nie bądź neokonserwatystą. Oni zawsze robią niepotrzebny szum medialny, są narzekającymi łajzami, prostolinijnymi idiotami o chorym poczuciu praworządności którzy ciągle grają pokrzywdzonych. Posłuchaj Tok Fm lub inne gadane radio a przekonasz się o czym mówię.


8. Nie ufaj poradom bez krytycznej analizy. 90% wszystkich porad jest skonstruowanych tak aby w rezultacie proponujący zyskiwał. Nie chcę wyjść na cynika ale w zasadzie może i 97%.

9. Spędzisz większość życia w poczuciu że jesteś pewnym ludziom coś winien. Lwiej części z nich gówno jesteś winien.

10. Nie umniejszaj twoim młodszym kolegom. Dawaj przykład młodym mężczyznom, którzy przyjdą po Tobie i zajmą twoje miejsce. Ludzie zaczną widzieć w Tobie potencjał, potężną siłę społeczną. To ich czasem przeraża. Społeczeństwo nie widzi w młodych mężczyznach współczucia. Boją się was każdego z osobna jak i całości. Głównym celem ustanowionego prawa jest tłumić i zagłuszać Cię. 

11. Jako młody mężczyzna, jesteś pozostawiony samemu sobie. A społeczeństwo stara się nas podzielić i skłócić. W odróżnieniu do kobiet które mają sądy i adwokatów oferującym im pomoc(NOK, IMID, La Strada, rząd, fundacje i organizacje non-profit) prawie nikt nie obejrzy się za Tobą. 

12. Młodzi mężczyźni zapewniają geniusz i siłę dzięki której nasze społeczeństwo kwitnie. Rozejrzyj się dookoła. Dolina krzemowa, google, N-K ,fotka, =]. W większości to nie starzy mężczyźni i kobiety stworzyli rewolucje w której żyjemy. Musisz zdać sobie sprawę że społeczeństwo kradnie twój wkład w nie, zabespiecza go kruczkami prawnymi intelektualnej własności i czerpie z tego korzyści. 

13. Wiedz że niewielu nosi Cię w sercu, jak Twoja Matka. Twój Ojciec pewnie też (jeżeli jeszcze kręci się w pobliżu). Twoje rodzeństwo jest po twojej stronie. Każdy inny martwi się tylko o siebie. 

14.Nie bój się powiedzieć ludziom żeby się "odpierdolili" kiedy to niezbędne. Jest to bardzo szlachetna cecha warta osiągnięcia. Jak to mówią walcz o swoje, nawet gdy głos Tobie drzy.

15. Zdobądź się na empatię, dobre zdolnosci interpersonalne i pewność siebie. Naucz się języka ciała i niewerbalnej komunikacji. Nie koncentruj się tylko na twoich zawodowych lub technicznych zdolnościach, w przeciwnym wypadku ktoś inny może dupczyć Twoją żonę.


16.Trzymaj formę. 

17.Nie pieprz głupot (o) swojej żonie/dziewczynie. Wspomóż jej w walce ze światem, nawet jak jest w błędzie, powinna mieć kogoś kto ją wspomoże w trudnych chwilach. Kiedy potrzebuje twojej pomocy zaoferuj ją. Powinna wiedzieć że ma oparcie.

18. Nie zdradzaj swojej dziewczyny/żony. Jeżeli musisz nie upokarzaj jej. Nie pozwól żeby twój występek dał o sobie znać jej lub jej znajomym. Nie rób tego tam gdzie mieszkasz. Nie rób tego z ludźmi z twojego towarzystwa. Nie sraj w swoje własne gniazdo.

19. Jeżeli twoja dziewczyna nie sprawia że czujesz się dobrze z samym sobą i nie wnosi szczęścia w twoje życie, zwolni ją. Od tego są właśnie dziewczyny. 

20. Nie wdawaj się w "emocjonalne romanse". One są tylko narzędziem które pozwala im flirtować i mieć kogoś na boku kto sprawi że wrośnie im poczucie własnej wartości. Tylko tego chcą, relacji w której poczują się dobrze. Dla Ciebie to dużo wysiłku i innych inwestycji rozciągniętych w czasie. Jeżeli mają z Tobą emocjonalny romans, wysoko prawdopodobne że pieprzy się z kimś innym.

21. Bycie przyjacielem kobiety i powiernikiem nie sprawi że przekształci się to w coś bardziej intymnego. Jeżeli nie "miałeś jej" w rozsądnie krótkim okresie czasu, szanse na to nikną. I prawdopodobnie skończy na tym że zwieży się Tobie z seksualnych igraszek które miewa z kimś innym.

