piątek, 21 grudnia 2007

Spójność

Spójność, spójność, spójność... I powtórzę to raz jeszcze: spójność.

Czy też tak czasem masz że czujesz to uczucie, kiedy odnosisz wrażenie że jesteś jak laser?

Tak naprawdę to jedyna droga.. Albo będę w pełni spójny w dążeniu do realizacji celu albo rozbiegany chaos działań znów rozproszy moją energię. Spójność jest tym co może doprowadzić mnie do moich celów.

Czasem czuję że wszystkie części mojego ducha i ciała razem ze mną ustawiają się w kierunku o jakim marzę.

Wczoraj wydarzyły się różne wydarzenia, które wywołały we mnie właśnie takie uczucie. Gdzieś to czytałem w "jednominutowym milionerze" że pod wpływem wizualizacji i stałego przyciągania swoich celów cały nasz świat przeorganizowuje się i my sami się przeorganizowujemy. Ukierunkowujemy nasze myśli w jedną stronę. To trochę tak jak cząsteczki w metalu są rozłożone w różne strony i dlatego metal nie przyciąga. Magnes jest inny. Jest ukierunkowany. Jego cząsteczki zwrócone są w jednym kierunku (w zależności czy to magnes jedno- czy dwubiegunowy) i przyciąga dzięki temu inne metale.

Spójność. To jest to czego teraz mi trzeba. Tego pragnę i dążę by być absolutnie spójnym w dążeniu do moich celów.

Z każdą sekundą życia, z każdym nowym doświadczeniem i wydarzeniem zauważam, ze wszystko dzieje się w tym kierunku, zaczyna układać się w jedną całość. Początkowo mgliste marzenia, zamienione w cele, konkretne plany stają się rzeczywistością. Nabierają klarowności, puzzle układają się na swoich miejscach. Spójność..

Niech wszystkie części mojej koncentracji w maksymalnym stopniu skupią się na realizacji celu - a wtedy nic mnie nie powstrzyma. Wręcz przeciwnie - cały wszechświat będzie mi pomagał - bo WIEM CZEGO CHCĘ :-)

Niech się stanie to o czym marzę - to lub coś o niebo lepszego..

A Ty? Jesteś spójny w tym do czego dążysz?

4 komentarze :

Katarzyna Szafranowska pisze...

Czuję to, o czym piszesz Łukaszu całą sobą. Od długiego już czasu zauważam, że gdy jestem spójna w tym, co robię to wszystko idzie gładko.

Jeśli jednak jakaś część mnie nie jest przekonana do pomysłu czy działania to nagle na drodze pojawiają się przeszkody. Wtedy wiem, że potrzebuję powrócić do siebie i zbadać o co chodzi.

Gdy wątpliwości zostają rozwiane, przekonanie zmienione to znowu wszystko się układa. To mój wewnętrzny kompas.

To jest piękne, bo nie ma zwalania winy na warunki zewnętrzne, tylko obserwacja i zmiana siebie. Wtedy rozwój przyspiesza i to bardzo...

Kiedyś miałam nieprzyjemność pracować we wrocławskiej firmie szybkiego czytania, w której trenerzy - psychologowie sami nie czytali szybko. Sam szef "chwalił" się, że ma dysleksję i czyta 60 słów na minutę.

Proponowano mi bardzo niską stawkę za prowadzenie, bo nie jestem psychologiem. To, że prowadziłam treningi kilka lat oraz to, że czytam 10.000 słów na minutę nie miało żadnego znaczenia.

Wyobrażasz to sobie?

Uderzyło mnie jak można prowadzić firmę będąc w takiej niespójności. Taka firma nie ma na dłuższą metę szans na rynku.

Spójność jest wszystkim w biznesie i w życiu osobistym także.

Życzę osiągnięcia spójności Tobie i każdemu. Wtedy cokolwiek chcesz, a zaczyna się dziać.

Anonimowy pisze...

