poniedziałek, 1 października 2007

Komu ja mogę dzisiaj doradzać jako doradca finansowy?

Co muszę/ co chcę zrobić, aby móc absolutnie spójnie być osobą skutecznie doradzającą.

Zgłosiłem się z moim pomysłem do Fryderyka bo on coś osiągnął i przeszedł już ten proces który ja chcę przejść. Wie co mnie może spotkać po drodze bo on już tam doszedł. To czyni go osobą kompetentną do tego aby doradzać innym zarządzanie kapitałem. Nie poszedłem z tym do Mietka z drugiej klatki, który nie ma o biznesie seledynowego ani tym bardziej zielonego pojęcia i choć może czasem coś rozsądnego i mądrego powiedzieć nie będzie dla mnie najlepszym doradcą.

Co mogłoby mi jednak pozwolić na to abym do takiego klienta mógł podejść z jak najlepszej strony? Jakim sposobem mógłbym znaleźć to „coś”, które decydowałoby o mojej wyjątkowości nawet jeśli czegoś jeszcze nie osiągnąłem?
Czy występując w roli aktora, który udaje pięknie wyuczone teksty, który ma wspaniałe podejście, który ma jaja do tego aby sprzedać SOFI mogę być wiarygodnym doradcą?
Czy tym czymś nie jest autorytet?
W takim razie jak go zdobyć? Jak osoba, która do tej pory borykała się ze swoimi finansami może być doradcą ludzi zamożniejszych? Jak Mietek może mi doradzać w prowadzeniu firmy???
Traktowałbym go z przymrużeniem oka jako mojego pomocnika od miotły i dźwigania – pewnie tylko wtedy gdyby jego obecność przynosiła mi szczęście.

Czy powtarzając słowa innych – podobnie jak Nikoś Dyzma – mógłbym zrobić karierę? Ale nawet Nikoś miał w sobie pewną uczciwość i spójność.

Nie jest to regułą żeby człowiek bogaty doradzał biednemu, ale absolutną przewrotnością jest kiedy biedny chce uczyć zamożnego zdobywania bogactwa. Błędem byłoby traktowanie ludzi „z góry”, sztucznie wywyższając się w takich sytuacjach.

Kiedy pracowałem jako sprzedawca w młynie, najpierw nie byłem traktowany poważnie – czas mojej pracy w tej firmie utwierdzał ludzi że posiadam kompetencje do tego aby rozsądnie podać im to czego oczekują. Wynikało to pewnie z prostego założenia, że mam doświadczenie i chcąc nie chcąc, muszę wiedzieć pewne rzeczy.

Jakie założenia w takim razie mają ludzie co do doradców finansowych? Jakie przesądy mają wobec kogoś, kto ma im pomóc? Jakie ja mam przesądy wobec tego co myślą o mnie klienci?

Czy nie jest tak, że klient wybierze osobę, która coś osiągnęła? Po czym to pozna? Po samochodzie? Po garniturze? Ile muszę mieć kasy aby stanowić autorytet? Tyle samo czy więcej niż klient? Jeśli więcej to ile? – bo przecież każdy klient ma różne kwoty w różnych momentach.
Kiedy osoba – obca osoba – zaczyna myśleć „ czy ten facet już coś osiągnął że chce mi doradzać?” Jaki to moment i jakimi cechami charakterystycznymi się zdradza? Jakie gesty wykonuje?
Czym temu zaradzić?
A jeśli klient reaguje podobnie jak mój były szef – który nie podejmie współpracy tylko dlatego, że przyszedł ktoś bystrzejszy i pomysł nie pochodzi od niego samego?
Jak wtedy pokierować?

Chciałbym, aby klient czuł się komfortowo z tym, że rozmawiam z nim o tym o czym nikt nie chce z nim rozmawiać. Nie muszę posiadać ogromnego stanu konta żeby to robić.
Chcę, żeby klient czuł się przy mnie dobrze i ciepło. Chcę nauczyć się aby tacy klienci mieli poczucie, że to oni są inicjatorami, a jednocześnie tak mądrze kierować rozmową aby nie myśleli o tym że jestem „cieniasem” z niskim poczuciem wartości. Chcę asertywnie kierować dyskusją tak aby wydawało mu się, że to on kieruje – ale to ja będę miał inicjatywę.