22. Posiadaj i podtrzymuj przyjaźnie z kobietami.

23. Musisz zdać sobie sprawę z tego że miłość to loteria. Faceci zakochują się bardzo szybko. Jeżeli idziesz się spotkać z jakąś dziewczyną i czujesz że zdechniesz jezeli z nią nie beziesz i Cię odrzuci zostaw ją i znajdź następną. Jej strata, nie wie co traci.

24. Nie bądź internetowym trolem. Wychodź na zewnątrz, miej coś z życia. Nie szukaj kobiety na fotkach i innych wynalazkach , zwłaszcza na niezobowiązujacy seks lub po to żeby utworzyć otwarty związek. Pamietaj piękne i wartosciowe kobiety nie potrzebują reklamy. Te psełdo lalunie na naszej klasie to z pewnoscią banda trolo-geji czychające na twoje foty. Nie twierdze że w każdym przypadku ale napewno da się to rozpoznać po 2-5 pierwszych linijkach postów na pw. I wiek tych dziewczyn w większości oscyluje w granicach 30-tki lub więcej.

25. Gdy staniesz się w pełni mężczyzną musisz wiedzieć że ludzie będą wchodzić ci w parade. Nie chodzi mi tylko o pasywno-agresywne zachwoania jak gapienie się lub pociągnięcie z bara, ale też opryskliwość ludzi. Nie frustruj się, ludzie czasem zwyczajnie są skurwiali. Zejdź im zwyczajnie z drogi i zajmij się swoimi sprawami.

26. Nie maltretuj cyklistów, gejów, mniejszości narodowych, itp. Ani fizycznie ani psychicznie tylko z powodu kim są, albo jak się prezentują. Nie leży to w twoim interesie żeby zastraszać innych ludzi.

27. Jeżeli jesteś gejem, przyznaj się przed samym sobą i rodzicami, przyjaciółmi i społeczeństwem w większości. Bądź przygotowany na bycie szykanowanym. Wróć do zasady 14. Jeżeli ktoś Tobie grozi albo napadł cię zadzwoń na policje. Spraw żeby dostali się za kratki. Nie możesz poświęcać samego siebie tylko z powodu kim jesteś, ani jakie masz możliwości. Jako osoba homoseksualna, masz więcej swobód społecznych niż heteroseksualni mężczyźni. Korzystaj z tego by chronić się. Bądź przygotowany do wyjścia z szafy zawsze kiedy twoja orentacja spawia że twoje życie staje sie nie do zniesienia. Przeprowadź się jeżeli twoje miasto ci nie odpowiada.

28. Nie bądź pozerem. Unikaj bycia jednym z tych kolesi któzy noszą szerokie spodnie a nie mieli w życiu mica w ręku lub nie wiedzą co to Universal Zulu Nation. Bądź sobą nie daj się snobom i żyj własnym życiem, zapracuj na autentyczność. 

29. Nie wierzę w te bzdury o patriarchacie. Więcej kobiet jest przyjmowane na studia. Więcej stopni naukowych jest przynawane kobietom niż facetom. Kobiety żyją dłużej. Więcej mężczyzn skutecznie popełnia samobójstwa. Mężczyźni padają ofiarą przemocy fizycznej dwa razy częsciej niż kobiety, wliczając morderstwa. Jeżeli rozważysz napaści seksualne w więzieniach faceci są dwa razy częśćiej gwałceni niż kobiety (społeczeństwo myśli że więzienny gwałt jest zabawny). Ulice są wypełnione bezdomnymi mężczyznami z niewieloma przypadkami bezdomnych kobiet. Statystycznie kobiety są szczęśliwsze niż mężczyźni (mysle że to z powodu seksu na zawołanie) Mit że kobiety są wykorzystane przez system edukacyjny można obalić, ponieważ szkoły to kobiece bastiony, głównie zarządzane przez kobiety. Dziewczynki maja lepsze oceny niż chłopcy. To własnie chłopcy są wydymani przez system. i dostają częściej ritalin (lek na ADHD). W praktyce pensje mężczyzn maleją gdy kobiet rosną. Tylko dlatego że ktoś mówi że jest inaczej nie znaczy że to prawda. I nie ma się czym obwiniać.

30.Pamiętaj że 97% wszystkich porad jest bezwatrościowa. Ale z każdej możesz wyciągnąć coś dla siebie, resztę wywal do kosza. 