Nie na tym rzecz polega ze by wyznaczyć cel i dążyć do niego jak muł
Einstein , Edison ,Ford itd. Oni nie wyznaczali sobie celów ale robili to dla przyjemności
Einstein  „najpiękniejszą i najwspanialszą rzeczą w życiu jest odkrywanie tajemnicy”
Zawsze ale to zawsze wielcy ludzie brali się z tąd ze odkrywali przyjemność w czymś co innym ludziom wydawało się trudne nieprzyjemne albo wydawało się ciężką pracą .
Założyciele google nie zakładali na początku ze zarobią na tej wyszukiwarce kasę metoda na kasę znalazła się sama zrobili ją bo znali się na tym chcieli coś zrobić nie dla kasy ale ze by
coś zrobić to pragnienie ich do tego popchneło pragnienie ze muszą coś zrobić .
Możesz swój cel gonić nawet bardzo szybko a on i tak jest jeszcze szybszy niż ty i nigdy nie uda ci się go złapać (dogonić owszem ale nigdy złapać (coś ci się może udać ale nic wielkiego raczej będzie to mniej niż się spodziewałeś rozczarowanie))
Że by zyskać nową większą siłę czeba pozbyć się starej (By zbudować coś nowego czeba zniszczyć coś starego).
I tak twój cel jest twoim największym ciężarem i wrogiem bo cie ogranicza już nie jestes kreatywny ale nastawiony na cel .Pozbądź się swojego celu a wtedy go odnajdziesz.
Cel nie prowadzi do celu (!!to nie cel powinien być celem chociaż cel jest potrzebny!!)
A jeśli naprawdę chcesz do czegoś dojść to zamiast myśleć o celu zacznij działać .
1 – Nigdy nie czekaj na nagrodę oklaski (nigdy nawet nie myśleć o odpoczynku bo to odpoczynek sam cie znajdzie jeśli pozbędziesz się wszystkich sił (im szybciej tym lepiej))

2 – Zawsze powinieneś chcieć coś zrobić (po prostu zacząć działać)(w czasie robienia jednej rzeczy myśleć już o następnej jaką zrobisz po skończeniu aktualnej)

Wbrew wszelkim pozorom to najkrótsza droga.
Rób tak jak napisałem a wtedy fortuna sama cie znajdzie nie będziesz musiał jej szukać .
Nie tylko znajdzie ale przerośnie twoje oczekiwania…

Padre - mów obrazem pisze...

Dziękuję za komentarz i rady.

Nie bardzo rozumiem tylko jak mam się pozbyć celu?

Nie można nie mieć celu. Coś się robi po coś, a nie tylko po to by coś robić, czyż nie?

Drugie pytanie: w jaki sposób i z jakiego powodu: to że wiem, czego pragnę jest moim cięzarem?

Kiedy jadę autem to muszę wiedziec dokąd jadę, a nie tylko jeździć w kółko po mieście. To chyba logiczne?

Zgodzę się że mój cel może ograniczać moją kreatywność, ale na pewno nie ogranicza mojej kreatywności w sposobie dotarcia do tego celu.
I znów wracając do auta.. To że chcę jechać do Rzeszowa może ograniczać moją pomysłowość (bo gdybym się nie ograniczał do jednego miasta, to może w Szczecinie zrobię jakiś biznes). Z drugiej jednak strony nie ogranicza to mojej kreatywności, która może akurat najciekawszym pomysłem uznać drogę do Rzeszowa przez Szczecin.

Wiem czego chcę i jest to moim światłem. Rozumiem jednocześnie że nie można być ćmą lecącą w ogień...

Wiem czego chcę i to jest mój motyw. Uczucia które doświadczam po zrealizowaniu tego celu, emocje, doświadczenia żyją we mnie już teraz i tym bardziej tego pragnę.

Trochę trzeba być jak ta żaba, z tej bajki - kiedy 2 żaby wpadły do wody jedna się poddała i utonęła, a druga tak długo trzepała łapkami aż ubiła masło i wyskoczyła.
Z drugiej jednak strony trzeba być trochę jak mala muszelka która mimo sztormów i ogromnych mocy oceanu zdolnych zatopić statki - jest w stanie bezpiecznie dopłynąć do brzegu.

Ja jestem kowalem mojego losu. Ja jestem kapitanem tego statku. Ja nadaję kierunek, ale żeby tam dopłynąć trzeba wiosłować..
I tu się chyba wszyscy zgadzamy :-)

Padre - mów obrazem pisze...

ostatnio zrozumialem jeszcze jedną megaważną rzecz:

pieniądze, szczęście, radość, zdrowie

to nie są cele same w sobie, ale rezultaty osiągnięcia celów..