W takim razie jaką mam mieć postawę wobec klientów? Czy to nie jest tak jak na budowie, że pomocnik musi robić najwięcej? Czy powinienem wziąć na siebie ciężar i pokazać, że potrafię? Czy w taki sposób zbuduję sobie autorytet?
A może są jakieś inne sposoby?

Z pewnością ludzie z innych miejscowości, którzy mnie nie znają nie będą patrzeć na mnie przez filtr moich osiągnięć. Spojrzą na mnie przez filtr chwili obecnej. Tego co sobą reprezentuję tu i teraz. Jakim samochodem przyjechałem i w jaki sposób ich traktuję.
Idąc dalej. Jak chcę ich traktować? Jak klienci chcą być traktowani?

Złamię regułę i zamiast patrzeć na siebie oczami klienta spojrzę z perspektywy psa leżącego pod stołem obserwującego całą sytuację :-)
Gdybym był psem klienta, co bym sobie pomyślał? Jako pies o doskonałym węchu natychmiast wyczułbym tchórza i oszusta, a jak jeszcze facet przychodzi z walizką to mam wrażenie że to listonosz i mam ochotę go ugryźć. No ale zobaczymy co powie mojemu panu. Na razie szef każe mi być cicho więc pewnie ufa temu doradcy. Zobaczymy jak ten doradca wykorzysta tę szansę.
Po chwili widzę, że pan coraz bardziej mu ufa, bo zbliża się do niego i śmieją się. Atmosfera jest miła. Doradca zachowuje się spokojnie, jest pewny siebie i nie wykonuje żadnych nerwowych ruchów. Mój pan uważnie go słucha więc, wykonują podobne gesty i obaj spokojnie rozmawiają. Mogę się zdrzemnąć – to przyjaciel.

A jak ja bym potraktował doradcę, który przyszedł do mnie na spotkanie? Czy to nie jest trochę tak jak w tej anegdocie:

Siedzi sobie zadowolony rybak nad jeziorkiem i leniwie wyciąga kolejne rybki. Przygląda się temu jakiś odziany w krawat i garniturek konsultant i doradza:
- na Twoim miejscu zacząłbym łowić więcej zamiast tak leniwie się wpatrywać w spławik, zacząłbym sprzedawać nadwyżki, a za zarobione pieniądze kupiłbym kuter i łowił jeszcze więcej. Potem otworzył filię i zarabiałbym jeszcze więcej – i wtedy stać by mnie było by w końcu robić to, co kocham robić i wreszcie cieszyć się życiem.
Na to rybak - A jak myślisz, co robię w tej chwili?” :)

Od razu nasuwa się powiedzenie „przygarniał kocioł garnkowi”. Jak wykorzystać tę anegdotkę dla mnie i mojej pracy – nie tylko doradcy finansowego ale także szefa Intelight systems? Jak mógłbym się zgłosić do klienta, aby chciał tego słuchać. Czy to że wędkarz jest zadowolony oznacza, że już musi do końca życia to robić co robi? A z drugiej strony czy potrzebuje nowych rewolucyjnych rozwiązań? Czy potrzebuje pieniędzy? Jak dotrzeć do takich, którzy chcą i potrzebują?

Czy podejście wspólnej nauki z klientem mogłoby zaowocować? Czy lepiej od razu założyć że to ja jestem nauczycielem i to ja doradzam. Kiedy nie jestem ekspertem – to czy warto ryzykować swoją reputację i udawać że potrafię coś czego nie potrafię?
Jak wykorzystać „bycie sobą”, w spójnym kreowaniu swojego wizerunku jako doradcy finansowego? Czym mogę zainteresować klienta?

Gdybym powiedział do niego na przykład tak:
- Zdaję sobie sprawę, że na dzień dzisiejszy to ja mogę się uczyć od Pana zarabiania pieniędzy, ale już teraz mogę dać Panu to czego wszyscy mamy tyle samo - czasu. Mogę wyręczyć pana przy organizacji spraw finansowo – urzędowych by swój czas mógł przeznaczyć pan na rozrywkę i przyjemności. Czy gdyby dzięki doradcy finansowemu miał pan mniej obowiązkowych formalności a więcej czasu dla siebie to czy byłby pan zadowolony?