Źródło:
Advice to Young Men from an Old Man (craigslist.org) 
http://www.craigslist.org/about/best/sfo/279126743.html

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Oko cyklonu

Utknąłem w martwym punkcie. Zatrzymałem się na chwilę by zaczerpnąć powietrza w tej gonitwie...

Przez ostatni okres czasu, aż do teraz, byłem częścią huraganu. Częścią wielkiej wichury, z piorunami, gradem błyskawicami i porywistym wiatrem. Tak metaforycznie opisałbym to co dzieje się wokół.

Wszystko się jakoś samo napędziło. Milion rzeczy do zrobienia w mikrosekundzie czasu. Wszystko naraz i dlaczego jeszcze nie zrobione. Znasz to. Wiesz o czym mówię, choć niektórzy z Was mają na to własne sposoby.

To element edukacji w administrowaniu zasobami. Czasem. Energią. Sobą... W pewnym momencie mimo mojej dubeltowej wydajności w powierzonych zadaniach stałem się zbyt mało wydajny. Zbyt mała przepustowość.. Jak niszczarka, w którą włożysz pół ryzy papieru.

Zgodnie z prawem fizyki ciała które się już ruszają nadal chcą się ruszać. Nagłe zatrzymanie na dłuższą chwilę zmiażdżyłoby mi plecy. Trzeba powoli. Stopniowo.. Coraz Wolniej... i Wolniej... i Wolniejj.. ii jeeeeszczee wooolniej... baaardzo powoooolii. Taaak. Właśnie taaak powoooli jaaak teeeraaz..... A kiedy będę myślał o tym jak bardzo spokojny staję się dzięki temu, mam szansę wyjść z tego wiru. Stanąć obok i popatrzeć z politowaniem na "nich" wszystkich pędzonych w tym zaprzęgu.

I kiedy patrzę na ten wir.. On staje się coraz mniejszy.. bardziej przezroczysty i jakiś taki falujący.. Potem zaczyna zanikać. Jak obraz starego telewizora. Nie dość, że biało czarny to jeszcze ciemny i słabo widoczny. Na dodatek to słońce, które razi i jeszcze bardziej zniekształca obraz wiru. Stał się cichy. Wiatr ustał.. Gdzie ten wir.. A tutaj. To ten pyłek, który właśnie rozpłynął się w powietrzu... Spokój i cisza.

I czuję, że jestem spokojny. Mogę wziąć oddech. Głęęboooki oddech.. Odetchnąć z ulgą. Otrzepać z siebie kurz i pył stresu. Usiadłem i patrzę na tą wirówkę ludzkiej pracy i pogoni. Teraz się uśmiecham. Nie ustami, czy samym wyrazem twarzy. Uśmiecham się całym ciałem. Uśmiecham się od stóp do końców palców. Wiesz jak to jest kiedy uśmiecha się ciałem?

A teraz mogę wziąć się do zrobienia rzeczy w takiej kolejności i w takim tempie jakie będzie mi odpowiadało. Teraz jest czas, by żyć własnym życiem. Własną chwilą. Własnymi myślami i marzeniami. Dziękuję.

czwartek, 7 maja 2009

Szacunek do siebie i koszt alternatywny

Koszt alternatywny, cytując wikipedię to:
W ekonomii koszt alternatywny danego dobra to ilość innego dobra, z której trzeba zrezygnować, aby możliwe stało się wytworzenie dodatkowej jednostki tego pierwszego.

Koszt alternatywny w wielu podręcznikach z zakresu ekonomii jest również definiowany jako koszt potencjalnie utraconych możliwości (lub jako koszt utraconych korzyści). Można to tłumaczyć w następujący sposób: Załóżmy, że otwieramy przedsiębiorstwo. Naszym głównym celem jest osiąganie jak najwyższych obrotów, ale może się zdarzyć sytuacja, w której nasze przedsiębiorstwo nie zarobi nic - właśnie wtedy tracimy potencjalny zysk, jaki moglibyśmy zarobić, gdybyśmy zatrudnili się u innego przedsiębiorcy i to właśnie jest koszt alternatywny.

Inaczej mówiąc, koszt alternatywny jest to wartość najlepszej z możliwych korzyści utraconej w wyniku dokonanego wyboru. Zatem koszt alternatywny:
jest zawsze ponoszony przez osobę podejmującą decyzję,
jest określony w chwili dokonywania wyboru,
ma charakter subiektywny.

Przykład

Kosztem alternatywnym Twojej edukacji jest to, czego nie zarobisz wtedy, gdy się uczysz.


pozostawiam Cię na chwilę z tą teorią..

Przejdę do szacunku. Szacunek do samego siebie. Do własnej osoby. To, w jaki sposób traktujesz siebie na tle innych.. Na ile tolerujesz to, że inni decydują za Ciebie. Na ile jesteś bierny w swoich działaniach.. Ile realnie zyskujesz a ile tracisz możliwości robiąc to co robisz teraz..

Krótki termin czy długie lata... Jaka perspektywa? Czego chcesz i co możesz? Co sprzedajesz i dlaczego tak tanio... ?

piątek, 24 kwietnia 2009

Dążysz do celu, czy cel jest dążony do Ciebie?

A może to i to jednocześnie?

Na forum nlppolska w temacie "Oszustwo stulecia - pewnosc siebie" zainspirowały mnie teksty Mateusza Grzesiaka, a jeszcze bardziej wypowiedź Jana.

Cytuję jej fragment:

Zaczyna się wtedy przeżywać taką jedność ze światem, bycie jego integralną częścią, częścią jakiejś zajebistej całości. Jakość i forma doświadczeń przestają mieć znaczenie, co ciekawe, doświadczanie samo w sobie przestaje mieć znaczenie. Bo zanika pierwotne poczucie konieczności posiadania celu. To jest ciekawe, co? Tak jak pisze MG: jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany.

Nie wiem jak można dobrze opisać stan w którym słowo cel traci znaczenie, bo przecież jak pisze Daniel Pieńkowski - istotny jest postęp, a postęp realizuje się poprzez wytyczanie sobie celów, zmianę, dążenie do doskonałości. Ludzie zajmujący się NLP są w większości orędownikami powiedzenia "Człowiek jest kowalem własnego losu", lub rożnych jego wariacji. Bierzesz siebie w garść i jak plastelinę - przekształcasz.
Tak, ale właśnie - wyobraź sobie taki stan umysłu, który raz że trwa stale, nieprzerwanie, a dwa że daje ci poczucie całkowitego spełnienia i sensu niezależnie od tego co robisz, a przede wszystkim przy zachowaniu poczucia twojej 100% autentyczności masz absolutną wręcz metafizyczna pewność że cokolwiek by się nie stało, i tak wszystko będzie super OK.
Celem jest wtedy egzystencja.


I ja miałem ostatnio podobne przebłyski. Podobne odczucia i obrazy.. Zacząłem rozumieć pewne sprawy w inny sposób. W inny to znaczy w jaki? Co konkretnie?

Otóż:

1. Świat Cię non stop uczy - zgodnie z tym czego oczekujesz

Masz cele, masz marzenia. Dążysz do pewnych rzeczy. Pewnie zauważyłeś, że niektóre rzeczy osiągasz łatwiej, inne trudniej. Ja mam wspaniałą żonę, cudowną miłość i ciepło w życiu uczuciowym, mam zdrowie i młodość. Marzę o kasie i dostatnim życiu, o podróżach i wielu wspaniałych przygodach. Są tacy, których celem jest to, co ja już mam. Są tacy, którzy nawet o takiej rzeczywistości nawet nie marzą.. Są i też tacy, którzy osiągnęli to co ja zawsze chciałem. I od tych będę się uczył. Mimo wszystkiego co chcesz się nauczyć sam, życie i tak nauczy Cię więcej niż byś chciał.
Piszę to o moich doświadczeniach i moich fragmentach rzeczywistości.

Gdzieś na górze kieruje mną niezależna ode mnie mądrość, która za wczasu wie jak wszystko poustawiać, jak zorganizować, abym osiągnął (jeśli to dla mnie dobre), lub nie osiągnął (jeśli mogłyby wiązać się z tym jakieś negatywne konsekwencje). Ta mądrość otacza mnie doświadczeniami w kierunku, który sam chcę osiągnąć, ucząc wszystkiego co niezbędne do osiągnięcia tego celu.