Czy to dobry kierunek? Gdzieś w głębi duszy czuję że właśnie od tego powinienem zacząć jako 23-letni doradca. Komu w takim razie mógłbym zaoferować taką pomoc – gdzie znajdę ludzi, którzy potrzebują więcej czasu dla siebie a mniej czasu dla urzędów i banków. Kto chciałby skorzystać z takiej pomocy?
Wydaje mi się to bardziej spójne od głupiego udawania, że jestem mądrzejszy i wiem lepiej. Czuję i wiem, że to w tej niszy stanę się ekspertem. Każdy w swojej branży musi zacząć od "czarnej roboty". Trzeba stać się od niej specjalistą. Klienci pojawią się sami.

Jaką jeszcze pomoc mogę zaoferować klientom aby czuli się komfortowo we współpracy ze mną, tak żeby nawet myśl o cenie czy moich kompetencjach nie przyszła im do głowy, zamiast tego mając obraz mnie jako niezbędnego narzędzia i pomocy. Jak sprawić, żeby stać się przyjacielem klientów, doradcą który pomoże w każdej chwili i w każdej sprawie ale jednocześnie nie wpaść w pułapkę bezradności klienta i mojej niezastępowalności? Jak sprawić żeby „używał” moich umiejętności i zasobów w absolutnie niezbędnych sytuacjach?

Chcę nauczyć się wzbudzać zaufanie i szacunek wobec mojej osoby – co może wydawać się nieco dziwne, ale tak samo jak ja chcę szanować klientów pragnę aby i oni szanowali mnie i mój czas.

Jak znaleźć klientów którzy chcą mnie jako swojego doradcę – nie jako zadufany głos, który mówi co, jak i gdzie zainwestować, ale cały zespół wspomagający jego finanse. Jak znaleźć klientów, dla których mógłbym stać się finansowymi oczami, uszami i głosami. Jak sprawić żebym stał się ich osobistym ministrem finansów? Jak sprawić aby chcieli i potrzebowali moich usług?
Gdzie znaleźć takich ludzi? Co zrobić, co powiedzieć aby ich zaciekawić i zainteresować? Czym wzbudzić ich zainteresowanie i ciekawość. Od czego zacząć i w jakich miejscach szukać?

Jak zabezpieczyć klientów przed moją własną nachalnością – żeby nie zrobić tak jak w filmie „pogoda na jutro” gdzie Jerzy Stuhr zatrzymując się koło szpitala – rozpłakał się ze wzruszenia i za moment podszedł facet z wizytówką zakładu pogrzebowego :-)

Musi istnieć jakaś granica, ale gdzie i jak? Czy potrzeba jakąś w ogóle tworzyć?

Chcę działać, i to od zaraz!

Od jakiego miejsca zacząć szukać osób potrzebujących pomocnika finansowego. Ile ja sam dałbym za to żeby ktoś za mnie pojechał do ZUSu czy na uczelnię w sprawach formalnych (apropo uczelni... :-D to chyba dobre miejsce..). Gdzie szukać klientów? – o moich kolejnych pomysłach napiszę zaraz jak tylko powstaną :D
Póki co dziękuję Ci wszechświecie za wszelkie cuda, których ciągle doświadczam. A co do mojego celu: Niech się stanie – to lub coś o niebo lepszego :-)

3 komentarze :

Anonimowy pisze...

Witam ponownie,
mam nadzieje ze chcesz aby ludzie komentowali i ze sie nie urazisz :)
moim zdaniem maslo maslane, nic z tego nie wynika, wiecznie rozmyslasz a nie dzialasz :)
pozdrawiam
Joanna

Padre - mów obrazem pisze...

Jasnę że chcę aby ludzie komentowali :-)

Dzięki i pozdrawiam

Artur Zygmunt pisze...

A ja uważam, że zadajesz właściwe pytania... prawie.

Co by było gdybyś zadał sobie pytanie "Jak sprawić, aby sami Cię szukali, aby skorzystać z Twojej pomocy, mimo świadomości, że jesteś żółtodziobem"?

Opcja z wyręczaniem klientów w sprawach urzędowych i skarbowych i formalnych może być dobrym kierunkiem.

PS - czy praca doradcy finansowego jest najszybszym i najprostszym sposobem na 10 000 w miesiąc?