Ciekawa historia z moją edukacją. Kończąc szkołę średnią, byłem ze wspaniałą kobietą, zaręczyliśmy się. Chciałem studiować, chciałem się dalej edukować. Byłem przekonany o tym, że studia architektury we wrocławiu będą dla mnie rozwojowe i mądre. I teraz: Gdybym postanowił, że jest to mój cel i bezwzględnie dążył do jego realizacji to pewnie by mi się to udało, ale...
No właśnie. Wszystko wyjaśniło się później. Próbowałem dostać się na Politechnikę Rzeszowską i studiować "dziennie" informatykę. Niestety, o dostaniu się na ten kierunek decydowała średnia 5.6 wzwyż.
Złożyłem dokumenty na WSiZ w Rzeszowie (uczelnia niepaństwowa, płatna). Od początku szkoły średniej krytykowałem tę szkołę, że kupowanie wykształcenia, że komercja, że to nie szkoła tylko firma i mnóstwo innych bzdurnych argumentów. Zacząłem studiować w systemie zaocznym.
W międzyczasie miłość mojego życia, zgodziła się być moją żoną, wspólne mieszkanie, radość życia.. miodek :-)
Dziś, kiedy widzę jakość przekazywanej wiedzy na mojej uczelni, stale podnoszony standard, stale rozwijane kierunki i non stop unowocześnianie uczelni. Kiedy widzę, że państwowe uczelnie są lata świetlne za WSiZ ze względu na wykształcenie i doświadczenie wykładowców - doceniam i jestem wdzięczny tej nieograniczonej mądrości, że zaplanowała te pięć lat lepiej niż sam mógłbym to zrobić.
Mógłbym przecież sobie to wszystko wymyślić i realizować konsekwentnie. Mógłbym, ale jestem pewien, że ta mądrość i tak zorganizowałaby wszystko jeszcze lepiej.

Tę część mojego doświadczenia pokrywa się z tym o czym pisał Mateusz Grzesiak,
"jesteś pędzony, nie pędzisz, nie rozwijasz się , jesteś rozwijany".

Wyznaczamy kierunki, w których chcemy się rozwijać.

2. Chcieć doświadczyć - zamiast "będę szczęśliwy jak to osiągnę"

Trudno byłoby być jednocześnie w tym samym czasie muzułmaninem i katolikiem, sportowcem i żulem, biednym i bogatym, dającym i biorącym. Wybierasz pewne konteksty, pewne fragmenty doświadczeń w których jesteś jednym, a w innych jesteś kimś innym. To tak jak te dwie energie.. kobieca i męska. Przeplatają się w zajemnie... Współgrają i tworzą ruch. Bycie 100% męską energią w absolutnie każdej sekundzie życia jest niemożliwe. Czasem jest więcej energii kobiecej, czasem męskiej.

Teraz. Wybierając sobie kierunek. Np. Chcę podróżować, chcę mieć dużo forsy, żeby zaspokajać wszystkie swoje potrzeby (dawanie innym też jest moją potrzebą) życie skieruje mnie do takich doświadczeń, które będą pomagały mi to osiągnąć.

Czy te wnioski burzą moje wszystkie wcześniejsze wnioski na temat planowania swojego czasu? ABSOLUTNIE NIE! Jeśli sobie zaplanuję, że chcę studiować, jeśli sobie zaplanuję, że zrobię to i to w ciągu następnych pięciu lat to życie mi pomoże w realizacji tego planu. Co ciekawe poskreśla niektóre punkty planu, wykroi pewną rzeczywistość z tej listy. Stworzy pewną nową alternatywę, której nawet nie bierzemy teraz pod uwagę.

Go with the flow... Tak, ale planuj kierunki, w którym to flow ma podążać. A nawet jeśli życie pozmienia i pogmatwa te plany, zastanów się chwilę o ile dalej Cię zaniosło i ile więcej Cię nauczyło niż pierwotnie planowałeś? Fale na oceanie mogą Cię rzucać w promieniu kilku kilometrów i przez całe życie dryfujesz w tym obrębie, ale kiedy siądziesz do wioseł, mimo fal znoszących i wiatrów, będziesz płynął tam gdzie chcesz (przynajmniej będzesz w tym kierunku sterował swoim dziobem ;-)

Ostatnio zaciekawiłem się fraktalami. W mojej głowie zaroiło się od obrazów porównawczych. Np. atom, układ słoneczny, galaktyki, neurony w głowie, mózg, małpa, przyroda, planeta, układ słoneczny, atom, komórka, mózg, człowiek.. itd. Fraktale nie są stałe, za każdym razem zmienia się jakiś pierwiastek. Po pewnych powtórzeniach fraktal zmienia się w zupełnie nowy wzór..

Ucząc się z doświadczenia innych, wyciągając jego kompletny model i tak zrobimy coś innego, ktoś inny zrobi coś jeszcze innego.. Potem społeczeństwo ucząc się tego wszystkiego wymyśli coś jeszcze innego. Kolejny wzór fraktalu... abstrakcja.

Ale co z tego wyciągnąłem?


Planując coś, życie dołoży coś nowego, stworzy nowy wzór tego co planowałeś. Zaplanuje dla Ciebie ścieżki, których nawet się nie spodziewasz. Będziesz pędzony i uczony w Twoim życiu w kierunkach, które pierwotnie chciałeś, ale które doprowadzą Cię do całkiem nowych kierunków.

Planuj więc, pamiętając o tym wszystkim co wyżej napisałem. Mimo nie osiągnięcia 100% tego co zaplanowałeś nauczysz się od siebie więcej niż mógłbyś to sobie wymarzyć, nawet jeśli nie będą to tylko przyjemne doświadczenia...

Nie chcę żebyś się z tym zgadzał. Broń się przed przyjmowaniem tego za jakąś teorię, czy wiedzę, która jest super obiektywnie mądra. Jest tylko flowem mojego umysłu i moją nauką dla siebie samego. Będę szczęśliwy, jeśli dzięki temu będzie Ci w życiu lżej i łatwiej będziesz osiągał poziomy świadomości o jakich marzysz. Weź fragment tego co chciałem Ci przekazać.. oczywiście jeśli tego chcesz. Sam wyznaczasz kierunki rozwoju swoich fraktali..

czwartek, 16 kwietnia 2009

Zarodki pomysłów

Kiedyś napisałem to na GoldenLine, ale znikło.. Wracam do tematu i wrzucam go tutaj:





Nie możemy rozwiązywać problemów używając takiego samego schematu myślowego, jakim posługiwaliśmy się w trakcie ich pojawienia się." Albert Einstein

Niezaprzeczalnie Einstein był geniuszem o ogromnej wyobraźni. W swoich przemyśleniach nigdy nie ograniczał się jedynie do świata jaki znał. Jego wyobraźnia pozwalała mu zbadać wszechświat mający więcej niż 3 wymiary. (Np. wyobrażał sobie jak w skórzanej kurtce pędzi na promieniu świetlnym, obserwując inne promienie).
Żeby zrozumieć jego podejście musimy wyjść poza to co wydaje nam się znajome.

Musimy wyrwać się z reguł, które nami teraz rządzą, które krępują nasz sposób myślenia o bogactwie. Nie twierdzę, że nasze stare reguły myślenia były dobre czy złe, ale skoro nie mamy jeszcze upragnionego miliona znaczy że myślenie nie było aż tak skuteczne.

I tak jak z głębokiego rowu, lub bagna raczej trudno wydostać się bez pomocy drugiej osoby, tak samo potrzebujemy pomysłu z zewnątrz, aby zerwać z regułową rutyną. Pomogą nam w tym zarodki pomysłów. Zarodki te pomogą nam oderwać uwagę od bezużytecznych reguł, którymi kierowaliśmy się do tej pory rozwiązując nasz problem.

O co chodzi? Czym jest zarodek pomysłu?

Zarodek pomysłu jest absurdem, najlepiej gdyby miał niewiele wspólnego z naszym problemem. Pomysł całkowicie oderwany od naszego aktualnego sposobu myślenia pomoże nam spojrzeć na nasze wyzwanie (czyli zdobycie upragnionego miliona) z zupełnie nowych punktów widzenia.

To co proponuję tutaj to fantastyczna zabawa jakiej możesz doświadczyć podczas wymyślania zarodków pomysłów. Chcę żebyś przestał/a myśleć logicznie najbardziej jak to tylko możliwe. Einstein wymyślił teorię względności wybierając się na przejażdżkę po promieniu świetlnym. Chcesz być równie kreatywny wymyślając sposób zdobycia naszego miliona.
Ludzie często czują się głupio rozmyślając o gwoździach kiedy myślą o rozwiązaniu problemu zdobycia miliona albo zlikwidowaniu głodu na świecie. Dlatego często lepiej jeśli ktoś nam narzuci z góry ustalony, głupi pomysł, który będzie naszym zarodkiem pomysłu.
I tu moja propozycja: włącz telewizor, wybierz dowolny program lub otwórz słownik w 4 różnych miejscach i zapisz sobie 5 zarodków pomysłów.

Jako pojedynczy zarodek pomysłu zapisz sobie 4 rzczy:
1. Osoba
2. Miejsce
3. Rzecz
4. Czynność

Zapisz sobie 5 takich zarodków a następnie wyobraź sobie każdą sytuację oraz sposób w jaki może to rozwiązać nasz problem (zdobycie miliona)

Np. w wyniku mojego surfowania zapisałem;

1. Siatkarki
2. Plaża w Turcji
3. Futro
4. Szokować

Wyobraziłem sobie jak na przeraźliwie upalnej plaży w Turcji ma rozpocząć się mecz siatkarek. W ostatnim momencie ktoś zarządził że będą grały w futrach z norek. Kibice są tak zszokowani jak tylko to możliwe. Siedzą z rozdziawionymi gębami a facet, który robił wtedy zdjęcia, jako jedyny fotograf zainteresowany tym meczem inkasuje milion dolarów od czasopism za zdjęcia podczas niego zrobione.

Prawda że szalone? I o to właśnie chodzi!

Starodawnym schematem myślenia pewnie myślałbym że trzeba mieć pieniądze żeby włożyć na fundusz inwestycyjny a po 20 latach będę miał milion, albo kupić nieruchomości, albo założyć firmę itp.

Pamiętaj, że zarodek pomysłu może nie dostarczyć nam poszukiwanego rozwiązania. Jest tylko i wyłącznie punktem wyjścia do wymyślania twórczych idei. Kiedy z każdej strony obejrzysz wyimaginowaną sytuację możesz dostrzec coś interesującego i wnikliwego. Zarodek pomysłu ma za zadanie rozbudzić naszą wyboraźnię do tworzenia błyskotliwych rozwiązań.

I tu kolejna fajna rzecz, która następnie się pojawia: Pytania

Einstein zadawał sobie pytania typu: "Jak będę jechał na tym promieniu to czy zniknie moje odbicie w lustrze?"
Czy gdyby te siatkarki wyszły w futrach to media same zainteresowałyby się tym faktem? A co, gdyby jeszcze na tych futrach pewna firma umieściła swoją reklamę? Czy dałoby to kolejny milion? itp. Te pytania mogą sprawić że w Twojej głowie zabłyśnie wyjątkowa myśl, która doprowadzi Cię do miliona.

Bardzo ważne w całym naszym rozważaniu jest dokładne zdefiniowanie problemu (wyzwania). W naszym przypadku jest to zdobycie miliona (złotych, euro, dolarów, funtów?). W jakim czasie? W jakiej postaci? (bilon, banknoty, sztaby złota, domy, obroty w firmie?)
kto go osiągnie (ja, cała rodzina, ludzie z forum GL - wszyscy razem czy każdy z osobna?).

Zapraszam do pisania tu swoich zarodków pomysłów i sposobów w jaki mogą one pomóc nam osiągnąć nasz cel: miliona zł
Włącz telewizor i skocz po przypadkowych programach. zapisz sobie osobę, miejsce, rzecz i czynność, a potem włącz wyobraźnię, przymróż jedno oko, lewą ręką trzymaj się za prawą kostkę u nogi, prawą drap się po głowie (ta pozycja pozwoli Ci na uwolnienie dodatkowej porcji humoru i kreatywności ) i podziel się z nami swoimi zarodkami

Pozdrawiam. Żyj świadomie



PS. Artykuł napisałem po przeczytaniu książki "myśleć jak Einstein" autorstwa Scott'a Thorpe. Polecam tę wybitną książkę!

środa, 1 kwietnia 2009

Tworzenie zestawienia finansowego - Umiejętność liczenia

"Chciałbym zadać ci proste pytanie. Czy możesz zarobić
dwa razy więcej, niż zarabiasz obecnie, poświęcając na pracę do­
kładnie tyle samo czasu? Czy mógłbyś zarobić trzy razy tyle?
Dziesięć razy tyle? Czy jest możliwe, żebyś w tym samym czasie
zarabiał tysiąc razy więcej niż obecnie?" Anthony Robbins

W artykule o tworzeniu zestawienia finansowego z 1 października 2008 umieściłem listę rzeczy, od których muszę zacząć, by osiągnąć moje cele finansowe.

Dla przypomnienia:

1. Kontrolowanie samego siebie.
2. Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.
3. Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.
4. Nadzorowanie podatków.
5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.
6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie


1. Punkt pierwszy mówi o kontrolowaniu siebie. Jak to wygląda w rzeczywistości finansowej?

Od września (a nawet od połowy sierpnia)zajmuję się organizacją swoich finansów. Proste monitorowanie wydatków. Program w komórce do którego mogę wpisywać bieżące wydatki zaraz po ich dokonaniu.. Świetna sprawa. Następnie wrzucam je wszystkie do arkusza kalkulacyjnego, wg wzoru, który podałem w tym artykule. Chociaż.. Od tego czasu mój arkusz nieco ewoluował... Ale o tym dlaczego i jak za chwilę.

Poniżej przedstawiam aktualny arkusz zestawień:




2. Tu przechodzimy do punktu drugiego: Nadzorowanie stosunku: przychody - rozchody i aktywa - pasywa.

Po prawie 8 miesiącach samoobserwacji doszedłem do momentu, w którym mogę mniej więcej oszacować moje miesięczne koszty w różnych kategoriach a tym samym zaplanować wydatki na przyszłość.
Dlatego też moje zestawienie finansowe ewoluowało o nowe kolumny: "szacunkowo"

Mając te dane planuję swój budżet na kolejne 2-3 miesiące. Dzięki temu mam możliwość i wiedzę już teraz ile mogę spokojnie przeznaczyć na budowanie kolumny aktywów. Zarządzam swoim budżetem, monitoruję stosunek przychodów i rozchodów oraz aktywów i pasywów. Do tej pory mocno skupiałem się na tym pierwszym zestawieniu. Od tej pory chcę skupić się na zarządzaniu aktywami i pasywami, gdyż to jest tak naprawdę kluczem do skutecznej organizacji finansów.

3. Kolejny element układanki: Nadzorowanie zarządzania inwestowaniem.

Nadzorowanie, a więc kontrolowanie działań na drodze do jakiegoś celu w określonym czasie z określoną strategią.

Na tym etapie trzeba już więcej niż tylko spisywania i sumiennego notowania. Potrzeba celu, planu i strategii.

Ten etap dopiero się przede mną otworzył.. choć otwiera się już kilka lat :-) Jeszcze kiedy pracowałem jako doradca wiedziałem, że muszę taki plan posiadać. To, że "TA" firma się nie wywiązała z umowy i takiego planu do dzisiaj nie mam to nie jest żaden powód, by takiego planu sobie nie zrobić samemu. Bez żadnych pseudodoradców na jakiego sam się kształciłem :-)

Zacząłem od budowania planu długookresowego na co najmniej 10 lat, następnie skupiłem się na planach rocznych (o czym można poczytać w dziale "cel plan strategia"). Teraz zaś (od listopada 2008) zacząłem planować trzymiesięczne okresy. W takim okresie jest dużo łatwiej wyznaczyć priorytetowe cele do osiągnięcia. Dzięki temu otrzymuję szybkość, spójność i klarowność w realizacji własnych koncepcji. To co do tej pory planowałem na rok zamykam w dwóch kwartałach. Więcej efektów... Więcej sukcesów... Więcej satysfakcji... Spirala dobrych rzeczy :-)

4. Czwarty etap czyli nadzorowanie podatków

Ten etap jest dla mnie jeszcze trochę tematem tabu. Nie do końca zrozumiałym i klarownym. Potrzeba poznania środowiska podatków wydaje się być nieodzowna. Nawet jeśli nie będę w stanie sam wszystkiego wyliczyć i policzyć to jednak ta dziedzina powinna mnie bardziej zainteresować. Trzeba wiedzieć co można, co jest legalne, a co można odpisać i jak. Dopiszę to do mojego planu 3miesięcznego.

5. Nadzorowanie kupowania i sprzedawania.

Wiedza wynikająca z poprzednich etapów daje moc, daje skupienie, daje bystrość umysłu potrzebną do skutecznego zarabiania na aktywach. Nikt nie mówi, że bez tej wiedzy nie można kupować nieruchomości czy jednostek funduszu inwestycyjnego. Nikt nie mówi, że wiedza i plan jest niezbędna do stania się bogatym. Myślę, że liczne przypadki z życia różnych bogatych osób są w stanie udowodnić, że nie jest ona niezbędna.

Po co więc dbałość o te wszystkie szczegóły?

Są znachorzy i lekarze. Są wróżki i przedsiębiorcy. Są malarze, ale nie wszyscy z nich to artyści.

Sam zdecyduj czy w Twoim życiu, na Twojej drodze wiedza tu przedstawiona się przyda. Przecież potrafisz to zrobić prawda? Podejmij samodzielną decyzję o tym jak bardzo to jest istotne.

6. Rozdaj 10% swoich dochodów, 10% odłóż dla siebie

A tutaj szepnę za Biblią "Niech prawa ręka Twoja nie wie co czyni lewa" kiedy chcesz rozdać swoje 10%. Wtedy dopiero będzie to miało sens i moc pomnażania dochodów.

A co do odkładania 10% dla siebie... Chyba zasłużyłeś swoją pracą, wysiłkiem i wytrwałością, by te 10% absolutnie rozrzucić na czyste przyjemności prawda? Im więcej zarabiasz tym więcej przyjemności... :D

Niech się stanie :-)